Jacek Pałasiński: Drugi obieg (370)14 min czytania

()

20.07.2022

1.

„Bara-bara” po włosku nie oznacza tego samego, co po polsku. Znaczy „trumna-trumna”.

Nie byłaby to jakaś szczególnie istotna wiedza, ale Rzym jest obwieszony billboardami firmy „Exequia”. Jak można się domyślić, jest to firma pogrzebowa. Obiecuje pogrzeb za jedne 1250 euro, przy czym trumna jest „gratis”, czyli wliczona w cenę.

Wow! Niedrogo!

Chwytliwy jest też slogan reklamowy: „Più unica che bara”. To parafraza włoskiego powiedzenia „Più unica che rara”, dosłownie „bardziej jedyna niż rzadka” na określenie czegoś nadzwyczajnego, niepowtarzalnego.

„Bara-bara” po włosku

No. Nie dość, że tanio, to jeszcze na wesoło!

2.

Mieliśmy coś do załatwienia, więc wybraliśmy się samochodem w pobliże naszego dawnego rzymskiego mieszkania. Fakt, że D.O. nie był pewien drogi, którą pokonywał tysiące razy, był przygnębiający. Szczęśliwie udało się dobierać rozjazdy w tunelu i zakręty poprawnie, więc dojechaliśmy bez zboczeń.

O, tu, w tym środkowym D.O. kiedyś mieszkał. Pod piniami był wjazd do garażu

Ale przeciwko zboczeniom D.O. nic nie ma. Zboczenia generują wspomnienia. Łezki… Obraz, który Żona D.O. przyczepiła na murze pod cudami słynącą ikonką Matki Boskiej, pośród setek ex-voto nadal wisiał, choć nadgryziony zębem czasu. Znikły kolory, zrobił się cały brunatny, użyte materiały zaczęły się rozchodzić. Ale jest i to jest wzruszające.

Obraz Żony D.O. pośród ex-voto.

3.

Tak, jak kiedy przejeżdżaliśmy przez skrzyżowanie Viale Manzoni i Via Luzzatti, spojrzeliśmy na stojący tam budynek i powiedzieliśmy chórem „ciapa-ciapa”.

Dzięki pomocy Przyjaciółki, nasze malutkie dzieci zostały przyjęte za darmo do przedszkola, prowadzonego właśnie tam przez zakonnice.

Jednego z pierwszych dni ich tam uczęszczania, jedna z zakonnic podeszła i zapytała, co po polsku oznacza zwrot „ciapa-ciapa”? Zdumieliśmy się niesłychanie i odpowiedzieliśmy:

– Nic, dlaczego?

– Bo wasze dzieci na wszystkie pytania odpowiadają „ciapa-ciapa”.

– Maluchy, wzięte na przesłuchanie, długo kręciły, ale w końcu, w krzyżowym ogniu pytań wyznały, że nie rozumieją ani słowa z tego, co się do nich mówi, wszystko zlewa im się w jedno wielkie „ciapa-ciapa”, więc chcąc być gziećne, na „ciapa-ciapa” odpowiadały „ciapa-ciapa”…

Ale po kilku tygodniach między sobą rozmawiały już po włosku.

4.

Wokół naszego dawnego domu spore zmiany. Smutne. Co prawda jest już metro, które budowali przez dwie dekady chyba, więc ceny mieszkań podskoczyły, ale dzielnica się spauperyzowała. Jakaś smutniejsza i brudniejsza się zrobiła. Sporo znanych nam sklepów już nie ma. Prawie naprzeciwko był taki tradycyjny, rzymski sklep, rodzinny, z ogromną różnorodnością serów, wędlin, nabiału, pieczywa, oliwy, wszystko najlepszej jakości. Za ladą cała rodzina dosłownie fruwała, by nieba przychylić klientowi, nawet najbardziej zdezorientowanemu, pełnemu wątpliwości, by nikt nie wyszedł niezadowolony… Przed ladą stał zawsze tłum pań z okolicy, dostojnych matron rzymskich… Wszyscy się znali i szanowali, znali swoje imiona i upodobania kulinarne, przypadki i wypadki rodzinne, zawsze gotowi do porad, albo po prostu do pogaduszki… Już go nie ma, nawet śladu po neonie, żaluzje zaciągnięte na głucho: pewnie pokonały go okoliczne, sieciowe supermarkety, nieoferujące w połowie tak dobrej jakości, ale za to sprzedające towary po niższych cenach.

