Jacek Pałasiński: Drugi obieg (373)17 min czytania

()

23.07.2022

1.

„Jesteśmy nietypowym przypadkiem” – pod takim znakiem upłynęło D.O. piątkowe przedpołudnie.

Najpierw jednak rozwaliliśmy system. Wielu anarchistów i innych agentów Rosji by zapewne o tym marzyło, ale D.O. z Żoną akurat nie. A rozwaliliśmy, bo chcieliśmy się zapisać internetowo na czwartą dawkę szczepionki antycovidowej.

„Jesteśmy Włochami mieszkającymi za granicą, to nasze włoskie CF (codice fiscale, chyba odpowiednik peselu; D.O. niegdy nie zrozumiał po kiego licha oba są, przecież ma człek imię, nazwisko, imię ojca, adres, po diabła jeszcze jakiś długi numer? Po którego podaniu, zresztą, zaraz pytają cię o datę urodzenia!), poprzednie trzy dawki dostaliśmy za granicą, możemy się zapisać?

– Un momento.

Słychać intensywne, kilkuminutowe stukanie w komputer.

– Niestety, system was nie akceptuje.

– O, psiakość, to co robić?

– Nic, musicie iść do jakiegoś punktu szczepień i tam was „wbiją ręcznie”.

– A to super, dziękuję.

Ponieważ D.O. miał kilka wywiadów, a liczył się z jakąś reakcją, minęło kilka dni. Teraz jest kilka dni przerwy w robocie na nadrobienie zaległości domowych, więc pojechał sprytnie do szpitala na szczepienie.

Spryt – od razu trzeba przyznać – nie był D.O. tylko Żony, która powiedziała, że rano jest zawsze najwięcej ludzi, a potem się przeluźnia, w związku z czym pojechaliśmy na jedenastą.

Pojechaliśmy od razu do tatusia wszystkich punktów szczepień, tj. do Instytutu i Szpitala Chorób Zakaźnych Spallanzani. To tam, na trzy/cztery z paryskim Instytutem Pasteura, wyodrębniono parszywego wirusa i to tam go sfotografowano z profilu i en face. No i położono podwaliny pod pierwsze szczepionki, te tradycjonalne, nie te RNA.

2.

Panie Hołowczyc, skąd pan wiedział?!

Jechaliśmy samochodem Syna, mieliśmy w telefonie Hołowczyca i na przyssawce Garmina. Instytut jest obszerny, z tuzin budynków na kilku hektarach. W pierwszych dniach pandemii D.O. wraz z przyjacielem, znakomitym operatorem Tomkiem Ś., jeżdżąc po opustoszałych, lutowych ulicach, zmuszeni byli filmować ten instytut przez kraty, ponieważ w środku byli pierwsi pacjenci z covidem: izraelskie małżeństwo, jakiś przybysz z Chin i pewna pani z podrzymskiego Fiumicino. Była totalna panika, najwyraźniej nawet w szpitalu zakaźnym, chociaż słowa „pandemia” w stosunku do Covidu-19 zaczęto używać dopiero miesiąc później. To był ostatni reportażowy serwis D.O. dla telewizji. Kiedy wrócił do Warszawy, Koledzy i Koleżanki, bardzo się D.O. bały, a kiedy się zakrztusił wodą i zakaszlał, szefostwo poprosiło go, żeby poszedł do domu i co najmniej przez dwa tygodnie nie wracał.

No a teraz… We Włoszech liczba dziennych zakażeń znów – bywa – przekracza 100.000, a zgonów wczoraj było 155. No, ale Spallanzani nie jest już oblężoną twierdzą.

Kompleks naukowo -szpitalny Krajowego Instytutu Chorób Zakaźnych im. Lazzaro Spallanzaniego


Ponieważ było cieplutko (38,5 C) obejście tego kompleksu by nas prawdopodobnie wykończyło na śmierć. Stąd dwie nawigacje. I pani Garminka kierowała nas do głupiego wejścia, o kilometr od punktu szczepień, bo tak jej krzemowemu rozumkowi sugerował oficjalny adres dyrekcji szpitala. Tymczasem pan Hołowczyc podwiózł nas praktycznie pod sam cymes.

Na teren szpitala można wjechać samochodem. Dla przyjezdnych jest dwupiętrowy parking, personel ma swoje wydzielone przed każdym z pawilonów.

3.

A potem działy się cuda.

Ponieważ ludzie uwielbiają postrzegać obce kraje przez zestaw idiotycznych i często przestarzałych stereotypów, to D.O. spieszy wyjaśnić, jakie są te inne, prawdziwe Włochy, nie te Berlusconiego, czy Salviniego, ale – no, kurczę, nie znajduje D.O. trafniejszego określenia – dobrych ludzi.

