Jacek Pałasiński: Drugi obieg (338)15 min czytania

()

27.06.2022

1.

Ty, Czytelniku, który głosujesz na szajkę: czy ciebie naprawdę nie uderza, że człowiek, który nigdy nie miał żony ani nawet partnerki, o którego problemach z tożsamością płciową jest głośno od pół wieku, mówi, że „Musimy obronić rodzinę składającą się z kobiet i mężczyzn i, daj Boże, dzieci”? (https://torun.wyborcza.pl/…/7,48723,28624318,kaczynski…)

D.O. zacząłby od badania psychiatrycznego Jarosława Kaczyńskiego. Raz się wywinął, ale D.O. by nie odpuszczał: jak odmówi znów – to w kaftan!

Czy ciebie, Czytelniku, który głosujesz na szajkę, nie uderza, że człowiek, o którego problemach z tożsamością płciową jest głośno od pół wieku, z obleśnym uśmiechem atakuje osoby do niego podobne, ale które miały więcej odwagi w ujawnianiu swoich „nienormatywnych” tendencji seksualnych?

„Oczywiście ktoś się może z nami nie zgadzać, ma lewicowe poglądy – powiedział. Uważa, że każdy z nas może w pewnym momencie powiedzieć, że teraz, do tej pory, do godziny – jest w tej chwili koło wpół do szóstej – byłem mężczyzną, a teraz jestem kobietą – ha, ha, ha, ha! – Bo przecież lewica uważa, że tak powinno być. I należy tego przestrzegać. Mój szef w pracy, dajmy na to, czy nawet moja koleżanka, czy mój kolega powinni się do mnie zwracać już tym razem w formie żeńskiej. No, można mieć takie poglądy, dziwne co prawda. Ja bym to badał, ale… – Ha, ha, ha, ha! (https://tvn24.pl/…/jaroslaw-kaczynski-o-osobach-LGBT-ja…)

Ten sam człowieczek mówi: „Nie mamy zamiaru nikomu zaglądać do sypialni, ale chcemy utrzymać zwykłą normalność i to jest nasze prawo, musimy obronić się przed szaleństwem”. (https://tvn24.pl/…/jaroslaw-kaczynski-o-osobach-LGBT)

I tu D.O. się z tym człowieczkiem zgodzi. Musimy się obronić przed tym szaleństwem.

D.O. jest jak najbardziej za zbadaniem, poczynając od tego człowieczka.

Kiedyś sąd wydał nakaz zbadania go przez biegłych psychiatrów, ale on sam odmówił, a reszta szajki go ochroniła przed konsekwencjami ataku i ostrze ataku skierowała na prokuratura, który nakaz ekspertyzy psychiatrycznej wystawił. To oczywiście skandal, ale utonął w morzu skandali, jakich się codziennie ta zbrodnicza, proputinowska szajka dopuszcza.

Ale kiedy przy kontroli drogowej kierowca odmawia poddaniu się badaniem alkomatem, prawo automatycznie zaczyna go traktować, jak pijanego.

Przy odmowie ekspertyzy psychiatrycznej nie zaczyna automatycznie traktować delikwenta jak świra. A powinna.

D.O. od tamtego dnia traktuje tego człowieczka jak psychola i popaprańca i zmieni zdanie dopiero, kiedy delikwent ekspertyzie psychiatrycznej się podda i przedstawi świadectwo, że jest psychicznie normatywny.

2.

D.O. obsługiwał chyba prawie tuzin szczytów G7, jedno G7 ½ i parę G8. G7 ½ było w Neapolu, chyba w 1995 i zostało tak nazwane, że do tego ekskluzywnego grona przyjęto, jeszcze nie na w pełni równych prawach, Rosję Jelcyna. Miał tam D.O. parę przygód, które opisał w książce „Najpiękniejsze Słowa”, dostępne jako e-book w każdej księgarni internetowej. (To był commercial break). A G8 to już z Rosją jako pełnoprawnym członkiem, aż do 2014, kiedy agresora z hukiem wyp…roszono. No, ale wtedy już D.O. stał na ogół w studio i opowiadał, co się na świecie dzieje, ulegając frustracji, że to niczego w świadomości widzów na temat świata nie zmienia.

