25.07.2022
1.
Niedzielne przedpołudnie to jedyny dzień tygodnia, kiedy można bezkarnie wjechać samochodem do historycznego centrum Rzymu. Mogliśmy stracić taką okazję? No nie!
Wjechać to jedno, stanąć to zupełnie inna sprawa. Ale tym razem szczęście głupiego zadziałało i D.O. zaparkował samochód Syna tuż przed wejściem do … Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej!
D.O. dysponował przez całe lata przepustką do centrum, dostępną tylko mieszkańcom, politykom i dziennikarzom, ale wyłącznie zagranicznym! Za ciężkie pieniądze, dodajmy, o ile pamiętam to 20 lat temu było to już 300 euro. Innymi słowy był uprzywilejowany, jak diabli.
Ale mógł sobie tę przepustkę zasadniczo wsadzić, ponieważ, jak już wyżej napisano, wjechać to jedno, stanąć to drugie.

A to wyjaśnienie jest po to, że przed Stowarzyszeniem Prasy Zagranicznej w ciągu ostatnich 30 lat nie udało mu się z tą przepustką zaparkować ANI RAZU!
A wczoraj – tak.
2.
Tzn. parkował, ale nie samochód. Poruszanie się samochodem po Rzymie to nie jest poruszanie się, więc jest całkowicie bez sensu. Dlatego poruszał się skuterem, ale i skuter w okolicy zaparkować było bardzo trudno i często musiał drałować do swojego biurka ponad kilometr, przepowiadając sobie adres, pod którym skuter zostawił, bo po całym dniu pracy to wcale nie jest takie oczywiste.
No i parkowanie skutera to jest trochę ruletka: znajdziesz?… nie znajdziesz, kiedy po niego wrócisz? Dlatego D.O. woził w bagażniku dwa iście katowskie łańcuchy, zamykane na patentowe kłódki i do tego patentowy zatrzask na tarczę hamulcową.
3.
Och, ochrona skutera, to cała szkoła! Patentowe zatrzaski na tarcze hamulcowe były bardzo modne i wydawały się znakomitym rozwiązaniem, bo miały klucze okrągłe, z dziurą w środku i wyrafinowanymi ząbkami, niepodobne do innych i z trudno dorabialnym wytrychem. I świetnie to działało, dopóki jakiś cwaniak nie odkrył, że średnica dziurki do tego klucza jest identyczna ze średnicą długopisu bic za 15 centów. Wbijając go z odpowiednią silą w dziurkę, plastik dostosowywał się do wyrafinowanego kształtu ząbków – pstryk! – wtedy wystarczyło przekręcić i można było – po dobraniu jednego ze standardowych kluczyków typu yale do stacyjki – odjeżdżać twoim skuterem w siną dal.
Ale pozostawały łańcuchy i kłódki. Katowskie, jak wspomniano wyżej.
I wszystko było fajnie, dopóki jakiś cwaniak nie odkrył, że wystarczyło polać taki patentowy, nieczuły na piły kątowe łańcuch ciekłym azotem, potem lekko puknąć weń młotkiem i – pyk! – łańcuch kruszył się jak grissino, a kłódka razem z nim.
W odpowiedzi na to ludzkość wynalazła stal nieczułą na wysokie mrozy i chwilowo łańcuch, a najlepiej dwa, jeden na przednie, jeden na tylne koło, uwiązujący skuter do jakiejś ulicznej latarni, czy w najgorszym razie do słupka od sygnalizacji ulicznej, jest najlepszą gwarancją znalezienia go, tam, gdzie się go zostawiło.
Są oczywiście zabezpieczenia elektroniczne, ale dla zawodowego złodzieja to doprawdy żadna przeszkoda!
4.
Przeszliśmy więc trasą „amerykańską”, tj. od Fontanny di Trevi do Piazza di Spagna i po okolicznych ulicach.
I tak chodząc wśród gęstego tłumu turystów, usiłując załapać odrobinę cienia, gdzie tylko się dało, D.O. pomyślał sobie, że kiedy temperatura przekracza 35 stopni, trudno jest dyskutować na jakikolwiek inny temat, niż upał i związane z nim dolegliwości. Przy upale polityka staje się mniej istotna. Mussolini zrobił marsz na Rzym pod koniec października, cwaniura! Gdyby mu przyszło do głowy robić go w lipcu i sierpniu, to nikt by nie poszedł i oszczędzilibyśmy sobie tyle nieszczęść!
D.O. wyobraża sobie, jak zdesperowani musieli być ludzie na Haiti czy w Śri Lance, żeby robić rewolty w środku lata.
5.
Żona D.O. przez 20 lat hodowała w sercu tęsknotę za pizzerią „al taglio”, koło dawnej siedziby Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej. Via della Mercede (Mickiewiczem pamiętna), 55. Wyrzucili nas stamtąd koło roku 2000, bo była do czegoś szalenie i pilnie potrzebna Presidenza del Consiglio dei Ministri, odpowiednikowi polskiego KPRM. Myśmy ten adres mieli w statucie, zmiana statutu Stowarzyszenia wymagała obecności 2/3 członków, zgromadzenie 2/3 członków graniczyło z cudem, bo część była w rozjazdach, część w rodzinnym kraju, a część miała to w nosie. Ale się udało.
Niestety, wejście do naszej starej, kochanej siedziby, przez którą przewinęły się najważniejsi włoscy i światowi politycy (sam D.O. dwa razy przyprowadził tam Lecha Wałęsę na konferencję prasową), najpopularniejsi aktorzy i ludzie show-businessu, w której powstały tysiące fenomenalnych artykułów i reportaży – jak została za nami zamknięta, tak jej nikt już więcej nie otworzył. Brama, przez którą D.O. z dreszczem rozkoszy przechodził, na głucho jest zamknięta, zasyfiona, zakurzona. I tyle. Ech…
Na szczęście nowa siedziba, już nie tak przytulna, już nie tak chętnie odwiedzana, też jest niczego sobie i D.O. zdążył ją polubić.

