27.09.2021
1. D.O. był w Filharmonii na koncercie czterech polskich tenorów dla upamiętnienia Bogdana Paprockiego. Grała „Simfonia Iuventus” pod batutą dyrektora Opery Bydgoskiej Macieja Figasa. Młodzi dawali radę.
D.O. z wielkim trudem zniósł pajacowanie prowadzącej koncert, zupełnie zbędne, podobnie, jak ciągniętą za uszy „formułę” scenariusza. Filharmonia to szacowna instytucja i D.O. wolałby, żeby taką pozostała.
Z czterech występujących tenorów, dwóch jest już kompletnymi śpiewakami, którzy nie przyniosą wstydu żadnej liczącej się operze europejskiej: Dominik Sutowicz i Tadeusz Szlenkier. Wielkim potencjałem dysponuje Rafał Bartmiński, ale D.O. boi się, że jeśli nie dostanie się pod opiekę jakiegoś wybitnego nauczyciela, może swojego potencjału nie wykorzystać. Wszystkim przydałyby się master classes we Włoszech. To ojczyzna, kolebka i apoteoza opery i żadna szkoła niemiecka czy amerykańska tego nie zastąpi. Może zastąpić jedynie rosyjska, ale nawet i ona nie będzie tak kompletna, jak włoska. I takiej szkoły wszystkim tenorom życzę.
Acha: brodę, to mógł nosić Pavarotti, ale wszyscy inni śpiewacy nie powinni na co dzień występować w charakteryzacji.
A co poza tym?
2. O opinie na temat rezultatów wyborów w Niemczech D.O. odsyła P.T. Czytelników do pierwszego obiegu. Oczywiście, jeśli nie mają już pustego gadania o tym po dziurki w nosie.

3. Pierwszy obieg już informował, ale proszę pozwolić, by D.O. wyraził satysfakcję z powodu wyników referendum w Szwajcarii w sprawie małżeństw nieheteronormatywnych. Za ich legalizacją było 64,1% głosujących. Dlatego P.T. Czytelnicy już wkrótce usłyszą, że Szwajcarzy to lewacy.

Było też głosowanie na temat opodatkowania wielkiego kapitału. Jakie to popularne w dzisiejszym świecie! A jednak Szwajcarzy, gdyby byli Anglikami, na to referendalne pytanie odpowiedzieliby „bite me”, ale ponieważ są Szwajcarami, to 65% z nich odpowiedziało „beiß mich”! I dlatego P.T. Czytelnicy już wkrótce usłyszą, że Szwajcarzy to dzicy kapitaliści i zgnili liberałowie.
4. Guardian publikuje cudny wywiad z Gretą Thunberg (https://www.theguardian.com/…/greta–thunberg–i–really…)
Trochę wzruszający, mocno ekscytujący. Bogowie, jak mi się podoba ta dziewczyna!
Nie, nie dziewczyna już: kobieta.
Spójrz na Thunberg: wydaje się, że niewiele się zmieniła – wciąż elfia i poważna; wciąż z wybredną grzecznością mówi o klimatologii; i wciąż z tą dziwną mieszanką pesymizmu (jesteśmy skazani, jeśli nie będziemy działać) i optymizmu (możemy uniknąć katastrofy, jeśli to zrobimy).
Ale kiedy się rozluźnia, zaczynam – pisze autor wywiadu Simon Hattenstone – odkrywać, że jest to zupełnie inna Thunberg niż ta, którą zaprezentowała się publicznie w 2018 roku. Ona zrobiła wiele, aby zmienić naszą perspektywę świata, świat zrobił wiele, aby ją zmienić i – jak mówi – na lepsze. Mimo pogłębiającego się z dnia na dzień kryzysu klimatycznego Greta Thunberg nauczyła się być szczęśliwa.
Podobnie jak my wszyscy, przez ostatnie półtora roku wycofała się ze świata, ale swój czas izolacji wykorzystała z dobrym skutkiem: dorosła. Thunberg ma teraz 18 lat i prowadzi kampanie równie zaciekle, jak zawsze, ale mieszka we własnym mieszkaniu, spotyka się z przyjaciółmi i dobrze się bawi. Zmieniła się w młodą kobietę, której ani ona, ani jej rodzice nigdy nie mogli sobie wyobrazić”.
