19.09.2021

Jan Duda dał się poznać jako homofobiczny przewodniczący sejmiku małopolskiego. Dzielnie wspiera albo jest wspierany w swoich homofobicznych działaniach przez krakowskiego biskupa Marka Jędraszewskiego. Obaj też mają bardzo wiele do powiedzenia na temat Unii Europejskiej.
Wydawało się, że Duda senior już wyczerpał zasób głupstw, jakie można na temat UE i LGBT+ powiedzieć, ale jednak jego homofobiczna wyobraźnia nie zna granic. Ostatnio zaczął fantazjować na temat… zaraźliwości homoseksualizmu.
Oto słowa pana przewodniczącego:
Po prostu homoseksualizm jest w znacznym stopniu zjawiskiem zaraźliwym. Twierdzenie, że płeć to jest kwestia wyboru, które staje się u nas modne, utrudnia dzieciom rozwój psychofizyczny.
Nie sposób dociec, skąd senior Duda taką wiedzę posiadł, bo z tego, co mówi, to wygląda na to, że nawet jeśli dużo czyta (nawet Science Magazine) to z tego, co czyta – niewiele rozumie.
Zdanie na Dudy seniora na temat powodów obecności Polski w EU też jest godne odnotowania:
Weszliśmy do Unii, żeby osiągać wspólne korzyści, a nie żeby nam ktoś dyktował, co to jest rodzina czy kto ma być sędzią w Polsce. Z czasem każdy człowiek się zacznie zastanawiać, czy obecność w takiej Unii ma sens.
A może weszliśmy po to, by mieć pewność, że niszczenie sądownictwa będzie napiętnowane, a przemoc w tzw. rodzinie monitorowana? Widać prof. Jan Duda ma dość osobliwą perspektywę, którą dość wiernie przekazał synowi.
Polska na tym dobrze nie wychodzi, a szczególnie Małopolska.
Końcówka rozmowy z Renatą Grochal z Newsweeka jest mimo wszystko optymistyczna. Powiada bowiem senior Duda:
Przede wszystkim zadbać o uczciwość debaty publicznej, o jasne formułowanie argumentów, zachować szacunek dla oponentów, nie stosować lewicowych chwytów socjotechnicznych i fałszywych kalek pojęciowych. To kluczowe zadanie dla mediów i polityków. Ale ja nie uważam, żeby u nas podziały były zbyt głębokie. Większość ludzi rozumie, jakie są ich interesy – chcą zarabiać pieniądze, mieć dom, rodzinę i spokojnie żyć. Ideologie mało ludzi obchodzą. Zaostrza się spór, żeby utrzymać duopol polityczny, ale zgadzam się, że zaostrzanie sporów społecznych nam szkodzi. Dlatego z panią rozmawiam”.
Problem w tym, że on sam nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo stał się zakładnikiem PiS-u, do którego zresztą nie należy.


Większość komentarzy ludzi rozumnych, po tym zdaniu o zaraźliwości homoseksualizmu, nie może powstrzymać się od stwierdzenia, że co prawda homoseksualizm zupełnie nie jest zaraźliwy, ale głupota i owszem. Swoją drogą jak człowiek, mający status profesora akademickiego może wygłaszać takie brednie?
Jeżeli ktoś taki może być tak dalece nierzetelny, że zamiast sprawdzić u źródeł wiedzy posługuje się nieprawdą, czysto homofobicznymi zmyśleniami, to jak wygląda rzetelność jego warsztatu zawodowego? Przecież to nie są rzeczy rozłączne. Człowiek nie może być nieuczciwy prywatnie a zawodowo przyzwoity, bo to nonsens.
Nawiasem mówiąc uchwała anty LGBT tego sejmiku któremu ten osobnik szefuje jest kompletnie pozbawiona sensu i jakiegokoowiek znaczenia praktycznego ponadto, że dyskryminuje osoby LGBT. Autorzy tej hucpy nie zastanawiają się jak wycofać się z tej dyskryminacji, ale jak oszukać UE. To jest ta ich „rzetelność” i „uczciwość”. Okazuje się, że status akademcki nie gwarantuje tolerancji, światłości a przede wszystkim nie chroni przed homofobią.
Ludzie w tym wieku, ze znacznym dorobkiem zawodowym i wysokim poziomem etyki zazwyczaj należą do osób czcigodnych. Ten człowiek przez wyrażane poglądy, postawy i zachowania, ze wszech miar zasługuje na określenie – godny pożałowania.