No, ale pizzeria „al taglio”. Kiedy się wraca po latach do starych lektur, starych filmów lub starych miejsc, z którymi wiąże się przyjemne wspomnienia, często spotyka człowieka rozczarowanie. A tamta pizzeria była super. W ogóle, pizzerie „al taglio” uchodzą za coś pośledniejszego. W nich pizze piecze się w wielkich, płaskich blachach, o tym, jakie będą jej smaki decyduje pizzaiolo, który potem odkroi kawałek tej, która ci się najbardziej spodoba. Czasem podgrzeje (w mikrofalówce, która z każdej pizzy czyni gumę), czasem poda zimną.

A w pizzerii tradycyjnej, to ty zamawiasz pizzę, jaka ci najbardziej odpowiada, pizzaiolo robi ją specjalnie dla ciebie, jest okrągła, prosto z pieca…
No, ale, jak polskie doświadczenie uczy, wszystko można schrzanić skandalicznie i większość jadła pizzopodobnego, sprzedawanego w Polsce, jest niejadalna, jest obrzydliwą grdułą. Na miejscu Włochów, D.O. wypowiadałby wojnę krajom, które takie rzeczy sprzedają pod mylącą nazwą „pizza”.

Z drugiej strony z wszystkiego można zrobić cymesik. Nawet z pizzy „al taglio”.
No i na Via della Mercede taki cymesik właśnie robili. W dni powszednie była zawsze oblężona przez pracujących dookoła klerków z urzędów centralnych, bo innych w tej okolicy właściwie nie ma. I te urzędy mają przeważnie swoje stołówki, ale woleli Via della Mercede, gdzie chodziło się specjalnie po tamtą pizzę „al taglio”, bo miała to coś, co czyniło ją pyszną i wyjątkową.
Dlatego szliśmy z pewną obawą: czy będzie równie dobra, jak ćwierć wieku temu, kiedy jadaliśmy w niej bardzo często? Czy nasz prywatny mit zostanie skruszony?
Nie!
Po pierwsze była niedziela i nie było żywej duszy. Turyści w niedobrych, drogich knajpeczkach po obu stronach pizzerii, a tę omijali z pogardą. Przebacz im panie, bo nie wiedzą, co czynią.

Był inny, młody subiekt za ladą. Jeden, bo najwyraźniej w weekendy, kiedy okoliczne urzędy zamknięte, trzymają otwarte tylko dla honoru. Jeden „naganiacz” i kelner jednocześnie z Bangladeszu.
Ale honor zobowiązuje i wybór smaków był wielki. Pan pizzę podgrzewał nie w mikrofalówce, tylko w regularnym piecu. Nie za krótko, nie za długo. Pychotka!

Tym razem próbowaliśmy przeanalizować skąd ten wyjątkowy smak. Wszystkiego nie odkryliśmy, ale zauważyliśmy, że w cieście jest więcej drożdży, niż w średniej krajowej, więc robi się coś w rodzaju ciasta francuskiego, oczywiście z semoli pszenicznej.