I od pierwszego G7, które obsługiwał, do ostatniego G8 zawsze słyszał to samo pytanie: „po kie licho te spotkania”?

https://twitter.com/POTUS/status/1540945453998436353
Prezydent Joe Biden wierzy, że kolejna sankcja w postaci zakazu importu rosyjskiego złota, rzuci Putina na kolana.

D.O. żarliwie bronił idei przyjacielskich, półprywatnych konsultacji między możnymi tego świata, tego zachodniego świata, dodajmy. Ale sam czuł, hmmm… niewygodę, bo pamięć miał dobrą. Czytał wszystkie komunikaty końcowe, przekładał je na ludzi język i opowiadał o nich w tv. I z każdym kolejnym komunikatem jego wiara w moc sprawczą tych konsultacji malała.

Bo wysokie układające się (a raczej o tym i owym gwajdlące i kierdaszące) strony nigdy nie zweryfikowały realizacji postanowień poprzednich szczytów, nie rozmawiały o takich drobiazgach, jak fakt, że ich dobra wola (powiedzmy) nie przekładała się w czyny.

Innego zdania jest Andriej Grigowiew: sądzi, że sankcje Rosji nie złamią. https://wyborcza.pl/7,75398,28620139,rosjanin-ktory…

OK, uczestnicy tych szczytów się zmieniali, jedni politycy odchodzili, drudzy przybywali, często prosto z politycznego niebytu, zmieniały się orientacje ideologiczne liderów, ale to jednak była ta sama formuła i te same kraje.

W środowisku zawodowym to by nie przeszło. Szefowie podejmują decyzję, że coś ma zostać zrobione, ale nie przekazują tego bezpośrednim wykonawcom. Albo przekazują, ale nie sprawdzają, czy ich polecenia zostały wykonane, jakie przyniosły efekty, jakie konsekwencje spowodowały. A politycy właśnie tak się zachowują na G7. Więc i zasadność tej formuły coraz bardziej D.O. umyka.

3.

Ale teraz jest inaczej. Teraz są zjednoczeni. Och, media dalej bawią się w znajdowaniu różnic w akcentach wypowiedzi poszczególnych premierów czy prezydentów, uznając, że to robi news, ale obiektywnie, starożytna maksyma, że „nic nie jednoczy równie silnie, jak wspólny wróg” znowu okazała się słuszna.

No proszę, ile świat zawdzięcza Putinowi!

Scloss Elmau – tu się obradowało G7.

No i tym razem w Schloss Elmau pod Garmisch-Partenkirchen (gdzie D.O. często się zatrzymywał podczas samochodowych podróży z i do Włoch), agenda pełna była punktów, które wymagały konkretnych decyzji. I te decyzje, tym razem muszą zostać wdrożone.

Jakie to punkty? Główne to:

  • Odciąć Rosję definitywnie od globalnej gospodarki
  • Ograniczyć maksymalnie wpływ rosyjskiej agresji na Ukrainę na ceny żywności i paliw

Szczęśliwie żadnego z uczestników nie trzeba było przekonywać, że cena wspierania Ukrainy będzie wysoka. I nie ma żadnej pewności czy społeczeństwa tych siedmiu krajów będą gotowe ją zapłacić.

Ale D.O. jest całkiem solidnie przekonany, że wszyscy obecni zdają sobie sprawę, że – jak powiedział Boris Johnson – cena pozwolenia Rosji na zwycięstwo byłaby znacznie wyższa. A co za tym idzie, D.O. wyraża ostrożny optymizm.

