09.05.2022
Dzień możliwych hałaśliwych niespodzianek na Wschodzie.
1.
W Porębie – Kocębach przed małym dworkiem naprzeciw fary posadzili tulipany. W niedzielne, słoneczne przedpołudnie wracała z kościoła babcia. Stanęła przed tymi tulipanami i pomyślała: „Jakie one piękne”.

Obok, ulicą, przejeżdżał w samochodzie staruszek. Jechał powoli, powolutku, a na widok babci zwolnił jeszcze. Miała w twarzy taką jasność.
I zszedł na jej głowę promień słońca i nagle – ku zdumieniu staruszka z samochodu – jej włosy poczerniały, zmarszczki wygładziły się, a ciężkie, szaro-bure ubranie zmieniło się w zwiewną, kwiecistą sukienkę.
Trwało to chwilę, staruszek pojechał dalej i tylko we wstecznym lusterku widział, jak ona tam jeszcze stała, powabna, potężna, Afrodyta z Poręby – Kocęby.
2.
To już było ze czterdzieści lat temu, kiedy Adam K., kolega z liceum, westchnął smutno: „Ostatnie przyjaźnie nawiązujemy w liceum, potem to już tylko znajomości”…
D.O. był dotknięty prawdziwością tej konstatacji i od tego czasu zastanawiał się, dlaczego tak jest. Żyje i żyje, a odpowiedzi nie znalazł.
Rzucił się więc na artykuł w „Wysokich Obcasach” (https://www.wysokieobcasy.pl/…/7,181615,28420032…) w poszukiwaniu wyjaśnień, ale znów spotkało go gorzkie rozczarowanie. Tiphaine Honnet z „Le Figaro” (bo stamtąd WO go przedrukowały), przeczytała mnóstwo esejów, napisała mnóstwo słów, a odpowiedzi nie dała. Więc właściwie tylko tytuł, pokrywający się z konstatacją Adama K. sprzed 40 lat jest tam interesujący.
D.O. dalej nie wie, co to jest przyjaźń, czym się różni od znajomości, a czym od miłości. I przede wszystkim, dlaczego dojrzali ludzie prawdziwych przyjaźni już nie nawiązują.
To po prostu niemożliwe, choć nie wiadomo, dlaczego.
Kiedy zbliżały się dyplomy na uczelni, na jednej z ostatnich prywatek tej cudownej paczki błyskotliwych ludzi, których los połączył na jednym roku, na jednym wydziale, D.O. powiedział: „Tylko nie zróbmy tego głupstwa i nie zmarnujmy naszej przyjaźni, czy jakkolwiek chcecie nazwać to, co między nami jest. Raz, bo będziemy mieli smutne życie, a dwa, że to będzie takie obrzydliwie banalne, przewidywalne, tuzinkowe. A jeśli z czymś się tu zgadzamy, to w tym, że banalne i tuzinkowe jest be, do urzygu niestrawne, coś, z czym nauczyliśmy się walczyć”.
I co? I oczywiście rozeszliśmy się, każdy w swoją stronę. Coraz rzadsze spotkania w coraz szczuplejszym gronie, aż wreszcie i one ustały.
Teraz, kiedy jesteśmy starzy i samotni, kiedy potrzebowalibyśmy ciepła obecności kogoś przyjaznego – rozglądamy się – a wokół nas nie ma nikogo. Poróżniły nas odrębne doświadczenia, odrębne lektury, sympatie polityczne, kariery.
Smutno, smutno.
A najsmutniejsze jest to, że kiedy idziemy ulicą, rozglądamy się i widzimy tak samo jak nasza smutne twarze ludzi desperacko poszukujących – już nawet nie Przyjaciół, ale choćby znajomych, którzy będą rozumieć, kiedy mówimy o wielkich ludziach naszej młodości, wielkich koncertach czy przedstawieniach. I nic. Idziemy dalej, nieszczęsna suma miliona samotności.
3.
Ciekawa kalkulacja w Newsweeku (https://www.newsweek.com/russia-spending-estimated-900…).
„Inwazja Rosji trwa już trzeci miesiąc, a utrzymanie ofensywy wojskowej wymaga około 900 milionów dolarów dziennie – powiedział Newsweekowi Sean Spoonts, redaktor naczelny SOFREP, medium skupiającego się na wiadomościach wojskowych.
Według szacunków SOFREP na tę wysoką cenę wpływa kilka czynników. Obejmuje płacenie rosyjskim żołnierzom walczącym na Ukrainie; dostarczanie im amunicji, kul i rakiet; oraz koszty naprawy utraconego lub uszkodzonego sprzętu wojskowego. Rosja musi również zapłacić za tysiące sztuk kluczowej broni i pocisków manewrujących, które zostały wystrzelone podczas wojny, a które według Spoontsa kosztują około 1,5 miliona dolarów za sztukę.

