Jacek Pałasiński: Drugi obieg (388)21 min czytania

()

08.08.2022

1.

Kiedy się człowiek zbliża do rozgrzanego pieca, czuje żar. Nie podchodzi zbyt blisko, by się nie poparzyć. I w każdej chwili może się cofnąć o krok, by wrócić do bardziej przyjaznych człowiekowi temperatur.

Rzymie w tych tygodniach cofnąć się nie ma gdzie. Żar jest wszędzie. I oślepiające światło z oczywistą żółtą dominantą, nie niebieską, do której przyzwyczajone są oczy przybysza z Północy. Kiedy jest żar – D.O. powtarza – trudno rozmawiać o czymkolwiek innym, trudno myśleć o czymkolwiek innym, co nie jest tym, o co na Północy tak łatwo: ochłodzie.

Psiny ledwo dyszą na takim upale

Dlatego – D.O. ma wrażenie – tak trudno przekonać Polaków, że ocieplenie klimatyczne jest problemem dla świata. Bo przecież zawsze mogą się cofnąć o krok od pieca.

Do tego dochodzi – wybacz, Czytelniku, generalizację – polonocentryzm, by nie powiedzieć nacjonalistyczny egoizm: „niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna”.

A jeśli jesteś, Czytelniku, członkiem szajki lub „suwerenem”, to do twojego zakutego łba nie dotrze żaden argument, przekonujący, że nie należy palić węgla ani innych paliw kopalnianych, że należy oszczędzać wodę, energię elektryczną, że nie należy palić traw, śmieci, że należy ograniczać użycie plastiku i segregować śmieci…

Biedna planeta…

2.

Takie niewesołe refleksje naszły D.O. po niedzielnym spacerze. Temperatura była znośna: 37 stopni Celsjusza, odczuwalna 40. Ale sobotni, 5-minutowy deszczyk nieco sytuację pogorszył, bo miało co parować, a wilgotny żar jest bodaj jeszcze uciążliwszy niż żar suchy. Oczywiście D.O. był w różnych miejscach na paru kontynentach, w których temperatura zbliżała się do 50 stopni. Ale był biały i miał pieniądze: nieduże, jak na białego, ale wystarczające, żeby i tam zrobić krok wstecz, ku temperaturze bardziej organizmowi człowieka sprzyjającej: do air-conditioningu. W samochodzie, w hotelu. W najgorszym wypadku nad brzeg tropikalnego morza lub oceanu, skąd wiał ożywczy wietrzyk. Nad brzeg basenu, zacienionego palmami. Bo miał pieniądze, które pozwoliły mu być po tej dobrej stronie muru, oddzielającego ciemniejszych tubylców od białych przybyszów.

Ach…

3.

Porzuciwszy samochód Syna, państwo D.O. wybrali się własnym do Villa Borghese. We własnym króluje air-conditioning i muzyka klasyczna, więc było milutko i były „I pini di Villa Borghese” Respighiego. Co kto lubi, Respighiemu D.O. miał za złe flirty z reżimem Mussoliniego, choć nie tak jednoznaczne, jak Wagnera. Z dzisiejszego punktu widzenia ta muzyka może być anachroniczna, natrętnie „literacka”, opisowa. Ale była, wraz z muzyką Saint-Saënsa, punktem dojścia neoromantyzmu, a neoromantyzm to już kwestia gustu: jedni uwielbiają, inni deprecjonują. W każdym razie Respighi – sądzi D.O. – jest ojcem wszystkich wielkich kompozytorów muzyki filmowej, echa jego kompozycji dają się słyszeć i u Nino Roty (co zrozumiałe), i u Hansa Zimmera i u Johna Williamsa.

Jeśli ktoś słucha Respighiego „I pini di Villa Borghese”, to one takie są.

D.O. tam lubi. Nie, żeby ciągle, ale co jakiś czas takie zanurzenie w brawurowy neoromantyzm, równie brawurowe efekty i orkiestracje, dobrze mu robią na duszę.

Ale nie samymi piniami człowiek żyje

4.

Korzystając z niedzieli, kiedy „Zona a traffico limitato” nie działa, tj. kiedy można samochodem wjechać do historycznego centrum Rzymu, państwo D.O. podjechało i zaparkowało pod samym Kościołem Trinità dei Monti, który wieńczy wspinaczkę po Schodach Hiszpańskich. Kościół jest „francuski”: przede wszystkim kamienie do jego budowy przyjechały aż z Narbony, a po osławionym, barbarzyńskim „Sacco di Roma” z 1527 roku przez niemiecko-hiszpańskie wojska cesarza Karola V, które położyło kres epoce Odrodzenia, został od i rozbudowany za pieniądze francuskich kardynałów. Fasadę ukończono w 1570 r.; zaprojektowali ją i ozdobili dwiema słynnymi dzwonnicami Giacomo Della Porta i Carlo Maderno, geniusze.

