Jacek Pałasiński: Drugi obieg (241)15 min czytania

()

19.03.2022

Dzień dla D.O. specjalny

1.

Posłuchajcie, autor D.O. opowie wam o tęsknocie.

Był za granicą, kiedy wybuchł stan wojenny. Sam: Żona i małe Dzieci były w tym, co kiedyś było autora domem.

Odchodził od zmysłów z tęsknoty. Za nimi, ukochanymi do szaleństwa, ale też za resztą Rodziny i za całą tą paczką wariatów, z którą się przyjaźnił.

Tęsknił za znajomymi cegłami domów, za parkiem – cmentarzem żołnierzy radzickich, za teatrem, w którym pracował, za Kolegami z opozycji demokratycznej. Za psią pogodą, za swoim fiatem 126p, a nawet za kolejkami po benzynę.

Tęsknił i tęsknił, a jeśli myślisz, Czytelniku, że tęsknota nie boli, toś kiep, bo boli, jak cholera.

Musiało minąć 9 lat, zanim mógł z powrotem pojechać do miejsc i ludzi, za którymi tęsknił. Bo tęsknił nadal, serdecznie i boleśnie.

A kiedy pojechał, przekonał się serdecznie i boleśnie, że choć znajome cegły domów nadal były tam, gdzie przedtem, to cała reszta już nie była ta sama: drzewa w parku – cmentarzu żołnierzy radzieckich urosły i były nie do poznania. A najbardziej nie do poznania byli ludzie: niby ci sami, a nie ci sami. Przez 9 lat autor D.O. zakonserwował pod powiekami ich twarze, a tu twarze były te same, ale inne. I oni byli inni: nasze bagaże doświadczeń już się nie pokrywały. Rozmawialiśmy, pewnie, ale już nie tak, jak dawniej: mieli dzieci, prace, nowe środowiska, nowych znajomych, nowe problemy. Autor też. Więc wspólny grunt znajdowaliśmy wyłącznie rozmawiając o przeszłości. Do której autor D.O. miał rzewny sentyment, a Przyjaciele już nie. Mieli nowe, żywsze wspomnienia i ich z autorem D.O już nie dzielili.

Może być zdjęciem przedstawiającym 10 osób i na świeżym powietrzu
Autor D.O. tęskni do nich. „Do zobaczenia” – powiedzieliśmy sobie przy rozstaniu.

Autor D.O. tęskni do nich. „Do zobaczenia” – powiedzieliśmy sobie przy rozstaniu.

Więc autor wrócił, tam, gdzie było jego nowe miejsce, gdzie byli już ludzie, z którymi kontakt był łatwiejszy, niż z dawnymi, kochanymi Przyjaciółmi. I posiadł nowych: cudowną menażerię dziennikarzy z pięćdziesięciu kątów świata. I pokochał ich: dawali mu komfort i szczęście.

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba i w budynku
A najbardziej do tego wariata, Przyjaciela Alfreda.

A potem wrócił do pierwszej ojczyzny i zaczął tęsknić. Tęsknić jak cholera. Za nimi: nowymi przyjaciółmi, z którymi miał wszystko wspólne, a nic dzielącego. Za znajomymi zapachami rozgrzanego na oliwie czosnku, za czerwonymi dachówkami na kamiennych domach, fontannami, za morzem, za niepowtarzalnym zapachem portów i za wszechobecnymi górami. Za kwitnącymi 20 lutego migdałowcami na równinie między Rzymem a Tivoli. Za marcowymi polami rzepaku, tak żółtego, że trzeba było mrużyć oczy. Za niebem błękitnym przez 320 dni w roku.

I marzy autor D.O., żeby wrócić, pofolgować swojej tęsknocie, znów naleźć się wśród tej menażerii z 50 kątów świata, a każdy ze swoją wiedzą i kulturą.

I wracał, bo tęsknił. Tęsknił, jak cholera.

