16.03.2022

Zdanie odrębne
Jeden z wielu doradców prezydenta Dudy ujawnił, że jest on (prezydent) pod wrażeniem/ zafascynowany/ pełen podziwu… (coś w tym stylu) – dla prezydenta Zełenskiego. Trudno nie podzielać takiej opinii głowy państwa, skoro mamy do czynienia z osobą, osobowością, ba – osobistością, a nie osobnikiem, czyli „człowiekiem bez właściwości”…
Starzy ludzie pamiętają, jak w „obozie państw miłujących pokój” przyjęto wybór Ronalda Reagana na prezydenta Ameryki. Jako zawodowy aktor grał zazwyczaj role drugorzędne (szwarccharaktery i kowbojów); był też producentem filmowym i dziennikarzem. Mało kto podejrzewał, że wykaże polityczny talent, zmysł praktyczny, konsekwencję i upór, które w dużym stopniu przyczyniły się do upadku opresyjnego i niewydolnego ekonomicznie ZSRR. Dziś jest uznawany za jednego z największych przywódców zachodniego świata
Przypadki typu Reagan czy Zełenski potwierdzają prawdę, że człowiek to zoon politikon – czyli byt (zwierzę) polityczny[1], zdolny do uczestniczenia w życiu zbiorowym; taka jest jego natura. Politycy rodzą się, jak wszystko w przyrodzie (dyplomatów trzeba kształcić i wychowywać); są więc dobrzy i źli, utalentowani i przeciętni, zdrowi (jak jabłko) i chorzy (np. z nienawiści)… To przyroda (albo Natura) stawia na czele zbiorowości jednostki przywódcze; podobnie jak w świecie zwierząt, o czym pisał Fryderyk Nietzsche[2]. Są to zazwyczaj ludzie nieprzeciętni – zarówno w czynieniu zła, jak i dobra, przez co mogą prowadzić zbiorowość (państwo) – w dobrym lub złym kierunku.
*
Prezydent Wołodymyr Zełenski już przeszedł do historii, choć do niedawna nic na to nie wskazywało. Kiedy wybrano satyryka, tu i ówdzie dało się słyszeć: jaki naród, taki prezydent, „komik”, „niepoważny”, „żenujący”, „nie na swoim miejscu”; zawodowy aktor (dawniej mówiono komediant), „błazen” – z angielska clown… Na początku sam Zełenski wydawał się zaskoczony faktem, że z bohatera lekkiego programu telewizyjnego stał się aktorem wielkiego dramatu, który oby nie przerodził się w tragedię…
Dramat Ukrainy trwa od stuleci; rozgrywał się w różnych dekoracjach: Rusi Kijowskiej, Złotej Ordy, Księstwa Halicko-Włodzimierskiego, Rzeczpospolitej, Imperium Rosyjskiego, Republiki Ukraińskiej i Ukrainy Sowieckiej. Najnowsza jego odsłona, której jesteśmy świadkami i uczestnikami (przyjmując uchodźców), rozpoczęła się pomarańczową rewolucją i Euromajdanem. Zełenski to główna dramatis persona spektaklu, w którym giną ludzie i rujnowany jest kraj. W ciągu dwu lat prezydentury wyrósł na ‘człowieka–instytucję’, ‘męża stanu’ albo ‘męża opatrznościowego’ Ukrainy, Europy… A może szerzej?
