18.06.2022
1.

Na niebie cuda i na jeziorze cuda. Bo jezioro uwielbia niebo przedrzeźniać. Niebo się mści, spuszczając deszcze, więc jezioro dostaje wysypki. Potem wysyła wiatr, więc jezioro dostaje zmarszczek. I tak grają ze sobą, odkąd niebo niebem, a jezioro jeziorem. A biedny człowieczek tańczy, jak mu ci bracia zagrają. Ściągaj koszulkę, bo gorąc, wkładaj biegiem koszulkę, sweter i kurtkę, bo zimno, że aż dreszcze. Ale, niech tam, warto! Taki spektakl! Rozsiadasz się wygodnie w foteliku tarasowym i patrzysz na wodę, aż tu nagle hałas piekielny. Jakby jedną pociągane nicią, równocześnie startują do lotu dwa łabędzie. A raczej dwoje łabędzi. Jak dobrze zgrana para baletowa w pas de deux, dokładnie w tym samym rytmie biją o wodę skrzydłami, w tym samym przebierają łapami po powierzchni wody, a gdy wzbiją się w powietrze, to unisono, a potem fruną, a ich skrzydła podnoszą się i opadają doskonale razem, tyle samo w dół, tyle samo w górę, z tą samą dokładnie częstotliwością.

Na pobliskiej wysokiej sośnie, od kilku dni w tym samym miejscu siedzi zięba i od rana do zmroku, dokładnie co 6 sekund wyśpiewuje tę samą kadencję: laaa, laaa, laaa, trl, trl, trl, trl, trl, trl, trl, trl i zawijas: trllll, tu tu. Jak na bliskich spotkaniach III stopnia.

Ale potem…
W Polsce, na pytanie: „co słychać”? – odpowiedź o tej porze roku może być tylko jedna: kosiarkę spalinową. Choć nie. Dwie: niemal równie często odpowiedź brzmi: piłę spalinową. Przeważnie ma się tę stereofonię.
2.

Nie tylko w niebie, nie tylko na wodzie, nie tylko na drzewach: na ziemi też cuda. Utkałbyś, człowieku, takie dywany? Takie bogate, takie subtelne? I takie duże? Ciągnące się czasem pod las, a czasem wręcz po horyzont?


3.

„Ludzie potrzebują cudów” – powiedziała z przekonaniem M., gdy D.O. opowiedział jej historię święta Corpus Domini i jakie jest naukowe, banalne wytłumaczenie wilgotnego czerwienienia białych wyrobów mącznych.
Zrazu D.O. przyznał M. rację, ale po chwili powiedział, że nie.
Ludzie nie potrzebują cudu jako takiego. Potrzebują happy endu. I nie ważne, czy nastąpił on z przyczyn naturalnych, przypadkowych, czy „nadprzyrodzonych”. End musi być happy. Za wszelką cenę.
Bo przecież pochłonięcie Sodomy i Gomory też było cudowne, ale nikt nie nazywa tego „cudem”. Bo zjawiska nadprzyrodzone, niekończące się happy endem do kategorii cudów nikt nie chce zaliczyć. Kara boża, nieszczęście, ale nie cud.
I chętnie wysłuchają milion razy tej samej opowieści o happy endzie. Popatrzcie na telewizyjny kanał HGTV koncernu Warner Bros Discovery: wszystkie, absolutnie wszystkie te programy są nieprawdopodobnie schematyczne, przewidywalne i teoretycznie powinny wzbudzać wyłącznie irytację. A przyciągają niezliczone rzesze widzów, gotowych przymknąć oczy na schematyczność i przewidywalność. Czemu? Bo wszystkie kończą się happy endem. Wszystkie!
4.
Po Ukrainie również Mołdawia chce na gwałt do UE. Kraj, który jeszcze rok temu był de facto rosyjską prowincją, od „niepodległości” rządzony przez rosyjskich agentów (a co za tym idzie, wśród niewiarygodnych wprost afer), odkąd wybrał na urząd prezydentki panią Maję Sandu, zrobił w tył zwrot i chce ro UE. Teraz wprost histerycznie, bo są potencjalnie druga Ukrainą i po zdobyciu pierwszej Rosja bankowo zajmie i tę drugą. Bez ogródek powiedział o tym wczoraj Ławrow w wywiadzie dla NTV (niegdyś niezależnej, ale od dawna gadzinówki putinowskiej w pazurach Gazpromu). Ach, ta Unia – wzdychał Siergiej Ławrow – „działa bardzo prymitywnie, zmuszając nawet tych jeszcze nie kandydatów do otwierania drugiego frontu”. Jeśli mówi Kijowi „tak”, to znaczy, że „po raz kolejny gotowa jest przymknąć oko na wszystkie swoje kryteria”, bo „kieruje się wyłącznie względami geopolitycznymi”.
Tymczasem prezydentka Sandu wezwała z Los Angeles do ojczyzny Veronicę Dragalin, Mołdawiankę, która zrobiła karierę w USA i jest asystentem prokuratora generalnego USA ds. walki z korupcją. Ma ją wykrzewić w Kiszyniowie i okolicach. Powodzenia. Choć D.O. ma wątpliwości. W sąsiedniej Rumunii (D.O. ciągle się dziwi, że Mołdawia z Rumunią nie tworzą przynajmniej federacji) po ostrych krytykach i groźbach ze strony UE na stanowisko pełnomocnika ds. walki z korupcją powołano panią Laurę Codruțę Kövesi. Ale kiedy zaczęła odnosić sukcesy, tj. dotarła do bonzów z rządzącej partii socjaldemokratycznej, to ją szybko ze stanowiska wywalono. No i po walce z korupcją. A w Polsce? W Polsce nie ma korupcji. Jak nie wierzycie, spytajcie Kłamcę Krzywomordego. Z pewnością powie, że CBA działa doskonale!
Daj Panie Boże Mołdawianom tę Unię, ale jeśli nastąpiłoby to w ciągu najbliższej dekady, D.O. z pewnością zaliczyłby to do kategorii cudów.
5.
DO kategorii cudów zaliczyłby również przyjęcie do UE Gruzji, od r. 2008 cieszącej się oficjalnym statusem „partnera” Unii. Z wielu względów znacznie bardziej się do UE nadaje niż Mołdawia. Ale od wielu lat rządzą – delikatnie mówiąc – siły prorosyjskie. Kiedy pani prezydent Salome Zurabiszwili pozuje do zdjęć z chorągiewką UE, to jest w tym równie wiarygodna, co na przykład pan Zi0br0. Pani Zurabiszwili urodziła się we Francji z rodziców – gruzińskich uciekinierów z ZSRR, była francuską dyplomatką i ambasadorem Francji w niepodległej Gruzji, została przez Saakaszwilego mianowana ministrą Spraw Zagranicznych i, piastując to stanowisko, pobierała nadal pensję z francuskiego MSZ. Wybrana w drugiej turze na prezydentkę, z francuskiej pensji zrezygnowała.

