Jacek Pałasiński: Drugi obieg (366)11 min czytania

()

.

16.07.2022

.

1.

No i zrobiło się cieplutko. Nie wiadomo, czy drzewa, czy 50 metrów wyżej, ale w centrum 40 stopni, a tu, gdzie teraz spoczywa leniwie rozpuszczony D.O. – zaledwie 37.

Już się D.O. zbierał narzekać, ale potem popatrzył na temperatury w Portugalii, partiach Hiszpanii i na Wyspach Brytyjskich i pomyślał, że grzech narzekać, bo przecież it could be worst.

2.

W miesiącach wakacyjnych ulice Rzymu zmieniają wygląd i charakter. Pojawiają się chmary turystów, którzy liczebnie przeważają nad tubylcami. Tubylcy siedzą zamknięci w zaciemnionych domach lub w biurach, przytuleni do klimatyzatorów. Przeklinają zły los kelnerzy restauracji z ogródkami. Jeszcze głośniej – kucharze w niezliczonych rzymskich restauracjach. Ale z czułością myślą o piekle pizzaioli: ugniatają ciasto na picę przed rozżarzonym do 400 stopni piecem, rozcierają na krążki, zbliżają się do pieca, by łopatą na długim kiju wsadzić je do środka, poobracać co 10 sekund, a po minucie – półtorej – wyjąć. Leo, ulubiony restaurator włoski w Warszawie, narzekał przed „forno a legna” na upał przy 28 stopniach; tu jest 40.

To miejscowi. A turyści? Oni nie siedzą w klimatyzowanych hotelach: zapłacili, więc muszą zwiedzać. Poruszają się nieporadnie: dopiero po paru dniach łapią, że należy chodzić zacienioną stroną ulicy, że udar słoneczny to nie jest coś, co przydarza się tylko zabłąkanym na Saharze wędrowcom.

No i wtedy łatwo rozróżnić, który turysta jest tu świeży, a który na tyle długo, żeby pojąć, jakie są reguły survivalu. Niedoświadczeni nie zastanawiają się, jak się ubrać, ale – jak się rozebrać, kiedy pieką nawet te części garderoby, które konwencja zachodniego świata uznała za absolutnie niezbędne. Ale rozbieranie się kończy się przeważnie poparzeniami białej, nienawykłej do silnego słońca skóry. Więc, co bardziej doświadczeni chodzą jednak – chłopiec czy dziewczynka – w luźnych szarawarach z cieniutkiego płótna (najlepiej lnianego, choć nietrwałe) i w lekuteńkich bluzach z długimi rękawami. Kwestia zapachu schodzi na dalszy, dużo dalszy plan.

Ale tych doświadczonych jest niewielu. A na niedoświadczone – aż milo popatrzeć: jak wiele jest sposobów rozbierania się aż do samego tego maleńkiego punkciku, po którego przekroczeniu następuje aresztowanie za obrazę przyzwoitości w miejscu publicznym. A karabinierzy i policjanci, w długich, ciężkich spodniach, często w wełnianej marynarce mundurowej, mszczą się na rozebranych z niekłamaną satysfakcją: sami by tak chcieli, ale nie mogą.

3.

D.O. nie ma pewności, czy nadal działa, ale na kilometrze dziewiątym szosy Ostia – Torvaianica, była nieformalna plaża dla nudystów. Zasadniczo golizna jest w Italii zakazana, ale jest kilka oaz wolności od tekstyliów. Właśnie na kilometrze dziewiątym, cała Wyspa Giglio (gdzie kpt. Schettino wpakował na skały Costę Concordię), gdzieniegdzie na wyspie Ponza. Tam raczej nie przyjdzie Luis de Funes polować na nudystki, raczej przychodzą podglądacze, ale jakoś niedużo. Ale opalanie na golasa ma swoje konsekwencje. Niedoświadczeni/one przekonają się już pierwszego dnia wieczorem. A nocne moczenie godzinami zwisów męskich ozdobnych w zsiadłym mleku wcale nie przynosi tak wielkiej ulgi, jakby się można było spodziewać. Z biuścikami wcale nie lepiej! I one, i one nigdy nie doświadczyły słońca, więc pierwsze zetknięcie bywa fatalne.

Że co? Że należy wysmarować? OK, zawołajcie D.O. kiedy pierwszy raz będziecie publicznie smarować olejkiem protekcyjnym miejsca intymne na plaży. Będzie ubaw!

4.

W każdym razie po przechadzce do pierwszych skutera, jego zepsuciu po kilometrze, dwóch kilometrach spaceru do drugiego skutera, z jakąś przykrą awarią kół, niepozwalającą ani bezpiecznie jechać prosto, ani skręcać, dotarłszy od obowiązków w centrum do odpoczynku na peryferiach D.O. poczuł się jak świeżo ekshumowany umarlak.

