10.02.2022
1. Cóż może być bardziej irytującego niż bycie uszczęśliwianym opowieściami o wnuczkach?
Dlatego, jeśli, Czytelniku, jesteś w tej samej, cierpiącej większości, co D.O., nie czytaj dalej, zobaczymy się jutro.
Londyński Wnuk D.O. miał wczoraj dwunaste urodziny. Z jednej strony D.O. cieszy się, że jest londyński: zazna mniej nienawiści i mniej przykrości od rodaków. Z drugiej – D.O. rozpacza, że widują się tak rzadko. Pojechał do Londynu, kiedy Wnuk miał kilka tygodni: kilka dni łażenia z nim w wózku po ulicach miasta, którego D.O. serdecznie nie znosi, wystarczyło do zakochania się w tej drobince na śmierć i życie. Widzi go raz, dwa razy do roku.

Kiedy Wnuk był mniejszy, oglądał z dziadkiem kreskówki. Układał się obok niego i wtulał głowę w służący do wtulania dołek między głową a ramieniem, znak miłości i zaufania. Zawsze płakał, kiedy się rozstawaliśmy, a D.O. – dorosły – tylko przygryzał wargi. Teraz, dryblas jeden, robi tylko smutną minę, kiedy wyjeżdża.
D.O. oczywiście zastanawia się, czy go będzie pamiętał, kiedy dziadka już nie będzie. Jak?
Choć jedynak, wychowywany jest racjonalnie: odkąd potrafił usiąść, Matka kładła przed nim różne kąski, więc koordynację ruchową zdobył o wiele wcześniej niż rówieśnicy. Dieta praktycznie bezcukrowa, minimum soli, minimum tłuszczu i to wyłącznie tego zdrowego, „świństwa” tylko od dziadków z groźnym przykazaniem, że tylko „odtąd–dotąd”. Ale owe „świństwa” przestały go pociągać jakoś bardzo szybko, więc dziadkowie stracili dźwignię.
Kiedyś, och, już z pięć lat temu, dziadek kupił pyszny, chrupiący chlebek i pyszne, irlandzkie masło: rzadkość w domu dziadków, którzy i chleba, i masła nie używają na co dzień. A że dziadek ma gusty specyficzne, to posmarował kromki masłem i naciął cebuli, żeby ją na nim położyć.
– Mogę spróbować? – zapytał Wnuk dziadka po włosku, bo taki jest język ich komunikacji. Wnuk odmawia komunikowania się z dziadkiem po angielsku. Pytany: „czemu”? – odpowiada, że po pierwsze dziadek mu się kojarzy po włosku, a po drugie, mówi po angielsku jakoś śmiesznie. Angielski lord jeden!
– No jasne – odparł dziadek. – Wolisz z cebulą, czy tylko z masłem?
– Tylko z masłem, cebula jest bue – odpowiedział. Zjadł pierwszą, drugą, a potem trzecią kanapkę. Jeszcze tak dobrych rzeczy nie miał w ustach. Londyński produkt chlebopodobny nijak się ma do tego, co za dobry chleb uważają Polacy. Jakże dziadkowi było miło!
Matka nie była zadowolona z tej ilości węglowodanów i tłuszczu zwierzęcego, więc eksperymentu nie powtórzyliśmy. Szkoda, bo patrząc na Wnuka, wcinającego pajdę za pajdą, dziadek był zachwycony i wzruszony.
Miej cudne życie, kochany, londyński Wnuku D.O.!
2. Niemiecki Wnuk D.O. przestał być niemiecki. W ciągu ostatniego półrocza przeżył un vrai tourbillon przeprowadzek. I z niemieckiego stał się Wnukiem rzymskim, choć czeka go w najbliższych jeszcze jedna przeprowadzka, do domu docelowego. A wszystkie te przeprowadzki wzięły się stąd, że rzymski Wnuk D.O. choć ma lat 7, jest geniuszem, któremu trzeba znaleźć odpowiednią szkołę. Wygląda na to, że właśnie ją znalazł. I on i Rodzice są zadowoleni. Hurra!
Rzymski Wnuk D.O. praktycznie nie znał Rzymu, małej ojczyzny swego Ojca i przybranej ojczyzny swej Matki. Byli raz z Niemiec na jednodniowej wycieczce, ale wnuk był jeszcze malutki i niewiele pamięta. Pojechali na wycieczkę, bo mały Wnuk, umiejąc już czytać w wieku czterech lat, naczytał się o Koloseum i chciał je zobaczyć.
Teraz przysłał D.O. swoje zdjęcie. Stoi, uśmiechnięty i szczęśliwy, gdzieś między Colosseo a Palatino, na jaskrawozielonej trawie, pod starym drzewem oliwnym, a dookoła skrzą się białe i różowawe stokroteczki.
Zazwyczaj pierwsze drzewa owocowe kwitną w Rzymie 20 lutego: ten rok jest wyjątkowo ciepły i mówią D.O., że pierwsze drzewa brzoskwiniowe i migdałowe stoją już w kwiatach.
D.O. zbiera się na płacz z tęsknoty.
Kochani Wnukowie D.O., i ty, londyński i ty, rzymski! D.O. aż drży z trwogi, że wasz świat, że wasze szczęśliwe lata mogą być zachmurzone marsem wojen i konfliktów, burzliwymi kryzysami i ulicznymi zamieszkami. Że może wam zabraknąć prądu, albo, co gorsza, powietrza do oddychania. Bardzo by chciał, żebyście wiedzieli, co to są bezkresne, zielone łąki i czyste strumienie wijące się między nimi. Żebyście mogli na waszej drodze napotykać ufne sarny i borsuki, żeby ptaki śpiewały na drzewach u waszych okien i niebo było bezchmurne.
Ale kto rozgoni teraz te chmurzyska?
3. W „Wyborczej.pl” ciekawy artykuł o drzewach (https://wyborcza.pl/…/7,124059,28075346,lubienski…): „Zespół badawczy obliczył, że zieleń uliczna przechwytuje [w Warszawie] 1,8 tony pyłów PM2,5, 1,5 tony dwutlenku siarki, i aż 9 ton dwutlenku azotu rocznie. Wartość pracy drzew przy oczyszczaniu powietrza wyceniono na mniej więcej 1,8 miliona złotych. Badania z 2007 roku przeprowadzone w Nowym Jorku wyceniły analogiczne usługi tamtejszych drzew na 8 milionów dolarów. (…) W latach 80. opublikowano wyniki badań ze szpitala w niewielkim Paoli w stanie Pensylwania. Naukowcy porównywali tempo powrotu do zdrowia u pacjentów, którzy przeszli operację woreczka żółciowego. Okazało się, że znacznie szybciej dochodzili do siebie ci, których okna wychodziły na drzewa. Rekonwalescenci, którzy mieli z pokoju widok na ścianę, potrzebowali na wyzdrowienie średnio jednego dnia więcej, ale czuli się też bardziej przygnębieni i brali więcej leków przeciwbólowych”.

