18.07.2022
1.
Lądowaliście kiedyś w Rzymie od Północy? To z pewnością zauważyliście kilka niecek, ewidentnych pozostałości kraterów wulkanicznych i ogromne, zygzakowate rozpadliny, dziś zasklepione: można je poznać po ciemniejszej zieleni.
Tak, tak; ten obszar kiedyś się dosłownie gotował, wybuchały wulkany, liczne trzęsienia ziemi powodowały głębokie rozstąpienia terenu na obszarze 1600 km2 dzisiejszego lądu. Chociaż to było, dawno, dawno temu, ślady tej aktywności są jeszcze doskonale widoczne, zwłaszcza z lotu ptaka.
Lecący z Północy samolot drży, jak to zwykle bywa przy przelocie znad morza nad ląd i odwrotnie, Kieruje się znad Morza Tyrreńskiego nad jezioro Bolsena, ogromne, choć we Włoszech oczywiście nie największe, potem, nim usiądzie na terenie gminy Fiumicino (Rzeczułka), przelatuje jeszcze nad jeziorem Bracciano. Gdzie D.O. spędził większą część niedzieli.
2.
Jezioro Bracciano powstało na skutek wypełnienia wodą wielkiego leja, powstałego w wyniku zapadnięcia kaldery wielkiego wulkanu. Jego głębokość to 160 metrów. Jest w nim mnóstwo ryb, bo licencje na połowy ma zaledwie kilku rybaków z trzech nadjeziornych miasteczek: Anguillara Sabazia, Bracciano i Trevignano al Lago. Gdzie D.O. spędził większą część niedzieli.

3.

Do Trevignano D.O. przyjeżdżał czasem ze swymi małymi dziećmi. Nie, żeby się kąpały: od tego było morze, ale bo tam bardzo ładnie i od Rzymu niecałe 60 km. No i na początku miasteczka jest lodziarnia, która osładzała dzieciom trudy podróży. Ale i one lubiły się przechadzać w cieniu drzew i drzewek deptakiem wzdłuż brzegu jeziora. I przechadzając się nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy o czymś zupełnie niesamowitym: vis-à-vis, na południowym brzegu jeziora, w miejscowości La Marmotta, kilkaset metrów na zachód od Anguillary, podwodni archeolodzy znaleźli na głębokości 7,5 m zatopioną osadę neolityczną, zamieszkaną przez pięćset lat, od 5700 do 5200 p.n.e.! Osada składała się z co najmniej siedmiu dużych prostokątnych domów starannie, geometrycznie ułożonych.

Osada została opuszczona nagle, znaleziono więc wiele szczątków, które pozwalają dowiedzieć się sporo rzeczy o życiu jej mieszkańców. Odnaleziono w porzuconych i naczyniach nasiona pszenicy i jęczmienia oraz kości kóz, owiec i psa. Fakt, że kości i zboża znaleziono w tych samych kociołkach sugeruje, że, gdy przydarzyło się ostatnie nieszczęście to właśnie było gotowane jedzenie. Nie brakowało owoców: jabłek, śliwek, malin, truskawek i orzechów. Nadal jest niepewna hipoteza, że produkowano już wino. Obecność lnu sugeruje również uprawę do celów tekstylnych. Był też mak tego rodzaju, z którego pozyskuje się opium, ale pewności, czy neolityczni przodkowie Latynów ćpali, czy nie brak. Znaleziono też narzędzia: kamienne topory (brązowe nadejdą dopiero w epoce brązu), drewniane sierpy z krzemiennymi ostrzami, obsydianowe ostrza (obsydian to szkliwo wulkaniczne, do dziś używane do produkcji ostrzy ostrzejszych od stalowych), ceramika zdobiona odciskami muszli o kształcie serca lub pomalowana w czerwone, czarne lub białe motywy.
Wśród najważniejszych znalezisk są ceramiczne łódeczki i kamienna statuetka przedstawiająca kobietę, być może „bogini matkę”; a przede wszystkim pirogi uzyskane przez drążenie kłód dębowych. Największa jest jednokadłubowa piroga o długości 9,50 m, pierwotnie podzielona na dwie części i znaleziona 31 lipca 2005 r. na głębokości 12 m. Jest obecnie przechowywana w pojemniku zawierającym substancje konserwujące w Anguillara Neolithic Exhibition Centre.
W wodach jeziora liczne znaleziska świadczą o innych osadach protohistorycznych, takich jak w pobliżu Vicarello (średnia epoka brązu), w Sposetta (średnia i bliska epoka brązu) lub w Vigna Grande, która sięga epoki żelaza. Właśnie tam D.O. spędził większą część niedzieli.
4.
A spędził tam większą część niedzieli, bo pojechał odwiedzić starego druha, Paddy’ego, przeuroczego Irlandczyka, wieloletniego korespondenta Irish Times’a, z którym jego rodzima gazeta obeszła się arcypodle. My, koledzy dziennikarze, byliśmy zaszokowani jak można tak obrzydliwie potraktować wybitnego – bez najmniejszej przesady – dziennikarza, mistrza w swym fachu i poliglotę.
Ale potem się przyzwyczailiśmy, bo wielu kolejnych wybitnych Kolegów – dziennikarzy potraktowano w podobny sposób. Coś, co 10-15 lat temu było nie do pomyślenia, co wywoływało międzynarodowy skandal, zważywszy poziom i dobrą sławę tych Kolegów, stało się w naszych czasach, niestety codziennością.

