07.02.2022
Początek tygodnia, w którym przywódcy Francji i Niemiec ukorzą się na Kremlu przed masowym mordercą.
Może któryś z nich po powrocie zawoła „przywożę wam pokój”?
1. Jest we Włoszech gość, Fabio Fazio. W latach 80. D.O. go zauważył, kiedy debiutował jako komik z ciepłym uśmiechem w telewizjach Berlusconiego (wtedy były tam znakomite programy, nie to g., co dziś!). Szybko przerwał karierę komika, a szkoda. Od kilku, może od dziesięciu lat prowadzi w telewizji publicznej długie programy, choć nie jest dziennikarzem z wykształcenia. Ma często sensacyjnych gości, największe gwiazdy Hollywood, najwybitniejszych naukowców, najciekawszych pisarzy, artystów, od Obamy do Lady Gaga innymi słowy.

No i wczoraj wieczorem jego gościem był papież Franciszek. Ponad trzy kwadranse rozmowy. Nieco rozczarowującej. W D.O. dojrzała taka oto refleksja: by odnieść sukces w polityce, trzeba mieć ponadprzeciętne zdolności retoryczne, umiejętność argumentowania, docierania niewieloma zrozumiałymi i przenikliwymi słowami do przekonania i wyobraźni słuchacza. A żeby odnieść „sukces” w Kościele – nie trzeba. Improwizujący papież nie okazał się przekonującym oratorem. Bardzo złym oratorem był też improwizujący JPII (nawet sobie nie wyobrażasz, Czytelniku, jakąż męką było tłumaczenie tego na polski czy inne języki), ale JPII samodzielnie pisał stosunkowo niewiele swoich wystąpień i też nieczęsto improwizował, nie to, co Franciszek, który ma awersję do tekstów pisanych i bardzo często od nich w trakcie czytania odchodzi.