Zwłaszcza, kiedy czyta zapewnienia sztabowców ukraińskiej armii, że przełom w tej wojnie nastąpi już w sierpniu i od tego czasu Rosja będzie ponosić klęskę za klęską. Oczywiście D.O. nie ma wiedzy, by zweryfikować te zapewnienia, ale chwilowo zadowoli się tym optymizmem, bo wielu innych powodów do optymizmu nie ma.

4.

D.O. wychwalał już determinację premiera Włoch Mario Draghiego we wspieraniu Ukrainy na wszystkie sposoby, nawet za cenę poważnych napięć w swojej koalicji (świry z Ruchu Pięciu gwiazd się rozpadły, co oznacza, że z grupy cieszącej się 38-procentowym poparciem powstały dwie grupy z poparciem po 4%.

Włochy nie są już siódmym mocarstwem przemysłowym świata, jak w chwili powstawania G7. Ich premierzy, uczestniczący w poprzednich szczytach, nie zawsze byli brani poważnie, zwłaszcza Berlusconi.

Ale Mario Draghi ma mir. Ma autorytet. To on stał na czele Europejskiego Banku Centralnego w okresie dwóch największych kryzysów w historii UE i trzeciego nie mniejszego i to on sprawił, że Unia przez te kryzysy przeszła stosunkowo mało boleśnie, to on sprawił, że te kryzysy nie przerodziły się w full-scale rewolty uliczne. Kryzys bankowy, rozpoczęty w 2008 r. i pandemia mogły się skończyć gospodarczą, a co za tym idzie i społeczną katastrofą. Podobnie, jak ustalanie długofalowego budżetu na bieżącą siedmiolatkę, co zawsze prowadziło Unię na granicę rozpadu, a tym razem wszystko poszło, jak po maśle.

Dlatego nikogo nie zdziwiło, że Draghi przyjechał do Schloss Elmau z gotową propozycją.

Idea ustalenia górnego pułapu na cenę gazu i ropy napotykała jeszcze kilka dni temu na duży sceptycyzm: „to łamie reguły wolnorynkowe” – gderali jedni, „jak zmusić do tego kraje produkujące surowce energonośne, bez zrażenia ich sobie na dobre”? – narzekali inni.

Ciach! – Przyjechał Dragi i mówi: to proste: to nasze towarzystwa ubezpieczeniowe wydają polisy na transport gazu i ropy. Wystarczy szepnąć im słówko, a one oznajmią, że będą ubezpieczały wyłącznie ładunki do pewnej wartości, a powyżej tej wartości ubezpieczać nie będziemy. A nieubezpieczonego tankowca czy gazowca nikt przy zdrowych zmysłach nie wyśle w morze, żaden kontrahent nie zapłaci z góry za nieubezpieczony ładunek.

Więc najbardziej gderliwy z całego tego towarzystwa, jeszcze chwiejny, lecz już znacznie mniej niezdecydowany niż parę miesięcy temu, Olaf Scholz do idei się zapalił.

Czy pomysł Draghiego przełoży się na nasze portfele?

Pewnie nie, bo monopolistą w naszym kraju jest kontrolowany przez szajkę i szajkę sponsorujący orlen, który właśnie zapłacił za reklamy radiowe, w których tłumaczy, jak to staje na głowę, żeby „obniżyć ceny”. Aż D.O. zapluł szybę parsknięciem, kiedy to pierwszy raz usłyszał. Ciekawe, kogo taka reklama przekona?

Ale w innych krajach prawie na pewno to zadziała.

Ile będzie kosztować baryłka?

Biden nalega, żeby górnym pułapem była cena, jaką ostatnio Zachód płacił Rosji.

To dobry pomysł i – D.O. sądzi – całkiem do przyjęcia przez kraje producenckie.

Jedna uwaga: czytają Czytelnicy (a cóż innego czytelnicy mogą robić, niż czytać?), jak to Rosja zastąpiła Sudan na czele listy dostawców ropy do Chin, jak to rekordowe ilości rosyjskiej ropy kupują Indie.