Los zaskoczył go dwa razy; pierwszy – kiedy bohater komediowego serialu Sługa narodu, nauczyciel historii zbiegiem okoliczności obejmuje urząd prezydenta Ukrainy. To, co rozpoczęło się wirtualu, nieoczekiwanie znalazło przedłużenie w realu i tu się zakończy. Tytuł programu telewizyjnego jest teraz nazwą partii, a główny bohater mierzy się z rolą pisaną przez politykę, historię i Wielkiego Brata, który nie zna się na żartach. Rozpoczął widowisko pod tytułem Wojna, w którym giną żołnierze i cywile, matki z dziećmi i ludzie starzy; najeźdźca stosuje taktykę spalonej ziemi, obraca w ruinę miasta duże i małe, osiedla i wsie…
Drugi raz, kiedy jako polityk, który ma prawo prowadzić gry partyjne, nienawidzić opozycji, szykować proces karny dla swego poprzednika itp., jednoczy wszystkich (także swoich wrogów), wokół walki o kraj. Kiedy zapowiadał dogadanie się z potężnym sąsiadem, wydawał się naiwny i zagubiony. Na linii frontu „ludowych republik” szybko zrozumiał, że „brat” szykuje wojnę, do której trzeba się przygotować. Teraz, kiedy codziennie informuje o stanie wojny, jest spokojny, rzeczowy, kontroluje emocje, dodaje otuchy, nieustannie apeluje do świata o pomoc i wsparcie… Przemawiając z ukrycia, wzmacnia wolę przetrwania Ukraińców, współczuje bliskim ofiar, pamięta o zmarłych, którzy się nie poddali… Będąc celem numer jeden najeźdźcy, nie wpada w patos ani się nie nakręca. Na propozycję ewakuowania ze stolicy odpowiada, że nie jest mu potrzebna „podwózka”, ale broń i zamknięcie nieba; na ziemi jego ludzie dają sobie radę z agresorem…
Zdał sobie sprawę, że w tej wojnie będzie sam, że nikt (może z wyjątkiem ochotników) nie zechce „umierać za Ukrainę”. W czasie wizyt w europejskich stolicach, kiedy zapowiadał, co się wydarzy, słyszał wyrazy solidarności; w ostatniej chwili dostał broń, a teraz sankcje… Świat nie chce wojny z państwem, któremu dawał się mamić przez dziesięciolecia, od którego jest zależny biznesowo i energetycznie …
*
Siedem lat temu Polacy wybrali swoim prezydentem doktora nauk prawnych i polityka. Część inteligencji (człowiek prosty by na to nie wpadł) uznała to za przejaw ingerencji Opatrzności w nasze dzieje. Może dlatego, że na jednej z mszy nie pozwolił hostii upaść na ziemię? Pierwszym aktem głowy państwa było ułaskawienie ludzi, którzy nie zostali skazani przez sąd! W ten sposób „wyręczając wymiar sprawiedliwości”, prezydent złamał Konstytucję i rozpoczął demontaż wymiaru sprawiedliwości. Robił to kilkakrotnie, na co zwracał uwagę promotor jego pracy doktorskiej.
Przedstawiał się jako człowiek „niezłomny”, strażnik „praworządności”, mediator „zasypujący przedziały”, zapowiadając, że będzie prezydentem „wszystkich Polaków”. Bez słowa podpisywał niekonstytucyjne ustawy, przepychane dniem i nocą przez większość sejmową. Zaczęło się od Trybunału Konstytucyjnego, potem była Krajowa Rada Sądownictwa, Izba Dyscyplinarna, finansowe wsparcie partyjnej telewizji – aż po próbę zamachu na media prywatne… Zamiast tonować „wojnę polsko-polską” opowiadał się po jednej stronie, bał udział w szczuciu na sędziów („nadzwyczajna kasta”), czy odczłowieczaniu części rodaków („to nie są ludzie, to ideologia!”); podobnie było w relacjach z sąsiadami i sojusznikami („Unia to wyimaginowana wspólnota”, nieroztropne zachowanie wobec nowego prezydenta USA). Doszło do tego, że zaszczytną i odpowiedzialną funkcję głowy państwa sprowadził do czynności notarialnych, które podejmował na polecenie partyjnego przywódcy. Dając się ponosić fantazji, wykazywał kompletny brak wyobraźni.
