WaszeR d. Londyński: Mały zwieracz andronów11 min czytania

()


06.08.2025

Zanotowałem myśl wiele, wiele miesięcy temu coś tam dopisując w międzyczasie i, jak ciasto drożdżowe odstawiając do wyrośnięcia, tak i ją odłożyłem nie kontynuując; do teraz: 

Latający cyrk Jędrka Fasoli

Mimiczną paletą co najmniej dorównuje pierwowzorowi. Podobnie ilością mało komicznych mimowolnych gagów, prymitywnych potknięć, fałszywych kalkulacji, katastrofalnych wypowiedzi. W rzeczywistości ośmieszających go jako człowieka, mężczyznę, polityka; jako prezydenta państwa – deklasujących. 

Fajtłapa polityczny z wdziękiem słonia w składzie porcelany. 

Niereformowalny osioł uparcie taplający się w bajorze zależności politycznych. 

Krasomówczy obywatel bełkot chorobliwie wypatrujący eksplodującego uznania. 

Prawniczy knot kopcący niemiłosiernie jurystycznymi bąkami. 

Ileż to spraw, ilu ludzi czeka na finał jego kadencji. Niech uważa – fatum może w każdej chwili zadziałać – by się nie potknął ze skutkiem wiadomym.

Tyle wtedy. Od czasu narodzin tematu nie zmieniło się nic. O, przepraszam, jednak systematycznie zmieniało się – na jeszcze gorsze. A nawet doszło do jeszcze-jeszcze gorszego z powodu aktualnego wdarcia się do panteonu szemranego osobnika w charakterze kontynuatora destrukcji demokratycznych, a windowania pokracznych narodowych wartości. Oraz popularyzatora etycznych wzorców poniżej poprzeczki kulturowego rozwoju społeczeństwa. Prezydencka pałeczka przejdzie zatem w tej sztafecie z łapy do graby. 

*

Jest w Europie coś dziwnie wielkiego. Wielkiego a zgoła niewidocznego. To akcelerator cząstek, największa maszyna świata znana jako Wielki Zderzacz Hadronów. Umiejscowiony na francusko-szwajcarskim pograniczu, w pobliżu Genewy, skonstruowany na planie okręgu w tunelu o długości 27. kilometrów, na głębokości od 50 do 175 m. Urządzenie ma za zadanie rozpędzać w przeciwnych kierunkach do gigantycznych prędkości dwie wiązki protonów doprowadzając do ich zderzenia. Kosmicznej wagi dla zrozumienia początków Wszechświata, niewyobrażalny dla zwykłego śmiertelnika efekt tego eksperymentu z podnieceniem bada wąskie grono specjalistów, a w zasadzie nie interesuje to ogółu pospolitych zjadaczy chleba w biegu pałaszujących akuratnie deczko przestygłą już porcję ulicznego fast fooda. 

Jest w ciele człowieka coś naturalnie niewielkiego, niewidocznego choć wyczuwalnego. Umiejscowionego na pograniczu klaustrofobicznych serpentyn wewnętrznych i boskiego bezkresu interioru, w najniższej sekwencji niewidocznej strony płaskowyżu tułowia; coś głęboko skrytego w kotlinie pomiędzy dwoma obłymi wypiętrzeniami. Wszyscy co najmniej średnio wykształceni, a już na pewno dotknięci ingerencją losu w rejonach tych antypodów puszki z rozumem lub bez, ingerencją gwarantującą w najlepszym wypadku dyskomfort, w najgorszym falę potęgującego się lęku z powodu konfrontacji beztroski z faktem zagrożenia, wiedzą jak poważne znaczenie ma prawidłowa praca tej grupy elastycznych mięśni cylindrycznego kształtu i okrężnej budowy włókien. Funkcjonowanie tego zespołu jest tak naturalnym a mało ekscytującym życiowym zjawiskiem, pomimo iż dla fanatyków religijnych bywa nawet siedliskiem grzechu, że nad mechanizmem jego działania nie pochyla się absolutnie nikt, chyba że ochoty na to nabierze, po pokonaniu Pruderii, do przesady rozpustna Wenera, albo swoje trzy grosze w postaci zmian wtrąci bezlitosna patologia i sprowokuje do działania fachowców wyposażonych w stosowną, ugruntowaną praktyką wiedzę i specjalistyczny zestaw oprzyrządowania. 

