Jacek Pałasiński: Drugi obieg (230)
07.03.2022
1. Siedmioletni rzymski Wnuk D.O. powiedział, że ma w nocy koszmary, bo śnią mu się ukraińskie dzieci.

Ten chłopiec spędził większość swojego krótkiego życia w Niemczech, otoczony miłością rodziców i w szkole, w której trudno było spotkać dwoje dzieci tego samego pochodzenia etnicznego w jednej klasie.
Różnorodność jest żywiołem i życiową limfą.
W Rzymie też trafił do szkoły wieloetnicznej, choć nie aż tak bardzo, jak niemiecka. Skąd się dowiedział o tragedii ukraińskich dzieci? Rodzie z zasady nie oglądają przy nim telewizji. Znając jego wrażliwość bardzo uważają na słowa, kiedy uczą go rzeczywistości. W szkole nauczyciele opowiedzieli dzieciom, co dzieje się w dalekim kraju, którego nazwy wcześniej zapewne nie słyszeli. Ale to dobra szkoła i dobrzy nauczyciele, więc z pewnością to, co mówili było starannie przemyślane, by nie wywołać zbędnej traumy. A jednak…
2. D.O. tego, Putin, tobie nie daruje.
Ale żądza zemsty D.O. jest niczym wobec żądzy zemsty rodziców dzieci ukraińskich. Zabitych dzieci. Dzieci – uciekinierów. Dzieci, żyjących od wielu dni w piwnicach i schronach.


3. Od zarania filozofii trwa debata czy zemsta jest uczuciem pozytywnym, czy negatywnym. Ci, którzy sądzą, że pozytywnym – uważają, że strach przed zemstą powstrzymuje złoczyńców przez niecnotą, dając zbiorowości większe szanse na spokojne życie. Ci, którzy uważają, że zemsta jest uczuciem negatywnym sądzą, że wyniszcza mściciela i pomnaża volumen zła i niesprawiedliwości, i tak już obecny w życiu każdego człowieka. Mówią, że zło zemsty jest równie złe, co zło uczynku niecnego, że zrównuje początkowego krzywdziciela z mścicielem.
Którą z tych koncepcji zemsty podzielasz, Czytelniku?
Czy zemsta przywraca równowagę, czasami zwaną „sprawiedliwością”, czy jest bezcelowa, bo nie naprawia zła?
4. D.O. nie przeprowadzał specyficznych badań, choć na studiach rozmawiał o tym ze swoim nauczycielem filmoznawstwa Krzysztofem Teodorem Toeplitzem, więc nie potrafi dokładnie wyliczyć, jaki procent filmów, zwłaszcza amerykańskich i – zwłaszcza – westernów – opiera się na motywie zemsty. Sporo tego. Autorzy tamtych filmów nie mają wątpliwości: zemsta jest OK, zemsta jest moralnym obowiązkiem, masz, widzu, sympatyzować z mścicielem.
A pamiętasz, Czytelniku, „Iliadę” Homera? Achillesa, który chce pomścić śmierć przyjaciela Patroklesa, zabitego przez Hektora? Achilles uśmierca Hektora, ale to nie wyczerpuje jego żądzy zemsty: postanawia pozbawić go pochówku i skazać jego duszę na wieczną tułaczkę po ziemi.
A „Zemsta, zemsta, zemsta na wroga, z Bogiem i choćby mimo Boga” – pieśń Konrada w wileńskim więzieniu? To próba budowy wspólnoty wokół idei zemsty. Wspólnoty nienawidzących wampirów, wypijających krew wroga, ćwiartujących ich ciała i dobijających ich dusze w zaświatach, aby pozbawić je nieśmiertelności?
A pamiętasz Gerwazego, który odstąpił od zemsty na Jacku Soplicy za śmierć stolnika Horeszki?
Gdyby przyszło co do czego, jak byś się zachował, Czytelniku?
5. Wczoraj był Dzień Pamięci o Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. D.O. prowadził spotkanie temu poświęcone. Jednym z jego punktów była rozmowa z panią Krystyną Budnicką (https://www.facebook.com/watch/live/?ref=watch_permalink&v=450838596833535; od 0:28 do 1:18), siedmioletnią dziewczynką w momencie wybuchu wojny i niemieckiej okupacji. Była najmłodszym, ukochanym dzieckiem licznej rodziny szewca z placu Muranowskiego. Znalazła się w Getcie, a momencie jego likwidacji – w ziemiance pod jej kamienicą. Pozbawieni jedzenia, godności, prawa do życia, zamienieni w ludzkie duchy, jej bracia ginęli, jeden po drugim, a na koniec, podczas desperackiej próby ucieczki zmarli – z wycieńczenia zapewne – jej rodzice i siostra. 13-letni brat wyprowadził ją i jej bratową kanałami ku życiu, lecz w tym kanale doznał zakażenia krwi i wkrótce potem zmarł i on. Pani Maria ma 90 lat i od dziesięcioleci, niestrudzenie, opowiada swoją historię tylko po to, by nie mogła się nigdy powtórzyć. Każda taka opowieść to rozdarcie duszy na nowo; znowu i znowu. To przywoływanie zakonserwowanego pod jej powiekami obrazu jej umierającej w kanale matki, która kazała jej iść dalej, nie czekać na nią i na ojca. Ciepłego wspomnienia otaczającej ją miłości i opieki.