D.O. nie chciałby generalizować, ale w Warszawie takich sklepów chyba po wojnie w ogóle nie było; można D.O. zwyzywać, jeśli się myli, bo to spora przyjemność okazać komuś swoją wyższość, a D.O. lubi sprawiać przyjemność. Ale najpierw sklepy były „uspołecznione” z biednymi produktami przeważnie fatalnej jakości, potem D.O dłuższy czas nie było, a kiedy wrócił, już królowały supermarkety. Większość z jego ulubionych: „Albert”, „Bomi”, „Alma”, „Piotr i Paweł” – padło. Padł Real, wciąż słychać o możliwym wycofaniu się Auchana i Carrefoura. Właściwie D.O. nie wie, gdzie w Warszawie iść po towary naprawdę dobrej jakości, produkowane, transportowane i sprzedawane w higienicznych warunkach.

5.

Ale na szczęście domowa jadłodajnia w naszym starym domu, z menu za 10 euro na obiad i 15 euro na kolację (kolacja jest głównym posiłkiem Włochów; gastrolodzy zakrzykną, że to niezdrowo objadać się wieczorem, ale statystyki nie kłamią: Włosi w Europie żyją najdłużej!) jest! I ceny się od 17 lat nie zmieniły! I nie jest już „mensą”, stołówką, lecz „osterią”, do której dobudowano zewnętrzny tarasik ze stolikami… Knajpeczka pełną gębą! Pójdziemy tam bankowo. Ale najpierw trzeba popracować.

6.

Jakiż kontrast, pomiędzy podnieconymi twarzami kronikarzy, zapienionymi twarzami polityków, a łagodnym, spokojnym uśmiechem Mario Draghiego. Jakby to w ogóle go nie dotyczyło! I to jest sposób na tych patologicznych pieniaczy – polityków i tych półterrorystów – dziennikarzy, co to: „widz musi się bać”!

Przed pałacami władzy – Palazzo Chigi i Palazzo Montecitorio, praktycznie do siebie przylegających, zawsze, świątek, piątek, lato zima, stoi grupka reporterów co większych mediów włoskich wszystkich kategorii: gazet, portali, radia i telewizji. Inni są zaczajeni przed siedzibami głównych partii. Gdy jest kryzys – ta grupka przemienia się w spory tłumek. Teraz stoją, nieszczęśni, godzinami w piekącym słońcu i nadają, raz po raz, chociaż nic się nie wydarzyło. Czekają, aż w zasięgu wzroku pojawi się jakiś polityk, żeby się nań rzucić z mikrofonami i kamerami, jak sępy na świeżą padlinę. Bo politycy chodzą. Mają, co prawda, limuzyny, mogą podjechać pod wejście dla nich zarezerwowane, ale uwielbiają taki wybieg, są wtedy, jak krygujące się modelki. Uwielbiają te dziesiątki podstawionych im pod paszcze mikrofonów. Powiedzą jakiś truizm, jakiś idiotyzm, wydadzą z siebie jakiś nieartykułowany dźwięk – i już całe medialne Włochy o tym trąbią, komentują, szukają sprzeczności, konfrontują z tym, co beknęli inni politycy… Nie uwierzą P.T. Czytelnicy, że są telewizje całe tego typu wiadomościom poświęcone!

A najbardziej niewiarygodne jest, że te chrząknięcia, chrumknięcia, te z poważną miną wygłaszane banały i ogólniki – znajdują zainteresowanych odbiorców, czytelników, internautów, radiosłuchaczy i telewidzów. Media tym żyją i z tego żyją, ponieważ odbiorcy, czytelnicy, internauci, radiosłuchacze i telewidzowie, tej papki chcą. I im bardziej przypomina wymiociny, tym chcą ich więcej.

A ci reporterzy… Nie wiem, czy ci Koledzy, przeważnie młodzi, ale nie wszyscy, mają do siebie szacunek. Czy wracają do domu w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Obowiązku obywatelskiego i zawodowego. Czy myślą sobie: „po to właśnie uczyliśmy się i studiowaliśmy, by dzisiaj karmić tymi wymiocinami naszych rodaków”? Albo: „mój kraj będzie lepszy, dojrzalszy, lepiej przygotowany do życia w nowej epoce, jeśli zalejemy go potokiem politykierskich pomyj”?

Niektórzy nazywają to „dziennikarstwem”.

Pora umierać, drodzy Czytelnicy, pora umierać.

7.