Trinità dei Monti, inaczej nie wchodzi na zdjęcie razem z obeliskiem!
To w tym pałacyku mieszkała Marysieńka, tu doprowadziła most ze wzgórza po lewej

Nb. obok kościoła Trinità dei Monti, w “Pałacyku Zuccarich” (zwanym też „domem potworów”, ze względu na zewnętrzne dekoracje, mieszkała znana nam skądinąd Maria Kazimiera de La Grange d’Arquien, zwana Marysieńką. Przeszkadzały jej różnice poziomów okolicznych terenów, więc kazała zbudować drewniany most, łączący dwa pobliskie wzgórki, zwany „Arco della Regina”, rozebranym w r. 1799.

Widoczek spod kościoła Trinità dei Monti na Via Condotti, najdroższą ulicę Europy (chyba)

5.

Villa Medici, siedziba Akademii Francuskiej od r. 1803

Dwa kroki stamtąd, w najwyższym punkcie Rzymu stoi Villa Medici. Jej prosta architektura ma s sobie coś porywającego, emanuje jakimiś dobrymi fluidami i przyciąga wzrok, którego nie sposób potem oderwać, bo każda inna perspektywa będzie jakoś pośledniejsza. Jak sama nazwa mówi tę willę zbudowali sobie w Rzymie florenccy Medyceusze, ale od 1803 r. jest siedzibą Akademii Francuskiej. Bez niej kultura Rzymu byłaby o wiele uboższa: tam odbywają się najwspanialsze wystawy, najciekawsze wykłady i seminaria, tam wreszcie są pyszne ogrody, dające radość i nieco ochłody.

Wejście do Villa Medici; nie, nie trzeba wpływać, to tylko piękna fontanna!
Paradne wejście do Akademii Francuskiej

6.

To miejsce ma dobrą tradycję, bo właśnie tam rozciągały się Horti Luculliani, ogrody Lukullusa. Lucius Licinius Lucullus (Rzym, 117 pne – Neapol, 56 pne) zaczynał jako polityk i żołnierz, zręczny orator zarówno na Forum Romanum, jak i na polu bitwy, a skończył jako wielbiciel i głęboki znawca dzieł literackich i filozoficznych antycznej Gracji. Postanowił spędzić starość przy „przyjemnych lenistwach filozofii, wzbudzających spekulatywną część jego geniuszu” (Plutarch, Żywot Lukullusa). Lukullus założył bibliotekę w willi Tusculum, dla której pozyskał piękny księgozbiór, głównie w wyniku swoich podbojów w Poncie. Bibliotekę udostępnił każdemu, zwłaszcza Hellenom, którzy znaleźli w nim pociechę „jakby to był dom Muz” (ibidem).

Casina Valadier – villa zbudowana przez architekta, który stworzył m.in. system fontann i skalinatę ze wzgórza Pincio na Piazza del Popolo. Zawsze była tam elegancka restauracja, ale teraz znów zamknięta, D.O. nie wie, z jakiego powodu: brak personelu?

Podczas podbojów, zwłaszcza po zwycięstwie nad Mitrydatesem w 63 roku pne, pozyskał nie tylko księgozbiory, ale i spory majątek, który pozwolił mu wystawić w Rzymie okazałą willę, otoczoną bujnymi ogrodami, Horti Luculliani właśnie.

Ta sama Casina Valadier z tyłu: piękny przykład neoklasycyzmu

Po pewnym czasie willa trafiła w ręce Messaliny, rekordzistki, jeśli chodzi o czarny p.r. (Juwenalis i Kasjusz Dion!!!), co się często przytrafia pięknym kobietom. To właśnie w Horti Luculliani wierny adiutant cesarza Klaudiusza, wyzwoleniec Tiberius Claudius Narcissus ją zamordował, za potajemny ślub z pewnym senatorem, pod nieobecność prawowitego małżonka cesarza.

Willa Lukullusa była później jeszcze siedzibą cesarza Honoriusza (przełom IV i V wieku) i Belizariusza, który choć eunuch, był wielkim generałem cesarza Justyniana i z Konstantynopola podbił dla niego pół znanego wówczas świata.