[…] „Być może największą zmianą w Thunberg jest jej wiara w ludzi. Kiedy zaczynała, nie miała jej w ogóle. Nie sądziłem, że młodzi ludzie dbają o klimat, ponieważ wszyscy, których znałam, mówili: „O tak, klimat jest ważny, ale nie chcę nic z tym robić”. Ale okazało się, że wielu młodych ludzi na całym świecie naprawdę się tym przejmuje. Wielu! I są bardzo gotowi coś z tym zrobić. Bardzo się cieszę, że się myliłam”.
Opowiada o spotkanych działaczach i o tym, jak ją zainspirowali. Po raz pierwszy w życiu spotkała ludzi, którzy podzielali jej pasję – obsesję. Kilka tygodni temu poznałem jedną z jej koleżanek – działaczek Fridays for Future – Vanessę Nakate, pierwszą szkolną aktywistkę w Ugandzie. Twarz Thunberg rozjaśnia się, kiedy o niej wspominam. „Vanessa to niesamowita osoba”. Mówi, że czerpie siłę z ludzi takich jak Nakate, ponieważ podejmują większe ryzyko, niż ona sama kiedykolwiek musiała.
„W niektórych miejscach o wiele trudniej jest być działaczem niż w innych. Tak bardzo ich podziwiam. Dają mi nadzieję i inspirację do dalszego działania”. Przerywa. „Oczywiście mogę być naiwna, ponieważ jestem bardzo młoda”. Znowu przerywa. „Ale myślę, że naiwność i dziecinność są czasami dobrą rzeczą. Wspaniałą rzeczą w młodości – mówi – jest to, że nie jesteś zaślepiony realpolitik i koniecznością kompromisu. Myślę, że starsi ludzie komplikują sprawy bardziej niż powinni”.
No i co, czy to nie jest wspaniała kobieta?
Dziennikarz pyta: czy jest nadzieja na twoją przyjaźń z Donaldem Trumpem? Wybucha śmiechem. „Cóż, nie sądzę, żebyśmy tak bardzo cieszyli się swoim towarzystwem. Mamy bardzo różne zainteresowania”. W 2019 roku, kiedy Thunberg została uhonorowana tytułem Człowieka Roku magazynu Time, Trump napisał na Twitterze: ‘To niedorzeczne. Greta musi popracować nad swoim problemem z zarządzaniem gniewem, a potem iść z przyjacielem na dobry, staromodny film! Wyluzuj Greto, wyluzuj’! Jedenaście miesięcy później, gdy Trump domagał się ponownego przeliczenia głosów, przegrawszy wybory z Joe Bidenem, Thunberg napisała na Twitterze: ‘To niedorzeczne. Donald musi popracować nad swoim problemem z zarządzaniem gniewem, a potem iść z przyjacielem na dobry, staromodny film! Wyluzuj Donald, wyluzuj!’
„Nie miałam odwagi zdobyć przyjaciół – kończy. – Teraz mam ich wielu i naprawdę dostrzegam wartość przyjaźni. Poza klimatem prawie nic więcej się nie liczy. W twoim życiu sława i kariera nie mają żadnego znaczenia, gdy porównasz je z przyjaźnią”.

Made my day, Greta!
5. Szczyt „Quad” w Białym Domu trwał dwie godziny. Na zakończenie cztery mocarstwa sporządziłyby wspólną notę, w której wyjaśniły cel tej nowej koalicji: promocja ideałów wolności i demokracji w regonie Indo–Pacyfiku.
Oczywiście dokument nie zawiera żadnej wzmianki o Chinach, ale… „Razem ponownie zobowiązujemy się do promowania wolnego [regionu Indo–Pacyfiku], otwartego, opartego na zasadach porządku, zakorzenionego w prawie międzynarodowym i niezastraszonego przymusem, aby wzmocnić bezpieczeństwo i dobrobyt na Indo–Pacyfiku i poza nim. Opowiadamy się za rządami prawa, wolnością żeglugi i przelotów, za pokojowym rozwiązywaniem sporów, wartościami demokratycznymi i integralnością terytorialną państw”.