6. Wiele osób ocalałych z Holokaustu, wiele osób, które przeżyły okrutną wojnę, wybiera milczenie. Nie opowiadają o niej swoim dzieciom, swoim bliskim. By chronić je przed okropnością świata, by ocalić z oblepiającej ciało i duszę żądzy zemsty.

Tak i Wnuk D.O. był chroniony, ale bezskutecznie: wojna przedarła się do jego główki przez tysiące kilometrów, przez wiele granic.
A przecież urodził się i żył w świecie, który nie znał granic. Ze swojego rodzinnego, niemieckiego miasta jeździł z rodzicami co chwila a to do Belgii, a to do Holandii, także do Włoch, do dziadków do Polski i nie zaznał granic. Cudowny świat.
Bo, Drodzy P.T. Czytelnicy, granice są jak linie frontu: po jednej stronie są „nasi”, po drugiej „obcy”; po jednej przyjaciele, po drugiej wrogowie. Takich linii frontu strzegą uzbrojeni ludzie, gotowi… Co są gotowi robić widzieliście przed ostatnie pół roku na granicy waszego kraju z Białorusią.
D.O. zaznał jeszcze granic. Do dziś pamięta koszmar stacji kolejowej w Břeclaviu, ostatniej stacji „socjalistycznej” Czechosłowacji przez wjazdem do Austrii: żołnierze w bryczesach, z rozstawionymi nogami, z trzymanymi na pejczach wilczurami, rwącymi się do gryzienia pasażerów, staranne sprawdzanie każdego zakamarka wewnątrz i na zewnątrz wagonu. Pamięta wyprowadzanych przez żołdaków ludzi z pociągu, prowadzonych do tego budynku, który widać z zrzucie z gogle maps poniżej. Kiedyś, tuż przed Bożym Narodzeniem, wyprowadzali jakiegoś młodego Włocha, który krzyczał „forbici, forbici” – nożyczki, nożyczki. Miał dłuższe włosy niż na zdjęciu w paszporcie i to wystarczyło, żeby go wyciągnąć z pociągu. D.O. wyskoczył na peron z nożyczkami w ręku, żeby mu je dać, ale wtedy przyskoczył doń czechosłowacki żołnierz i przystawił mu wyciągnięty z kabury pistolet do skroni, głośno coś krzycząc po czesku.
Pamięta jeszcze przekraczanie granicy między NRD a Berlinem Zachodnim; potworną stację graniczną Friedrichstrasse, przy której ta w Břeclaviu wydawała się milutka. I pozostałe, na autostradzie. I wszystkie inne, na całym świecie, które w swej zawodowej karierze przekraczał.

D.O. bardzo by nie chciał, żeby jego Wnuki zaznały w życiu podobnych granic.
7. Tydzień temu wybitna pianistka i pedagog Ewa Pobłocka powiedziała w „Dwójce”, że od dnia rosyjskiego napadu na Ukrainę siada przed fortepianem i nie wie. Nie wie, czy to, co robi ma sens, czy w czasach jatki sztuka, doskonalenie się, poszukiwanie nieuchwytnych subtelności faktury muzycznej jest czynnością przydatną i pożyteczną.
Kiedy, Droga Maestro, sztuka, to jedna z tych dozwalanych nam rzeczy, które są jak ptaki. Im wolno latać w poprzek granic, przelatywać nad zasiekami z drutu kolczastego, polami minowymi i okopami wrogich armii. Im wolno śpiewać. I ten śpiew, to jest jedyna rzecz, jaka w pełnym okrutnych aberracji świecie przywraca, przykotwicza do normalności, godzi z rodzajem ludzkim.
Gdyby nie Pani gra, pani audycje o Bachu – no jakże D.O. mógłby powstrzymywać od myśli o samounicestwieniu?
8. Zmierzch. Dom. Pomarańczowe światła w oknach regulują porządek ciemności. Przed domem kilka samochodów. Zza firanek widać stół. Wokół stołu grupa ludzi wznosi właśnie toast. Za czyjeś zdrowie, zapewne. Jakie to zwykłe. A jakie niedostępne tak niedaleko stąd.
9. Ukrainie – pokój, Rosji – wolność.
Jacek Pałasiński