Cóż to było za używanie dla mediów od zeszłego piątku, od czasu „zawieszonej” do dzisiaj dymisji Mario Draghiego! Ile setek gości przewinęło się przez studia telewizyjne, z iloma łączono się zdalnie. Ileż prognoz, „dogłębnych” analiz: „poda się do dymisji”, „nie, nie poda się”. „M5* rozpadnie się”, „nie, nie rozpadnie się”. „Corriere” pisze: »Draghi nie ma większości bez 5 Gwiazd«, Repubblica – „Draghi ma większość bez Ruchu 5 Gwiazd”.

A dzisiaj? Telewizje, które zazwyczaj nadają porankami telenovelas albo głupawe włoskie seriale, porzucają swoje ramówki i od 8 rano do 20 będą nadawać na żywo debatę w Senacie i ewentualne wieczorne głosowanie zaufania dla rządu Draghiego. Bo może się obyć i bez głosowania.

Sam Draghi – wnioskują „dobrze poinformowani” wzruszył się świadectwami szacunku i zaufania, płynącymi z kraju i z zagranicy i ponoć zmiękł: nie powtórzy od razu swojej nieodwołalnej decyzji o dymisji, tylko poczeka na rozwój debaty.

Wy się pieńcie, ja nie muszę.

Poczeka ze swą łagodną i uśmiechniętą twarzą, jakże różną od twarzy napęczniałych własnym ego polityków i kondorów, przebranych za reporterów.

8.

Aha, dwóch byłych parteigenossen z Ruchu 5 Gwiazd, panowie Dessì i Petrocelli, polecieli do Nikaragui, by wraz z tym krwawym sqrvsynem, ulubieńcem europejskiej skrajnej lewicy Danielem Ortegą, świętować rocznicę rewolucji sandinistów. Po powrocie nie mogli się odchwalić: „ach cóż to było za piękne święto”! Cudowne! Zwłaszcza dla tych setek i tysięcy, siedzących „za bezdurno” w nikaraguańskich więzieniach. Tymczasem koledzy partyjni panów Dessiego i Petrocellego wywołali kryzys rządowy, byleby tylko nie wysyłać włoskiej broni do Ukrainy.

Działacze R5* najszczęśliwsi są w Nikaragui. Nie odkryli jeszcze piękna Rosji.

Niedługo zorganizują zapewne wycieczkę do Putina: tak się wczoraj ładnie uśmiechał w Teheranie! I, wygląda, wytrzymał przez cały dzień, by nikogo nie zabić! Chociaż diabli wiedzą, może jego służby zatłukły w więzieniach kilkoro spośród ostatnich uczciwych Rosjan?

9.

I kiedy Putin lądował w Teheranie, sąd ajatollahów (mokry sen zi0br0) skazał na 6 lat więzienia nagrodzonego m.in. Złotym Lwem na Festiwalu w Wenecji (naprawdę to jest „Wystawa Sztuki Filmowej”), Złotym Niedźwiedziem na Festiwalu w Berlinie, i w Cannes za najlepszy scenariusz, irańskiego reżysera Jafara Panahiego (https://www.bbc.com/news/world-middle-east-62211397). Panahi został zatrzymany po tym, jak poszedł do więzienia Evin, aby zapytać o dwóch kolegów reżyserów aresztowanych za wspieranie antyreżimowych protestów (mokry sen panny P., pseudonim „Sędzia”). Ci koledzy Panahiego to Mohammad Rasoulof i Mostafa Al-e Ahmad zostali aresztowani za posty w mediach społecznościowych dotyczące zawalenia się w maju 10-piętrowego budynku w mieście Abadan, w którym zginęło ponad 40 osób.

Suqinsyny w brązowych sukienkach nie tolerują artystów. D.O. sądzi, że pytanie „czy wybuchnie wojna z Iranem” jest nieprawidłowo sformułowane. Nie „czy”, ale „kiedy”?

W 2010 r. Panahi został skazany na 6 lat więzienia i zakaz kręcenia filmów za udział w protestach, przeciwko fałszowaniu wyborów (mokry sen Ciula Żoliborskiego), ale po dwóch miesiącach został zwolniony z prawem odwołania od wyroku. Do odwołania nigdy nie doszło. Teraz upomnienie się o aresztowanych kolegów – reżyserów sprawiło, że reżim postanowił wyrok sprzed 12 lat wyegzekwować (mokry sen Kurdupla Kynologa).

10.