D.O. miał wielkie szczęście, że jego pokój szpitalny po operacji kręgosłupa wychodził na potężne drzewo. Sądzi, że to dzięki niemu półtora dnia po ocknięciu z narkozy mógł pojechać jęczeć w domu.
D.O. zaprawdę powiada ci, Czytelniku: suk..syn jest zły totalnie. Uwielbia sprawiać ból ludziom, jednostkom i całym narodom. Uwielbia urządzać polowania i, generalnie, krzywdzić zwierzęta, choć sam ma w domu ulubionego psa (jak Hitler), albo kota. I kocha, po prostu kocha wycinać drzewa. D.O. powtarza z całą odpowiedzialnością: to, co szajka, przy całkowitej obojętności suwerena, zrobiła z polskimi lasami, to jest zbrodnia przeciw narodowi polskiemu. D.O. ma nadzieję, w przyszłym IPN ktoś będzie miał wystarczająco dużo pamięci, niekoniecznie narodowej, by któregoś dnia tych zdrajców skazać na powieszenie na jednym z ocalałych od zbrodniczej wycinki drzew.
A co jeszcze w świecie?
4. Udało się wyprodukować 16 kWh prądu w z syntezy termojądrowej.
D.O. się nie zna, idź, Czytelniku na stronę profesora Łukasza Turskiego albo Bogdana Misia. Wytłumaczą ci, dlaczego coś, w co trzeba włożyć znacznie więcej energii niż się uzyska, jest takie ważne dla ludzkości.
5. Europejskie i amerykańskie organy regulacyjne każą bankom przygotować się na rosyjskie cyberataki (https://www.reuters.com/…/european–us–regulators–tell…/).
Europejski Bank Centralny, kierowany przez byłą francuską minister Christine Lagarde i który nadzoruje największych europejskich pożyczkodawców, jest wyczulony na groźbę cyberataków na banki z Rosji. Banki przeprowadziły cyberwojenne gry, aby przetestować swą zdolność do odparcia ataku. Pod koniec stycznia również nowojorski Departament Usług Finansowych wydał ostrzeżenie dla instytucji finansowych, ostrzegając przed odwetowymi atakami cybernetycznymi w przypadku inwazji Rosji na Ukrainę i nałożenia sankcji przez USA. Brytyjskie Narodowe Centrum Bezpieczeństwa Cybernetycznego ostrzegło duże organizacje, aby wzmocniły swoją odporność na cyberbezpieczeństwo w obliczu pogłębiających się napięć na Ukrainie. Na początku tego roku wiele ukraińskich stron internetowych zostało dotkniętych cyberatakiem, który pozostawił ostrzeżenie, aby „bać się i oczekiwać najgorszego”, ponieważ Rosja zgromadziła wojska w pobliżu granic Ukrainy.

