19.04.2022

1.
Dzisiaj jest jedna z tych rocznic, o których zapominać nie wolno, choć są piekielnie bolesne, choć jeszcze rachunek krzywd nie został do końca spisany, choć winni nie wszyscy osądzeni, choć obojętni niewystawieni pod pręgierzem historii.

Nie ma wielu fotografii z tamtego czasu. Wszystkie są dobrze znane. Wiosną 2022 roku fotografie te nabierają dodatkowego znaczenia.

2.
No i już po świętach. Teraz, aż do Pięćdziesiątnicy, czyli Zielonych Świątek, zamiast „Angelus Domini nuntiavit Mariae” będzie „Regina Caeli, laetare, alleluia”, a papież będzie się zastanawiał, jak to się stało, że w kilka tygodni stracił, z takim trudem wypracowywany, autorytet wśród tzw. postępowej części wiernych. W ostatniej rozmowie „Allegro ma non troppo” profesor Mikołejko tłumaczy przyczyny fatalnego zauroczenia Watykanu patriarchatem moskiewskim
A D.O. do profesorskiego wywodu dodałby jeszcze dwa elementy:
- Tęsknotę za ortodoksyjnym fundamentalizmem, bo KK, zwłaszcza po Soborze Watykańskim II, próbuje jednak jakiegoś dialogu ze społeczeństwem, próbuje się doń dopasowywać, a Kościoły prawosławne nie: ma być odtąd-dotąd, a kto wystaje – ten na stos. A fundamentalizm oznacza niczym nieograniczoną władzę i wynikające z niej bogactwa i przywileje;
- Pewien „kompleks zdrady”, jaki każdy herezjarcha katolicki żywi wobec ortodoksji, bo nie da się zaprzeczyć, że od co najmniej VIII wielu naszej ery tzw. Kościół Zachodni bardzo swobodne sobie postępował wobec paulińskich dogmatów. Ba! Żeby tylko dogmatów! Nawet wobec bożych Przykazań!
3.
Każdy kapłan to wie, a i do władców w końcu dociera, jak potężną siłą są symbole. Aż tu Drugie Przykazanie Boże używania symboli zabrania!
Jak żyć, Panie Boże, jak żyć bez symboli?
O czym D.O. mówi? Jakie symbole ma na myśli? Przecież Drugie Przykazanie brzmi: „Nie będziesz wzywał imienia Boga twego nadaremno”. A jeśli jesteś luteraninem, to: „Nie bierz Imienia Pana, Boga twego, nadaremno, albowiem Pan nie zostawi bez kary tego, który Imię Jego nadaremno bierze”.
Ano, drogi Czytelniku, figę. Katolickie i luterańskie, to nie jest żadne Drugie Przykazanie! Wersja z katechizmu KK to jest cwana konstrukcja kardynała Pietro Gasparriego, watykańskiego sekretarza stanu, z roku 1930 i absolutnie nijak się ma do oryginalnych Przykazań Boskich.
Gasparri, Gasparri? Kto on zacz? Ano ten, który podczas spotkania z Romanem Dmowskim powiedział był: „Polska niepodległa? Ależ to marzenie, to cel nieziszczalny. Wasza przyszłość jest z Austrią”. I jednocześnie ten, który wynegocjował i podpisał ze swoim pupilem Mussolinim Benedyktem, zwanym Benito, Pakty Laterańskie w 1929 r.
4.
No to powie wreszcie D.O., o co chodzi z tym Drugim Przykazaniem?
Ano powie, a jakże. Choć zachowało się w różnych postaciach co najmniej siedem wersji Przykazań, weźmiemy pod uwagę tylko dwie, występujące w oficjalnym tekście Biblii dwukrotnie: w Księdze Wyjścia (20,2–17) i w Księdze Prawa Powtórzonego (5,6–21). Występują między nimi drobne różnice, ale nie zasadnicze. I ta ostatnia wersja, z Księgi Prawa Powtórzonego brzmi:
- „Non facies tibi sculptile nec similitudinem omnium, quae in caelo sunt desuper et quae in terra deorsum et quae versantur in aquis sub terra. Non adorabis ea et non coles: Ego enim sum Dominus Deus tuus, Deus aemulator, reddens iniquitatem patrum super filios in tertiam et quartam generationem his, qui oderunt me, et faciens misericordiam in multa milia diligentibus me et custodientibus praecepta mea”.
- A po polsku: „Nie uczynisz sobie rzeźby ani podobizny wszystkich rzeczy, które są na niebie w górze i które na ziemi nisko, i które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i służył. Bom ja jest Pan, Bóg twój, Bóg zawistny, który dochodzę nieprawości ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą, a czynię miłosierdzie na wiele tysięcy miłującym mię i strzegącym przykazań moich”.
I co: znikło Przykazanie?
Znikło!
Ale w prawosławiu nie do końca:
- „Ne roby sobi bożka abo de czoho podibnoho do toho, szczo na nebi w hori, abo na zemli doli, abo w wodach pid zemleju i ne wklanysia im i ne sluzy im”.
Stąd kompleksy!
