4 min czytaniaWaszeR Londyński: Uczesać Borisa

07.06.2022

Rzecz karkołomna, żeby nie powiedzieć niemożliwa. A jeśli już, to wymagająca nadludzkiej odwagi i ekwilibrystyki. Albo partyjnego kolesiostwa. 

.

.

To tak, jakby uczęstowanego środkami na rozluźnienie naszego magistra praworządności przemalować pastelami, a prezesiuniowi, po usunięciu bez narkozy przynajmniej jednego trybu, zaśpiewać Odę do radości. Albo też temu bezczelnemu od edukacji założyć tęczowe majtki z klapą i wręczyć lizaka w kształcie fallusa. Lub Pinokiowi przywrócić nos do naturalnych rozmiarów. Nie do wykonania w tym Kosmosie. Aby na pewno? 

Johnson
Photo by succo on Pixabay

Średnio wykształcona pamięć powinna przywołać co najmniej kilku znanych nosicieli tytułowego imienia, znakomicie więcej zaś – Borysów symbolicznych, wartych rygorystycznego ułożenia. 

Bo chociaż samo imię niezbyt sympatycznie się w tej chwili kojarzy, to tutaj o Johnsona chodzi Borisa, aktualnie pierwszego pajaca JKM Elżbiety II. Dopiero co pogłaskanego po główce przez angielskich pisiorów w ichnim Sejmie, bez zakłócenia fotogenicznej konstrukcji borysowej słomianej strzechy. 

Losy tego rozpoznawalnego polityka ważyły się już kilka miesięcy temu, a to za sprawą bibek organizowanych na Downing Street 10 w czasie obowiązywania rygorystycznych pandemicznych obostrzeń. I zaprzeczających temu lawiranckich kłamstw szefa rządu. Przyparty przez dziennikarzy do muru publicznie przeprosił, uiścił policyjny mandat w wysokości aż 50 funtów, i wydawało się, że sprawa przycichła. Pomogła w tym ukraińska wojenna fala ze swymi nieporównywalnymi tragediami. Wizerunek podrasowały też deko wyjazd Johnsona do bombardowanej Ukrainy i spotkanie z Zełenskim, a także militarne wsparcie walczących w kontraście z kombinującymi Niemcami i Francuzami. Ale ani to, ani pandemia nie wyeliminowały sprawy, ta wypłynęła po zdecydowanym opanowaniu epidemicznego zagrożenia. Ponownie zrobiło się głośno, doszło do głosowania w partyjnym gronie i Boris został wybroniony przed wykopem na aut. 

Udało mu się po raz kolejny, bo trzeba przyznać, że usilnie pracował od lat na bycie politykiem tyleż kontrowersyjnym, co nietuzinkowym, w związku z tym co rusz ryzykował utrzymywaniem się na fali. Posłowanie, jak dla wielu naszych rodzimych kandydatów znikąd, ludzi pomyłek i cwanych wazeliniarzy, było jego dochodowym hobby. Łączył je z prestiżowymi stanowiskami, poczynając od stołecznego burmistrzowania w latach 2008-2016. Zasłużył się cyklistom programem rowerowym, w tym wybudowaniem wielu kilometrów rowerowych tras, czym podpadł samochodziarzom, utrudniając swobodę przepływu ruchu pojazdów spalinowych. Wygospodarował blisko miliard funtów na ten cel. Od 2016 do 2018 był ministrem spraw zagranicznych za rządów Theresy May. Dał się poznać jako lokomotywa Brexitu, w momencie wycofywania się z pomysłu Camerona i niewieścich wahań pani premier. Zrzekł się stanowiska oskarżony o szerzenie nieprawdziwych informacji, wręcz w niektórych przypadkach kłamstw, w reklamowaniu wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej i przekonywaniu do tego własnego wyluzowanego społeczeństwa.

Rok później został liderem Partii Konserwatywnej, tym samym objął tekę premiera. Rządził od początku wyjątkowo twardą, wręcz brutalną ręką, przekraczając niejednokrotnie granice prawa. Wyrzucał z klubu parlamentarnego niezgadzających się z nim przeciwników, był pozywany za szerzenie kłamstw, przegrywał ważne głosowania. Zainicjowane przez niego kilkutygodniowe zawieszenie działalności parlamentu tamtejszy sąd najwyższy uznał za niezgodne z prawem. A jednak doprowadził do wygrania w grudniu 2019 roku przedterminowych wyborów parlamentarnych. Był sceptykiem, wręcz ignorantem covidowym, do czasu, aż sam znalazł się, zarażony, na oddziale intensywnej terapii. 

Wydaje się, że nie poradziłby sobie z tak przygniatającymi ciężarami, gdyby, jak nasz Pinokio, obciążony był dwoma prawomocnymi sądowymi wyrokami za kłamstwo. Ale kto go wie? Przy jego elokwencji…

Pewne jest, że Boris wyrównał oddech i serfuje dalej. Właśnie zaproponował utworzenie nowego sojuszu w Europie, jako alternatywy dla UE. Nie mniej poważnego, bo politycznego, wojskowego i gospodarczego. Na wypadek, gdyby Unia Europejska ostatecznie się rozpadła. No bo przecież Niemcy i Francja… Grunt nad Wisłą dosyć uprawiony pod taki zasiew, to słychać, widać i czuć. No i kto najszybciej dał głos na zaproszenie Borisa? Otóż znany pieczeniarz i oszołom z Solidarnej Polski, Ja-nóż Kowalski. Nic dodać, nic ująć. 

Ale i tak jesteśmy lepszymi demokratami od Angoli, bo tam nie ma rozdziału kierowania partią od prowadzenia rządu, jak u nas, Boris więc zachował szefowanie partii w połączeniu z premierowaniem. 

A koronowana babcia Ela Druga może sobie w tym anachronicznym cyrku co najwyżej do stówy plus dociągnąć. 

Czyż nie dziwniejszy jest ten świat, Czesiu? 

WaszeR Londyński 

Print Friendly, PDF & Email