No czyste lewactwo i zamach na jedynie słuszny, bratni ustrój i jego jedynie słusznego lidera, (któremu lokator Pałacu Namiestnikowskiego oferował dwie specjalne strefy ekonomiczne w Polsce, ale pogardził, bo mimo wszystko woli rozmawiać z kimś poważnym)
6. À propos jedynie słusznych, czyli tych, którzy nigdy się nie mylą. Włoska Agencja Prasowa ANSA (https://www.ansa.it/…/parolin–allonu–nuovi–diritti…) cytuje przemawiającego zdalnie na forum ZO ONZ sekretarza stanu (premiera) Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolina: „Pojawiające się »nowe interpretacje praw człowieka« i w wielu przypadkach 'nowe ustawy’, nie tylko są sprzeczne z wartościami, których powinniśmy przestrzegać, ale są narzucane pomimo braku międzynarodowego konsensusu”.
„Nowe, cząstkowe interpretacje stają się niestety ideologicznym punktem odniesienia dla pozornego postępu, generującego podziały. W ten sposób podważa się ochronę podstawowych praw człowieka: prawa do życia, do wolności myśli, sumienia i wyznania oraz do wolności opinii i wypowiedzi”.
7. Prestiżowy magazyn „The Lancet”, uważany za świecką Biblię medyczno–naukową, naraził się „Telegraphowi” (https://www.telegraph.co.uk/…/lancet–receives…/), za „seksizm”. Na okładce swojego najnowszego wydania określił kobiety jako „ciała z pochwą”. Wywołał falę krytyki i sprzeciwu, i oskarżenia o „odczłowieczanie”. Okładkowy artykuł zatytułowany „Okresy na wystawie”, recenzuje wystawę o historii menstruacji w Muzeum Pochwy w Londynie.
W utworze autorka czterokrotnie wspomina o „kobietach”, ale raz użyła też określenia „ciała z waginami”, niezdarnie próbując okazać otwartość, ale nie zostało to szczególnie docenione nawet przez same feministki.

Trzeba powiedzieć, że to samo Vagina Muzeum w Londynie, w nadmiarze politycznej poprawności, używa terminu „ciało” zamiast „kobieta”. Miesiączka, jak czytamy na stronie internetowej muzeum, (nie czytamy, bo usiłując znaleźć ten tekst, wyskakuje nam error 404; ale wierzymy autorowi artykułu w „The Telegraph”) od tysięcy lat jest „w społeczeństwach tematem tabu. Ponad 800 milionów ludzi codziennie miesiączkuje i ponad 50% światowej populacji będzie miesiączkować w pewnym momencie swojego życia, jednak to krzyż pański, do dziś owiany wstydem i piętnem”.
8. To teraz, w ramach rygorystycznego przestrzegania parytetów, będzie o penisie. Gazeta Libero Quotidiano, nieformalny organ faszyzującej Ligi Salviniego (https://www.liberoquotidiano.it/…/sindrome–pene–sepolto…) pisze, na czym polega „Syndrom pochowanego penisa”. „To bardzo nieprzyjemny stan, którego doświadczają pacjenci otyli” – wyjaśniła Valeria Randone , psycholog specjalizująca się w seksuologii klinicznej w La Stampa. Mówiąc o ich miłości i życiu seksualnym, ekspertka dodała: „Mają konflikt z własnym ciałem. To pacjenci cierpiący na zaburzenia psychiczne”.
Według Randone większość z nich to mężczyźni, którzy próbowali wielu diet, ale „nigdy nie zajęli się psychologicznymi przyczynami gromadzenia tłuszczu. A tłuszcz często chroni ich przed emocjami, przed światem zewnętrznym. Staje się rodzajem bariery między ich światem wewnętrznym a nieznajomymi, takimi jak kobiety”.
Psycholog często podkreślała, że seksualność przewymiarowanych mężczyzn jest „niezdarna i pełna cierpienia”. „Otyły mężczyzna ma problemy z ruchami, ale też z werbalizacją emocji, a przede wszystkim ma syndrom zakopanego penisa, z powodu którego postrzega się jeszcze gorzej podczas intymności”.