Zgoda, to irytujące.

Ale niech Was pocieszy fakt, że to se, pane Prohaska, Rosji ne oplati! Jak nie ma gazo- czy ropociągu, to więcej kosztuje przesył, niż cena, uzyskana za baryłkę czy metr sześcienny. Bo tam nie ma dróg, nie ma wystarczającej liczby ciężarówek z cysternami, a jeszcze mniej z baniakami na gaz płynny. Bo to trzeba dowieźć do pociągu. Pociąg jedzie długo. Dojeżdża do portu, a tam to z wagonów-cystern trzeba przepompować na tankowiec, który sporo kosztuje. I ropa do jego napędzania też. I załoga. I opłaty za prawo do skorzystania z kanału, np. Bosforu, Dardaneli czy Sueskiego. I za postój na redzie. I za przepompowanie w kraju docelowym. Jeśli w ogóle zarobią, to przysłowiowe złoty pięćdziesiąt na tonie.

Niech się najpierw tą ropą udławią, a potem niech się w niej utopią.

Czemu?

Tu cytat z Draghiego w Schloss Elmau „Nawet gdy ceny energii spadną, nie do pomyślenia jest powrót do takiej samej zależności od Rosji, jaką mieliśmy. Musimy na zawsze wyeliminować naszą zależność od Rosji. Pozbądźmy się zależności energetycznej od Rosji tak szybko, jak to możliwe i zainwestujmy w infrastrukturę wodorową. Oczywiste jest, że w obecnej sytuacji istnieją krótkoterminowe potrzeby, które będą wymagały dużych inwestycji w infrastrukturę gazową w krajach rozwijających się, a także w konwersję na WODÓR, bo wodór to jest to sposób na pogodzenie krótkoterminowych potrzeb z długoterminowymi potrzebami ochrony klimatu”.

Czy jak już upadnie rząd we Włoszech, moglibyśmy wywieźć na taczkach Krzywomordego przez jego mur na Białoruś i wybłagać Draghiego, żeby przyjechał i porządził Polską?

5.

A tymczasem przyspiesza przepływ gazu do włoskich magazynów. Norwegia wysyła go już więcej niż Rosja (https://www.repubblica.it/…/accelera_il_flusso_di…/…)

W układance połączeń pozyskiwania gazu okazuje się, że przepływy gazu ziemnego z Europy Północnej przewyższyły przepływy z Rosji przez Austrię.

I to zaledwie dwa dni po podpisaniu protokołu ustaleń między UE a Norwegią.

Dygresja: D.O. wie, że można bardzo sprawnie układać słowa w zdania, ale jak się nie ma szczęścia, to trudno zostać dobrym dziennikarzem. A D.O. w inne zupełnie miejsce się wybierając, zobaczył grupkę dziennikarzy na coś przed siedzibą Komisji Europejskiej oczekującą, a że ma doświadczenie, to się skierował w jej stronę. I w tym momencie z drzwi budynku Berlaymont, najbardziej charakterystycznego, trójramiennego budynku w „Dzielnicy Europejskiej” w Brukseli, wyszedł pierwszy wiceprzewodniczący wykonawczy Komisji Europejskiej Frans Timmermans z ministrem energetyki Norwegii Terje Aasland, by oznajmić, że właśnie podpisali protokół w sprawie znacznego zwiększenia dostaw norweskiego gazu do Unii Europejskiej. Niebawem będzie można na własne uszy posłuchać, na własne oczy obejrzeć, co obaj panowie przy tej okazji do naszych kamer i mikrofonów powiedzieli, cierpliwości!

6.

Aż się D.O. lęka, bo np. jego Żona odmówiła, ale… W różnych gazetach pojawiła się informacja, przedrukowywana za British Journal of Sports Medicine z 21 czerwca 2022 r., że jest prosty test, pozwalający sprawdzić, czy czycha nad nami Kostucha.