7.

Willa Lukullusa znikła na prawie tysiąclecie (są – jak się przypuszcza, ale bez pewności niewielkie jej pozostałości archeologiczne), a tereny do niej niegdyś należące, w 1564 roku, kupili siostrzeńcy kardynała Giovanniego Ricci di Montepulciano. Budowę, a właściwie rozbudowę niewielkiego domu kardynała zlecono Annibale Lippiemu, choć mówi się, że szkic budowy nakreślił sam Michał Anioł.

W 1576 r. majątek nabył kardynał Ferdinando de 'Medici, który zlecił ukończenie prac Bartolomeo Ammannatiemu (temu samemu, który wyrzeźbił słynny posąg Naptuna obok Palazzo Vecchio we Florencji). I obok willi – budową dużego, 7-hektarowego ogrodu przypominającego ogrody botaniczne stworzone przez jego ojca Cosimo w Pizie i Florencji, bogaty w miejscowe i egzotyczne drzewa oraz w rzadkie rośliny i pełne rzeźb. Wewnątrz kardynał stworzył „antykwarium” dla najwspanialszych dzieł sztuki. Wiele z nich zabrał potem do Florencji, kiedy w 1587 roku został Wielkim Księciem Toskanii. Przez półtora wieku willa była jednym z najbardziej eleganckich miejsc spotkań ówczesnego high-life’u w Rzymie. W 1633 Galileo Galilei przebywał w gościnnej willi Ferdynanda II Medyceusza, najpierw z własnej woli, a potem pod przymusem, podczas procesu przed Sądem Inkwizycji.

Kiedy w 1737 r. wymarła linia wielkoksiążęca Medyceuszy, willa przeszła we władanie książąt Lotaryngii, jak i całe Wielkie Księstwo (dzięki decyzji Stanisława Leszczyńskiego, który zgodził się zamienić księstwami ze spadkobiercami Medyceuszy). Ostateczne opuszczenie willi nastąpiło z woli Wielkiego Księcia Piotra Leopolda Lotaryńskiego, który kazał przetransportować wszystko, co się dało. I tymi dobrami wypełnione są dziś, P.T. Czytelniku, Galerie Uffizi, Palazzo Pitti i Muzeum Archeologiczne we Florencji.

W 1787 Piotr Leopold wystawił willę na sprzedaż. Po latach, w okresie wielkiego napięcia politycznego po kampanii włoskiej, w 1803 roku Napoleon Bonaparte podpisał umowę kupna i przeniósł rzymską Akademię Francuską do Villa Medici, ponieważ jej poprzednia siedziba spłonęła w 1793 roku. Akademia Francuska miała wśród swoich dyrektorów Ingresa i Balthusa.

8.

No i tuż za Villa Medici zaczyna się Villa Borghese, a trzeba P.T. Czytelnikom wiedzieć, że nazwa „Villa” niekoniecznie dotyczy budynku; nierzadko chodzi o park, będący własnością którejś z rodzin arystokratycznych. Takich „villi” jest w Rzymie bodaj kilkanaście; czasami mają w środku zabudowania, czasem już nie, ale nazwa „villa” pozostała.

Galleria Borghese

No i Villa Borghese jest właśnie parkiem, ogromnym parkiem, 80-hektarowym, choć najokazalsza z jej budowli, Casina Nobile, gościła członków rodu Borghese. Dziś o tej budowli nikt nie mówi już „Casina Nobile”, ani nawet „Villa Borghese Pinciana” (czyli leżąca na wzgórzu Pincio; tak ją kiedyś również nazywano) tylko po prostu „Galleria Borghese”. D.O. porwie się i zaryzykuje twierdzenie, że jest to jedno z najbardziej prestiżowych muzeów świata. Są tam wystawiane prace Gian Lorenzo Berniniego, Agnolo Bronzino, Antonio Canovy, Caravaggia, Rafaela, Perugina, Lorenzo Lotto, Antonello da Messina, Lukasa Cranacha, Annibale Carracciego, Pietera Paula Rubensa, Giovanniego Belliniego, Tycjana i wielu innych geniuszy malarstwa i rzeźby.

D.O. nie pamięta, czy wśród muzycznie opisywanych przez Respighiego fontann Rzymu jest również ta, jedna z wielu w Villa Borghese

9.