Na koniec sugestia: „Podejście do leczenia otyłości musi być wielodyscyplinarne: nie może być tylko reedukacja żywieniowa czy sport, ale musi być także podejście psychoterapeutyczne. Musi towarzyszyć temu emocjonalne i głębokie słuchanie obaw i lęków pacjenta”.
9. Ilu jest antyszczepionkowców? Ankieta przeprowadzona przez YouGov wśród 21.000 nieszczepionych we Włoszech (https://www.money.it/Quanti–sono–no–vax–in–Italia–nel…) wykazała, 17%, czyli 6 mln, deklaruje się jako przeciwnicy szczepionek na covid w ogóle. Ci, którzy nie mają pewności co do szczepień, to 6%, czyli łącznie 23%.
Największy udział osób nieszczepionych jest w niemieckojęzycznej, Autonomicznej Prowincji Bolzano – 21,15%, we francuskojęzycznej Dolinie Aosty –16,1%, oraz w Trydencie – 17,75%.
To we Włoszech, a w Portugalii już 95% populacji zaszczepiono przynajmniej jedną dawką, Irlandia i Francja przekroczyły 90%, potem idą Dania, Hiszpania, Belgia, Holandia, Finlandia i Szwecja z odsetkami powyżej 80%.
Jeśli chodzi o Polskę, to wszystkie niezbędne dane znajdą Czytelnicy tu: https://ourworldindata.org/coronavirus/country/poland. D.O. wspomni tylko, że dwoma dawkami zaszczepiono zaledwie 52,2% Polaków.
10. Niedawny rozmówca lokatora Pałacu Namiestnikowskiego w faszyzującej telewizji Fox News Tucker Carlson może stracić robotę. (https://www.theguardian.com/…/tucker–carlson–fox–news…)
Po raz kolejny apel do Fox News o zwolnienie Tuckera Carlsona zgłosiła broniąca dobrego imienia Żydów Anti–Defamation League. Ponieważ ów gentleman wystąpił w telewizji, pardon, w FOX–ie, z „teorią zastępowania”
Carlson stwierdził, że administracja Bidena próbuje „zmienić rasowy skład kraju”. „W kategoriach politycznych to nazywa się »wielkim zastąpieniem«, zastąpieniem dziedzicznych Amerykanów bardziej posłusznymi ludźmi z odległych krajów” – mówił.
„Teoria wielkiego zastąpienia” powstała na skrajnej prawicy. Sprawcy ostatnich masowych strzelanin przytaczali cytaty z tej teorii w „manifestach”, uzasadniające ich zbrodnicze działania.
Kiedy ten prawicowy ekstremista Carlson został zapytany, co może odpowiedzieć na zarzuty Anti–Defamation League, odpowiedział wdzięcznie „Fu.k them”.
Wiceprezydent Joe Biden w 2015 roku powiedział, a Carlson puścił to na antenę: „Nieustający strumień imigracji, non–stop, non–stop. Ludzie tacy jak ja rasy kaukaskiej, pochodzenia europejskiego, po raz pierwszy w 2017 roku, będą mniejszością w Stanach Zjednoczonych, absolutną mniejszością. Mniej niż 50% ludzi w Ameryce od tego czasu będzie białymi Europejczykami. To nie jest zła rzecz. To źródło naszej siły”.
Gdzie podpisać?
11. W związku z brakami jedzenia i paliwa spowodowanymi niedostatkiem kierowców, rząd brytyjski, łaskawie, postanowił przyznać tymczasowe wizy z zezwoleniem na pracę 10,5 tysiącom kierowców oraz pracowników ferm kurzych. Pisze o tym BBC: https://www.bbc.com/news/business–58694004.Wizy będą tymczasowe, na trzy miesiące, do Bożego Narodzenia. Żeby Brytyjczycy mieli swoje puddingi, fish and chips i – zwłaszcza – indyki.
W odpowiedzi, brytyjska Izba Handlowa stwierdziła, że środki te to mniej więcej tak, jakby „rzucać naparstek wody na pożar”.