Mnie zadziwia, jak łatwo w Polsce rozdaje się tytuły naukowe ludziom niezrównoważonym emocjonalnie, skłonnym do przesady(fanatyzmu) czy nawet agresji. To mi się kłóci z wyobrażeniem o instytucji Profesora Nauk.
No to już wiemy po kim rezydent pałacu prezydenckiego odziedziczył głupotę i uprzedzenia. Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Prawdę mówiąc ta osoba obchodzi mnie tyle co zeszłoroczny śnieg, ale pokazuje nam jak (nie)myślą zwolennicy PiS.
Jeśli o mnie chodzi, to już dawno przestałem się takimi homofobicznym wypowiedziami osób z pokolenia „średniego” i starszych przejmować, a tym bardziej wchodzić z nimi w dyskusję – czy to w realu czy w świecie wirtualnym. Przekonać do ewentualnego „wyjścia z błędu” i zmiany sposobu myślenia to można ludzi młodych. Z doświadczenia wiem że mniej więcej w wieku ok. 30-35 lat, 90% ludzi ma już OSTATECZNIE skrystalizowane poglądy na otaczając są je świat i to jak ten świat funkcjonuje. Odnosi się to zarówno do ich poglądów politycznych, ekonomicznych, społecznych, obyczajowych jak i preferencji religijnych czy przywiązania do takich a nie innych koncepcji naukowych. Bywa nawet gorzej – wiele osób już w wieku 25 lat jest „zabetonowanych” w swojej wizji świata i w światopoglądzie w którym będą już tkwić do końca życia…
Mnie szczęśliwie zdążyło się w życiu dość wcześnie, bo jeszcze w czasach studenckich przeczytać u Samuelsona (znany ekonomista – autor jednego z dwóch najpopularniejszych na świecie podręczników do ekonomii) pewną głęboką myśl. Myśl tę Samuelson cytował zresztą jako będąca autorstwa wybitnego niemieckiego fizyka Maxa Plancka (tego od teorii kwantów).Otóż Max Planck w swoim czasie w swoich przemyśleniach doszedł do następującego wniosku: „NOWA IDEA/pogląd triumfuje w świecie nie dlatego, że JEJ OPONENCI zrozumieli ją lub zostali do niej przekonani, ale dlatego, że z upływem czasu jej przeciwnicy po prostu WYMIERAJĄ, a ich miejsce zajmuje NOWE POKOLENIE, dla których ta idea jest już czymś OCZYWISTYM, bo są z nią obeznani już od najmłodszych lat”.
W wąskim rozumieniu Planck odnosił to do teorii naukowych (a więc takich jak np. akceptacja teorii ewolucji, teorii względności, teorii kwantów, koncepcji psychologicznych itp.) ale w szerszym ujęciu uważał, że dotyczy to całokształtu światopoglądu człowieka. To wyjaśnia np. dlaczego człowiekowi wierzącemu wychowanemu w katolickim kręgu kulturowym nie mieści się w głowie że kapłan mógłby wstąpić w związek małżeński i mieć dzieci… Tak samo jak wiernemu wychowanemu w kościele anglikańskim, prezbiteriańskim czy luterańskim NIE MIEŚCI SIĘ z kolei W GŁOWIE, że można kapłanowi wstąpienia w związek małżeński zabronić! Raz nabyty pogląd trzyma się mocno!