Co łączy te dwa wydawałoby się nieporównywalne, obecne i niezbędne w życiu człowieka „urządzenia”? Łączą otóż i żartobliwie odkrywane czasem podobieństwa, i zdecydowane różnice. 

Generalnie, na pierwszy rzut oka i rozumu, niepodobne są do siebie chociażby rozmiarami, a także użytą do ich budowy materią, ale, ujmując rzecz tchnieniem satyry, oba mają działać i działają zgodnie i sprawnie na pograniczach stosownych stref, kontemplując istnieniem swym fenomen okręgu. I albo zderzając rozpędzane do wielkich prędkości cząstki wyzwalają tym energię, albo pełniąc rolę elastycznej grodzi energię we wnętrzu wyzwoloną stopują. Zapewniając wszystkim już od urodzenia efekt psycho-fizycznego komfortu, w jednym przypadku, lub w drugim luksus poznania wykradzionych bogu tajemnic rozwoju wszelkiego życia od prapoczątku, czyli narodzin czasu, do dziś – wyłącznie dla wybranych otwartych umysłów. O ile owo wielkie urządzenie skonstruowane i funkcjonujące w służbie nauki, czyli z korzyścią dla ogółu Ziemian, jest dobrem wspólnym, o tyle to małe przypisane jest biologicznie użytkownikowi, jemu i tylko jemu służące. W związku z tym owo wielkie chyba trudno byłoby poddać modyfikacyjnej wariantowości i ewentualnej miniaturyzacji, a zresztą po-co-by-to-komu. Z tym mniejszym co innego, można by co nieco poszaleć mając na uwadze uniwersalne zdolności regulacyjne tegoż, ściśle związane ze skutecznością zasady jego działania. Bo gdyby tak się zdarzyło, że w zapatrzeniu na mechanizm funkcjonowania pierwowzoru, nauce przyszłości wespół z biegłością inżynierów i techników udało się stworzyć taki mały, przenośny, kieszonkowy wręcz zwieracz… andronów, który każdorazowo automatycznie włączany nie dopuszczałby do nadmiernego wywnętrzania się, do wylewania tych strumieni głupot, niedorzeczności i konfabulacji, to czy świat nie byłby spokojniejszy, piękniejszy i bardziej zrównoważony? Ale to, niestety, futurystyczna na razie fantasmagoria. 

*

Tymczasem oto pojawiło się w przestrzeni publicznej, uzurpujące sobie wagę Słowa, wieńczące prezydencką kadencję najnowsze chlapnięcie wyjątkowo szkodliwego mistrza wyplatania andronów: 

Jeżeli to środowisko między innymi nie opamięta się i nie zrobi samo resetu, to skończy się na tym, że trzeba będzie wszystkich tych ludzi wyrzucić ze stanu sędziowskiego, bez prawa do stanu spoczynku. Podkreślam. Być może przyjdzie wreszcie taki dzień, że trzeba będzie po prostu to zrobić. (…) Niedawno jeden człowiek powiedział do mnie bardzo brutalnie: wie pan, dlaczego w Polsce jest tyle zdrady i warcholstwa bezczelnego? Ponieważ dawno nikogo nie powieszono za zdradę. To straszne, ale w tych słowach jest prawda. 