Bez wątpienia siły prorosyjskie w Gruzji przestraszyły się Putina bardzo bardzo, po inwazji na Ukrainę. I nawet one liczą na przegraną Rosji. Ale wiedzą, że gdyby Putin przypadkiem wygrał… Lepiej go za bardzo chwilowo nie wkurzać. Więc jeszcze troszkę polawirujemy.
Komisja Europejska nie powiedziała Gruzji „nie”, ale dalsze rozmowy chwilowo zawiesiła, zapewne do czasu, aż w pięknym Tbilisi pojawi się rząd bardziej wiarygodny i mniej represyjny w stosunku do zwolenników suwerenności.
6.
”Świat jednobiegunowy się skończył” – powiedział samozwańczy czubek drugiego bieguna. Bardziej niż drugiego bieguna – czubek i basta. „Stany Zjednoczone nie są już wysłańcem Boga na ziemi. A Unia Europejska traciła swoją suwerenność i teraz jest posłusznym wykonawcą rozkazów ze wstrętnych Stanów Zjednoczonych”.

No to zdecyduj się, czubku: są, czy nie są? Straciły pozycję lidera świata, czy nadal dyktują najpotężniejszemu mocarstwu świata – Unii Europejskiej – swoje warunki?
Czubek dodał na tzw. Forum Ekonomicznym w Sankt Petersburgu, że „Rosja osiągnie wszystkie swoje cele wojskowe”.

Wstrętny Zachód uważa, że „reszta świata »jest jego własnym podwórkiem« i dlatego próbują izolować lub wręcz unicestwić państwa, które uznają za »niewłaściwe«.
Kraje zachodnie traktują te kraje „jako swoje kolonie” i „drugiej kategorii”. Taki jest charakter obecnego ataku rusofobii na Zachodzie i związanych z nim sankcji wobec Rosji.
„Zachodnie sankcje nie wpłynęły zupełnie na rosyjską gospodarkę, a tylko powodują chaos, problemy i zmiany polityczne w krajach, które je zastosowały”.
W ogóle to „sankcje wobec Rosji były szalone i lekkomyślne” https://www.bbc.com/news/world-europe-61847300. Próbują „zmiażdżyć rosyjską gospodarkę za jednym zamachem siłą”.
Dlatego, żeby odnieść sukces, „Rosja musi być niezależna i wyciągać własne wnioski”.
„Decyzja Rosji o rozpoczęciu specjalnej operacji wojskowej w Ukrainie była trudna, ale została wymuszona przez Zachód, który siłą chciał wciągnąć Ukrainę do NATO, co byłoby oczywistym przestępstwem, a Zachód nie chciał tego zrozumieć.
Jeśli chcesz, Czytelniku, wiedzieć więcej o drugim biegunie, czyli czubku już niejednobiegunowego świata, poczytaj tu: https://wyborcza.biz/…/7,177151,28592850,putin-narzeka…
7.
Kiedy Putin bredził w Sankt Petersburgu, minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow udzielał wywiadu BBC. Powiedział, że „my, Rosjanie, nie wstydzimy się pokazać, kim jesteśmy. A opinia Zachodu w ogóle nas nie interesuje”.