Tajemnicze śmierci ludzi uwikłanych w afery z udziałem autorytarnych reżimów, z czym ci się, Czytelniku, kojarzą? Z Ameryką Łacińską bardziej, czy z Rosją?

No to pora, by ci się zaczęły kojarzyć z Pislandią, zwaną też Kaczystanem (https://wyborcza.pl/7,75398,28703000,nie-zyje-andrzej…). Nie żyje mianowicie gentleman, który handlował bronią, który – czyta D.O. – był współpracownikiem SB, czyli najlepszym przyjacielem szajki, człowiek, od którego szajka za paręset fantastylionów kupiła respiratory, ale respiratorów nie dostała i zwrotu pieniędzy też nie.

Putinki z szajki biorą przykład z Putina. Mógłby coś zeznać i zrobić kuku szajce…

Prawdziwi patrioci polscy, żarliwi obrońcy Kościoła już tak mają, jeszcze się nie przyzwyczailiście? I nie zapomnijcie nie głosować na tych Żydów, lewaków i Niemców „do czubka głowy”, takich, jak Tusk (https://wyborcza.pl/7,75398,28703826,kaczynski-w…). Oni wszyscy będą łamali konstytucję, „przestanie w ogóle obowiązywać prawo, przestanie funkcjonować demokracja, tylko powstanie jakiś reżim, który działa metodami … które są po prostu zwykłym przestępstwem” – jak powiedział Ciul Żoliborski, zwany „guru”. Chyba wie, że przegra.

I tutaj, na zakończenie, pasowałaby paralela z panami z włoskiego Ruchu 5 Gwiazd, którzy powiedzieli, że „to Draghi jest nieodpowiedzialny, a nie, jak piszą media i mówią politycy, my, z Ruchu 5 Gwiazd”.

I R5* i szajka działają w interesie Kremla.

I koło się zamyka. Z tym że Krzywomordy w towarzystwie szachrajów z R5* jeszcze „nie czuje się wśród przyjaciół”. Kwestia czasu, bo w końcu o dobro Kremla wszystkim chodzi, nie?

11.

Olga Tokarczuk powiedziała rzecz oczywistą: „literatura nie jest dla idiotów”.

No nie jest, gdzie podpisać?

Idiotom nie wystarczy, że mogą głosować; chcą jeszcze, by literatura była dla nich.

Dla idiotów jest dziennikarstwo. To, biegające za kretynami w garniturach, zwanych „politykami”. Ale idioci nie chcą się tym pseudodziennikarstwem zadowolić. Oburzyli się: „noblistka nas poniża”, „noblistka się wywyższa, chce być lepsza od nas”!

No, jakby wam to, drodzy idioci, powiedzieć?…

No ona nie musi. Ona już się wywyższyła. Przerosła was. Już jej nie dogonicie.

Przecież i tak książek nie czytacie. Nie czytaliście nawet szkolnych lektur obowiązkowych. Albo was nauczyciel nie przyłapał, albo był dla was pobłażliwy. A, kiedy już przeczytaliście coś z musu, to nic nie zrozumieliście.

Więc już dajcie sobie spokój z literaturą. Dajcie sobie spokój z muzeami, salami koncertowymi. Macie swoje gabinety figur woskowych, macie korzenioplastykę, jelenie na rykowisku zdobią ściany waszych domów; dajcie sobie spokój z Sasnalem, Uklańskim i Mirgą-Tas, dajcie sobie spokój z NOSPR-em, z Sinfonią Varsovią, z Maksymiukiem i Duczmal. Macie przecież setki koncertów Zenków i Maryl, a gdyby przypadkiem ich zabrakło, zawsze możecie sobie włączyć alarm w waszym samochodzie.

Nigdy nie oczekiwałam, że wszyscy mają czytać i że moje książki mają iść pod strzechy. Wcale nie chcę, żeby szły pod strzechy. Literatura nie jest dla idiotów. Żeby czytać książki, trzeba mieć jakąś kompetencję, pewną wrażliwość, pewne rozeznanie w kulturze. … Nie wierzę, że przyjdzie taki czytelnik, który kompletnie nic nie wie i nagle się zatopi w jakąś literaturę i przeżyje tam katharsis. Piszę swoje książki dla ludzi inteligentnych, którzy myślą, którzy czują, którzy mają jakąś wrażliwość. Uważam, że moi czytelnicy są do mnie podobni, piszę do swoich krajanów.

Olga Tokarczuk

Jacek Pałasiński

„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.