[Notabene: Max Planck miał osiągnięcia nie tylko w dziedzinie fizyki kwantowej, ale i pewne przemyślenia z dziedziny teologii (protestanckiej) i coś tam na ten temat pisał…]
Tak więc uważam to za szczęśliwe, że tak wcześnie w swoim życiu tę myśl Maxa Plancka poznałem, bo pozwoliła mi ona od początku mieć baczenie przed „zabetonowaniem się” w swoich poglądach. Wydaje mi się, że cały czas jestem skłonny zaakceptować inny niż mi się wydawało pogląd na daną sprawę, jeśli tylko czy to naukowe dowody (w przypadku koncepcji naukowych), czy to logika wywodu mnie do tego przekonają…
Oczywiście pewne ograniczenia związane z wiekiem istnieją. Nikt z nas nie lubi zbytnio zmieniać swoich przekonań. „Tkwić w błędzie” czy też w starych nawykach jest pod względem psychicznym wygodne, chociaż na dłuższą metę może sporo kosztować. Przykładowo: niechęć starszych ludzi do nauczenia się obsługi komputera i internetu. Podobnie z homofobią: wiara, że „pedalstwo” jest czymś nienaturalnym, że jest „ciężkim zboczeniem” daje tę korzyść, że pozwala człowiekowi poczuć się KIMŚ LEPSZYM od innych (w tym wypadku od osób LGBT). Tym bardziej jest to atrakcyjne, że dotyczy to cechy na którą NIE MIĘLIŚMY ŻADNEGO WPŁYWU. Nie przypadkowo (co zauważył już np. Schopenhauer) najwięcej nacjonalistów, rasistów, fundamentalistów religijnych, homofobów itp. jest wśród nieudaczników i frustratów życiowych. Jeśli nie można bowiem być dumnym z tego na co miało się wpływ (osiągnięcia zawodowe, hobby, wybudowanie domu, opracowanie nowego wynalazku, napisania książki itp.) to się jest „dumnym” z tego na co się wpływu nie miało… A nikt z nas swojej rasy, narodowości, płci, preferencji seksualnych czy religii (99.5% ludzi wyznaje religie w której się urodziło) sobie nie wybierał!
Powoli kończąc: Zbytnio bym się tymi wszystkimi Dudami, Gądeckimi, Jędraszewskimi, Kaczyńskimi, Rydzykami, Czarnkami, Terleckimi (można by tak długo jeszcze wymieniać) i ich „złotymi myślami” nie przejmował. Zgodnie z koncepcją Plancka, oni już swoich poglądów nie zmienią i zejdą już z nimi do grobu! Ponieważ ja sam swoje poglądy na temat ludzkiemu seksualności opieram na wynikach badań naukowych, więc wiem, że są to sprawy skomplikowane i nie za bardzo zależne od człowieka. PODOBNIE BYŁO DAWNIEJ Z LEWORĘCZNOŚCIĄ – też uważano to za „zboczenie” i rezultat „lenistwa” osoby leworęcznej, coś co można skorygować, z czego można „wyleczyć”. Dziś nikt już tak nie uważa!
Dlatego jeśli chodzi o stosunek do osób LGBT, to wierzę… jestem wręcz przekonany, że wobec zachodzących na bieżąco odkryć naukowych w dziedzinie biologii, medycyny, psychologii itp. nowe pokolenia będą przyjmowały tolerancję względem tych osób jako coś oczywistego (oczywiście wyjątki się znajdą, tak samo jak nadal są osoby odrzucające teorię ewolucji lub wierzące, że Ziemia jest płaska). Ale starych „narodowych katolików” już przekonać się nie da… Oni wiedzą swoje… To jest ich „najmojsza prawda” i nawet jeśliby sam rzymski papież im to osobiście „ex cathedra” oznajmił, to na te okoliczność są w stanie odrzucić dekret o nieomylności papieża w kwestii wiary i moralności…
Oczywiście należy te osoby obserwować i te ich „faux pas” odnotowywać (tak jak to Pan Profesor to właśnie na bieżąco robi i chwała Panu za to), po to by móc im to w przyszłości wygarnąć. Ale przyszłość jest w młodych! Ich trzeba przed tym „zabetonowaniem” w coraz bardziej z nauką sprzecznymi poglądami „leśnych, narodowo-katolickich dziadków” chronić. Dlatego ja już np. dojrzałem do myśli o potrzebie wyrzucenia religii ze szkół z powrotem do salek katechetycznych (a w swoim nie miałem nic przeciwko religii w szkołach, jako czegoś niegroźnego a może i pożytecznego – dziś tak już nie uważam). No i tego Czarnka trzeba będzie jakoś przechorować…
Szanowny Panie,
Poczułem się mocno zbesztany Pańskimi uwagami — ponieważ, skoro już niedługo przyjdzie mi obchodzić 76-te urodziny, to muszę mieć swoje poglądy już zabetonowane na amen!
Na szczęście, starczy wiek ma też i pewne zalety. Na przykład taką, że ja doskonale pamiętam dowcipy, które krążyły wśród ludu (no, może nie wśród dokładnie całego ludu…) po Wydarzeniach Marcowych w roku 1968.