Ale państwo D.O. w niedzielę do Galerii nie poszli, również dlatego, że ze względu na swoje stosunkowo niewielkie rozmiary, obowiązuje tam numerus clausus zwiedzających, a zapisy przyjmowane są na wiele tygodni, jeśli nie miesięcy przed wyznaczonym terminem zwiedzania. Oczywiście D.O. ma świstek, który prawdopodobnie pozwoli mu przeskoczyć kolejkę i odświeżyć dawne wrażenia, ale jeszcze nie wie, czy z niego skorzysta.

Państwo D.O. spacerowali wzdłuż Viale Adamo Mickiewicz, poeta e patriota polacco, oraz po części pinciańskiej parku. Koło obelisku, zamówionego w Egipcie przez cesarza Hadriana na cześć zmarłego tragicznie swego nastoletniego greckiego kochanka Antinoo. Z tej ożywiającej wspomnienia przechadzki zapamiętają głównie zalewający oczy pot, pot cieknący strumyczkiem po nogach podczas kawy na siedząco w kawiarence koło zegara wodnego, ciężko dyszące psy, z językami wywalonymi aż do ziemi i wejście do samochodu, nierozsądnie nieposiadającego srebrnej, odblaskowej płachty izolacyjnej na przednią szybę.

A obiadek? D.O. planował upichcić zgrabne kluseczki w domu, ale samochód jakoś tak sam zawiózł nas pod „Rigatoni Democratici” na Zatybrzu, gdzie państwo oddali się w fachowe i życzliwe ręce panów Corrado, Angelo i Paolo. Jedzone było „il solito”, czyli to, co zwykle, pite białe, lodowate, aromatyczne wino,

Po powrocie państwo zalegli pod klimatyzatorem, a kiedy pokój wychłódł i klimatyzator ucichł, rozległo się niepokojące bzyczenie.

– Komar! – zakrzyknęła Żona D.O.

– Psiakość, rzeczywiście! – odparł D.O.

– I nie zamierzasz nic z tym zrobić? – zapytała Żona D.O.

– Zamierzam wyrazić głębokie zaniepokojenie – odparł D.O.

Na pożegnanie rzut oka z Pincio na Piazza del Popolo

10.

W sierpniu zazwyczaj jest upiornie gorąco, to nie nowina. Ale sierpień w Rzymie ma też swoje zalety, choć trudno do nich D.O. przekonać swoich Przyjaciół, którzy, nierozsądnie, odrzucają namowy do odwiedzin Wiecznego Miasta właśnie w tym okresie.

Największą zaletą sierpnia w Rzymie jest brak Rzymian. Nagle pod domem robi się dużo wolnych miejsc do parkowania. Nagle ulice, nawet te najbardziej zatłoczone, robią się puste i przestronne. Nagle z knajpeczek zupełnie znika język włoski i zapanowuje niepodzielnie język angielski. Nagle można wejść do różnych sklepów bez przeciskania się w tłumie, można odwiedzić to i owo muzeum, zwiedzić taki czy owaki kościół…

Jeśli to nie są zalety, to co nimi jest?!

PS. W nocy wyłączyli w Rzymie energię elektryczną, przynajmniej w dzielnicy D.O. Kiedy kwadrans po 7 ją przywrócono, rozległy się syreny tysiąca alarmów, zainstalowanych prawie w każdym domu.

11.

Swoją drogą D.O. przejrzał listę krajów z największymi zasobami dziedzictwa kulturalnego ludzkości UNESCO. Przejrzał i gula mu urosła. To jest tak niesprawiedliwe, tak stronnicze, tak nieodpowiedzialne, że to się w głowie nie mieści.

Lista krajów z największą liczbą miejsc będących dziedzictwem kulturalnym ludzkości.
UNESCO wyraźnie faworyzuje kraje rozwijające się i wyraźnie ignoruje fenomenalne dzieła ludzkiego ducha w Europie. Ale i tak przodują Włochy. A sporo z miejsc uznanych za dziedzictwo w innych krajach, to też dzieło Włochów.
https://pl.wikipedia.org/…/Lista_%C5%9Bwiatowego…

Owszem, co prawda na czele są Włochy, ale UNESCO z miliona do dziedzictwa kulturalnego zaliczyło im zaledwie 58, a Rosja ma 30, Australia 20, podobnie, jak Kanada (!), a Grecja ma tylko 18, czyli niemal tyle samo, co Polska (17, choć część ma wspólnych z innymi krajami), Polska ma więcej niż Czechy (16)…

No bądźmy poważni!

12.

A co poza tym?

Nic, wszystko po staremu:

Po dniach zaciętych walk od 23.30 w niedzielę obowiązuje zawieszenie broni między Islamskim Dżihadem a Izraelem.