Ale za każdym powrotem coraz bardziej oczywiste stawało się, że choć zapach rozgrzanego na oliwie czosnku się nie zmienił, choć dachówki na kamiennych domach dalej były czerwone, to płaszczyznę porozumienia z Przyjaciółmi, których tak ukochał, znajduje tylko w rozmowach o przeszłości. W miejscu, w którym przez kilkanaście lat pracował pokoje są w tych samych miejscach, krzesła i biurka też, lada na barze dalej jest ta sama, ale twarze, które te pomieszczenia wypełniają są już inne. Inne, jakby mniej własne.

A autor D.O. tęskni, tęskni, jak cholera.

Ale jest już stary i wie, że, pane Prohaska, to se ne vrati, bo rzeka płynie i nie da się wejść dwa razy do tej samej.

Więc, kiedy teraz, patrzy na twarze uchodźców, którzy porzucili swoje domy, swoje znajome cegły domów, swoje parki i swoich ukochanych ludzi… Widzi, że oni jeszcze nie wiedzą, że kiedy wrócą – jeśli w ogóle wrócą – to do zupełnie innych miejsc i do zupełnie innych ludzi, niż ci, którzy zostawili za sobą.

I będą tęsknić, tęsknić, jak cholera, za tym światem i za tymi ludźmi, których ukochali, a których już nie będzie.

Więc pomóżcie im, P.T. Czytelnicy, nie baczcie na ich kolor skóry, ani na przyczyny, dla których porzucili to, co ukochali. Pomóżcie, bo są nieszczęśliwi.

2.

Starzy ludzie sią niesamowici. Babcia, rocznik 1899, opowiadała, zawsze z wypiekami, kiedy jako młoda panna była na występie Heleny Modrzejewskiej. Prababcia pamiętała ludzi, urodzonych na początku XIX wieku. Opowiadała o nich córce, córka wnukowi, syn prawnuczce, prawnuczka właśnie opowiada to swoim wnukom, urodzonym już w XXI wieku.

Wojny wieku XX przetrzebiły łańcuch pamięci, ale są wśród nas ludzie, którzy pamiętają ludzi, urodzonych w końcu XIX wieku i znają opowieści o ludziach, urodzonych na XIX wieku początku. 200 lat pamięci, ho, ho! Pamięć jest trwalsza niż ludzkie życie.

I D.O. i – autor się założy – co starsi Czytelnicy, plują sobie dziś w brodę, że nie wypytali bardziej szczegółowo, dokładniej, dogłębniej swoich rodziców i dziadków o tę przeszłość.

Jeśli więc, Czytelniku, masz jeszcze starego przodka, to wypytuj, wypytuj, ile się da! Bo na pewno nadejdzie dzień, w którym historia zapuka do ciebie z pytaniami. Ważne, żebyś umiał na nie odpowiedzieć.

3.

Był sobie dziad i baba, bardzo starzy oboje, siedzieli na ławeczce w lesie i – zgrzybiali – mieli opromienione szczęściem twarze. Zadzwonił do nich stary przyjaciel, może nawet krewny? Włączyli tryb głośnomówiący, więc D.O. mógł podsłuchać przepojonego szczęściem głosu ich rozmówcy. Powoli, przystając, D.O. szedł mimo, by jak najwięcej z tej rozmowy uchwycić. Nie była jakaś oryginalna, mówili – jak to starcy – głosem zachrypłym z wysiłkiem, powoli, ale – ileż radości ta rozmowa niosła! Kiedy D.O. odchodził, żegnali się: „Do zobaczenia, do zobaczenia, na pewno przyjedziemy, ale i ty postaraj się przyjechać”!

I D.O. poszedł, a na ławeczce w lesie zostali dziad i baba, bardzo, bardzo starzy oboje.

… „Do zobaczenia” – powiedzieli…

Pojadą?

4.

Rząd włoski zadeklarował, że odbuduje teatr w Mariupolu.

Wspaniale!

Mają doświadczenie, trzeba przyznać. Autor przetłumaczył kiedyś parę fragmentów autobiografii Franca Zeffirellego, książki fenomenalnej, porywającej. Na potrzeby tej przypowiastki mały fragmencik:

„Z ruin na wpół zniszczonych budynków wiatr nadal wznosił chmury ochrowego pyłu, jak czapy mgły, zza której ledwo wystawały profile Zamku Sforzów i Katedry. Przejechaliśmy koło Scali. Była mekką mojej młodości, źródłem, z którego [towarzysz mej podróży] Gustaw czerpał, opowiadając swoje anegdoty o wielkich operach i wielkich śpiewakach.