Po licho pcha się w te skutery – zapytają P.T. Czytelnicy – skoro pierwsze doświadczenia opisywał jako pasmo przykrych przygód za spore pieniądze?

Bo eksperyment z autobusami okazał się nienajlepszy. Żule bez maseczek, agresywni wobec zwracających im uwagę (Wczoraj 96.384 nowych zachorowań i 134 zgony). Air Conditioning – zawracanie głowy, wysiadasz mokry. Autobusy brudne, puszki i papierzyska jeżdżą po podłodze przy hamowaniu i przyspieszaniu (szacun warszawskiemu MPK, czy, jak to teraz się nazywa). Czas oczekiwania – długi. Do przystanku daleko, od przystanku daleko, na spotkania człowiek dochodzi ociekający i pełen niepożądanego aromatu…

A skuter nie ma przedniej szyby i nawet przy 40 stopniach przyjemnie powiewa pod pachami. Tylko ten kask… Czarny! Lity, bez wentylacji!

Och, w Rzymie D.O. miał kilka skuterów i kask – miód malina: cały z siateczki, lekki i homologowany z wynikiem bdb. Wystarczyło ruszyć i po miejscu, w którym kiedyś rosły włosy, zaczynała hasać milutka bryza. No, ale kiedy młody człowiek w szybkim samochodzie na ul. Idzikowskiego w Warszawie wjechał D.O. pod koła, a D.O. poszybował przez 17 metrów po odbiciu się od przedniej szyby – kask-cudo zniknął. Przyjechała karetka, ratownicy ostrożnie zdjęli D.O. cenny, ażurowy kask, odłożyli, żeby zobaczyć skąd krew leci, kask wziął i znikł. Teraz D.O. podejrzliwie przygląda się różnym jednośladowcom, czy przypadkiem nie mają unikalnego w Polsce, dziurkowanego kasku, ale minęło 10 lat i żaden cwaniaczek mu się nie napatoczył. W każdym razie kask z siateczki, ale głowę D.O. uratował.

Żona, która przyjechała do szpitala razem z Jakiem Kuźniarem, sprawdzić, czy jeszcze żyje, wymogła na D.O. obietnicę, że na skuterze jeździć nie będzie.

Ale chyba zostanie D.O. krzywoprzysięzcą. Co: cały rząd może, cala policja i wojsko mogą, to D.O. nie może? To takie ułatwienie życia i przy okazji taka przyjemność!

5.

Taksówkarze strajkowali już czwarty dzień. Niby stali już na swoich przystankach, niby brali pasażerów, ale nagle, na kolejnym newralgicznym placu zjawiało się 50 białych pojazdów z paskami i koniec: nawet skuterem nie da się przejechać, a i piesi mają trudności z przejściem na drugą stronę.

Trafiają się super taksówkarze, jak ten, który wiózł D.O. na lotnisko, miał unijne symbole i tłumaczył, że nie może mieć ośmiu gwiazdek, bo mu korporacja zabrania. Albo ten, który często woził D.O. do i z TVN-u, kiedy ten miał umową z poprzednią korporacją (zerwaną, bo kierowcom zdarzało się „zapominać” wyłączyć taksometru i gościom zdarzało się być jednocześnie w dwóch taksówkach naraz. Z rachunkami z dwóch taksówek naraz), który zapytał: oj, to pan zmienił mieszkanie?

Ale ogólnie rzecz biorąc, niezależnie od kraju, to dość specyficzna grupa antypatycznych frustratów, której D.O. raczej unika. Więc jakoś się z nimi nie solidaryzuje, kiedy strajkują, bo im rośnie konkurencja.

Np. w Brukseli: lotnisko Zaventen – centrum – 70 euro, uberem centrum – Zaventen – 22 euro takim samym eleganckim mercedesem klasy E.

A to jeszcze mniej sprzyja sympatii do taksówkarzy.

6.

Wczorajsze emocjonalne enuncjacje D.O. na temat włoskiego kryzysu rządowego, nie spotkały się z ciepłym przyjęciem P.T. Czytelników.

To zrozumiałe, że chciałoby się postrzegać Włochy jako cześć Zachodu, kraj o wielkiej kulturze i wielkiej technologii, a przede wszystkim kraj słoneczny i przepiękny.

Ale rzeczywistość nigdy nie bywa jednowymiarowa i zarówno polityka, jak i podniebne hałdy śmieci, przy tej temperaturze, wydzielających obezwładniający zapach, są też częścią Bel Paese.

D.O. od dawna powtarza, że kiedy ktoś się urodził w Danii i zdecydował się zamieszkać w Kanadzie albo na odwrót, to może emocjonalnie znieść zainteresowanie oboma krajami.