12. Szanowni, obecni tu księża: czy to nie trąci herezją?
Kardynał George Pell, b abp Sydney i emerytowany prefekt sekretariatu spraw ekonomicznych Watykanu zaprezentował niedawno w Pordenone na północnym Wschodzie Włoch swój „dziennik więzienny”. Był niesłusznie oskarżony o pedofilię i spędził 400 dni w więziennej celi. Opowiadając o tym, narzekał: „Nie mogłem odprawiać mszy, bo w Australii obowiązuje absolutny zakaz spożywania w zakładach karnych alkoholu pod jakakolwiek postacią. Ale co tydzień otrzymywałem Eucharystię z rąk zakonnicy”.
Eucharystię z rąk zakonnicy?!

No a D.O. wyobraża sobie męki abpa Flaszki, gdyby trafił do australijskiego więzienia…
Ale niech będzie chociażby polskie…
13. Ukazał się doroczny raport „Freedom House” na temat wolności w Internecie. (https://freedomhouse.org/…/global–drive–control–big–tech). Wynika zeń, że owa wolność systematycznie spada już od 11 lat. Najgorsze w klasyfikacji są jedynie słuszne, bratnie Chiny, które mają coraz mniej wolności w sieci już ósmy rok z rzędu, co oznacza, że we Freedom House pracują sami lewacy.
W Cesarstwie Środka w ciągu ostatnich 2 lat zamknięto 13 tys. stron internetowych, ale z pewnością sobie na to zasłużyły, pisząc prowokacyjnie np. o prawach człowieka albo o demokracji, co, jak wiadomo, jest ulubioną formą lewackich prowokacji. Największe pogorszenie zostało odnotowane w Birmie, Białorusi i Ugandzie, gdzie reżimy tłumiły protesty wyborcze i konstytucyjne.
Najwyższy wynik uzyskała Islandia (96 pkt/100), a następnie Estonia (94) i Kostaryka (87), pierwszy kraj na świecie, który uznał dostęp do Internetu za prawo człowieka. Wynik Stanów Zjednoczonych (75) spadł piąty rok z rzędu dzięki „fałszywym informacjom i manipulacjom opinii publicznej w sprawie wyników wyborów prezydenckich w 2020 roku”.
Przebadano 70 krajów, oceniając na podstawie 21 różnych wskaźników, takich jak przeszkody w dostępie do sieci, ograniczenia treści, które mogą być publikowane, naruszenia praw użytkowników. W ciągu ostatniego roku 48 z 70 analizowanych krajów – mieszka w nich 88,8% globalnych użytkowników – wprowadziło ograniczenia w zakresie treści, danych i konkurencji.
„Dążenie do regulacji branży technologicznej w niektórych przypadkach wynika z rzeczywistych problemów, takich jak nękanie w Internecie czy manipulacje rynkiem konsumenckim. Jednakże jest to często wykorzystywane do tłumienia wolności wypowiedzi i uzyskiwania większego dostępu do danych. Ofiarami są użytkownicy” – czytamy w raporcie.
80% przebadanych krajów aresztowało ludzi za ich działalność online; w 41% krajów internet lub sieci komórkowe zostały zablokowane z powodów politycznych; 46% krajów zablokowało lub ograniczyło dostęp do platform społecznościowych, co miało związek głównie z protestami wyborczymi. Władze co najmniej 45 z 70 krajów są podejrzane o wykorzystywanie oprogramowania szpiegującego do ekstrakcji danych takiego, jak „Pegasus”, dzięki któremu rządy mogą szpiegować dziennikarzy, działaczy społecznych i polityków.

P.T. Czytelnicy są z pewnością zainteresowani, jak w tej klasyfikacji wypada Polska?
Niestety, nie wypada w ogóle, ponieważ nie należy do grona krajów, badanych przez Freedom House. Poniżej jest fragment tabeli regionalnej i każdy sobie może porównać Polskę z krajem, do którego najbardziej Polska pasuje; D.O. radzi uwzględniać wyłącznie kraje bratnie i jedynie słuszne.