Paddy to mocno przeżył. Ale przeżyli to też wszyscy obcesowo wyrzuceni z pracy, której poświęcili większość życia, osiągając poziomy mistrzowskie.
Ale nie spotkaliśmy się z Paddym, żeby jojczyć i narzekać. W końcu mieliśmy w naszym zawodowym życiu wiele satysfakcji, a że się skończyły? – Nic nie jest wieczne, ludzie nie są, a co dopiero etaty. Chciałoby się wierzyć, że wieczny powinien być honor, ale sensu tego słowa dawno już młodsze pokolenia zapomniały.
Paddy ma się dobrze, co już samo w sobie graniczy z cudem: D.O. opisał historię Paddy’ego w książce „Najpiękniejsze słowa”, a historia to naprawdę niecodzienna, wliczając w to rok śpiączki po rozległym wylewie.
Paddy ma się dobrze, bo mieszka ze swoją uroczą i mądrą żoną w pięknej, zaprojektowanej przez nią willi z widokiem na Jezioro Bracciano, z ogródkiem na zboczu, jakiego pozazdrościłaby mu Semiramida. W Rzymie było 40 stopni, woda jeziora mitygowała ciepełko do znośnych 33.

I – ach, co to był za poziom rozmowy! Przy stole zasiedliśmy z siostrą Boba Geldofa (na drugie imię mu Zenon! Bo ojciec był imigrantem z Belgii, a mama Żydówką prawdopodobnie z zaboru pruskiego), ale nie rozmawialiśmy o pop-music, tylko o malarstwie, oczywiście o polityce, przeskakując z ziemi włoskiej do polskiej, później do brytyjskiej i wielu innych, przy czym rozmówcy D.O. wykazywali się fenomenalną wiedzą na tematy międzynarodowe i mieli doskonale zbieżne poglądy na takie osobistości, jak Mario Draghi, Ciul Krzywomordy, Morderca Psychopata z Kremla i Blondynek Poczochrany.