Można to przeczytać np. tu: https://scitechdaily.com/this-simple-10-second-balance…/

To jest prosty 10-sekundowy test równowagi: niezdolność do stania na jednej nodze przez 10 sekund od połowy życia w górę wiąże się z podwojeniem ryzyka śmierci.

Zaleca się, by ten prosty i bezpieczny test równowagi został włączony do rutynowych kontroli zdrowia osób starszych.

Jak twierdzą naukowcy, równowaga zazwyczaj pozostaje dość dobrze zachowana do szóstej dekady życia, kiedy to zaczyna się stosunkowo szybko pogarszać, w przeciwieństwie do wydolności tlenowej, siły mięśni i elastyczności.

Analiza obejmowała 1702 uczestników w wieku 51-75 lat (średnio 61) podczas pierwszej kontroli, między lutym 2009 a grudniem 2020. Około dwóch trzecich (68%) to mężczyźni.

Zmierzono wagę i kilka pomiarów grubości fałdu skórnego oraz obwodu talii. Przedstawiono również szczegóły historii medycznej. Uwzględniono tylko osoby o stabilnym chodzie.

Uczestnicy zostali poproszeni o stanie na jednej nodze przez 10 sekund bez dodatkowego wsparcia.

W sumie około 1 na 5 (20,5%; 348) uczestników nie zdało testu. Niezdolność do tego rosła wraz z wiekiem, mniej więcej podwajając się w kolejnych 5-letnich odstępach, począwszy od wieku 51-55 lat.

Odsetki osób niezdolnych do stania na jednej nodze przez 10 sekund wynosiły: prawie 5% wśród osób w wieku 51–55 lat; 8% wśród osób w wieku 56–60 lat; niecałe 18% wśród osób w wieku 61–65 lat; i niecałe 37% wśród osób w wieku 66–70 lat.

Ponad połowa (około 54%) osób w wieku 71–75 lat nie była w stanie wypełnić testu. Innymi słowy, osoby w tej grupie wiekowej były ponad 11 razy bardziej narażone na niezaliczenie testu niż osoby młodsze o zaledwie 20 lat.

W średnim okresie monitorowania wynoszącym 7 lat zmarło 123 (7%) osób: nowotwór (32%); choroba sercowo-naczyniowa (30%); choroba układu oddechowego (9%); oraz powikłania COVID-19 (7%).

Nie było wyraźnych trendów czasowych w zgonach ani różnic w przyczynach między tymi, którzy byli w stanie ukończyć test, a tymi, którzy nie byli w stanie tego zrobić.

Odsetek zgonów wśród osób, które nie przeszły testu, był znacznie wyższy: 17,5% w porównaniu z 4,5%, co odzwierciedla bezwzględną różnicę wynoszącą nieco poniżej 13%.

Ogólnie rzecz biorąc, osoby, które nie przeszły testu, miały gorszy stan zdrowia: wyższy odsetek był otyły lub miał choroby serca, wysokie ciśnienie krwi i niezdrowy profil tłuszczu we krwi. A cukrzyca typu 2 występowała 3 razy częściej w tej grupie: 38% w porównaniu z około 13%.

Po uwzględnieniu wieku, płci i podstawowych warunków, niezdolność do stania bez podparcia na jednej nodze przez 10 sekund wiązała się z 84% zwiększonym ryzykiem śmierci z jakiejkolwiek przyczyny w ciągu następnej dekady.

To jest badanie obserwacyjne i jako takie nie może ustalić przyczyny. Ponieważ wszyscy uczestnicy byli białymi Brazylijczykami, naukowcy ostrzegają, że odkrycia mogą nie mieć szerszego zastosowania do innych grup etnicznych i narodów.

Od zaborów minęło trochę czasu, ale rusyfikacja tu z nami jest nadal.
„Dwójka” – czyli drugi najważniejszy tytuł w „Wyborczej”: „mur wysoki na”. To w podstawówce nie mówili, że to nie po polsku?

Jacek Pałasiński

„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.