14. D.O. jest zafascynowany Etruskami, odkąd mniej więcej sto lat temu trafił niemal przypadkiem do muzeum z etruską sztuką i został porażony. Zaczął czytać różne teksty na ich temat i odkrył, że był to lud z gruntu tajemniczy. Nie wiadomo skąd się wziął, nie wiadomo, jak wyglądały ich domy, nie sposób odczytać jego języka, nie sposób wytłumaczyć, dlaczego w historii swego pobytu czterokrotnie, niemal z dnia na dzień, zmieniali styl swojej sztuki. Jednym z pierwszych, którzy spekulowali na temat korzeni Etrusków, był grecki historyk Herodot, który około 500 p.n.e. napisał, że byli migrantami z Anatolii, skąd przywieźli charakterystyczny język i kulturę. Również Rzymianie byli zafascynowani tajemniczością swoich poprzedników, założycieli Rzymu. Ale teraz prestiżowy magazyn naukowy Science publikuje artykuł, odbierający Etruskom cześć ich tajemniczości (https://www.science.org/…/they–may–have–founded–rome…)
Science pisze, powołując się na badania porównawcze DNA, że znikąd nie przybyli, że byli ludem autochtonicznym, ściśle spokrewnionym z Latynami, i że część ich struktury genetycznej pochodzi od antenatów, pochodzących z euroazjatyckich stepów, którzy wyruszyli na zachód w epoce brązu.
Etruskowie pochodzili od rolników z epoki kamienia, żyjących w Europie od około roku 6000 p.n.e., podobnie jak inne ludy mieszkające na Półwyspie Apenińskim, w tym ich łacińscy sąsiedzi. I podobnie jak ich sąsiedzi, ok. r. 1600 p.n.e. Etruskowie wchłonęli napływ nowych przybyszów ze stepów współczesnej Rosji i Ukrainy.
Pozostała jednak tajemnica języka etruskiego, kompletnie odmiennego od języków innych ludów apenińskich. Naukowcy tłumaczą to, że w całej niemal Europie, ludy stepowe przywoziły ze sobą języki indoeuropejskie. „Zwykle, gdy przybywał język indoeuropejski, zastępował języki, które były tam wcześniej” – powiedział Guus Kroonen, lingwista z Leiden University, współautor artykułu. Więc dlaczego Etruskowie mówią językiem nieindoeuropejskim?
Autorzy artykułu twierdzą, że kultura i język etruski poprzedzały przybycie ludów stepowych i były szczególnie odporne na wpływy zewnętrzne. Nowi przybysze napływający do dzisiejszej Toskanii, musieli nauczyć się języka etruskiego i zintegrować ze społeczeństwem etruskim, a nie zdominować ich, jak to miało miejsce np. z Latynami.
Język etruski był używany w inskrypcjach nagrobnych przez kolejne 800 lat, aż dominacja Rzymu i jego języka łacińskiego spowodowały ciche wyginięcie całego ludu etruskiego w I wieku n.e.
Co zbiegło się w czasie z nagłym zmieszaniem struktury DNA Etrusków z DNA mieszkańców wschodnich wybrzeży Morza Śródziemnego, prawdopodobnie niewolników przywiezionych do pracy na roli do Środkowych Włoch.
15. Teraz na słodko: specjalistyczny portal „Włochy przy stole” (https://www.italiaatavola.net/…/paticceria–l…/80228/)
Raduje się niezmiernie, że Włosi zostali mistrzami świata w cukiernictwie. Trzeba bowiem wiedzieć, że istnieje w tej dziedzinie Puchar Świata, Coupe du Monde de la Pâtisserie. Odbywa się w stolicy francuskiej sztuki kulinarnej, czyli w Lyonie. Drugie miejsce zajęli cukiernicy z Japonii, a trzecie – z Francji. Do finału dotarli cukiernicy z 11 krajów.