Przed budynkiem szczepień stoi namiot, gdzie jest pierwszy, sprawny, życzliwy punkt rejestracji i nie trzeba czekać ani chwili w żadnej kolejce. Dostaje się do wypełnienia kartę rejestracyjną.

Dalej są foteliki konferencyjne, takie z wysuwanym pulpitem, na którym można kartkę położyć i ją wypełnić. Nic nadzwyczajnego? Niby nic, ale przy dwóch poprzednich szczepieniach w Polsce D.O. musiał kartkę opierać na ścianie, wśród ludzi rozpaczliwie usiłujących pożyczyć od kogoś długopis. Drobiazg, a cieszy.

Pod obszernym namiotem było cieplutko, mimo, że stał gigantyczny klimatyzator. Ale przeszedł jakiś pracownik i rozsunął jedną ze ścian namiotu, zrobiło się przewiewnie i miło. Ponieważ wszyscy klienci byli over 60, wśród czekających przechadzało się dwóch sanitariuszy, pytając, czy nie trzeba przypadkiem komuś pomóc w wypełnianiu formularzy. Robili to z taką cierpliwością i życzliwością, że D.O. i Żona siedzieli niemal wzruszeni. Bo ci sanitariusze byli od wywoływania numerków i z pewnością nikt im nie płacił za pomaganie w wypełnianiu formularzy.

4.

Takich, jak my, którzy przyszli z ulicy, bez internetowej rezerwacji, było podczas naszego pobytu bodaj pięcioro. Oczywiście mieli czekać, aż zostaną obsłużeni ci z rezerwacją. Jednak sanitariusze, kierujący kolejnych ludzi z numerkami do sali szczepień, mieli oko na tę salę i kiedy tylko robiło się jedno lub dwa stanowiska wolne, wyciągali tych bez rezerwacji i na wolne stanowiska wysyłali. Też z czystej życzliwości! Tak, że czekaliśmy może chwilę dłużej niż ci, którzy mieli wyznaczoną godzinę, ale nie za długo, dało się wytrzymać, zwłaszcza, kiedy się zwolniły miejsca naprzeciw wielkiego klimatyzatora.

5.

W środku była rejestracja właściwa.

„Jesteśmy przypadkiem nietypowym, Włochami mieszkającymi za granicą”.

OK. Miły pan koło trzydziestki, za długim stołem z 8 stanowiskami i tyluż laptopami, wstukał nasze „codici fiscali” w komputer. Były.

No, ale potem zażądał zaświadczenia o poprzednich dawkach. Nic nie wiedzieliśmy, że trzeba je mieć! D.O. miał zdjęcie „Covid pass” w smartphonie. Pan powiedział: OK, ale tu są tylko wymienione dwie dawki i to bez rodzaju szczepionki i numeru partii.

No i gula się D.O. zrobiła. Prosił o nowe zaświadczenie, nowy „covid pass” po trzeciej dawce, ale mu powiedziano, że „Ach, teraz już nie wydajemy, do podróżowania i wchodzenia do lokali wystarczy to, które pan miał”. I głupi D.O. uwierzył. Tak, jak uwierzył, że w kodzie QR na covid-passie zawarte są wszystkie niezbędne informacje.

Żona manewrowała przy smartphonie usiłując wejść przez stronę banku na portal rządowy, na swój profil, gdzie są zaświadczenia o szczepieniach. Ale trwało to i trwało, bo, jak się okazało, różne rzeczy się w stronach pozmieniały i 10 razy była proszona o akceptację nowego regulaminu.

D.O. uratowały sms-y z „Min. Zdrowia”, wskazujące daty szczepień. Oczywiście po polsku. Pan nie musiał, ale uwierzył. Uwierzył też, że dwie pierwsze to były Astry, a trzecia Pfizera.

Żona w końcu odnalazła swoje file na portalu pacjenta i z dumą panu za stołem okazała. Pan był rozczarowany, że i tam nie było numeru partii szczepionek jej podawanych. Ale w każdym razie poważny wygląd jej certyfikatów potwierdził również zeznania D.O. i już się pan nie boczył.

Tylko pogmerał coś w komputerze, coś wpisał, coś wykreślił i trafiliśmy na fotele.

