WaszeR Londyński: Gęba pełna to zdegenerowana twarz bez twarzy5 min czytania

()

09.07.2022

Ta gęba pełna trzeciej prawdy ks. Tischnera.

maska
Photo by Pexels on Pixabay

A samych beztwarzy jest zatrważająco wiele. Właściwie dominują, nie tylko w polityce. Bo dziś nie na topie mieć Twarz. Bo nikt tego nie dostrzeże, nie usłyszy, nie weźmie poważnie. Bo to nie honor dla prawdziwego Polaka, patrioty z pokrętnymi ambicjami. No i nie opłaca się.

Twarz bowiem szanuje swój wizerunek, dba o jakość emitowanego obrazu i dźwięku. Twarz wie, że ma tylko jedno życie do godnego przeżycia. Nie cierpi zatem wasalstwa i pochlebstwa, gardzi srebrnikami. I wbrew głównemu nurtowi ma odwagę przeciwstawić się nieprawości i łajdactwu. Już przekonana, że łatwo nie jest. I nie będzie. Stara się godnie przetrwać zakulisowy grad ciskanych kalumnii. Próbuje dawać im odpór. Jednak jakiekolwiek tego próby powodują kopulacje i namnażanie się pełzającego plugastwa gotowego do korporacyjnego eksterminowania niepokorności.

Zrazu publicznie wytykają jęzorami, piętnują, często, dla lepszego efektu, wylewają kubły pomyj. Próbują trwale Twarz spotwarzyć. Zniszczyć rodzinę, karierę, egzystencję. Wybitne jednostki wychodzą z tego poturbowane jedynie i do upadłego nie odpuszczają dochodzenia sprawiedliwości. Słabsze, z gruntu przepadają. Te oślizgłe zaś bez żenady zadowalają się szkaradną gębą w obozie systemowego prześladowcy.

Nie wypada pastwić się nad osobami w jakikolwiek sposób upośledzonymi, choćby tchnieniem demencji, tym bardziej z obciążeniem genetycznym. Darujmy sobie nawet rozpatrywanie przypadków przez gmin jeno uważanych za dotknięcie niesprawnością lub wręcz niepoczytalnością. Te, plączące się w aktualnej politycznej pseudoawangardzie, znane są ogółowi. Bo, choć już wysoko siedzące, a przy tym wyjątkowo szkodliwe, systematycznie i bez zahamowań reklamowane bywają z powodu kolejnego ataku niedyspozycji lub szaleństwa. Zapraszane na medialne salony, nagabywane o interview. Pompowane samouwielbieniem pod niebiosa. Niektóre z nich to właściwie skończone już megatwarzowe legendy. Jak np.: szanowany nestor jurystów, prezes Mlaskacz-Jarczyński, wybitny intelektualista Marek Caryca, czy Antonio Spiseggoni, akredytowany przy rządzie RP Advocatus Diaboli. Zajmą się nimi odpowiednie służby, od medycznych po wymiar sprawiedliwości i penitencjarne, kiedy kaprys znużonej monotonią historii spowoduje odwrócenie ról.

Atrakcyjnych nazwisk tedy na tapecie nie będzie, choć gęby jak mało kto zasługują na imienny pręgierz. A podobnie jak pospolitych beztwarzy, zbyt ich pełno na co dzień, nie tylko w naszym kraju, ale i sąsiednich. Za wieloma miedzami, za morzami. Za oceanem. Gęby są wszędzie. Bywa – za płotem, często pod własnym dachem. Ci trzeźwo myślący, interesujący się dookolnym światem, chociażby w lokalnym tylko wymiarze, wiedzą kto zacz, co i za co. Czytelnicy SO tym bardziej. Bez rodowych więc identyfikatorów, z trzema wszakże wyjątkami, które nagrodzić warto wyróżnieniem. To Piotr Mueller i Radosław Fogiel, a w tle tych dżentelmenów, zasłużony jakże inaczej, Michał Dworczyk.