No więc, był jeden taki dowcip, że niejakiego towarzysza Rosencwajga, wiadomego pochodzenia, postanowiono w związku z tym pochodzeniem właśnie usunąć z partii. Zebrała sie więc odpowiednia partyjna dintojra (zwana wtedy „egzekutywą”) i zaczynają tow. Rozencwajga grillować:
„Towarzyszu Rozencwajg, jakie są wasze poglądy na temat syjonizmu?”
Ten, nie w ciemię bity, śpieszy z odpowiedzią: „Moje poglądy na temat syjonizmu są dokładnie takie same, jak poglądy Towarzysza Wiesłąwa!”
No, trochę ich z mańki zażył, ale oni ciągną dalej:
„A jakie są wasze poglądy, towarzyszu, na temat rewizjonizmu?”
(rewizjonizm, wyjaśniam, to był w owych czasach grzech kardynalny w przypadku członka partii).
Znów, chytry Rozencwajg odparowuje atak: „Moje poglądy na temat rewizjonizmu są dokładnie takie same, jak poglądy Towarzysza Breżniewa!”
No, dintojra widzi, że tak łatwo z Rozencwajgiem im nie pójdzie… Więc wyciągają broń ostateczną:
„Towarzyszu Rozencwajg, to jak to jest — wy jesteście w PZPR od 1948 roku i co, wy nie macie swoich własnych poglądów?!”
Na co Rozencwajg: „Ależ, towarzysze, ja własne poglądy mam, ale ja się z tymi poglądami nie zgadzam!!”
Ten stary dowcip mnie uratował — bo obie pomyślałem: „No tak, jestem staruchem, czyli mam poglądy już z kretesem zabetonowane — ale przecież ja mogę się z tymi poglądami NIE ZGADZAĆ!!!” — i od razu poczułem ulgę!
Załączam ukłony!
Myślę, że niepotrzebnie się Pan oburza; jest Pan po prostu w tych 10%, którzy nie poddali się zabetonowaniu.
Proszę się Szanowny Panie Tomaszu zbytnio tym co napisałem (zgodnie z moimi własnymi słowami z pierwszego akapitu) „nie przejmować” 🙂 Zgodnie z powiedzeniem/zasadą, że „uogólnienia są niebezpieczne – również to”, w moim przydługim poście i tak dokonałem (żeby nie był jeszcze dłuższy) mniej lub bardziej świadomych uogólnień i skrótów myślowych. Mam więc nadzieję, że np. w miejscu gdzie stwierdzam, że pewne (wymieniane przeze mnie z nazwiska) osoby „swoich poglądów nie zmienią”, to nie dlatego nie zmienią że mają już tyle wiosen na karku, ale WŁAŚNIE DLATEGO, że tyle już tych wiosen mają A MIMO TO swoich poglądów na temat tego „czy homoseksualizmem można się zarazić” JESZCZE nie zmieniły…
Dodam, że chodzi mi o zmienianie poglądów ze względu na postęp w nauce i wiążącego się z tym dyskursu naukowego w wyniku którego wiele koncepcji, które jeszcze np. 30 czy 50 lat temu wydawały się być „właściwe” obecnie uważa się za błędne (vide: wspomniany przeze mnie casus leworęczności). Istnieją natomiast jeszcze „gusta”, o których z racji ich subiektywności się nie dyskutuje. Nikt normalny nie nazwie „zabetonowaniem” faktu, że ktoś nadal słucha np. Beethovena, Fogga, czy Santor, bo zgodnie z „duchem czasu” powinien słuchać Lady Gagi, albo przynajmniej Michaela Jacksona 😉
Właśnie więc dlatego się na tym forum udzielam, bo wydaje mi się że większość wypowiadających tu osób jest otwarta na inne aspekty danej sprawy. Co prawda wyobrażam sobie, że ktoś z zewnątrz po pobieżnej lekturze S.O. może powiedzieć: „ale przecież widać, że na tym forum większość osób jest „zabetonowana” w poglądach proLGBT”. No… nie bardzo tak jest… Użyte przeze mnie pojęcie „zabetonowania” dotyczy trwania przy koncepcjach, które w naszej młodości zostały przez nas przyswojone (a które być może wydawały się być nawet słuszne), a które wraz z postępem naukowych obecnie są nie do utrzymania.