Ukraińska państwowa służba bezpieczeństwa SBU poinformowała, że widzi oznaki, że atak był przeprowadzony przez grupy hakerów powiązanych z rosyjskimi służbami wywiadowczymi.

Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i Australia wskazują na wzrost liczby „wyrafinowanych incydentów związanych z oprogramowaniem ransomware o dużej sile rażenia”.
W zeszłym roku jedna z największych dotychczasowych kampanii hackerskich na świecie wykorzystała amerykańską firmę technologiczną jako trampolinę do spenetrowania wielu amerykańskich agencji rządowych. Za ten atak, który Biały Dom obwinił na rosyjskie służby wywiadu zagranicznego. Włamali się do oprogramowania firmy SolarWinds Corp, dając im dostęp do tysięcy przedsiębiorstw korzystających z jej produktów, znajdujących się też w Europie.
6. Szajka przyjęła „lex czarnek”. Hańba.
Spodziewaj się, Czytelniku, ze strony szajki wszystkiego najgorszego. Nie bądź pewny dnia ani godziny. Twoje dzieci lub wnuki już są zakładnikami szajki. Może pora, Polaku, na strajk szkolny? Na zmuszenie do odrzucenia lex Przemysława Nowosilcowa?

7. Poparcie dla Unii Europejskiej wyraża 82 procent badanych Polaków – wynika z sondażu Kantar Public przeprowadzonego na zlecenie Parlamentu Europejskiego (https://tvn24.pl/…/unia–europejska–sondaz–polska…).
Polska jest krajem, w którym respondenci w największym procencie opowiadają się za Wspólnotą. Odsetek ten zwiększył się o pięć punktów procentowych względem analogicznego badania, które było przeprowadzone wiosną ubiegłego roku.
Polska jest krajem, w którym respondenci w swej 30–procentowej masie, opowiadają się za rządami szajki. Z nienawiści do wykształconych, do racjonalnie myślących, regularnie myjących się, pragnących postępu i dobra ojczyzny.
8. Ilekroć usłyszą P.T. Czytelnicy słowa „naród”, „narodowy” itp., to powinni spytać, który to naród mają na myśli.
Z akt sprawy przeciwko kurii biskupiej w Kaliszu wynika jednoznacznie, że kościoły polskie nie podlegają prawom, obowiązującym w państwie polskim, tylko są częścią obcego mocarstwa o nazwie Watykan. Wynika, że pracujący w nich księża nie podlegają polskiej, lecz watykańskiej jurysdykcji.
Poszło o księdza, który gwałcił chłopców. Dwóch ze zgwałconych chłopców zażądało od kurii kaliskiej odszkodowania za krzywdy, doznane z rąk (i innych części ciała) pracownika tej kurii, księdza Arkadiusza Hajdasza z Pleszewa. Sąd zwrócił się do kurii o akta przestępcy, ale spotkał się z odmową. Biskup kaliski Damian Bryl stwierdził, że dokumenty są poufne, a sąd działa bezprawnie.
To tak, jak szajka: każdy niekorzystny dla niej wyrok jest „bezprawny”.