Nigdy nie przestałem śnić o dniu, w którym zobaczę „Świątynię melodramatu”. Fasada była jeszcze nienaruszona, ale kiedy udało nam się, popychając, otworzyć główne wejście, znaleźliśmy się w obliczu góry ruin. Dosłownie wspięliśmy się, nogami i rękami, by dotrzeć do tego, co było lożą królewską. Spektakl jaki stanął przed naszymi oczami był mrożący krew w żyłach: rozpacz, scena surrealistyczna. La Scala była tylko ogromnym podwórzem, całkowicie pozbawionym dachu, wszystko było rozerwane przez bomby. (…)

To, co zobaczyłem tego dnia, pozostanie, póki żyć będę, wyrzeźbione w mojej pamięci. (…) Rozpacz La Scali: wyglądało, że wraz z nią, cały świat opery, który tak głęboko kochałem, został na zawsze zmieciony.

Tymczasem nie. Rok później, 11 maja 1946 roku, la Scala została ponownie otwarta, wspanialsza niż przedtem, dla nowej ery chwały i triumfów, wielkim koncertem, dyrygowanym przez Arturo Toscaniniego. Jak mógł się taki cud przydarzyć? (…) Nie pytajcie mnie, jak to zrobili Mediolańczycy, że znaleźli ręce, materiały i tkaniny w mieście pozbawionym już przemysłu i struktur, by przywrócić La Scalę do swojej świetności w mniej niż rok. To prawdziwy cud, to jest pewne, który skłania do refleksji także nad innymi wyczynami, do których człowiek jest zdolny, kiedy kieruje nim duch twórczy, w jaki Bóg go wyposażył”.

OK, Włosi odbudują teatr w Mariupolu, kiedy będzie już wolny, ukraiński i niezagrożony.

A kto odbuduje szpitale?

Kto odbuduje szkoły i przedszkola?

Kto odbuduje domy, by nowe życie możliwie najbardziej przypominało to stare, sprzed wojny?

5.

Zbyt mało, zbyt mało wiadomo o dwugodzinnej rozmowie Joe Bidena i Xi Jinpinga (patrz poniżej na komunikat Białego Domu). Antony Blinken zapowiadał, że Biden ma nakrzyczeć na Xi i postraszyć go, że jeśli pomoże Rosji, to Chiny spotkają surowe konsekwencje.

Może być zdjęciem przedstawiającym tekst „THE WHITE HOUSE 無用無 Administration Priorities COVID Plan Briefing Room Español MENU BRIEFING ROOM Readout of President Joseph R. Biden Jr. Call with President Xi Jinping of the People's Republic of China MARCH18 2022 STATEMENTS AND RELEASES President Joseph spoke today President Xi Jinpingof the People's Republic China PRC). conversation ocused Russia's unprovoked invasion fUkraine, President Biden outlined views United States our Allies and crisis. President Biden detailed efforts prevent and then respond includingby imposing costs Russia. described implications consequencesi provides material support Russia conducts brutal attacks against”
„Prezydent Joseph R. Biden Jr. rozmawiał dzisiaj z prezydentem Xi Jinpingiem z Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL). Rozmowa dotyczyła niesprowokowanej inwazji Rosji na Ukrainę. Prezydent Biden przedstawił poglądy Stanów Zjednoczonych oraz naszych sojuszników i partnerów na ten kryzys. Prezydent Biden szczegółowo opisał nasze wysiłki, aby zapobiec inwazji, a następnie zareagować na nią, w tym poprzez nałożenie kosztów na Rosję. Opisał implikacje i konsekwencje udzielenia przez Chiny materialnego wsparcia Rosji, która przeprowadza brutalne ataki na ukraińskie miasta i ludność cywilną. Prezydent podkreślił swoje poparcie dla dyplomatycznego rozwiązania kryzysu. Obaj przywódcy zgodzili się również, że ważne jest utrzymanie otwartych linii komunikacyjnych, aby zarządzać konkurencją między naszymi dwoma krajami. Prezydent powtórzył, że polityka USA wobec Tajwanu nie uległa zmianie, i podkreślił, że Stany Zjednoczone nadal sprzeciwiają się wszelkim jednostronnym zmianom status quo. Dwaj liderzy zlecili swoim zespołom kontynuację dzisiejszej rozmowy w nadchodzącym krytycznym okresie”. 