Bo każdy ksiądz, jeśli uważał w seminarium WIE, że to, czego naucza, to nie są Przykazania Boże, tylko przykazania kard. Gasparriego. I że ilekroć wychodzi z procesją pod sztandarami, każe pielgrzymować do „cudownego obrazu” i modlić się przed nim, kupuje kolejną figurkę Ukrzyżowanego, sprzeciwia się woli bożej.
Ale oczywiście KK dobrze to sobie uzasadnił.
Siódmy sobór powszechny w Nicei (787 r.) orzekł, że kult obrazów nie jest sprzeczny z pierwszym i drugim Przykazaniem, które odrzucają bałwochwalstwo. „Kto czci obraz, ten czci osobę, którą obraz przedstawia”. I po kłopocie!
A na dodatek sam Bóg polecił lub pozwolił wykonywać symbole swoje, takie, jak miedzianego węża czy Arkę Przymierza z cherubinami.
Bóg mógł to i kapłani Jego też mogą!
5.
Et unum sunt… Próby połączenia wyznawców religii paulińskiej (radykalnie odmiennej od chrześcijaństwa jerozolimskiego z czasów Chrystusa i bezpośrednio po nich) rozbijały się o katolicką zasadę prymatu piotrowego, to znaczy o zwierzchnictwo biskupa Rzymu nad wszystkimi innymi biskupami i nad wszystkimi wiernymi. Po prawdzie takiej zasady nie znajdzie się w pismach świętego Pawła, a powtarzana w Eucharystii formuła z Wieczernika („Tu es Petrus et super hanc petram aedificabo ecclesiam meam et portae inferi non praevalebunt adversus eam. Et tibi dabo claves regni caelorum) to raczej fejk i to nie we wszystkich Ewangeliach występujący, ale z wielu względów, głównie materialnych, tak się przyjęło i koniec.
Jan Paweł II był gotów złożyć prymat piotrowy na ołtarzu jedności chrześcijan i zadeklarował to dwukrotnie w oficjalnych aktach kościelnych. Doprowadził też po latach trudnych negocjacji do przymierza katolików i Unii Kościołów Protestanckich, ale natychmiast po jego śmierci Benedykt XVI wszelkie porozumienia podarł, w duchu swego niebywale reakcyjnego dokumentu „Dominus Iesus” („Tylko katolicy dostąpią zbawienia”), opublikowanego w odpowiedzi na jubileuszowe „mea culpa” JPII z r. 2000. Ratzinger był wtedy jeszcze kardynałem, prefektem kongregacji Doktryny Wiary, a pozostaje tajemnicą, jak i dlaczego JPII zgodził się na publikację dokumentu przekreślające wszystkie wysiłki zjednoczeniowe jego pontyfikatu.
Wielokrotnie spotykał się z patriarchami ekumenicznymi Konstantynopola Dymitrem I i Bartłomiejem I. Oni formalnie sprawują zwierzchnictwo nad całym światem ortodoksji, ale ich rola jest czysto symboliczna i ich decyzji nie respektują poszczególne Kościoły prawosławne z moskiewskim na czele.
Zabiegi JPII, B16 i F1 o spotkania i o względy KGB-istów, którzy zostali wyniesieni na czoło patriarchatu moskiewskiego były i są upokarzające. Papieże występowali zawsze w roli pokornych petentów, dopraszających się łaski prawdziwego monarchy.
Starsi watykaniści pamiętają, jak JPII zgodził się na rolę zdecydowanie drugoplanową wobec armeńskiego katolikosa Karekina I Sarkisjana, zasiadającego podczas mszy w Eczmiadzynie („ormiańskim Watykanie”) na wielkim tronie, a JPII na malutkim, gdzieś z boku.
I najgorsze jest to, że wszystkie te wysiłki, wszystkie te upokorzenia nie przyniosły najmniejszego rezultatu. I nie przyniosą: to kwestia władzy i pieniędzy. Kler wszystkich Kościołów chrześcijańskich nigdy nie dopuści do rezygnacji choćby cząstki tej władzy i tych dóbr.
6.
Ufff. D.O. zanudził Czytelników, a cały ten wywód po to, by pomóc zrozumieć fatalną reakcję papieża Franciszka i Watykanu na agresję Rosji na Ukrainę. Można się było tego spodziewać po cichej, ale zdecydowanie wrogiej reakcji Stolicy Apostolskiej na przyznanie prawosławnej Cerkwi Ukraińskiej autokefalii w 2019 r. przez patriarchat Konstantynopola i Święty Synod Prymasów Kościołów Prawosławnych. Już znacznie osłabione przez B16 i nigdy nie odbudowane przez F1 stosunki z Bartłomiejem I, właściwie zanikły.
No ale to wszystko zapędziło papiestwo w kozi róg. Tak wrogiej reakcji wiernych i katolickich mediów na serię baaardzo dyskusyjnych posunięć F1 i jego sekretarza stanu Pietro Parolina po napaści Rosji na Ukrainę, Watykan nie zaznał chyba od czasów Piusa IX. Jakoś będą musieli się z tego wyplątać, ale chwilowo chyba nie wiedzą jak.