Zawody zazwyczaj są „na temat” i tym tematem w bieżącym roku było „Cała sztuka jest naśladowaniem natury”. Każda drużyna musiała stworzyć 4 desery z czekolady; 4 z lodów owocowych i 10 deserów restauracyjnych. W jury zasiadało kilku szefów kuchni, których nazwiska wywołują dreszcz rozkoszy u zamożnych smakoszów: dwugwiazdkowy Sébastien Vauxion chef restauracji SarKara w Courchevel; trzygwiazdkowy Giuseppe Amato z restauracji La Pergola w Rzymie; Jordi Roca, oczywiście ze słynnej „El Celler de Can Roca” w katalońskiej Gironie (w 2014 r. okrzyczany został najlepszym cukiernikiem świata); Sang Hoon Degeimbre, chef w L’Air du temps w Belgii i Dominique Crenn, jedyna obecnie Amerykanka z trzema gwiazdkami Michelina, chef w „Atelier Crenn” w in San Francisco.
Wszystkie dzieła sztuki cukierniczej musiały być przygotowywane bez użycia barwników.
D.O. gorąco zachęca do rzutu oka na zwycięskie dzieło trzech cukierników włoskich.
16. Jak donosi „Łapa” (La Zampa), dodatek zwierzęcy „La Stampy” (https://www.lastampa.it/…/una–tartaruga–blocca–l…)
30-centymetrowy żółw zablokował lotnisko Narita w Tokio: szedł po pasie startowym, a samoloty czekały, aż przejdzie. Ale zwierzątko miało kłopoty z obraniem właściwego kierunku i z pasa nie schodziło, więc zostało ostatecznie przeniesione w bardziej dla siebie dogodne miejsce przez obsługę lotniska. Najprawdopodobniej zamieszkał w pobliskim zbiorniku przeciwpożarowym. W przeszłości piloci na Narita zgłaszali pojawienie się kotów, szopów czy królików, ale nigdy żółwia.
17. D.O. wzywa P.T. Czytelników do gotowości na przyjęcie potężnej burzy geomagnetycznej w związku z wybuchami na słońcu.
Burze mają osiągnąć klasę G2 (D.O. nie ma pojęcia, co to oznacza), ponieważ koronalny wyrzut masy spowodował znacznie silniejszy niż zazwyczaj „wiatr słoneczny”, który uderzy w Ziemię. Pierwsze podmuchy (?) owego wiatru dotarły już na Ziemię w niedzielę, a maksymalne skutki odczuwać będziemy dzisiaj.
NASA Solar Dynamics Observatory zarejestrowało w ultrafiolecie potężny rozbłysk klasy M3 (D.O również nie ma pojęcia) 23 września o 06:42 CET.

D.O. zachęca do obejrzenia filmiku z tego wydarzenia tu: https://sdo.gsfc.nasa.gov/data/dailymov/movie.php…
Robi wrażenie!
Z Wikipedii: Burza magnetyczna (geomagnetyczna) – nagłe i intensywne zmiany pola magnetycznego Ziemi (magnetosfery). Zaburzenia te, powodowane przez koronalne wyrzuty masy ze Słońca, powstające w czasie trwania rozbłysków, wywołują gwałtowne zmiany parametrów fizycznych wiatru słonecznego. (…) [Burza geomagnetyczna] może uszkodzić transformatory i lokalne stacje elektroenergetyczne (…) a jeden spalony transformator powoduje przerwę w funkcjonowaniu całej sieci, zaś czas produkcji nowego transformatora na zamówienie wynosi ok. 12 miesięcy.
Jacek Pałasiński

Szanowny Mistrzu,
Ja jestem stary pryk (75) — stare pryki w większości nie znoszą Grety, ale ja przeciwnie, „I am a Gretian”, takie określenie sobie wymyśliłem (po naszemu to chyba Gretowcem? Greciarzem? Gretnikiem?). Nie mylić z „Grecians”, które to słowo wykoncypował sobie Słusznie Były Prezydent USA George W. Bush, kiedy mówił o Grekach.
Można by pomyśleć, że imię „Tomek” nie przystoi takiemu prykowi i ja powinienem, по старости лет, używać imienia „Tomasz”. Ale „Tomek” pozwala mi jednak o moim własnym pryctwie zapomnieć.
Rosyjskie słówka wtrąciłem, bo u nas, w Oregonie, rosyjski to trzeci język pod wzlędem powszechnosci użycia dzięki starej, jeszcze przedrewolucyjnej, emigracji.
Ukłony!