Wszystko to w entourage’u, w którym nie zawsze potrafił się odnaleźć (usłużność wobec lekceważącego prezesa, czy stanie przy siedzącym Trumpie). Podobnie było z emploi[3] prezydenta; początkowo nieśmiały i skrępowany uczył się nadmiernie mowy ciała; nadymał i puszył, krzyczał i groził (że z górnikami pójdzie na Warszawę); kręcił się wokół własnej osi, „bardzo polskie robił miny”[4], rozglądał na boki, wysuwał dolną wargę i marszczył brwi… Nadal zbyt często mówi przy pomocy rąk i tułowia; uśmiecha się bez powodu – do i z siebie, porozumiewawczo mruga oczyma. Jest sztywny i nienaturalny; wolałby iść ‘za’ kimś niż ‘przed’…
W osobliwym języku prezydenta roi się od dużych kwantyfikatorów (każdy, wszystko, zawsze, nigdy), często powtarza słowa np. „absolutnie” (choć powinno się go używać jak najrzadziej!), zdania („Polska w NATO jest bezpieczna”) i mantry („jesteśmy dumnym narodem”). Nie zawsze udatnie moduluje głosem, czy kontroluje mimikę twarzy, co sprawia wrażenie, że na urzędzie nie czuje się komfortowo. Braki i przeszkody bycia głową państwa nadrabia w różny sposób; przede wszystkim nakręca się emocjonalnie, wpada w wielosłowie, ociera o groteskowość. Ma się wrażenie, że nadal jest zaskoczony swoją prezydenturą; wszak nawet sam prezes nie dawał mu wielkich szans…
*
Wszystko, co wyżej, napisałem przed wystąpieniem prezydenta wobec Zgromadzenia Narodowego. Oglądałem je i słuchałem z niedowierzaniem; może dlatego, że trwa wojna albo że mówił z kartki i włożył okulary… Czyżby powaga chwili wymusiła na nim wreszcie bycia głową państwa, a nie Adrianem z komediowo-politycznego serialu… Miejmy nadzieję, że wobec tych jego zachowań można będzie używać czasu przeszłego; wszak zawetował ustawę o telewizji prywatnej, a potem lex-Czarnek, że co noc rozmawia z prezydentem Ukrainy, choć na początku, z nudów konwersował z „leśnym ruchadłem”…
I choć komentatorzy „z bożej łaski” już obwieścili „wybicie się na niepodległość”, ogłaszają światu, że prezydent „dojrzał” do funkcji, że wreszcie „postawił się prezesowi” itp., trudno jednoznacznie ocenić ewolucję głowy państwa. Wszak „w czasie, gdy na Kijów spadają bomby zrzucane przez człowieka, który gardzi prawami człowieka, Andrzej Duda mianuje prezesem Izby Dyscyplinarnej SN Adama Rocha. […], którego decyzję Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał za prowadzącą do torturowania ciężarnej kobiety”.[5] Zbiegiem okoliczności, w tym samym czasie prywatny sąd konstytucyjny, ogłasza, że nasz kraj nie uznaje praw człowieka, a jeden z ministrów – że Unia „dokonała agresji na Polskę”. Na podpis czeka nowy sędzia TK, a po wyborach do KRS trzeba będzie podpisać listę politycznych sędziów.
*
Dwie postaci (już historyczne), dwie polityczne kariery, dwie ewolucje ludzi pod wpływem zdarzeń… Dla jednego fikcja stała się surową rzeczywistością, dla drugiego rzeczywistość – prawie przerodziła się w fikcję… Prawie, bo los jeszcze dał mu szansę.
Hegel (niemiecki filozof) snuje ciekawe rozważania[6] na temat bohaterów i kamerdynerów historii. Ukraiński prezydent stąpa ścieżką tych pierwszych, bez względu na to, co się z nim stanie.
J S
- Definicja człowieka Arystotelesa ↑
- który szczycił się polskimi korzeniami, mówi o stadzie. ↑
- Typ roli, „w jakiej specjalizuje się aktor lub do jakiej posiada predyspozycje fizyczne (wiek, uroda, wygląd) bądź osobowe (prezencja, styl gry, siła wyrazu)”. Wikipedia ↑
- To S. Wyspiański! ↑
- „GW”, 5 marca2022, s. 17. ↑
- Por. Wykłady z filozofii dziejów ↑