Na takie dictum temperatura wrzenia obywatelskiego znacznie podskoczyła: 

– To nie jest kwestia języka, tylko treści w tym przypadku. (…) Taka komunikacja po raz kolejny potwierdza, że puszczają niestety hamulce. To się przyczynia jednocześnie do tworzenia jeszcze większego podziału w społeczeństwie – prof. Jerzy Bralczyk, językoznawca, Fakt; 

– To, co zaproponował, czy zasugerował (…), jest przede wszystkim głupie, niepotrzebne i niemożliwe. (…) Podsumowując 10 lat prezydentury, można powiedzieć, że (…) był facetem, który zawsze pierwszy śmiał się ze swoich dowcipów. Śmianie się było niemal natychmiastowe, czkawkowe. Charakterystyczne były także pauzy podczas przemówień. Szukał nimi aprobaty w tłumie dla swoich słów – prof. Wiesław Godzic, socjolog, medioznawca, Fakt;

– Żegnamy prezydenta, który nigdy nie dorósł do tej funkcji. 

Bilans (…) nie pozostawia wątpliwości, że eksperyment polegający na uczynieniu głową państwa polityka małego kalibru okazał się niewypałem. (…) nie sprawdził się jako prezydent. Jedynie jako mem – Tomasz Nałęcz, Polityka; 

– Słowa (…), że należy wieszać jego przeciwników politycznych, to moim zdaniem przesunięcie kolejnej granicy w debacie publicznej. Te słowa skończą się jakimś zabójstwem politycznym – Roman Giertych, platforma X; 

– Odchodzący prezydent to człowiek-mem, Jaś Fasola polskiej polityki, dwukrotnie dał się nabrać rosyjskim komikom na rozmowę przez telefon. (…) Przy tym wszystkim jest człowiekiem, który uważa się za kogoś wybitnego. Z lubością powtarza słowa o majestacie R-Z-E-C-Z-Y-P-O-S-P-O-L-I-T-E-J, który reprezentuje – dr Aleksandra Sarna „Debil. Studium przypadku”, wyd. IZI Books; 

– Przede wszystkim nie chce być uznany za miękiszona i nie chce być emerytem po wyprowadzce z Pałacu Prezydenckiego. Żeby nie zostać emerytem, trzeba się pokazywać jako człowiek twardy, jako polityk, który nie odpuszcza. (…) W samym PiS-ie żartuje się, że (…) ma taki dar zarządzania ludźmi, że gdyby miał dwie kury, to by mu się po prostu rozbiegły. Nie potrafi tworzyć struktur, zarządzać ludźmi. 

(…) łączył w sobie chłopięcość z wielką polityką: droczył się z „ruchadłami leśnymi” na Twitterze, a jednocześnie prezydent USA Donald Trump (…) obejmował go i dawał światu za przykład. 

Gdy wybuchła wojna w Ukrainie zachowywał się jakby śmierci się nie bał (…) a prawie wszyscy mówili o nim z dumą. Miał dni wielkiej chwały. A gdy w pałacu się za nim zamykały drzwi (…) to niemiłosiernie rugał ludzi i klął na nich. Drżał tylko przed żoną – Jacek Gądek, dziennikarz Newsweek Polska, autor książki „Duduś. Prezydent we mgle”, wyd. Ringier Axel Springer Polska Sp z o. o.; 

– My się znamy z prezydentem, bo naszym wspólnym promotorem, u którego pisaliśmy pracę magisterską, był profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Widziała pani, jakie ma zdanie o prezydencie dzisiaj, można go zapytać, jakie ma zdanie o mnie, ja nie będę się reklamował. Powiem tak, niektóre zachowania głowy państwa nie licują z powagą tego urzędu. Mnie, jako obywatelowi kraju, który ma bardzo bogatą historię i wysoką kulturę, po prostu czasem jest po ludzku wstyd – Waldemar Żurek, Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny, Onet Wiadomości, radio Zet. 