D.O. nie chce wierzyć, że dwugodzinna rozmowa była kłótnią i wzajemnym przestrzeganiem się. To prawda, Ameryka i Chiny są świadome, że znajdują się w bardzo delikatnym momencie, w którym decyduje się przyszłość świata: czy będzie „zachodnia” – liberalna i demokratyczna, czy „wschodnia” – bezwzględna, represyjna i de facto niewolnicza.

Waszyngton i Europa Zachodnia, najsłuszniej w świecie usiłują ustawić świat według jasnego podziału: „z Rosją albo przeciwko Rosji”.

Może być zdjęciem przedstawiającym 2 osoby, ludzie stoją i tekst „Global Times CHINA DIPLOMACY Xi urges US, ΝΑΤΟ to talk with Russia, opposes indiscriminate sanctions By Zhang Hui ju Xin Published: Publied:ar19.02a12:4AM Mar 习近平主席同美国总统拜登视频通话 Video Call between President X Jinping and บ.S. President Joe Biden”
Chiński organ po angielsku 

Ale, drogi 200-letni Waszyngtonie: liczące ponad 3000 lat Chiny to co innego. Jeśli tak długo przetrwały wśród zdumiewająco niewielu, jak na trzy tysiąclecia wojen, to dlatego, że zawsze potrafiły siadać okrakiem na granicach i konfliktach: jedną nogą po jednej, drugą noga po drugiej stronie frontu. I to się raczej nie zmieni.

Sam fakt, że Chiny nie zachowują się, jak Erytrea czy Syria i nie udzielają bezwarunkowego poparcia rosyjskiej agresji, to już ogromny sukces świata.

Chiny realizują politykę według jednej, prostej zasady: „cokolwiek robię, robię to dla Chin”.

Ich stanowisko daje się niemal zawsze umieścić w brytyjskiej maksymie „to wait and see”. Tak i teraz Chiny czekają. Rosja to dla nich ważny partner i dostawca surowców energonośnych. Rosja, a nie Putin. Do niego można się uśmiechać i fundować rękę, dopóki reprezentuje Rosję, dla Chin użyteczną. Jeśli Putin spadnie z konia i Pekinowi będzie się bardziej opłacało postawić na kogoś innego, to nie zawaha się tego uczynić.

„Polityka to sztuka tego, co możliwe” – głosi stara maksyma. Dziś możliwe jest, by Chiny nie wsparły jednoznacznie rosyjskiej agresji. Chwilowo, wymaganie od nich czegoś więcej jest aktem naiwności.

Co nie znaczy, że nie warto próbować, bo proces opuszczania Putina można przyspieszyć. Nie będzie to z pewnością jakiś spektakularny gest: a na cóż on Chinom? Ale może być ewolucją.

I ten brak wsparcia, materialnego i moralnego, dla rosyjskiego agresora to i tak wyrok śmierci dla Putina.

Choć ani Chiny, ani Zachód nie może zapominać o jeszcze jednej maksymie, tym razem rosyjskiej: „Ranny niedźwiedź zapędzony w pułapkę jest bardzo niebezpieczny”.

Ten niedźwiedź ma bardzo ostre kły i pazury, a gdy ich użyje, już nic na tym świecie nie będzie takie samo.

Zakładając, że świat atak niedźwiedzia przetrwa.

6.

W „Wyborczej” artykuł Pawła Wrońskiego. Fragment: … „w momencie, gdy na Kijów leciały bomby, a Rosja została wyrzucona z Rady Europy, Trybunał Konstytucyjny uznawał za niezgodną z konstytucją europejską konwencję praw człowieka.

PiS dąży także do powołania nowej Krajowej Rady Sądownictwa złożonej z sędziów skompromitowanych udziałem w aferze hejterskiej czy posłusznych partii rządzącej.