Boziu, jacy oni są podobni do polskiej szajki! Też nie wiedzą, co to wstyd
„Nie napadliśmy na Ukrainę, ogłosiliśmy specjalną operację wojskową, ponieważ nie mieliśmy absolutnie żadnego innego sposobu na wytłumaczenie Zachodowi, że wciągnięcie Ukrainy do NATO było przestępstwem” – powiedział.
W tym miejscu D.O. wzniesie oczy do nieba i westchnie: „Boziu, jacy oni są do siebie podobni! Polska szajka i rosyjscy bandyci. Te same brednie psycholi, te same bezczelne kłamstwa, to samo negowanie rzeczywistości, te same kradzieże na wielką skalę, to samo tłamszenie demokratów i ta sama hucpa.
8.
Chiny uruchomiły swój trzeci lotniskowiec, pierwszy zaprojektowany i zbudowany w całości samodzielnie, a to oznacza istotny postęp w technikach militarnych azjatyckiego supermocarstwa. https://www.theguardian.com/…/china-launches-third…
Wodowanie następuje w momencie wzmożonych napięć między Chinami a Stanami Zjednoczonymi i nasilających się chińskich prowokacji wobec Tajwanu.

Zwodowany z wielkim rozmachem w stoczni w Szanghaju Fujian jest bardziej zaawansowany technicznie niż dwa pozostałe chińskie lotniskowce, oparte na starej technologii rosyjskiej, stosowanej w Ukrainie: pierwszy chiński lotniskowiec został przez Pekin zakupiony w Ukrainie i był wykańczany przez wiele lat. Drugi został zbudowany według planów pierwszego. Oba nękają endemiczne usterki. Trzeci ma być już znacznie nowocześniejszy i bardziej zaawansowany technicznie.
W każdym razie minią lata, zanim Fujian osiągnie zdolność operacyjną.
9.
Wygląda na to, że świat jest podzielony na zawziętych, nieprzejednanych wrogów Stanów Zjednoczonych, gotowych przymykać oczy na wady Rosji i Chin tylko dlatego, że są mniej lub bardziej ze Stanami Zjednoczonymi skłócone, oraz na zawziętych i nieprzejednanych wrogów Rosji, gotowych przymknąć oczy na wady Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej, tylko dlatego, że są mniej lub bardziej skłócone z Rosją.
D.O. należy do tej drugiej kategorii i choć oczu na wady Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej nie przymyka, ale uważa, że kiedy jest wojna, to wypada opowiedzieć się za jedną ze stron i powiedzieć sobie, że o takie drobiazgi, jak tej strony wady, zadba się po zwycięskiej wojnie.
Dlatego, czasem z bólem serca, D.O. rezygnuje z niektórych tematów. Bo teraz Zachód musi wygrać wojnę z Rosją, a potem podyskutujemy o korektach. Oczywiście, jeśli będziemy jeszcze żywi. Bo możemy kojfnąć ze starości lub też Putin może nam na głowę spuścić bombę termonuklearną, a nawet dziesiątki takich bomb.
10.
Takie stanowisko umiejscawia D.O. po przeciwnej stronie niż Julian Assange. D.O. uważa, że jest zdrajcą, a co gorsza hipokrytą, bo ujawniał tylko sekrety Stanów zjednoczonych w imię demokracji, ale nigdy ie zdradził żadnego sekretu rosyjskiego, chińskiego, kubańskiego, wenezuelskiego, nikaraguańskiego, a nawet północnokoreańskiego.