50 lat temu można jeszcze było myśleć, że homoseksualizm jest czymś czym „można się zarazić” np. przez lekturę „wywrotowej” literatury lub przebywanie z osobami o „wywrotowych” poglądach. Obecnie z naukowego punktu widzenia trwanie przy takich poglądach nie jest rozsądne. Jak najbardziej natomiast można być nadal fanem ABBA’y (piszący te słowa właśnie nim jest 🙂 czy filmów z Louis de Funesem (właśnie jestem fanem tych filmów i nic na to nie poradzę :-)…
Bardzo miło też było przeczytać pański dowcip z dawnych „bratnich czasów” 🙂 Pamiętam czasy, kiedy taki humor jeszcze krążył – moja podstawówka przypadała jeszcze na lata 80-te. Sam jeszcze parę takich pamiętam (między innymi te ala „Radio Erewań nadaje…”) i w niektórych sytuacjach je przytaczam. Może jak będzie okazja to je kiedyś zacytuję. Również dołączając uprzejme ukłony serdecznie pozdrawiam 🙂
P.S. Ach, dodam jeszcze, że jestem wielkim fanem serii filmów o Jamesie Bondzie, chociaż zdaje sobie sprawę, że z dzisiejszego punktu widzenia są one strasznie SEKSISTOWSKIE! Agent 007 powinien – moim zdaniem – dostawać w twarz od kobiety conajmniej raz w każdym odcinku serii (no, może z wyjątkiem tych z Timolthym Daltonem, który jakoś się jeszcze z szacunkiem do kobiet zachowywał)
Wyjaśnię, że ja uprawiałem badania naukowe przez ponad pół wieku (dla chleba, Panie, dla chleba…) — konkretnie, fizykowałem doświadczalnie w Uniwersytecie Warszawskim i następnie, kolejno w czterech amerykańskich uniwersytetach. A moja żona z kolei prowadzi aż do dziś badania w dziedzinie biologii, konkretnie, nad molekularnymi mechanizmami zegarów biologicznych i zjawisk starzenia się.
W rezultacie, ja mam ogromny szacunek dla nauki. I nie mam żadnych uprzedzeń w stosunku do LGBT — na co może też wpłynął fakt, że od 39 lat mieszkam w USA i to na Zachodnim Wybrzeżu, gdzie panuje szczególnie liberalny stosunek do tego środowiska. Pan Bóg tych ludzi tak stworzył, co do tego nie ma żadnych wątpliwoiści — a Fredro (chyba?) mądrze stwierdził, że: „niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze godzić trzeba”. A jeśli już wolimy Pana Boga w to nie mieszać, to możemy zamiast o Nim, mówić o Matce Naturze, o ludzkim genomie i o wpływie hormonów matki w życiu płodowym człowieka (co do tych dwóch ostatnich, to żona dawała mi korepetycje — ponieważ ona sama stale widzi zjawiska „LGBT- podobne” u tych Drosophila Megalogaster, które zadręcza w swoich badaniach).
Mam też mało wątpliwości co do tego, że zmiany klimatu spowodowane są działalnością człowieka — a widzę, że tzw. „ekosceptycy” to głównie osoby starsze. Oni ubliżają na rozmaite sposoby Grecie Thunberg — a ja uważam, że Grecia robi świetną robotę. A propos, młode pokolenia powinny się na serio wziąć za przestawianie gospodarki światowej na OZE, pokonując upór staruchów. Bo nam staruchom zmiany klimatyczne już niewiele zaszkodzą (najwyżej będzie trochę cieplej pod piachem), a dla dzisiejszej młodzieży skutki zmian klimatycznych mogą być dramatyczne (nawiasem mówiąc, mamy już tego „uwerturę” na Zachodnim Wybrzeżu USA; w moim Oregonie każą nam „siedzieć na walizkach” i być gotowym do natychmiastowej ewakuacji na sygnał, bo „wildfires”, rozległe pożary lasów spowodowane ekstremalną suszą mogą się nagle zdarzyć w każdym dosłownie miejscu; miliony hektarów już poszły z dymem).
Serdecznie pozdrawiam każdego, kto miał cierpliwość doczytania tych starczych utyskiwań do tego miejsca!
Apropos OZE.
Jeżeli Pan zajmował się fizyką to z pewnością zna Pan ulubionego (nie tylko porzez mnie) profesora Łukasza Turskiego. W jednym z wystąpień na youtube bądź w jakiejś rozmowie (nie pamiętam czy nie z Jackiem Pałasińskim na portalu „Na temat”) profesor wspomniał, że OZE nawet najbardziej rozwinięte nie zaspokoi potrzeb ludzkości w zakresie energii elektrycznej. W tej kwestii ubolewał, że fizycy niedostatecznie alarmowali świat od ponad 50 lat i świat zaniedbał badania nad rozwojem energetyki atomowej. Jego zdaniem tak czy inaczej nie unikniemy rozwoju tej energetyki.