*

Dźgany przeto wartko przemykającymi slajdami politycznego real life’u i własnymi w związku z tym przemyśleniami odważyłem się w końcu, jako ten mały, choć wiekowy, ledwo pełzający robaczek, zeskrobany z szacunkiem przez archeologiczne szkiełko i oko z jednego z tych papirusów z epoki Starego Państwa, na popełnienie czegoś w rodzaju listu pochwalno-empatycznego, tkwiąc w bezdennym uznaniu dla tej wiekopomnej osobistości. Ale im częściej i dłużej obracałem w myślach projekt owego pisma, tym bardziej przekonany byłem, że nie tylko nie dość w nim podobłocznych peanów, ale melodia tych już skomponowanych jakby tu i tam dysonansami zatrąca, całość zaś – o zgrozo! – bardziej w kierunku ironią szytego nekrologu, niż słodkiej laudacji ciągnie. I cóż ja mam, niedouczona kruszynka, z tą mową ojczystą…? Obroni się ów okraszony culpą projekt? 

Odchodzi oto w stan spoczynku, miejmy nadzieję, nie tylko medialnego, nasz wielki krajan i intelektualny fortunat, znany ze swej oratorskiej ascezy prawniczy tuz nad tuzy ostatniej dekady. Ten wybitnie utalentowany polityczny aktor korespondencyjnie dogrywa właśnie ostatnie ustalenia i wymienia kurtuazyjne uprzejmości wymagane do pełnienia roli dożywotniego honorowego rezydenta na wyspach Pierdamutach, znany w środowisku tambylców pod przekorną, swojsko im jednak brzmiącą i melodyjną ksywką Pierdu-da. Wspaniałe jest to zrządzenie losu gwarantujące przedłużenie witalności na miarę oczekiwań tego w pełni jeszcze sił energicznego rentiera. Niech pogoda i szczęście sprzyjają temu figurantowi, niech się pławi w dobrobycie i miłości zapatrzonych w niego bez pamięci poddanych króla Pierdu-du-la i rozsianych po świecie przyjaciół. Niech zwieracze nie rozleniwiają się w swojej niezawodnej pracy ku chwale wybitnego, o nienagannej kindersztubie państwowca, nie wypuszczając nawet pełnych galanterii bąków w gronie zacnych lokalnych pierdamagów. I niech ten osobnik nigdy, przenigdy, w jakiejkolwiek postaci, w żadnej sprawie i pod żadnym pozorem nie objawi się więcej w przestworzach, na wodach, piaskach i urodzajnych glebach bogatej, mądrej i szczęśliwej Macierzy oraz w świadomości jej wyjątkowo pokojowo usposobionych mieszkańców, a całą energią i miłosierdziem powodowaną nadprodukcją andronów niech uszczęśliwia zaniedbane światopoglądowo jednostki dalekich od uznanej cywilizacji obszarów, którym powinien mieć zaszczyt intelektualnie przewodzić. Niech tam odpoczywa w spokoju dozgonnym. Tak mu, Panie, dopomóż.

A mnie nie opuszczaj w nadziei, że nigdy nie będę już musiał pochylać się próbami zrozumienia i aprobaty nad tą nie wartą tego jednostką człekopodobną. 

Postscriptum: 

Kto z kim przestaje, takim się staje.

Mądrość ludowa nie wytrzepana została ni z rękawa, ni z nogawki, nie spadła też z Księżyca. Rodziła się przez wieki jako wartość dodana do życia w środowisku ludzi widzących, słyszących i myślących, jako nienaukowa konkluzja będąca efektem mimowolnej analizy odbieranych bodźców zmysłowych. Dlatego też zdecydowanie wyrażam swoje stanowisko: 

Zero szacunku dla pierdudy po bezczelnym ułaskawieniu kolejnego – nietykalnego?! – chuligana Bąkiewicza.

A na następcę, który tryumfalnie podjeżdża z zaciągniętym hamulcem na pole position, oczy i uszy szeroko otwarte. 

WaszeR d. Londyński 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

4 komentarze

  1. slawek 07.08.2025
  2. wiesiek 07.08.2025
  3. Senex 15.08.2025
  4. Bungo 19.08.2025