Dane te nie uwzględniają, ile Rosja mogła stracić finansowo z powodu surowych sankcji gospodarczych nałożonych na nią po rozpoczęciu inwazji pod koniec lutego. Według Białego Domu sankcje te mogą pozostać w mocy, nawet jeśli Rosja wycofa swoje wojska.
D.O. doda, że 900 milionów dolarów, to mniej więcej tyle, ile Rosja otrzymywała codziennie od swoich europejskich kontrahentów za ropę i gaz.
Według Business Insider produkt krajowy brutto Rosji spadnie w tym roku o 15 procent.
Ukraina zadała również trudny cios Rosji w kwietniu zatonięciem Moskwy, okrętu flagowego rosyjskiej marynarki wojennej którego koszt szacowany jest, według Forbes Ukraine, na 750 milionów dolarów.
4.
Gdyby P.T. Czytelnicy chcieli obejrzeć prawdziwie ideowych ludzi, powinni obejrzeć ten filmik z proputinowskiej i antyukraińskiej manifestacji przed bazyliką św. Jana na Lateranie w Rzymie (https://video.repubblica.it/…/roma…/415153/416087…).
Panowie i panie twierdzili, że mają dowody, że masakry w Buczy są winni Ukraińcy i że covid-19 to spisek i oszustwo.
5.
Gdyby P.T. Czytelnicy chcieli obejrzeć, jak wyglądają ukraińskie pola po tym, jak przyjechali Rosjanie, żeby ich wyzwolić od nazizmu, powinni obejrzeć ten filmik: (https://video.repubblica.it/…/la…/415149/416083…). To rolnicze zaplecze Mariupola. Pytanko: co to są te czarne punkty?
6.
No, no… Tego jeszcze nie było. Po obu stronach granicy przebiegającej przez Zieloną Wyspę rządzi ta sama partia, jednoznacznie republikańska i jednoznacznie zjednoczeniowa – Sinn Fein. Partia, dodajmy, która ma dwuznaczne, nie: jednoznaczne związki z terrorystyczną organizacją IRA, której mordercza działalność przyschła po Porozumieniach Wielkopiątkowych, ale…

W Eire Sinn Fein była przez całe dekady marginalizowana ze względu na swój radykalizm, ale w Baile Átha Cliath (Dublinie; dosł. miasto czarnego brodu przy sztachetach) idea zjednoczenia wyspy nigdy nie umarła i nikomu się nigdy nie spieszyło do pogłębiania śledztw w sprawie związków Sinn Fein z IRA. W części brytyjskiej, przez ponad 30 lat trwała mniej lub bardziej pełzająca wojna domowa, więc wychodząc z domu nie miało się pewności, czy się do niego wróci ze względu na krwawe zamachy powtarzające się z zastraszającą częstotliwością.
Porozumienie Wielkopiątkowe, jak każde rozwiązanie kompromisowe, nie zadowalało ani republikanów, ani unionistów, ale likwidowało „twardą” granicę między Północą a resztą wyspy. Ale przez jakiś czas działało. Aż do referendum brexitowego. Kiedy Wielka Brytania opuściła Unię, a Eire zostało. Teoretycznie powinna powstać granica jak wszędzie indziej między Unią a nie-Unią. Ale Unia poszła Wielkiej Brytanii na rękę i po wielu latach negocjacji, rzutem na taśmę, zgodziła się na tzw. protokół, przewidujący swobodny ruch ludzi i towarów przez granicę. Ew. Kontrole miały być przeprowadzane na nieistniejącej wcześniej „granicy” między Irlandią Pn. a resztą Zjednoczonego Królestwa. Które w ten sposób przestawało być zjednoczone, skoro między jego częściami przebiega granica celna.
Innymi słowy – a mess – czyli cyrk na kółkach, łapanie lewą ręką za nos przez prawe ucho.
Należy podkreślić, że Unia wykazała się nadzwyczajną wspaniałomyślnością i cierpliwością wobec partnera, który od samego początku zachowywał się niepoważnie, by nie powiedzieć infantylnie.
No i sytuacja się komplikuje. Jako się rzekło, po obu stronach granicy rządzi ta sama partia. Dla Londynu i dla północnoirlandzkich unionistów to policzek, jakiego nie otrzymali chyba od rozpadu Radżu (nb. Commonwealth właśnie eksploduje i D.O. się nie zdziwi, jeśli w ciągu najbliższej dekady zostanie zlikwidowany). Dlatego Londyn zaczyna wykonywać ruchy bardzo nerwowe: minister ds. Irlandii Północnej Brandon Lewis wykluczył perspektywę referendum w sprawie zjednoczonej Irlandii, a minister sprawiedliwości Dominic Raab nerwowo przyrzekł, że rząd Wielkiej Brytanii podejmie „wszelkie niezbędne kroki”, aby zreformować protokół brexitowy w sprawie statusu Irlandii Północnej (https://www.theguardian.com/…/uk-will-do-whatever…).
No i D.O założy się, że Unia Europejska nie zaakceptuje zmiany choćby jednego przecinka z tego protokołu.
Wreszcie Johnson i jego ministrowie (wśród których są postaci, przy których niektórzy z naszej szajki wypadają jak intelektualiści, tylko gorzej ubrani) muszą zdecydować: albo twarda granica między Irlandiami, albo twarda granica między Derry a resztą Królestwa. To drugie wyjście prowadzi do zjednoczenia wyspy (czemu D.O. kibicuje). To pierwsze – do wznowienia wojny domowej w Irlandii Północnej.
No to nawarzyli sobie Brytyjczycy Guinnessa!

Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.
źródła obrazu
- Photo by Pixabay: Instant Images
