05.05.2026
Fałszerz nie z tej ziemi. Jakby mu słoń na ucho albo na rozum. Aż dziw bierze, że taki ogrom wytworów w tak krótkim czasie ulokował na listach wybojów trzydziestolecia. Gdzie cichnąca chwilami kakofonia umożliwia wybicie się przerażającym dysonansom, gdzie niesamowite spektrum wokalne od jakby zamierającego głosu na jednym z najniższych monotonnych tonów, aż do rozedrganego emocjonalnie pienia z pogranicza możliwości wokalnych kastratów. A na wideoklipach beznadziejna aparycja, nadpobudliwa gestykulacja, absolutnie nieprzekonujący imidż. Jak na dłoni: beztalencie, fałsz, arogancja.
Ale… czemu tu się dziwić w tym kraju niespotykanej nigdzie indziej w świecie menażerii. Gdzie specem od promocji jest wyliniały kurak awansowany do pozycji bażanta, nadto z aspiracjami pawia. Wyposażony w nieskrępowane możliwości i z każdej niegodziwości rozgrzeszany awansem. Gotowy promować największą szmirę, a zadziobać każdego sunącego kontrkursem.
W tym kraju drapieżcy i malwersanta wołomińskiego, radomskiego mega osła, czy przefarbowanego lisa ze śladami intelektu w ponarkotycznych worach pod oczami.
Kraju młodych, wygłodniałych i bezwzględnych szakali i zasiedziałych, cynicznych padlinożerców gromadnie strzegących koryta.
Kraju pospolitych kundli gorliwie i z nawiązką spłacających kredyt nienależnego rozgrzeszenia.
Nieudaczników wyniesionych na wyżyny i nizin pełnych baranów w transie owczego cugu.
Armii płochliwych zajęcy i myszy trwożliwie siedzących pod miotłą w oczekiwaniu cudu.
Kraju, gdzie doskonale prosperują wylęgarnie żmij, skorpionów i tarantul oraz wytwórnie jadów wszelkich, a padają oazy umożliwiające egzystencję i ratujące życie, oraz te dające poczucie sensu i spełnienia.
Gdzie dobrze odpasione wieprze, dobroduszne nieusuwalne misie i rozmaitej proweniencji durnomyśliciele decydują co należy mieć w głowach, co i za ile włożyć do garnka, co wypada odprawiać w zaciszu domowym.
Gdzie dudziarz – nie chce, ale musi! – wytrwale próbuje dostroić akompaniament do rechotu i pomlaskiwania żabiego króla z cuchnącego bajora.
*
Ad hoc stworzony duet Dua Lipa i Elton John w utworze Cold Heart, to nie maltretująca ucho, lecz melodyjna rzecz i czołowe miejsca na listach przebojów.
Symboliczne rodzime duo lipa zaś, to jak wyżej. Jak wójt Obajtek Morawiecki z tytułu. Jednak to nie ewenement na tej scenie. Takimi lipnymi duetami, tercetami, kwartetami itp. strategicznymi aliansami obrodziło w kraju. Moim Kraju. Prowincjonalna amatorszczyzna grubymi nićmi szyta. Grają bez nut, nieczysto, śpiewają fałszem bijącym nawet z ich rozbieganych oczu. W przyszłości gwarantowane czołowe miejsca na ławie oskarżonych.
Krajowe duo lipa ma swoje pięć minut przedłużane dzięki rozmaitym konwulsyjnym wygibasom prawnym i na milę śmierdzącym układom. Co będzie jak prosperity się skończy?
Wiózł gmin wójt
na powrozie –
i wójta powiozą.
Waszer Londyński