Zbliżył się miły młodzian i zagadał do nas. Cóż to za kontrast z mechanicznym powtarzaniem: „usiąść, podciągnąć rękaw, proszę przejść tam i odczekać 10 minut”! Dowiedzieliśmy się, że nie będzie bolało, bo w szkole pielęgniarskiej kazano mu trenować zastrzyki na ziemniaku, od surowego do rozgotowanego. Nasze starcze ręce przypominały rozgotowanego, ale przysięgam: ani D.O. ani żona nic nie poczuli. Muszą mieć fenomenalne igły. Nie wiedzieliśmy, czy wbił, czy wyjął. Pan pogadał jeszcze miło, pouśmiechał się spoza maseczki, prosił, żebyśmy na tych fotelach odczekali 10 minut. W sali szczepień zawieszony był bim z wyświetloną godziną cyframi wielkości jednego metra, żeby żaden niedowidzący staruszek nie miał wątpliwości, że minęło już 10 minut.

6.

Wyszliśmy stamtąd wniebowzięci.

– Napisz koniecznie, że to są te inne, te prawdziwe Włochy – powiedziała Żona.

Więc D.O. Pisze. Nie z posłuszeństwa, na ślubie obiecanego, ale z przekonania.

Oni mają tu życzliwość z defaultu.

Zawziętych mord – zero.

Nagrodziliśmy się „il solito”! – to co zwykle! – w „Rigatoni Democratici” na Zatybrzu.

Kochane „Rigatoni Demoecratici” na Zatybrzu (powołać się na D.O.), dwa kroki od bazyliki Santa Maria in Trastevere, kościoła tytularnego prymasów Polski.

D.O. – oczywiście spaghetti alle vongole i warzywka – bakłażany i cukinie z pieca i w oliwie, marynowana papryka i serca karczochów w lekko kwaśniej zalewie. Żona – Fettuccine AI funghi porcini – wstążeczki z prawdziwkami. Nikt tak ich dobrze nie robi, jak Corrado, jego brat Angelo i Paolo, duży, obszerny, który wieczorami, dla przyjaciół, lubi sobie zaśpiewać: ma potężny, dobrze ustawiony głos.

Ileż różnych kolacyjek, w naszym telewizyjnym towarzystwie, nam umilił!

To była prawdziwa przyjemność i ulga, zobaczyć, że przetrwali pandemię.

– Wiesz, jak pracujesz w tym fachu tyle lat, to wiesz, że zarobione pieniądze tak naprawdę nie są twoje. Żebyśmy tego nie wiedzieli, nie przetrwalibyśmy covidu, po czterech dekadach harówki, bylibyśmy dziś na zasiłku” powiedział Corrado.

I dodał:

– To cholernie ciężka praca. Jak się za nią bierzesz, nie masz życia. Nie masz niedziel, wolnych weekendów, świąt. Wtedy ludzie najbardziej cię potrzebują. Na pewno nie możesz wyjechać ze wszystkimi na wakacje, bo wtedy są największe pieniądze w całym roku… Młodzi dzisiaj za skarby nie chcą tego robić, chcą być wolni, spijać nektar. Angażujemy do pomocy ludzi z Bangladeszu: pracowici, uczciwi, mili”.

I zakończył:

– My nie dajemy tylko jedzenia. My dajemy także przyjaźń. I to nie pieniądze są dla nas największą nagrodą, ale takie momenty, jak ten: kiedy przyjdziecie wy, przyjdą inni stali bywalcy, w biegu między jednym a drugim daniem możemy sobie z nimi pogadać… Wtedy czujesz, że jesteś ważny, że jesteś potrzebny, że twoja praca się na coś przydaje”.

I to są, mili Czytelnicy, te drugie Włochy, te, których nie znacie, bo ich wam nikt nie pokazuje, mało kto opowiada. (No, D.O. dwa razy nadawał na żywo z kuchni „Rigatoni democratici”, podając raz receptury na typowe dania włoskie i dwa, przepisy na dania bożenarodzeniowe. Ale, jak to w TV, zabłyśnie i – cyt, iskierka zgasła).

Ale na koniec i tak zapamiętacie „O sole mio” i „bunga-bunga”.

7.

A poza tym?

D.O. uchwyci się iskierki i będzie miał dobrą sobotę.

No.

Oto bowiem „W najnowszym sondażu poparcia przeprowadzonym przez Kantar Public Koalicja Obywatelska wyprzedza Prawo i Sprawiedliwość (razem z Solidarną Polską i Republikanami) o jeden punkt procentowy. 27% badanych zadeklarowało, że odda głos na KO, a 26% – na PiS.

Tak, jak D.O. nie pije, tak sobie dziabnie.

8.