I mimo, że to łączy go w poglądach m.in. z papieżem Franciszkiem.
Assange dużo się już wycierpiał. Te cierpienia trwają już drugą dekadę. D.O. ma litość w sercu, ale fakt, że on nie zrozumiał, jak wygląda świat, nie zrozumiał, że źle zrobił osłabiając Zachód i wzmacniając najgorsze autokracje świata; fakt, że nadal, nawet z więzienia podjudza, że wzywa, by go bronić, jako proroka jego wizji świata, obiekcje D.O. słabną.
A D.O. pisze o tym dlatego, że ministerka Spraw Wewnętrznych Wielkiej Brytanii Priti Patel zatwierdziła ekstradycję Assange’a do Stanów Zjednoczonych. https://www.theguardian.com/…/julian-assange…
WikiLeaks natychmiast wydała oświadczenie, w którym stwierdziło, że odwoła się od tej decycji Priti Pattel.
11.
Jean-Louis Trintignant, kultowa postać francuskiego kina i teatru, zmarł w piątek w wieku 91 lat, poinformowała AFP jego żona Mariane Hoepfner Trintignant w komunikacie prasowym. Umarł „spokojnie, ze starości, dziś rano w swoim domu, w Gardzie, otoczony przez swoich bliskich”, powiedziała jego żona.

Trintignant ma na swoim koncie ponad 70-letnią karierę. Zagrał ponad 120 ról, interpretując z równą intensywnością powściągliwego i naiwnego młodzieńca obok Vittoria Gassmana w Il sorpasso (1962) Dino Risiego, jak i niejednoznacznego profesora w „Konformiście” Bernarda Bertolucciego (1970) czy cynicznego i lodowatego zabójcy w filmie „Flic” („Glina” 1975) Jacquesa Deraya. Światowy sukces przyniósł w 1996 roku film „Mężczyzna, kobieta” Claude’a Leloucha.
Urodzony w Piolenc na południu Francji 11 grudnia 1930 był synem przemysłowca i wnukiem kierowcy Formuły 1 Maurice’a Trintignanta i przez pewien czas poświęcał się wyścigom samochodowym.
Przyjechał do Paryża w 1950 roku, aby studiować teatr u Charlesa Dullina. Trzy lata później zadebiutował na scenie grając sztuki Jeana Racine’a i Moliera. W 1955 zadebiutował w kinie, a rok po konsekracji u boku Bardot.
Po okresie nieobecności w kinie z powodu służby wojskowej w Algierii Trintignant powrócił do roli z Vadimem w „Niebezpiecznych związkach” (1959), po którym nastąpił szczęśliwy sezon dzielony między Francją a Włochami, grając w takich filmach jak Brutalne lato (1959) Valerio Zurliniega, czy kultowy „Il sorpasso” Dino Risiego czy wreszcie „Sukces” (1963) Mauro Morassiego .
Znaczące były jego występy w filmach eksperymentalnych wyreżyserowanych przez Robbe-Grilleta, takich jak Trans-Europ-Express – A Naked Skin (1966), a następnie w komedii Rohmera Moja noc z Maud (1969), w której gra inżyniera moralistę, czy w filmach zaangażowanych politycznie: „Z – Orgia władzy” (1969) Costa-Gavrasa, oraz „Konformista” Bertolucciego (1970).
Nie stronił od komedii i kryminałów, takich jak „Łobuz” Leloucha (1970), „Bez motywu” Philippe’a Labro (1971), „La donna della Domenica” Luigiego Comenciniego (1975). Następnie zagrał w „Nareszcie niedziela!” (1983), ostatnim filmie w reżyserii Truffauta.
W latach 80. i 90. Trintignant pracował głównie w kinie autorskim: m.in. „Taras” (1980) Ettore’a Scoli, „Colpire al cuore” (1982) Gianniego Amelio, „Rendez-vous” (1985) André Téchiné’a, „Merci la vie” (1991) Bertranda Bliera i „Trzy kolory – Czerwony” (1994) Krzysztofa Kieślowskiego.

Jego ostatni występ na dużym ekranie datuje się na rok 2019: „Les plus belles années d’une vie”, z Anouk Aimée w reżyserii Claude’a Leloucha. Pojawił się także przed kamerami podczas ceremonii Cezara w 2021 roku. W ostatnich latach powrócił na scenę recytując wiersze takich poetów jak Prevert, Vian czy Desnos.

Życie prywatne: Jean-Louis Trintignant po raz pierwszy ożenił się w 1954 roku z aktorką Stéphane Audran, z którą rozstał się dwa lata później. Po rozwodzie i krótkim związku z Brigitte Bardot ożenił się ponownie w 1960 z Nadine Marquand, aktorką, scenografką i reżyserką, z którą rozwiódł się w 1976 i z którą miał troje dzieci Marie, Pauline i Vincenta. Pauline zmarła w 1969 roku w wieku dziesięciu miesięcy na syndrom nagłej śmierci łóżeczkowej, zaś gdy Marie, która występowała u boku swojego ojca w kilkunastu produkcjach filmowych i telewizyjnych, zmarła tragicznie w 2003 roku, zabita przez swojego partnera Bertranda Cantata, wokalistę zespołu Noir Desir. W 2000 r. aktor poślubił pilotkę Marianne Hoepfner.

No, D.O za mały pikuś, by go brać pod uwagę…

Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.