Podczas wywiadu dobre intencje i pozytywne uczucia lały się niczym Niagara. To się we Włoszech nazywa „buonismo”, co można przetłumaczyć na polski jako „dobrzyzm”. I to buonismo było takie zdawkowe. Może też dlatego, że Fazio stawiał mu pytania rozwodnione różaną wodą i na kolanach, a papież odpowiadał zdaniami, które już wielokrotnie wypowiadał, tylko mniej zręcznie. Ale zawsze było to sto razy więcej warte niż bredzenie różnych polityków, zwłaszcza tych znad Wisły.
Było o imigrantach, o dbaniu o środowisko, o przebaczeniu, o Bogu, który jest wszechmogący w Dobrze (a nie jest nim w Źle).
Było kilka niespodziewanych odpowiedzi:
– Co ojcze święty chciałeś robić jako dziecko: ziściły się te marzenia?
– To was zaszokuje, ale moje pierwsze marzenie było zostać rzeźnikiem! Przechodziłem często z babcią koło sklepu, a w środku stał rzeźnik, miał tu na brzuchu taką torbę, do której wsadzał pieniądze. „Och jak to fajnie jest mieć dużo pieniędzy” – myślałem, bo moja babcia po kądzieli była spod Genui. [A Genua do Włoch tak się ma, jak Szkocja do reszty świata. To tam narodziły się banki]. Potem młody Bergoglio, wyleczony z choroby płuc, chciał być lekarzem.
– A stałeś się ojcze święty, lekarzem dusz – dopowiedział Fazio i zazgrzytało tandetą, co w innych jego wywiadach raczej się nie zdarza.
W każdym razie większość z rzeczy, które papież Bergoglio mówił, byłaby ostro potępiona przez księdza Jędraszewskiego; zwłaszcza jego dopominanie się, by wszystkie kraje europejskie przyjęły imigrantów, pomogły im stanąć na nogi i zintegrować się, Albo kiedy z zapałem prezentował ideologię ekologizmu. A już najbardziej, kiedy powiedział (D.O. notował na gorąco):
„Klerykalizm to perwersja w kościele [tak, użył słowa »perwersja«]. To sztywność, ta sztywność to coś brzydkiego w kościele, ta doczesność duchowa jest matką klerykalizmu, tej sztywności. Przez klerykalizm ideologia zajmuje miejsce Ewangelii, Kościoła nie trzeba bronić, broni go Bóg i opatrzność, Kościół idzie naprzód nie dzięki nim, tylko mimo nich”.
No i w ten sposób papież podeptał wszystkie tradycyjne polskie wartości, tak głęboko przecież zakorzenione w faryzeizmie.
Powiedział jeszcze:
„Lubię być w gronie przyjaciół, opowiadać o moich problemach i słuchać ich. Potrzebuję przyjaciół i dlatego nie zamieszkałem w apartamencie papieskim; moi poprzednicy byli święci, ja święty nie jestem i potrzebuję kontaktu z ludźmi”.
– Ojcze święty, jak ważne jest poczucie humoru?
– Poczucie humoru, per favore, to jest lekarstwo! Zażywajcie je! Czyni cię radosnym, bardzo pomaga!
2. D.Ł. vs D.O, D.O. vs D.Ł..
D. Ł. zabrał D.O. kawałek emerytury i podwyższył o ¼ i tak już horrendalnie drogi czynsz. D.O. w związku z tym nie lubi D.Ł. i jego wynalazców. Powodów antypatii D.O. do wynalazców D.Ł. jest więcej. D.O. chciałby usłyszeć opowieść o powodach, dla których twórcy D.Ł. nadal przodują w sondażach, ale się trochę tych opowieści boi. A boi się, bo się ich domyśla i ewentualne potwierdzenie mogłoby załamać i tak już kruchą psychikę D.O.
3. D.O. z pewną dozą rozpaczy patrzy, jak jego samochód się starzeje. Chucha nań i wydaje pieniądze, by powstrzymać jego, porównywalną z D.Ł. dewastację, ale czasu nie zatrzyma. To jest bardzo fajny samochód. Zakochał się w nim, kiedy przez przypadek go poznał w 2015 r. Poleciał sobie wtedy cheap flightem do Bergamo z zamiarem pojeżdżenia po alpejskich przełęczach, bo – młody i jurny jeszcze – uważał rok bez wizyty na Lazurowym Wybrzeżu (poza sezonem) i poszalenia po alpejskich drożynach za rok stracony.
Poleciał więc cheap flightem do Bergamo, a wcześniej zamówił w wypożyczalni fiata 500X z napędem 4 × 4. Bo miał zamiar wjechać także na bezdroża, bo fiat 500X jest najtańszym z suwów do wypożyczenia, a poza tym jego casual charme dobrze do hippiesowskiej natury D.O. pasuje. Przylatuje do Bergamo, idzie do wypożyczalni, a tam fiata 500 X nie ma, więc oferują D.O. za tę samą cenę inny samochód, elegantszy i lepiej wyposażony, a na dodatek z napędem tylko na przód. Trochę zły D.O. wsiadł więc w ten niechciany samochód i pojechał. Wystarczyło kilka kilometrów, żeby się z nim zakochał. Był wygodny, dawał poczucie luksusu, a na dodatek – jak się na koniec dnia okazało – zużywał rekordowo mało paliwa. Tak że tydzień w Alpach okazał się bardzo przyjemny, dzięki temu samochodowi.
„D.O. taki chce” – pomyślał D.O. ze smutkiem, bo wiedział, że go na taki samochód stać nie będzie. Jeździł już 6-letnim mercedesem klasy B, miłym, ale gołym i głośnym, jak każdy diesel mercedesa. Między zyskiem z jego ew. sprzedaży a ceną samochodu, który D.O. polubił była przepaść.
A potem wydarzyło się coś niespodziewanego: to auto po prostu weszło D.O. w ręce. Było używane, miało kilka rys, nadal kosztowało dużo, ale… D.O. zaczął się bezczelnie targować z dealerem, tydzień, dwa, miesiąc. I w końcu wydało mu się, że poradzi sobie z kredytem. Ale nie mógł sprzedać mercedesa. Nie umie, nie ma szczęścia i już. Musiał zwrócić się do dealera, który zaoferował mu znacznie mniej, niż wynosiła cena rynkowa. Więc już zły i nieco zdesperowany D.O. dobrał drugi kredyt i stał się właścicielem auta, w którym się w Alpach zakochał.
Minęło 6 lat. D.O. przeszedł poważną operację kręgosłupa i zestarzał się. Nadal uwielbia swój samochód, ale wsiadanie do niego sprawia mu coraz większą trudność: jest za niski i już nieco za ciasny. Ma też, niestety, nieco sportowe fotele: twarde i z ograniczoną regulacją. Oczywiście bez takich bajerów, jak masowanie czy wentylacja, których D.O. najbardziej zazdrości zamożniejszym znajomym. Przybyło rys.
Problem z kręgosłupem robi się coraz przykrzejszy, D.O. dojrzał do zdecydowanie bardziej emeryckiego samochodu, ale wie, że teraz to już na pewno nie będzie go stać na cokolwiek innego i będzie musiał pozostać przy swojej alpejskiej miłości już do śmierci. Jego albo D.O.
4. Samochody odegrały w życiu D.O. ogromną rolę. Dały mu wiele wolności, przyjemności i nawet euforii, ale też dużo problemów, zwłaszcza finansowych, bo to jednak kosztowne uzależnienie. Ale tylko jeden zostawił go na drodze. A konkretnie na autostradzie A-24 między Rzymem a Tivoli. To był renault 11 diesel, w którym pękł nagle łańcuch rozrządu i oczywiście powyginał zawory. Odremontowany poszedł za grosze i znów trzeba się było wspinać po następny niemal od samego początku. W ogóle był pechowy, bo kiedy był nim z Rodziną na wakacjach w Polsce, to jakiś gentleman wartburgiem wjechał mu w bok na Emilii Plater w Warszawie i musiał być klepany na miejscu, więc zamiast nad Bałtykiem Dzieci D.O. spędziły wściekłe wakacje w czterech ścianach w Warszawie.
5. Teraz D.O. jest obiektem różnych szyderstw, że tak dużo jeździ bez celu. Tj. w dni powszednie jeździ na spacer na pole lub do lasu, a kiedy pogoda jest parszywa, to jeździ bez spaceru. W weekendy wypuszcza się dalej w Polskę. D.O. musiał tłumaczyć ostatnio, dlaczego jeździ.
Bo gdyby nie jeździł, to by umarł. A przynajmniej by pękł.
D.O. jest wrażliwą istotą i utrzymanie się w jakiej–takiej równowadze psychicznej kosztuje go sporo wysiłku.
D.O. mieszka w mieście, w którym na każdym kroku są mogiły pomordowanych. W mieście rodzinnym D.O. jest park, a w tym parku jest kamień, na którym wyryto „tu złożono szczątki ok. 113 tysięcy bezimiennych mieszkańców, zabitych w Powstaniu”. W miejscu zamieszkania D.O. stało największe w Europie Getto, którego mieszkańców wymordowano, ale ich duchy D.O. regularnie odwiedzają. Do tego z każdym dniem musi przywoływać pod powieki obrazy ludzi, których kochał lub którzy byli mu bliscy, a których już nie ma. Co gorsza, D.O. mieszka w kraju, dewastowanym przez wyjątkowo liczną, wyjątkowo wstrętną szarańczę.
D.O. czuje, że jest już gdzieś blisko krawędzi i bardzo się boi, co to będzie, kiedy grunt pod nogami się skończy.
Dlatego jeździ: to lepsze niż prozac, spróbuj, Czytelniku!
6. D.O. aż się dziwi, że do Pekinu na sabat morderców pojechał lokator Pałacu Namiestnikowskiego, a nie Pacynka Kłamliwa Nawylocie. Tydzień wcześniej, radosna Pacynka Nawylocie oznajmiała na sabacie nazioli w Madrycie, że jakżeż ona się cieszy, że jest wreszcie wśród przyjaciół, którzy mają podobną do niego wizję świata!