Najpierw było prosecco, do obiadu rosee, a na obiad lasagne, straccetti alla rughetta, insalata di melanzane, zucchine, peperoni e pomodorini, obowiązkowe lody i caffè in abbondanza.
Bywają chwile, kiedy człowiek czuje się szczęśliwy. Trudno zdefiniować warunki do osiągnięcia podobnych uniesień, ale D.O. z doświadczenia wie, że niezbędnymi elementami szczęścia są Przyjaciele, piękne widoki, piękne rośliny i dobre jedzenie.
5.
Co byś, Czytelniku, dołożył do tej listy?
Zastanawiałeś się, analizowałeś swoje momenty szczęścia? Co się na owo szczęście składało? Zapewne próbowałeś takie momenty odtworzyć, ale nie zawsze to się udaje.
Ale D.O. bardzo jest ciekaw twoich obserwacji, twoich składników tego dziwnego stanu, który w naszym kręgu cywilizacyjnym nazywamy szczęściem.
6.
Węgrzy protestują, a tvn24.pl (https://tvn24.pl/…/wegry-protesty-przeciwko-reformie…) pisze: „Francuska agencja AFP zauważyła, że to pierwsze tak poważne protesty społeczne na Węgrzech od czasu kolejnego zwycięstwa partii Fidesz w wyborach parlamentarnych na początku kwietnia”. Noż kurczę, jacy spostrzegawczy są ci Francuzi z AFP! Nikt inny tego nie zauważył! Zwłaszcza redaktorzy z portalu. Muszą się powołać na tak niezwykle przenikliwych kolegów z Francji!
7.
A we Włoszech, na oko D.O. nic z tego nie będzie. Rząd Draghiego padnie w środę i pod koniec października będą wybory.
Berlusconi, Salvini mówią, że nie wrócą do rządu z „nieodpowiedzialnym” Ruchem 5 Gwiazd. Berlusconi i Salvini to przyjaciele Putina. Ale oni mają już tylko partyjki. „Forza Italia jest w fazie zaniku, sam Berlusconi bardziej przypomina zagipsowaną mumię niż człowieka i chyba ma objawy demencji. Salvini oddaje większość swoich głosów bardziej radykalnej faszystce niż on sam, pani Giorgii Meloni, która do tej pory nie wchodziła w skład koalicji rządowej, ale która najprawdopodobniej ze swoją partią „Fratelli d’Italia” wybory wygra, więc prze do nich z całych sił…
Inni przyjaciele Putina, R5* już się rozleciał, do niedawna towarzysze partyjni opluwają się nawzajem w przenośni i dosłownie, ale i tak to partia w zaniku i w przyszłych wyborach nie odegra istotniejszej roli…Program polityczny polegający na zasadzie: „rozwalić wszystko” jest chwytliwy, ale na krótką metę.
No i wychodzi na to, że jedyna, która nie rozczarowała jeszcze wyborców jest faszystka Meloni.
No i jest oczywiście jeszcze Partia Demokratyczna, która zbierze niewiele mniej głosów niż „Fratelli d’Italia”. I co z tego wyniknie?
Ano to, że z powodu braku lidera, zdolnego zreorganizować centrum, jedyną możliwą koalicją rządową po wyborach będzie sojusz ognia z wodą: postkomunistów z PD z postfaszystami z Fd’I.
Zdziwieni? No nie, przecież wiecie, że les extremes se tuchent, obie partie są bardzo ostrożne z deklaracjami programowymi, a ich poglądy na gospodarkę i społeczeństwo są zbliżone: socjalizm z początków XX wieku. Gotów do skoku w ekstremizm. W końcu i Mussolini i Hitler zaczynali jako socjaliści, litera „S” w skrócie NSDAP oznacza „sozialismus”.
8.
Pewien pan w Monzy nad Mediolanem ukradł samochód i uciekając skradzionym potrącił rowerzystę. Rowerzystą był jego ojciec (https://milano.repubblica.it/…/ruba_auto_e_investe…/…).
Bo kara boża tam, gdzie swawola!
9.
Niedzielna „Wyborcza” trzymała przez cały dzień na „jedynce” wyniki sondażu, przeprowadzonego wśród księży diecezji katowickiej (https://wyborcza.pl/7,75398,28696261,raport-co-piaty…).
Raport jest ze wszech miar interesujący, choć reprezentatywność wątpliwa, bo na ankiety odpowiedziało zaledwie 231 z 1300 księży, którzy ją otrzymali do wypełnienia.
Z ankiety wynika, że księża żyją w stresie, głównie z powodu przełożonych (znaczy tam też im większy drań, tym go wyżej awansują, zupełnie, jak w korporacjach!). To, że praca w szkołach też jest źródłem stresu to też możliwe do przewidzenia: każdy normalny dorosły po kwadransie na korytarzu podstawówki ma już dokładne wyobrażenie tego, jak wygląda piekło.
Celibat jest źródłem stresu dla 40% respondentów i nie ma śladu związków między celibatem a pedofilią. Co jest istotne, bo większość ludzi chętnie łączy te dwie sprawy bez refleksji ani badań socjologicznych.
Kolejne źródła stresu to myśli o sprawach seksualnych (73,5%) i samotność (46%). Dwie trzecie stresuje wygłaszanie homilii, a połowę – stosunki z parafianami, 40% – wysłuchiwanie spowiedzi.
Ponad 90% cierpi na przemęczenie, prawie 1/3 na depresję, a 20% na bezsenność.
Ta ankieta ma jednak zasadniczy brak. Nie było pytań o te same objawy przed wstąpieniem do stanu duchownego.
Dlatego nie będziemy wiedzieć, czy bezsenność, depresja, myśli seksualne występowały u księży przed wstąpieniem do stanu kapłańskiego, czy pojawiły się dopiero podczas duszpasterstwa.
I nie będziemy też wiedzieć, co jest przyczyną, a co skutkiem: czy do stanu kapłańskiego trafiają osoby o specyficznych zaburzeniach, czy specyficzna zaburzenia pojawiły się u nich dopiero po rozpoczęciu pracy duszpasterskiej.

Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.