Fascynujący reportaż w CNN (https://edition.cnn.com/…/russia-drones-western…). Reporter Nic Robinson asystuje przy demontażu przejętego przez Ukraińców, nienaruszonego rosyjskiego drona.

I cóż ten kotek ma w środku?

Ano:

– amerykański procesor służący do namierzania telefonów komórkowych.

– japoński silnik

– francuską kamerę termowizyjną.

– Poza tym części z Austrii, Niemiec, Tajwanu, Holandii.

Te właśnie kraje są współodpowiedzialne za śmierć żołnierzy ukraińskich, zabijanych ze śmiercionośnych i nader skutecznych dronów.

Maxim, człowiek, który rozmontowuje drona, ma za zadanie odnalezienie numerów seryjnych wszystkich części wyprodukowanych poza Rosją i zawiadomienie sojuszników, by zbadali, jakimi drogami części te trafiły do rosyjskich fabryk sprzętu wojskowego. By te drogi raz na zawsze przeciąć.

Chociaż to nie będzie łatwe, bo Rosja może mieć duże zapasy tych części i ma długą tradycję w unikaniu standardowych kontroli, stosowanych w handlu elementami, mogącymi posłużyć do celów militarnych.

Kto jest współodpowiedzialny za mordowanie Ukraińców? Pół tuzina krajów zachodnich, producentów kluczowych części, wykorzystywanych przy budowie tego drona.
Przedwczoraj szef brytyjskiego wywiadu powiedział, że od dnia inwazji na Ukrainę, z Europy Zachodniej wydalono zaledwie 50% rosyjskich szpiegów.

„Kontrola handlu tych komponentów jest równie ważna, jak dostawy nowych rakiet dla Ukrainy” – mówi Nic Robinson.

A więcej takich filmików życzymy i Ukraińcom i Rosjanom: https://www.newsweek.com/russian-su-35-shot-down-ukraine…

9.

A skoro jesteśmy już przez CNN, to stacja ta, na podstawie danych ze stron „Flightaware”, opracowała listę najgorszych lotnisk świata pod względem anulowanych lotów i opóźnień (https://edition.cnn.com/…/world-airports…/index.html)

Lista poniżej.

10 najgorszych lotnisk świata pod względem odwołań lotów i opóźnień. Lista opracowana przez CNN. Może się komuś w planowaniu podróży przyda?

10.

Ho, ho.

Papież Franciszek wziął się za Opus Dei. Krzywdy im nie zrobił, ale odebrał sporą część autonomii.

To papież Jan Paweł II uznał hiszpańskiego hochsztaplera Josemaríę Escrivá de Balaguera, fanatyka i domorosłego filozofa, za wzorowego siewcę prozelityzmu i nadał założonej przezeń organizacji „Dzieło Boże” status „prałatury personalnej”, czyli czegoś zupełnie niezależnego od biskupów diecezji, na których terenie działa. Opus Dei podlegało formalnie Kongregacji ds. Biskupów, a de facto wyłącznie papieżowi. W wypadku JPII – jego najbliższym współpracownikom: sekretarzowi stanu kard. Angelo Sodano i „sekretarzowi” księdzu Stasiowi, znanemu również, jako „don Stanislao”, znanemu również jako „ojciec święty tego sobie życzy” oraz „oto ampułka z krwią papieża”. W 2002 r. namówili papieża, by Escrivá de Balaguera zrobić świętym Kościoła katolickiego.

Może już nie będzie knuć zakulisowo?

Lata temu D.O. pisał duży artykuł o Opus Dei. Odegnał ze swego serca uprzedzenia i udał się do siedziby „Dzieła”, by dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi. Został potraktowany z najwyższą uprzejmością. Zasypany materiałami i informacjami, o które prosił. Był zapraszany na nabożeństwa, mógł po nich rozmawiać z numerariuszami i supernumerariuszami (tak się nazywają żyjący w celibacie świeccy członkowie O.D.; nie mylić z D.O.!, zajmujący się swoją pracą i opieką duchową nad szeregowymi członkami i aspirantami O.D.).

I nie. Nie dał się przekonać. W tym wszystkim było coś dogłębnie fałszywego, była jakaś bariera, poza którą D.O. nie zdołał się przebić, bariera tajności, tajemniczości, jaka zawsze towarzyszy sektom i mafiom. D.O. miał wrażenia, że ma do czynienia z doskonałą mieszanką tych dwóch typów stowarzyszeń.

„Prałat”, najwyższy rangą „wódz” O.D. miał zawsze, z automatu, tytuł biskupi, lecz papież tylko zatwierdzał decyzję O.D., podejmowaną w sposób całkowicie niejawny i zupełnie inaczej, niż w przypadku biskupów diecezjalnych.