Sąd zwrócił się też do papieskiego nuncjusza w Polsce, abpa Salvatore Pennacchio o pełne uzasadnienie wyroku, wydanego przez Watykan na poprzedniego biskupa Edwarda Janiaka. Jak pisze „Wyborcza”, „Abp. Salvatore Pennacchio odmówił jednak wydania dokumentów. Stwierdził, że chroni je tajemnica dyplomatyczna, zaś sąd może się o nie zwrócić bezpośrednio do Watykanu”.
Tajemnica dyplomatyczna chroni dokumentację przestępcy, będącego obywatelem polskim? Ściganego za przestępstwo, popełnione w Polsce? Akta, zebrane w Polsce i w Polsce przechowywane?
Zaś w Watykanie jest papież Franciszek. To pod jego rządami (ale czy za jego wiedzą?) wydano diecezjom instrukcje, że dokumenty kościelne nie mogą być wydawane lokalnym sądom, lecz przesyłane do Watykanu, a Watykan zastrzega sobie prawo uznania lub nieuznania słuszności prośby cywilnego sądu o owych akt wydanie. W tłumaczeniu: Watykan chroni przestępców ze swojej korporacji, Watykan daje im implicite prawo do popełniania przestępstw i zapewnia bezkarność. Wszystkie te piękne, górnolotne słowa o woli wykrzewienia pedofilii z Kościoła w zderzeniu z rzeczywistością okazują się funta kłaków warte.
„Młyny kościelne mielą powoli” – głosi odwieczne przysłowie, jakże słusznie. Ci, którzy zgłaszają roszczenia zapewne wcześniej umrą, niż dostaną z Watykanu odpowiedź, D.O. założy się, że w większości przypadków odmowną.
I dalej „Wyborcza”: „Sprawa z Kalisza nie jest jedyną, w której polski sąd próbuje zdobyć kościelne dokumenty. Przed sądem w Chodzieży, również w Wielkopolsce, toczy się proces byłego księdza, który molestował i gwałcił ministranta Szymona Bączkowskiego. Kościół sam zebrał dowody winy i usunął pedofila ze stanu duchownego. Sąd poprosił zatem o akta kościelnego dochodzenia, ale abp Stanisław Gądecki, poznański metropolita i szef episkopatu, odmówił.
Gądecki twierdzi, że akta wysłał do Watykanu, a kopii nie zachował. Sąd zagroził, że wyśle do kurii policję, ale na razie na groźbach się skończyło. Zgodnie z tajną instrukcją nawet gdyby Gądecki miał w archiwum kopie dokumentów, nie powinien ich wydawać”.
Więc jak to jest z tą pedofilią, ojcze święty Franciszku?
W obliczu takich informacji D.O. się radykalizuje i myśli, że należy zrewidować zapisy konkordatu. Obecny nadaje wiele przywilejów Kościołowi. Ale co to jest „Kościół”? Kościół to grecka Ecclesia, „zgromadzenie wezwanych”. Ale czy konkordat został podpisany ze zgromadzeniem? Czy pojedynczy wierni odnieśli jakieś korzyści z tego konkordatu? Kto konkretnie był jego beneficjentem? To pytania, na które rząd Polski, prawdziwy rząd, nie szajka, powinien sobie odpowiedzieć.
Bo jednak taka enklawa występku, pazerności, bezprawia i bezkarności trochę ośmiesza poważne państwo.
9. Włoska policja odkryła zmumifikowane szczątki 70–letniej kobiety siedzącej przy stole ponad dwa lata po jej śmierci. Marinellę Berettę, która nie miała żyjących krewnych, znaleziono w jej domu w Prestino w pobliżu jeziora Como w północnych Włoszech. Policja natknęła się na jej szczątki, kiedy podczas wichury w Lombardii zapukali do jej domu, by powiedzieć, że istnieje niebezpieczeństwo upadku zaniedbanych drzew w jej ogrodzie. Sąsiedzi mówią, że myśleli, że wyjechała.

10. „New York Post” opublikował film, pokazujący uśmiechniętego pana Sajjada Heydariego, Irańczyka, przechadzającego się po mieście Ahvazz odciętą głową swojej żony Mony, w jednej ręce i maczetą w drugiej. Osobiście odciął żonie głowę, żeby „uratować swój honor”. Mona miała lat 17 i została zmuszona do poślubienia swego kata, gdy miała lat 12. D.O. gorąco namawia, żeby tego nie oglądać.

Czym zawiniła mężowi? Dokładnie nie wiadomo. Prokurator generalny Ahvaz powiedział tylko, że Mona wysłała swojemu mężowi zdjęcia z Turcji, które podsyciły jego „negatywne emocje”.
W raporcie opublikowanym w 2019 r. państwowy dziennik Sharq napisał, że w Iranie rocznie odnotowuje się średnio od 375 do 450 zabójstw honorowych.

Iran jest wzorem niedościgłym dla znanej, mocno żarłocznej pani sędzi. D.O. jest pewien, że pochwaliłaby podobne sposoby karania irytujących żon również w Polsce.
11. Mieszkańcy Cerro di San Cristobal, miasteczka górującego nad Limą, stworzyli, dzięki zaangażowaniu grupy street–artystów, rekordowy mural. Konstruktywistyczny projekt zrealizowany został na fasadach wszystkich domów osady.

A my mamy największy pomnik Żyda Jeszuy na świecie! Co prawda, budują jeszcze większego, ale ten ze Świebodzina jest królem Polski. To nie pierwszy cudzoziemiec na naszym tronie.
Jacek Pałasiński

