22.04.2022
1.
Na początek dobra wiadomość:
Debata Macron-Le Pen: kto był najbardziej przekonujący dla widzów? – zapytuje „la Depeche” (https://www.ladepeche.fr/…/debat-macron-le-pen-qui-a…).

I odpowiada: „Na zakończenie debaty, która trwała 2h50, Instytut Elabe przeprowadził ankietę wśród Francuzów dla BFMTV. Wynik: 59% ankietowanych za bardziej przekonującego uznało Emmanuela Macrona, a Marine Le Pen 39%.
I teraz pytanie: czy Krzywomordy, który zdecydował się obrażać prezydenta Francji i popierać faszystowską przyjaciółeczkę pisowskiej szajki, uzna to za osobistą porażkę?
Mogą P.T. Czytelnicy na to pytanie odpowiadać!
2.
Debata przyciągnęła 15,6 mln; mniej, niż podczas ostatniej debaty prezydenckiej z 2017 r., kiedy widzów było 16,5 mln. Mimo, że oprócz TF1 i France 2, debatę nadawały również prywatne kanały informacyjne, w tym BFMTV, oraz kanały parlamentarne.

Może istotniejsze jest to, kto się bardziej podobał wyborcom trzeciego w pierwszej turze, ultralewicowego świra, Jean-Luca Mélenchona? To te 20% z pierwszej tury zdecyduje, kto wygra. No i 61% zwolenników Mélenchona uznało, że bardziej przekonujący był Emmanuel Macron.


– Ależ tak! (Wystarczy nie kraść


– Muszę do toalety.