Telewizja sterowana przez PiS stosuje naloty dywanowe na opozycję, kwestionując jej patriotyzm i próbując oczernić ją w oczach społeczeństwa, tak jak to czyni telewizja putinowska.

Wbrew deklaracjom prezydenta, że Unia Europejska i NATO to polska racja stanu, politycy partii rządzącej z wiceministrem Maciejem Wąsikiem na czele, szukają wrogów Polski w Brukseli. Inni usiłują dowodzić, że naszym drugim wrogiem po Putinie są Niemcy, sojusznik z NATO i UE”.

Howk.

7.

Jeśli chcesz posłuchać opowieści o pełnej pokoju, ukochanej ojczyźnie, chyba nie ma nic lepszego od Bedřicha Smetany „Má Vlast”, czyli „Moja Ojczyzna”, cyklu sześciu poematów: Vyšehrad (Wyszehrad), Vltava (Wełtawa), Šárka (Szarka, centralna postać starej czeskiej legendy o Wojnie Dziewic), Z českých luhů a hájů (Z czeskich lasów i Pól), Tábor (miasto w pd. Czechach), Blaník (góra, w której wnętrzu śpi armia króla Wacława, która się obudzi i uratuje ojczyznę, kiedy będzie z nią naprawdę źle).

To niezrównane wykonanie – kogóż by innego! – Czeskiej Orkiestry Filharmonicznej pod dyrekcją Rafaela Kubelika, syna wielkiego skrzypka, Jana i węgierskiej hrabianki. Urodzony w dzień po zamachu na arcyksięcia Ferdynanda, pod niemiecką okupacją odmówił dyrygowania niemieckich hymnów i Wagnera. Po incydencie z Reichsprotektorem Karlem Hermanem Frankiem, któremu powiedział, że nie ma zamiaru wyciągać ręki i krzyczeć „heil Hitler”, musiał uciekać z Pragi i ukrywać się na wsi. Szukało go Gestapo. W Wyzwolonej Czechosłowacji to on dyrygował pierwszym koncertem w Filharmonii, podczas którego zabrzmiała właśnie „Má Vlast” (ten utwór otwiera zresztą wszystkie kolejne wydania festiwalu „Praska Wiosna”, który Kubelik założył w 1946 r. Wczuj się, Czytelniku, w publiczność, asystującą przy tym koncercie! Łzy, entuzjazm!

Po komunistycznym zamachu w 1948 r. odmówił w ogóle dyrygentury „pod druga tyranią” i uciekł najpierw do Wlk. Brytanii, a potem do Szwajcarii.

Dyrygował największymi, najsłynniejszymi orkiestrami świata.

Po upadku komunizmu w jego ojczyźnie, w 1990 r. po raz pierwszy od ucieczki, wrócił do Pragi i zadyrygował Czeskiej Orkiestry Filharmonicznej na założonym przez siebie festiwalu Festiwal Praskiej Wiosny. Co zagrał? Oczywiście „Má Vlast” Smetany. I to jest właśnie ten koncert, rzecz jasna remasteryzowany.

8.

Może być zdjęciem przedstawiającym tekst „MENU CERCA la Repubblica ABBONATI GEDI SMILE PSIK Profuga ucraina morta a Roma: scende dal pullman dopo 30 ore e si accascia a terra davanti ai due figli EVRO TOUR di Romina Marceca pullman dove viaggiato famiglia. ||padre Appena scesa a piazzale XII ottobre Natalia Kretova ha salutato con la mano altri connazionali e poi è svenuta. due bambini di 2e 10 anni hanno cominciato a urlare a squarciagola rimasto combattere”
Po 30 godzinach podróży, uchodźczyni z Ukrainy, 45-letnia Natalia Kretowa, wyszła z autobusu, pomachała ręką rodakom, upadła na ziemię i umarła. Jej dzieci, 10 i 12 lat, zaczęły krzyczeć wniebogłosy. Ojciec został w Ukrainie walczyć. 

D.O. odkrył prawidłowość. Bogiem a prawdą już jakiś czas temu. Taką sobie, szczerze pisząc. Im bardziej autor namęczy się nad odcinkiem D.O., tym mniej Czytelników go otworzy i polubi.

Jacek Pałasiński

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.