Izrael energicznie przygotowuje spotkanie papieża i KGB-isty Cyryla w Jerozolimie na czerwiec br.
Na co liczy F1? Na swój osobisty czar i zdolność przekonywania? Hmmm…
KGB-iści czy nie, moskiewski kler postrzega katolików jak sól w oku, nieustanne oskarża ich o prozelityzm, nie może im darować sprzyjaniu podporządkowanemu Watykanowi Kościołowi Prawosławnemu Obrządku Greckiego („Unitom”). No i są jeszcze parafie katolickie np. na Dalekim rosyjskim Wschodzie. D.O. sam widział tłumy młodzieży na dziedzińcu katolickiego kościoła w Pietropawłowsku, kiedy księża puszczali im najnowsze zachodnie przeboje, a potem uczyli ich grać je na gitarach. W tym samym czasie w okolicznych cerkwiach były pustki, a popi odprawiali niekończące się mszę przed garstką staruszek.
I w tej sytuacji F1 przynajmniej do czerwca z pewnością nie odstąpi od swojej prorosyjskiej orientacji i retoryki. Inaczej spotkanie z Cyrylem albo nie dojdzie do skutku, albo nie będzie miało sensu.
A jeśli F1 nie wywiezie z tego spotkania jakiegoś spektakularnego sukcesu, który mógłby uzasadnić jego prorosyjskie zachowanie po 24 lutego, autorytetu już nie odzyska. Tak obiecujący pontyfikat okaże się kompletną klapą. A następcą F1 zostanie prawie na pewno jakiś konserwatysta, który na świat prawosławia będzie patrzył jeszcze przychylniej.
No i topniejący w oczach świat katolicyzmu przemieni się w reakcyjną sektę, która już nie będzie miała żadnych zahamowań we współpracy z nowym „Świętym Przymierzem”, podobnie, jak to poprzednie, zainspirowanym przez Moskwę.
A jeśli to wszystko będzie się odbywać po ew. zwycięstwie Rosji nad Ukrainą, po pognębieniu Świata Zachodu przez Świat Wschodu, wtedy życie Europejczyków stanie się naprawdę nieciekawe.
7.
List otwarty do Konstantego Geberta
Drogi Kostku!
Nie lubisz kadzenia, ale ja cię uważam za jednego z najlepszych publicystów europejskich, a wiesz, że ja maniacko czytam wszystko, co ciekawego w ważniejszych mediach europejskich się pojawia, więc moją opinię potraktuj jako ekspercką.
Po prostu zamarłem, kiedy w „Wyborczej” przeczytałem Twoje pożegnanie (https://wyborcza.pl/7,75968,28336102,pozegnanie-dawida…).
A przecież powinienem być przyzwyczajony, że w tym kraju zasłużonym ludziom odpłaca się szyderstwem i oblivium, a nierzadko i plwociną. Przecież Stefana Bratkowskiego (wczoraj przypadała rocznica jego śmierci; nie zapominam, nieodżałowany Przyjacielu!) też wyrzucili z kolejnych gazet wolnej Polski, a po wyrzuceniu z ostatniej, Rzeczypospolitej, nie miał gdzie pisać ten wielki dziennikarz, pisarz, patriota i człowiek.
I teraz zrobiono to Tobie.
Poszło o słowa. Ty o „walczącym bohatersko w obronie Mariupola batalionie Azow”, napisałeś, że jest „neonazistowski”. Redakcja zażądała, by słowo „neonazistowski” zastąpić terminem „skrajnie prawicowy”. A Ty: „Ja za niedopuszczalną uznałem samą taką ingerencję”.
To nawet nieistotne, że ja podzielam Twoje zdanie na temat „Azowa”; Ty jesteś autorem, Ty odpowiadasz za słowa. Mało tego, Ty nade wszystko jesteś ekspertem! Nawet gdybym nie uważał „Azowa” za oddział neonazistowski, Twoje słowo przekonałoby mnie, że tak jest rzeczywiście, ponieważ przez dziesięciolecia dowiodłeś po tysiąckroć, że umiesz ważyć słowa, umiesz rozróżniać orientacje i praktyki polityczne, umiesz oddzielać dobro od zła.
Bohaterscy obrońcy Mariupola MOGĄ być nazistami. Przyszłe, wolne i niepodległe (co daj Boże, amen) państwo ukraińskie któregoś dnia dokona oceny politycznej „Azowa”, zważy jego bohaterstwo i zasługi dla Ukrainy i niebezpieczeństwa, jakie dla demokratycznego państwa niesie ideologia i praktyka neonazistowska.
To nie jest zadanie dla redaktora cenzurującego Twój tekst w imię aktualnych, nie wiadomo, jak stałych nastrojów.
Przyjmij, proszę, wyrazy mojej solidarności, podziwu i szacunku.
Mam nadzieję, że tę małą furtkę, jaką w swoim „pożegnaniu” pozostawiłeś, wykorzystasz i Ty i Redakcja.
Jacek Pałasiński

Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.
