18.02.2022
1. W Drugim Obiegu czas na wspominki, czas na wzniosłość.
Tyle już lat minęło, a mnie na wspomnienie dalej stają łzy w oczach:
„No i kto teraz będzie mi mruczał na kolanach? Kto będzie wyciągał ze mnie wszystkie stresy? Kto popatrzy na mnie wzrokiem pełnym miłości i bezgranicznej ufności, Najdroższy Przyjacielu? Urodziłeś się gdzieś daleko, w szopie na peryferiach Rzymu, jechałeś za nami bez protestów tysiące kilometrów i trzy przeprowadzki, byle tylko być z nami. Twoje serduszko było chore, waliło jak młot, kiedy wczoraj wskoczyłeś mi po raz ostatni na kolana, ale nadstawiłeś uszka do podrapania i z wdzięczności mruczałeś wśród spazmatycznych oddechów. Teraz już nie bije, a ja czuję się taki samotny”. 27 VI 2016
2. Niemal codziennie wspominam te, które mnie kochały z nieskończoną wzajemnością.
To Mua, który nie tracił okazji, by upić nieco wody z wanny, w której się kąpałem.

Kiedy odszedł – najpierw on, a potem jego siostra Mia, byliśmy naprawdę zdruzgotani. Przyjechały za nami z Rzymu i zniosły mężnie wszystkie nasze przeprowadzki.
Nie sądzę, żeby kiedykolwiek jakaś istota ludzka kochała nas bardziej niż one. 22 V 21
3. I na tym może polega różnica: ludzka miłość jest ułomna, miewa swoje ograniczenia, miewa swoje ekscesy. A miłość naszych dobrych braci ograniczeń ni ekscesów nie ma. Wystarczy je kochać, a one odwzajemniają się miłością bezwarunkową i nieograniczoną.
Myśl, że one cierpią sprawia mi cierpienie.
4. Wiatr – pogromca obnażył kruchość stworzenia. Obnażył kruchość cywilizacji.
Wiatr – pogromca jest jak trzęsienie ziemi: dopóki go nie przeżyjesz, ale takiego naprawdę silnego, nie pojmiesz, jakie jest twoje miejsce we wszechświecie, dopóki go nie przeżyjesz, będziesz żył iluzją, że jesteś panem stworzenia.

Modrzewie są piękne i wyniosłe. Czują się arystokracją wśród innych drzew: wysmukłe, symetryczne, gęste, wiecznie zielone. Nie straszne im mroźne zimy ni upalne lata. Boją się wiatru. Ten poniżej był stałym towarzyszem spacerów D.O. Widać go było z dala. „O, tam dojdę, przy nim zawrócę”. No i dzisiejszej, ciepłej, lecz wietrznej lutowej nocy, nie wytrzymał i złamał się w pół. Z punktu odniesienia piękny, wyniosły modrzew, stał się zawalidrogą. Poszły w ruch piły spalinowe, pocięły ułamany czub na kawałki. Może i pień uschnie, a może przeżyje, ale nie będzie już wyniosły ani wysmukły, ani symetryczny. Będzie drzewem – inwalidą. Będzie w najlepszym wypadku tolerowany, ale nie podziwiany.
Bo – D.O. zdradzi wam tajemnicę – jedyną ochroną drzew przed wiatrem jest trzymać się razem. Podpierać wzajemnie, gdy przyjdzie mocny powiew i zuchwale rzuci się na pierwsze z brzegu drzewo. Usiłując wyrwać je z korzeniami. Ale wtedy te, które stoją obok, rzucą się na ratunek: zewrą szeregi, podtrzymają najbardziej narażone na przedwczesną śmierć drzewo.
5. Wiatr jest szczególnie groźny dla tych drzew, które mają liście. Pozostały im jeszcze z jesieni, pożółkły i zmarniały, ale kurczowo trzymają się zdrewniałymi szypułkami swoich rodzonych gałęzi. Wiatr ich nienawidzi. Stawiają większy opór niż te, które wyciągają ku niebu poczerniałe kikuty. Wiatr oporu nie znosi: lubi się przesmykiwać bez przeszkód między kikutami gałęzi, a one mu się pokornie, bez oporu pokłonią. Ale liście? Budzą wściekłość wiatru: nie pocznie, póki ich nie zerwie, a jeśli się nie ugną i nie odlecą, w furii powali całe drzewo. Niech wie, kto tutaj jest panem!

I tylko szare myszki – wierzby nic sobie z wiatru nie robią. Mają grube, betonowe pnie i gołe, bardzo giętkie gałązki. Wiatr, co najwyżej, może im nagwizdać. I gwiżdże, złowrogo.
6. Och, wiatr ma to do siebie, że uwielbia wywlekać najbardziej skryte śmieci. Ziemia, i tak na co dzień pohańbiona odpadami, pokryta zostaje rozwleczonymi szmatami, nadgniłym pożywieniem i pustymi, pozbawionymi sensu pojemnikami na płyny.
Okropne to jest.
Ileż jest po każdym takim wietrze sprzątania! Porządni ludzie sprzątają, sprzątają, starają się utrzymać ziemię w jakim takim porządku, próbują nadać wszystkiemu jakąś logikę, ale wystarczy nawet niewielki podmuch wiatru, by znów wszystko zostało zaśmiecone.

7. Próżny trud, wietrze! Ludzie robią to szybciej i skuteczniej od siebie. Co im tam, że pięknie? Co im tam, że tlen. Ludzie, te najgorsze stworzenia, żyjące na ziemi, są bardzo głupi, chciwi i krótkowzroczni.

Jacek Pałasiński
