Zbigniew Szczypiński: Czy leci z nami pilot?5 min czytania

15.07.2022

Pytanie – czy leci z nami pilot? – weszło na stałe do polskiej publicystyki i stawiane jest zawsze wtedy, gdy rząd zachowuje się nieobliczalnie. Pytając, czy leci z nami pilot, chcemy usłyszeć, że tak, że jest na pokładzie, że może trochę się zagapił lub za bardzo wdał się we flirt ze stewardesą, ale jest, jest na pokładzie i gdy będzie trzeba ujmie stery i doprowadzi bezpiecznie samolot do celu.

.

Patrząc na to wszystko, co dzieje się teraz w Polsce, słuchając tego, co mówi prezes Jarosław Kaczyński – kapitan statku powietrznego Polska, widząc, jak zachowuje się na starannie wyreżyserowanych spotkaniach ze „swoimi” w różnych miastach, na ogół tych mniejszych, dochodzę do przekonania, że dla Polski byłoby lepiej, aby tego kapitana za sterami nie było, żeby samolot leciał na autopilocie, żeby, gdy trzeba, stery przejął drugi pilot albo nawet ktoś z pasażerów mających jakieś doświadczenie w pilotażu – wszystko tylko nie on.

Ta miażdżąca ocena powodowana jest nie tylko tym, że trudno być pilotem samolotu komuś, kto nie ma nawet zwykłego prawa jazdy i na pewno nie wie, dlaczego tak ciężki i wielki samolot lata w powietrzu tak szybko i lekko jak ptak. Słuchając tego, co prezes mówi teraz, pamiętając (a ja mam pamięć słonia) to, co mówił 10, 20, 30 lat temu, wiem jedno – ten człowiek nie ma prawa kierować żadnym urządzeniem, od którego funkcjonowania zależy cokolwiek, a już na pewno życie i pomyślność ludzi.

Jarosław Kaczyński wymyślił kiedyś partię Porozumienie Centrum, która stała za wyborem w wyborach powszechnych Lecha Wałęsy na drugą kadencję. Po wygraniu prezydentury przez Lecha Wałęsę Jarosław Kaczyński został szefem jego kancelarii a Lech Kaczyński szefem biura bezpieczeństwa narodowego. Jak się skończyła „przyjaźń” z Lechem Wałęsą wszyscy wiemy, ale to był start do dużej polityki braci Kaczyńskich. W 2001 Kaczyńscy powołali nową partię – Prawo i Sprawiedliwość, która zbudowana została na twardym egzekwowaniu prawa przez Lecha Kaczyńskiego jako ministra sprawiedliwości w rządzie Akcji Wyborczej Solidarność. To wtedy partia, której statut napisany przez Jarosława Kaczyńskiego zagwarantował mu pełną i niepodzielną władzę, zaistniała na scenie politycznej w burzliwych latach polskiej transformacji i doszła do władzy w 2005 w koalicji z Samoobroną Andrzeja Leppera i Ligą Polskich Rodzin Romana Giertycha. To wtedy Jarosław Kaczyński pełnił funkcję premiera; z jakim skutkiem – dobrze wiemy i pamiętamy. Krótki epizod sprawowania państwowej władzy zostawił głęboki uraz w pamięci prezesa PiS. To dlatego nigdy już nie powtarza standardu, jakim jest objęcie urzędu premiera przez szefa ugrupowania, które wygrywa wybory, to jest czas Marcinkiewicza, Szydło czy Morawieckiego.

Prezes panuje, do rządzenia ma „zderzaki”.

Próba rekonstrukcji poglądów prezesa na świat i ludzi tu i teraz, w 2022 roku, w trakcie przyspieszenia rewolucji naukowo-technicznej, a zwłaszcza informacyjnej, tego, jak prezes postrzega potrzeby i systemy wartości ludzi młodych, wchodzących w dorosłe życie, zrzucających z siebie pęta opresyjnych systemów religijnych, a zwłaszcza ich urzędników w szatach sprzed wielu stuleci i poddanych rytuałom jawnie sprzecznych z naturą każdego człowieka – musi kończyć się klęską. Tego nie da się zrozumieć, nie da się wytłumaczyć ani traumą po stracie bliskiej osoby, ani brakiem rodziny czy własnych dzieci – to jest chore, to wymaga leczenia.

W najbliższym otoczeniu trwa okrutna wojna, którą prowadzi patologiczny i zbrodniczy osobnik, który od ponad dwudziestu lat jest współczesnym carem wielkiego kraju o imperialnych ambicjach. Trwa wojna Rosji z całym zachodnim światem, uczestniczymy w niej jako kraj frontowy. Dla prezesa wrogiem są jednak Niemcy i Unia Europejska, to one są na celowniku tyrad prezesa wygłaszanych do swojego ludu po to tylko, aby mieć nazwanego wroga, wroga, który na nas nie napadnie i nie zagrozi zdrowiu i życiu Polaków. Zdaniem prezesa są to jednak wrogowie czyhający na naszą suwerenność, na naszą narodową tożsamość opartą na wierzę w matkę boską częstochowską, która jest przecież królową korony polskiej. Zagrożona jest nasza kultura, atakują ją lewackie mody i ideologia gender.

A to są tylko mody, a naród trwa i trwać ma! Na czele z prezesem!

Wsłuchując się w wystąpienia prezesa i jego najbliższych współpracowników – patrz Jarosław Brudziński, europoseł PiS – wiem jedno, liczy się tylko jeden cel, a jest nim utrzymanie władzy. Żadne ograniczenia, żadne przeszkody nie są wystarczające, aby nie robić tego, co wprawdzie rujnuje polskie finanse i polskiego złotego, rozkręca i tak wysoką inflację i zadłuża państwo polskie ponad wszelką miarę. Prezes, który panuje, ma posłusznych mu urzędników, premiera, ministrów, sędziów, a nawet prezydenta, oni wszyscy jadą na tym samym koniu, no może pan prezydent mniej.

To dlatego realizowany jest ten „sen wariata śniony nieprzytomnie” i lecimy na zderzenie z Ziemią.

To logiczna konsekwencja tego, jak wielka jest przepaść pomiędzy realnym światem, też przecież niedoskonałym, też rządzonym przez różnych ludzi a imaginarium, w jakim pogrążony jest prezes rządzącej Polską partii. To są dwa różne światy – tylko katastrofa może być tego rezultatem.

I to dlatego wolałbym, aby nie leciał z nami pilot – ten pilot.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk. Prezes Zarządu Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Print Friendly, PDF & Email