6.
A w gazetach przegląd forów społecznościowych i komentarzy turystów odwiedzających Rzym. (https://www.washingtonpost.com/…/best-star-reviews…/)
Skarżą się. Skarżą się, że to skandal, że „w Koloseum wcale nie ma walk gladiatorów, a już lwów to nie ma wcale a wcale”. Że to „skandal, że w Koloseum nie ma fotelików, jak na przyzwoitym stadionie do baseballu, tylko po prostu kamienne schodki”. Inni skarżą się, że prześladowano tu chrześcijan.

„Straszne miejsce… Nie lubię oglądać prześladowań chrześcijan. Przerażające miejsce.
Spośród 324 jednogwiazdkowych recenzji Koloseum większość skupia się na odrażających kolejkach i oszustwach, które mają tu miejsce. Większość prawdopodobnie widziała „Gladiatora” i stąd czerpie wiedzę o Koloseum, a jak nie film, to przynajmniej zwiastun.

No i nie chciałby, by uznano ten wpis za seksistowski, ale jest zdecydowana różnica w minach pań i panów w kolejce i wokół niej. Panie w pełnym nadziei napięciu, jakby w oczekiwaniu na ekstazę, panowie miny zafrasowane, niemal zrozpaczone… „To ja po to jestem bogaty, żeby stać w kolejce do jakiegoś sklepu ze szmatami, tyle, że bardzo drogimi? Przy tej temperaturze? Zwłaszcza ten pan w kapeluszu na pierwszym planie miał minę bardzo nieszczęśliwą… W drzwiach tego i innych, podobnych sklepów (parę metrów dalej jest Bulgari), stoją bardzo rośli panowie, przeważnie African-italians, którzy na milionerów patrzą z góry, wpuszczają pojedynczo, nigdy klientów będących już w środku nie poganiają… Pełen komfort przy wydawaniu sum idących w tysiące. I to w cennej walucie!
7.
Co poza tym?
Nic, wszystko po staremu. Apele D.O. o oglądanie jego wywiadu z Fransem Timmermansem (https://natemat.pl/427165,frans-timmermans-dla-natemat-z…) i udostępnianie linku wpadło w próżnię, do 22.00 zalajkowały 32 osoby, a 4 nawet udostępniły. Na YT też się snuje… Na wymowny znak, że praca D.O. nadaje się do…
8.
Poza tym Ciul Złachany powiedział, że „musi zorganizować wielki ruch ochrony wyborów”, co oznacza, że już wie, będzie musiał je sfałszować. No, a praca nad ich fałszowaniem musi się zacząć już teraz.

Czy P.T. Czytelnicy nie chcieliby zorganizować „wielkiego ruchu”, który wymyśli, jaki wyrok powinien wydać na tego gentlemana Trybunał Stanu? Opinie prawników mile widziane, choć skoro Ciul uważa, że od prawa ważniejsza jest sprawiedliwość, a co jest sprawiedliwe wymyśla on, jedyny rzecznik myśli suwerena, to może by go tak według kryteriów sprawiedliwości ludowej osądzić i skazać?
Ciul wskazał osoby, które, jego zdaniem, suweren powinien przykładnie atakować, by ukarać je za ich nienormatywność, przy czym, co się w normie mieści, a co nie, określa Ciul. Jednak z nagonką na osoby nieheteronormatywne, to by D.O. na jego miejscu uważał, bo jak wielbiący go suweren zacznie się z bliska przyglądać jego tożsamości płciowej, to może mieć problemik, albo nawet dwa. No i znów bredził coś, że Polska powinna być „poważnym państwem”, tak, jak Turcja, ale może to skutek rozmiękczenia mózgu wskutek upałów.
9.

Wypaszcza się intensywnie drugi Ciul, Ciul Naddunajski. Najpierw, że UE nie powinna była stawać po stronie Ukrainy, a teraz, że narody, które dopuszczają mieszanki rasowe nie są już narodami. D.O. nie będzie się rozwodził na temat Ciula Naddunajskiego, a już na pewno z nim polemizował. Oświadczy tylko, że powiedzieć o Ciulu Naddunajskim, że jest faszystowską kurtyzaną byłoby straszliwą obelgą dla uczciwych kurtyzan. I że jego miejsce nie jest w zamtuzie – tam są o wiele przyzwoitsze osoby – tylko albo w więzieniu, albo w cyrku.

Ale nie. Jeśli chcesz zaoszczędzić, nie kupuj nic! Wszystko już masz!


Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.





Tym razem opozycja wyprzedziła Złąchanego: https://okw.info.pl/