Aż dotąd. Wczoraj ukazało się papieskie „motu proprio” (rodzaj dekretu, pisanego z własnej inicjatywy papieża), który to zmienia. Oto tekst z polskiego wydania oficjalnych stron informacyjnych Stolicy Apostolskiej „Vatican News” (D.O. poprawił ortografię, bo to było ewidentne tłumaczenie z włoskiego przez Google Translatora):

„Decyzją Papieża Franciszka Opus Dei nie podlega już Dykasterii ds. Biskupów, lecz Dykasterii ds. Duchowieństwa. Ponadto prałat, który stoi na czele tej instytucji duszpasterskiej, nie będzie już mógł przyjmować godności biskupiej. „Potrzebna jest forma zarządzania oparta bardziej na charyzmacie niż na władzy hierarchicznej” – zdecydował Franciszek.

W ten sposób, czterdzieści lat po konstytucji apostolskiej Jana Pawła II Ut sit, która powoływała oficjalnie do życia prałaturę Opus Dei, Ojciec Święty kontynuuje reformę Kurii Rzymskiej i dostosowuje kolejne instytucje Kościoła do wymogów [konstytucji apostolskiej] ‘Praedicate Evangelium’.

W liście skierowanym do członków Opus Dei obecny prałat ks. Fernando Ocáriz zaznaczył, że decyzja Franciszka będzie miała duży wpływ na odnowę charyzmatu tej instytucji duszpasterskiej i stanie się okazją do przemyślenia na nowo ducha, którego Pan zaszczepił jej założycielowi.

Podkreślił, że święcenia biskupie nie są konieczne, aby kierować prałaturą. „Pragnienie Ojca Świętego, aby uwypuklić charyzmatyczny wymiar dzieła, zachęca nas do tworzenia bardziej rodzinnych więzi, gdzie prałat jest przewodnikiem i ojcem” – napisał ks. Ocáriz”.

https://www.vaticannews.va/…/papiez-franciszek…

Przewodnik i ojciec… To zupełnie jak w Toruniu!

11.

W czwartek Watykan wydał zwięzłe oświadczenie w sprawie postępowego niemieckiego ruchu katolickiego znanego jako „ścieżka synodalna”. Oświadczenie ostrzegało niemieckich reformatorów, że nie mają uprawnień do instruowania biskupów w sprawach moralnych lub doktrynalnych.

Cóż: konserwatyści się nie poddają i biją w niemiecką „ścieżkę synodalną”.

Co więcej, Stolica Apostolska dała jasno do zrozumienia, że wezwania Ścieżki Synodalnej do zajęcia się homoseksualizmem, celibatem i kobietami w Kościele powodują podziały i ostrzegła, że te wezwania mogą spowodować pęknięcie.

Członkowie Drogi Synodalnej, grupy złożonej z równej liczby niemieckich biskupów i świeckich katolików, spotykają się regularnie. W lutym wezwali Kościół katolicki, aby zezwolili księżom na zawieranie małżeństw, kobietom na diakonów, a parom jednopłciowym na otrzymanie błogosławieństwa Kościoła. (https://www.dw.com/…/vatican-slams-german…/a-62559108)

Oto komunikat Watykanu:

„W celu ochrony wolności Ludu Bożego i ochrony sprawowania posługi biskupiej wydaje się konieczne wyjaśnienie, że „Droga Synodalna” w Niemczech nie ma mocy zmuszania biskupów i wiernych do przyjęcia nowych dróg zarządzania i nowego podejścia do doktryny i moralności”.

„Przed uzgodnieniem porozumienia na poziomie Kościoła powszechnego niedopuszczalne byłoby inicjowanie w diecezjach nowych oficjalnych struktur lub doktryn, bo stanowiłoby to ranę dla wspólnoty kościelnej i zagrożenie dla jedności Kościoła”.

Przypomniano też jeden z listów papieża Franciszka skierowanych do niemieckich wiernych, który wskazał m.in., że jeśli kościoły lokalne „zostają oddzielone od całego ciała kościelnego, słabną, gniją i umierają”.

„Mamy zatem nadzieję, że propozycje Drogi Kościołów lokalnych w Niemczech będą zbieżne z drogą synodalną, którą podąża Kościół powszechny, ku wzajemnemu wzbogacaniu i świadectwie tej jedności, z jaką ciało Kościoła manifestuje swoją wierność Chrystusowi”. (https://www.vaticannews.va/…/santa-sede-dichiarazione… )

Jacek Pałasiński

„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.