Ale jeśli ktoś się urodził w Polsce i postanowił zamieszkać we Włoszech – musi dokonać wyboru. Człowiek, któremu wszystko nie jest obojętne, nie da rady znieść jednocześnie i rządów faszystowskiej szajki i jeszcze bardziej faszystowskiego Kościoła w Polsce i politycznego chaosu, rządów mafii, mafijek i klanów, systematycznego okradania państwa, stert śmieci i generalnej degradacji miast, a wraz z nimi i ludzkich charakterów… Nie, to jest ponad ludzkie siły, tego się nie da wytrzymać.

Pani Ewa Cechnicka, Sycylijka z adopcji pisze: „Nie mogę się zdecydować co mnie bardziej odstręcza: polityka włoska czy polska”… O, to, to!

Pani Beta Burzyńska: „To u nas chyba nie tak źle”? Jest źle, ale inaczej. Sądzę, że w Polsce proces demoralizacji, pod kierunkiem szajki i Kościoła chyba da się jeszcze odwrócić. Włochom to weszło w krew i protesty, apele, nawoływania do naprawy są domeną wyłącznie najściślejszej elity intelektualnej. Reszta się przyzwyczaiła i nie wiem, czy wyobraża sobie inne życie.

Ale nie! Syn D.O., wychowany od oseska we Włoszech, przeniósłszy się do Niemiec natychmiast przystosował się do ordnungu, zaczął jeździć przepisowo i ani myślał przekraczać podwójnej ciągłej (co do tamtej pory, jak wszyscy inni Włosi, codziennie robił). D.O. natomiast natychmiast się zdemoralizował i jeździ, czy to samochodem, czy skuterem, tak, jak reszta tubylców. A jazda tubylców doprowadziłaby każdego polskiego czy niemieckiego policjanta z drogówki do szaleństwa w mały kwadransik.

Czego ta opowieść dowodzi? Dowodzi tego, że przykład idzie od góry. Przestrzeganie prawa musi zacząć król, prezydent, inny władca i wymagać od niżej stojących, by postępowali tak samo. Wbrew temu, co robi faszystowski debilek na pysku czerwony, to nie surowość kar wpływa na zwiększone przestrzeganie prawa, tylko ich nieuchronność!

7.

Wygląda na to, że rząd jednak przetrwa zaledwie do środy, a potem Izby zostaną rozwiązane i ogłosi się przedterminowe wybory. Draghi nie chce się już w tę zabawę bawić i to dobrze o nim świadczy, a od lewicowej rosyjskiej agentury – Ruchu 5 Gwiazd – nie ma żadnego sygnału, pozwalającemu żywić nadzieję, że zaczną się zachowywać odpowiedzialnie. Trudno tego wymagać od partii, która z nieodpowiedzialności zrobiła swój program wyborczy.

Gospodin premieroprezydent i prezydentopremier Dimitri Miedwiediew nawet nie ukrywał, kto kryje się za dymisjami premierów, sprzyjających sprawie ukraińskiej. To zdjęcie z jego wpisu na telegramie z podpisem: „który będzie następny”? Rzecznik Kremla Pieskow musiał to jakoś niezręcznie odkręcać. Drżyjcie stolice, rosyjscy agenci spuszczeni ze smyczy. W Polsce też można się spodziewać niespodzianek.

Kryzys rządu włoskiego jest również uważnie śledzony przez Joe Bidena. Tak powiedział doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan. On na pewno ma na biurku raporty nt agenturalnej działalności R5*. I nie tylko. Prawdopodobnie po wyborach R5* zaniknie jako licząca się siła polityczna. A wielkim zwycięzcą będzie Giorgia Meloni i jej faszystowska partia „Fratelli d’Italia”. Partia faszystowska, więc narodowo-socjalistyczna, zaciekła przeciwniczka Unii Europejskiej i zaciekła sojuszniczka Władimira Putina, na którym Giorgia Meloni się wzoruje, jak na idolu. No i Liga Salviniego, która też straci głosy, ale nie na tyle, żeby się zupełnie przestać w rozgrywkach parlamentarnych liczyć. Z tym że Salvini przestanie być liderem Ligi, a nowym jej przywódcą stanie się ktoś, kto w faszystowskim radykalizmie będzie chciał pokonać Giorgię Meloni.

Nie dziw więc, że Biden się niepokoi: szykują mu się po wyborach Włochy antydemokratyczne, antyunijne i antynatowskie, a za to oficjalnie już – bardzo prorosyjskie.

O niebezpieczeństwo oczywiście dostrzega oczywiście także Unia Europejska. Rzecznik Komisji Europejskiej, Peter Stano powiedział: „Nie komentujemy wewnętrznych wydarzeń politycznych. Ale faktem jest, że Moskwa próbuje destabilizować rządy europejskie”.

Szajki wstawania z kolan ciąg dalszy.
D.O. też jest tego zdania: koniec tego dobrego! Polacy, taczki w pogotowiu!

Jacek Pałasiński

„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.

Polska była pierwszym krajem, którego rząd został zdestabilizowany przez agentów Moskwy, potem Węgry, a teraz…

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.