– Więc, imigranci…

– Żeby zdecydować, czy mam się wstrzymać od głosu, czy oddać głos nieważny.
Macron powiększa przewagę w sondażach, zdobywając, wg różnych sondaży, od 54 do 56,5%, zaś Marine Le Pen ma 43,5 do 46%. W 2017 Macron w II turze zdobył 66,1% głosów.
Nadal jest bardzo wielu niezdecydowanych wśród Francuzów. Trzeba poczekać na ostatnie przedwyborcze sondaże dzisiaj, by ocenić, jak zmieniła rozkład sił bardzo skuteczna, choć obrzydliwa postawa Marine Le Pen podczas debaty ze znacznie mniej przekonującym niż zazwyczaj Macronem.
3.
Do 9 maja coraz mniej dni. Czy Władimir Putin uzna, że zajęcie kompletnie zniszczonego Mariupola i prawdopodobne otwarcie drogi lądowej do Krymu będzie wystarczające, by odtrąbić to podczas parady w Dzień Zwycięstwa jako wielki sukces „specjalnej operacji wojskowej”? I czy rozentuzjazmowany tłum Rosjan będzie z tego powodu wystarczająco dumny i szczęśliwy?
Wielka parada odbędzie się w stolicy, gdzie, po dwóch latach nieobecności z powodu covidu, będzie paradował Pułk Nieśmiertelnych, złożony z weteranów wojennych i żołnierzy w stanie spoczynku. Weterani walk przeciwko nazizmowi, niemieckiemu oczywiście, a nie rosyjskiemu, będą paradować także w innych miastach, w tym i w Mariupolu. Już ogłosiła to, mianowana przez Rosjan, zastępca burmistrza podbitego miasta ukraińskiego Wiktoria Kałaczowa, według której miejscowa ludność nie może się doczekać świętowania i „oczekuje tego wydarzenia z drżeniem”.
No, D.O. myśli, że nie tylko oni drżą na myśl o paradujących rosyjskich żołnierzach.
4.
Orbán ze swoją pierwszą wizytą po nadspodziewanie wielkim triumfie nad zjednoczoną opozycją, nie pojechał, jak planował, do przyjaciół w Warszawie. Miał do wyboru Moskwę i Watykan i wybrał Watykan. Rozmowa z papieżem Franciszkiem trwała dwa razy dłużej niż przewiduje standardowy protokół: 40 minut. Po rozmowie za zamkniętymi drzwiami w Sali Biblioteki, papież podarował premierowi Węgier medalion przedstawiający św. Marcina rozdzielającego swój płaszcz, by oddać go ubogim. Czemu? By uhonorować wielką pracę Węgier na rzecz ochrony uchodźców przybywających z Ukrainy.
Na pożegnanie papież powiedział do Orbána po angielsku: „Niech Bóg błogosławi twoją rodzinę i Węgry”. Na co Orbán, również po angielsku, odpowiedział: „Czekamy na waszą świątobliwość”/
Znowu?
Przecież Franciszek był już w Budapeszcie 12 września ubiegłego roku na zakończenie Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego i spotkał się z symbolem walki z imigrantami Orbánem, co zostało przyjęte z oburzeniem przez światowe media, które po raz pierwszy zaczęły pisać o hipokryzji papieża.
Nb. Orbán w Rzymie spotkał się z Salvinim, ale nie z liderką drugiej partii faszystowskiej Giorgią Meloni. Co dało asumpt mediom do twierdzenia, że Putin, za pośrednictwem swego węgierskiego giermka chce podzielić prawicę. Po co, tego D.O. nie wie. D.O. jest w każdym razie pewien, że w czasie spotkań w Rzymie Orbán czuł się „wśród przyjaciół”.
5.
„Amerykański samolot szpiegowski patrolował Morze Czarne przed zatopieniem rosyjskiego okrętu flagowego Moskwa” – donosi „The Times” (https://www.thetimes.co.uk/…/ukraine-war-us-spy-plane…).
Boeing P8 Poseidon znajdował się w odległości 100 mil od krążownika Moskwa w dniu, w którym doznał on katastrofalnych uszkodzeń.
Uważa się, że okręt flagowy rosyjskiej floty czarnomorskiej został trafiony przez co najmniej jeden ukraiński pocisk przeciwokrętowy Neptun. Jego zatopienie radykalnie zmniejszyło prawdopodobieństwo desantu desantowego na Odesę i zadało cios rosyjskim zdolnościom na Morzu Czarnym.
Kosztujący około 330 milionów funtów P8 jest najbardziej zaawansowanym samolotem do polowania na okręty podwodne i śledzenia okrętów wojennych w amerykańskim arsenale. Może zrzucać sonoboje na otwarte wody, aby wykrywać wrogie statki;
Brytyjski dziennik opiera się na danych open source publikowanych przez FlightRadar24. Boeing P8 Poseidon i jednostka bojowa AE681B wystartowałyby z amerykańskiej bazy lotniczej marynarki wojennej Sigonella na Sycylii. Następnie został wykryty o 13:32 czasu kijowskiego, nad Morzem Śródziemnym, zanim dotarł do wybrzeża rumuńskiego przez Bałkany i Bułgarię.
O 15:27 jego pozycja została zarejestrowana nad Valea Nucarilor w Rumunii, prawie 20 km od granicy z Ukrainą i niecałe 100 mil od „Moskwy”. Jego transponder został zdezaktywowany, gdy samolot zszedł z wysokości przelotowej 29.000 stóp do 11.900. Przez dwie godziny i 56 minut jego lokalizacja jest nieznana. Pojawił się ponownie o 18:23 nad miastem Casimcea w Rumunii, około 37 mil od swojej ostatniej pozycji i zniknął po 19 minutach.
42 minuty później, o 19:24, P8 został zauważony w południowej Rumunii, skąd wrócił do Sigonelli. O 20:42 na Facebooku pojawiła się wiadomość, że Moskwa została trafiona
The Times, dziennik założony w r. 1785, a wychodzący pod tą samą co dzisiaj nazwą od r. 1821, był kiedyś symbolem dziennikarskiej rzetelności. Odkąd jego właścicielem została NewsCorp ultraprawicowego magnata prasowego Ruperta Murdocha, jest jeszcze jednym brukowcem, jakich wiele. Gotów jest zaśpiewać na rozstajach dróg nago, jeśli to pomoże sprzedać jedną kopię więcej. Przytoczony powyżej artykuł jest dowodem, że by zrobić z porządnej gazety szmatławca, potrzebny jest jakiś prawicowy poyeb.
6.
Ależ wtopa wizerunkowa!
Charles Leclerc, kierowca Ferrari w Formule 1, miał zegarek. Miał, bo mu dwaj złodzieje zerwali go z ręki w Poniedziałek Wielkanocny we Viareggio. Krótko po 23:00 podjechali do niego na skuterze i spytali, czy mogą zrobić z nim sobie selfie. Działo się to przy Via Salvatori, słabo oświetlonej ulicy w sąsiedztwie portu. Gdy Leclerc się zgodził, chwycili jego zegarek i uciekli na skuterze.
Leclerc wsiadł do swojego ferrari (nie wyścigowego, seryjnego!) i próbował ich gonić, ale bezskutecznie.
I może nie byłoby o czym pisać, gdyby nie ów zegarek. To był Richard Mille Rm 67-02 jeden z najdroższych i najbardziej cenionych przez kolekcjonerów modeli tej firmy. Waży zaledwie 32 gramy i jest wykonany z mieszanki wysokiej jakości i odpornych materiałów, takich jak tytan klasy 5 czy nanotechnologicznie opracowany czerwony kwarc. Jest też wyposażony w najlżejszy pasek, jaki kiedykolwiek zrobiono. Ten, należący do Leclerca został zrobiony na specjalne zamówienie w kolorach Ferrari. Kierowca miał współpracować z producentem, aby ten czasomierz był jeszcze szczególnie wytrzymały, jako że francuski mistrz kierownicy nosił go również na torze podczas wyścigów.
Ile był wart? Usiądź, Czytelniku! Podobny model został sprzedany na aukcji w 2001 roku przez Christie’s za 2,1 miliona franków szwajcarskich, czyli za około dwóch milionów euro.
Wszystko dobrze, ale żeby w ferrari nie dogonić skutera?!
7.
Dziś Dzień Ziemi.
Ziemio, trwaj, Ziemio jesteś piękna!


Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.