Kto odmówił Pacynce Nawylocie tej rozkoszy, jakiej zaznałby, gdyby się znalazł wśród tej jedynej w swoim rodzaju grupy masowych morderców, skrzykniętych przez najcwańszego z nich, Xi Jinpinga? Lokator też z pewnością ceni sobie towarzystwo silnych mężczyzn, ale większość z nich to innowiercy, więc do ejakulacji na ich widok nie doszło. A Pacynka Nawylocie z pewnością wpadłaby w coitus multiplex.
Nie ma sprawiedliwości na tym świecie nawet dla Pacynek, którym się wydaje, że coś znaczą…
7. A tymczasem najbardziej przyjacielska spośród madryckich przyjaciół Pacynki Nawylocie oznajmiła właśnie, że jej kraj powinien wystąpić z NATO, by nie brać udziału w wojnach, które go nie dotyczą (https://laminute.info/…/marine–le–pen–souhaite–faire…/). Pani, która okradała Parlament Europejski i pewnie w końcu pójdzie za to siedzieć, pani, która brała pożyczki od Putina, pani, która jest oczywistą agentką rosyjską z zadaniem destabilizacji jej kraju i Europy całej, owa pani powiedziała to w przeddzień wybuchu wojny rosyjsko–ukraińskiej.
Jak to dobrze, że Pacynka Nawylocie czucie się w jej towarzystwie tak rozkosznie…
Ostatni rozmówca JP w „allegro ma non troppo” Jacek Żakowski mówi o tym, że największym problemem dzisiejszej Polski jest ogromna rosyjska agentura tu działająca, mająca decydujący wpływ na postępowanie obecnych polskich władz.
D.O. przypomina, że boi się odpowiedzi na pytanie, dlaczego Polacy głosowali i nadal są skłonni głosować na tę agenturę. Już dawno dojrzało w nim przekonanie, że podręczniki do historii, a ogólnie rzecz biorąc historyczna narracja o Polsce i Polakach to kompletna fikcja, rodzaj religii, w której zupełnie nie są istotne historyczna prawda czy irracjonalność narracji, bo liczy się wiara. Nie przypadkiem Świrek Żoliborski tak gwałtownie zawsze występował przeciwko edukacji wstydem; no, Bogiem a prawdą przeciwko wszelkiej edukacji, bo wyedukowany naród to naród mniej podatny na religie, religijne religie i religie świeckie, takie, jak historyczne fantazje na temat Polski i Polaków.
8. W Rotterdamie nie lubią Bezosa. Bo trzeba rozebrać stary most, żeby jego nowy jacht mógł wypłynąć ze stoczni. Podobno Mr. Jedff zarabia 2 miliardy $ dziennie. Uznał, że to za mało i podwyższył opłaty za dostęp do jego platformy Amazon Prime, konkurenta Netflixa. Podobno specjaliści zastanawiają się, jak go można nawrócić, wyleczyć z tego uzależnienia.

A próbowaliście egzorcyzmów?

Jacek Pałasiński