Nie wiem jak był badany odsetek zabetonowanych, lecz moje obserwacje życiowe go potwierdzają. Na brak betonozy wpływają różne czynniki, w tym cechy osobnicze, jak ciekawość poznawcza, otwartość intelektualna na pojawiające się trendy; moim zd. duży wpływ ma też późne rodzicielstwo, gdyż pozwala o wiele dłużej konfrontować się z młodością. Podczas gdy moje koleżanki niańczą kilkunastoletnie niekiedy wnuki, ja mam bardzo młodego syna, jego dziewczyny, kolegów, muzykę, sposób myślenia, problemy, wyzwania, zagrożenia, sprawozdania z życia nocnych klubów, itd. To nie daje zaskorupieć.
Ad vocem do dyskusji między Tetonem – Tomkiem Giebultowiczem – Magdaleną.
*
W świecie współczesnym, trzeciej dekady XXI wieku, wyniki badań naukowych dostarczają nowej wiedzy tak szybko, że musimy te nowe ustalenia uwzględniać w naszych poglądach, przekonaniach, ideach, jeżeli chcemy nie być kompletnie niedzisiejszymi jednostkami. Stąd ciekawość świata, otwartość poznawcza, aktywność intelektualna i niezasklepianie się (nie zabetonowywanie) w utartych poglądach jest warunkiem naszej własnej adekwatności do czasów współczesnych. Inaczej mówiąc – przyswajanie ciągle pojawiających się nowych zasobów wiedzy jest dla nas nie tylko szansą, ale poniekąd koniecznością, abyśmy w ogóle rozumieli jako tako świat współczesny. Trywializując – częstotliwość zmian jest tak duża, że nie nadążamy umierać ze starymi poglądami. Stąd anachroniczność takich postaw jakie prezentują wymieniane Dudy, Kaczyńskie, Jędraszewskie i wiele wiele innych. Ci ludzie nie od dziś nie nadążają za rozwojem świata i cywilizacji. Oni nie nadążają od dawna. Pytanie tylko czy dlatego, że nie mogą lub nie umieją, czy może dlatego, że po prostu nie chcą nadążać? Czy jak w wierszu Tetmajera modlą się aby ich buty mogły śmierdzieć, jak śmierdziały przed stu laty? Prawdopodobnie w ich mniemaniu ich bóg tych próśb wysłuchał…
Szanowny Panie Profesorze, raczył Pan napisać w konkluzji – „Problem w tym, że on sam nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo stał się zakładnikiem PiS-u, do którego zresztą nie należy.” Czyżby Panie Profesorze? On jest emanacją PiS-u. Taki sam prostak, cham, mizogin, homofob, nieuk i tępak. Kto mógłby inny spłodzić Adriana?
Trochę ostro, choć chyba celnie. W kręgu moich bliskich „chodzi” bardziej lakoniczne podsumowanie takiej mentalności. Gość jest głupszy niż Chrystusów koń. A to był osioł.
KIedy wymienili szefa stadniny w Janowie, nieodżałowanej pamięci Redaktor Janina Paradowska zżymała się na kandydata PiSu. Stwierdził on, że co prawda ta dziedzina biznesu jest dla niego nowa, ale czuje że będzie bardzo lubił pracę z „koniami”. Chroń nas panie przed takimi koniami grzmiała dziennikarka.
*
Otóż ten kandydat został prezesem stadniny i ropoczał urzędowanie od obejrzenia stada. Szefowa hodowli oprowadzała prezesa po stajniach, gdzie podziwiał najpiękniejsze konie z zaciekawieniem rozpytując o rasę, płeć, wiek, itp. Na koniec trafili do stajni, gdzie były różne zwierzęta gospodarcze większe i mniejsze koniki, kuce, itp. Prezes pytał o każdego, co to za konik taki mały, taki duży, itp. W końcu trafiło na takiego średniego zwierzaka i Prezes zapytał.:A co to za konik z takimi fajnymi uszami? To jest panie Prezesie osioł. Ostatnie słowo jest istotnym wyróżnikiem tej formacji.
Taki sam prostak, cham, mizogin, homofob, nieuk i tępak został profesorem AGH…