Słucham, oglądam, czytam… Z coraz większym odczynem alergicznym na psyche. Z koparą opadłą i wytrzeszczem oczu podziwiam występy owych stosunkowo młodych ludzi, bo trzydziesto- czterdziestolatków, złotoustych translatorów partyjnej korporacji bezhołowia, próbujących prostym, niezorientowanym i zagonionym codziennością ludziom, temu wyszydzonemu ongi ludowi ciemnemu, wytłumaczyć, że zalewająca od kilku lat nasz kraj fala kaczej wysypki, to tak naprawdę nie epidemia. Ani żadne tam tsunami cofające nas w rozwoju do linii startu. To czyniący raj na Ziemi dopust boży. Trzeba tylko ufnie dać wiarę, poddać mu się i przejść naturalną selekcję. Oraz na wieki uodpornić w chwale. I w genach przekazać potomnym.

I w bezgrzeszności doczekać Sądu Ostatecznego, bez obaw, bowiem Sędzią Głównym, ani chybi, będzie nominat rżnącego Greka magistra Ziorby.

I tak jak w podziw wpadłem po same uszy, tak nie tylko z niego wyjść nie mogę, ale grzęznę w tym mentalno-moralnym informacyjnym bagnie coraz bardziej. Panowie Piotrek i Radek swymi pokrętnymi oracjami na zamówienie nieźle sobie zasmrodzili życiorysy w pierwszej połowie konstruowania. Pan Michał wielokrotnie wydaje się wypełnił znamiona czynu zagrożonego paragrafami kk. Ich wybór, ich motywacja. Ich credo. Może w domu mają lustra z hartowanego szkła, niepoddające się najbardziej bezczelnym uderzeniom obłudnego wzroku. Może zwierciadła magiczne, po obu stronach ukazujące krainę czarów Alicji. Kto wie. Niewątpliwie mają zapewnione korporacyjne bezpieczeństwo. Bardziej natomiast zastanawiają mnie ich najbliżsi, rodzina, przyjaciele, sąsiedzi. Dorastające dzieci zwłaszcza. Czy oni wszyscy widzą świat przez różowe okulary? Bezrefleksyjnie? Czyżby miał miejsce pokoleniowy klientelizm?

Gębę na własny rachunek dorobić sobie każdy może. Zwyczajnie dokleić do nazwiska. Nie ma konstytucyjnego zakazu ani zadekretowań prezydencką niepokalaną nieomylnością. Wolnoć Tomku. Można też gębę komuś przyfastrygować, nieświadomie, lub celowo. Za przyzwoleniem albo też podstępnie. W przypadku pierwszym niełatwo będzie zachować twarz. W drugim, z twarzą z opresji wyjść. Dla tych, którym czcigodne życie przyspawa na amen twarzowe gęby, migawki quasi–futurystyczno-towarzyskie: Do twarzy ci w tym Ławrowie, kochanie; albo: No niech ja skonam, wypisz wymaluj zgred Terlecki! Lub: Ale z ciebie super Trump!

…Kukiz, Kurski, Macierewicz, Suski, Glapiński, Rydzyk etc. etc… Chciałby kto rozsądny taką maskę poza karnawałem?

Konkluzja tych tischnerowskim torem biegnących przemyśleń twarzowo–gębowych nie jest budująca. Coraz mniej „świnto prowdy”, w przewadze klakierska „tyz prowda”. Ale tę w kręgach partyjno-rządowych na łeb na szyję dogania jednak owa smrodliwa trzecia.

A czy może być – zapyta kto – coś jeszcze gorszego? Owszem – jeśliby z trzeciego przypadku typologii Tischnera całkowicie usunąć prawdę. Nie do przebicia przykładem tego jest maskotka mediów, leciwa aplikantka, niejaka panna Krysia z elitarnego Turbowału Konsumpcyjnego M-me Julii, dumnie obnosząca szczególnego rodzaju dorodną gębę. Tzw. gębę kloaczną. Tych też sporo.

WaszeR Londyński

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.