Zawieszenie broni. Dobrze. Ile potrwa?

Jak długo potrwa?

Kiedy przyjdzie kolej na ofensywę Hamasu?

Kiedy od Północy zaatakuje Hizballah?

Kiedy Irańczycy w Syrii rozpoczną swoją ofensywę na Izrael?

13.

Anatolij Czubajs opuścił szpital na Sardynii i poleciał do Frankfurtu na rehabilitację (https://tvn24.pl/…/wlochy-la-repubblica-anatolij…). Były doradca Jelcyna i Putina, który opuścił Rosję po bestialskiej inwazji na Ukrainę, miał cierpieć na zespół Guillaina-Barrego, który znacznie ograniczył jego zdolność posługiwania się kończynami. Podobno reagował pozytywnie na leczenie, stosowane zazwyczaj przy tej chorobie, ale skoro potrzebna rehabilitacja, to tak dobrze z nim nie jest.

Nadal nie wiadomo, co spowodowało gwałtowny atak tej choroby neuro-immunologicznej, nie brak takich, którzy podejrzewają, że to jakaś nowa zabawka Putina do zabijania nieposłusznych.

14.

We Włoszech krąży filmik (https://napoli.occhionotizie.it/frattamaggiore-video…/) z aresztowania chińskiego sklepikarza we Frattamaggiore, północnej dzielnicy Neapolu. Widać funkcjonariuszy z policyjnej suki, zajeżdżającej drogę pandzie Chińczyka, a potem brutalnie go atakujących i wciągających do radiowozu, gdzie go biją. Przechodnie usiłują go bronić, bezskutecznie.

Niedawno „Guardian” opisywał wyniki badania, z którego wynika, że do policji garną się ludzie o poglądach skrajnie prawicowych i rasistowskich.

I co? Nic, jak to zwykle bywa: Chińczyk został oskarżony o odmowę pokazania dokumentów i opór funkcjonariuszowi publicznemu.

15.

Faszystowski szmatławiec Berlusconiego „Il Giornale” z oburzeniem pisze o księdzu, który nie wpuścił na teren swojej parafii policjantów, szukających „nielegalnych” imigrantów (https://www.ilgiornale.it/…/vicofaro-denunciato-prete…).

Wiedząc to, niektórzy księża, jak ten, policji do imigrantów, którymi się opiekuje, nie dopuszcza. On ich broni, a oni chcą wyłącznie ich skrzywdzić, bo uważają ich – łotry – za podludzi. Tak, jak kiedyś Hitler Polaków!

Ksiądz Massimo Biancalani został zaskarżony do sądu za odmowę wpuszczenia kontroli policji miejskiej i urzędników z lokalnej jednostki sanitarnej do parafii Vicofaro w Pistoi, gdzie od pewnego czasu gości imigrantów. „Tutaj żadnych kontroli robić nie będziecie” – powiedział.

I widzą, P.T. Czytelnicy, że są księża, którzy skłaniają, żeby się z Kościołem katolickim przeprosić, księża, zasługujący na podziw i szacunek.

Miewają kłopoty, ale na ogół cieszą się niewzruszonym wsparciem swoich biskupów, zwłaszcza tych, mianowanych przez papieża Franciszka.

Znajdź kilka różnic.

16.

„Dio li fa e poi li accopia” – mówi włoskie przysłowie. „Bóg ich robi, a potem łączy w pary”. I tak połączył w parę szajkę i Donalda Trumpa. Na konferencji faszyzującej prawicy amerykańskiej CPAC (Conservative Political Action Conference) wezwał do likwidacji Ministerstwa Edukacji (https://www.businessinsider.com/video-trump-calls-for…).

Polska szajka też chce zrobić z dzieci nietolerancyjnych idiotów na wzór i podobieństwo Ciula Rozmamłanego.

Dwa podejścia do tej samej sprawy, polskie i amerykańskie: „Zlikwidować Ministerstwo Edukacji! Chcemy idiotów, jak my sami, a nie jakichś myślicieli”!

Donald Trump rozpalił konferencję CPAC, atakując na samum początku Nancy Pelosi: „Wszystko, czego dotknie, zamienia się w coś złego: dwukrotnie próbowała postawić mnie w stan oskarżenia i dwukrotnie zawiodła. Ta kobieta wprowadza chaos w to wszystko. co dzieje się w Chinach i na Tajwanie. Teraz Chiny mają możliwość robienia tego, co chcą, co nigdy inaczej by się nie zdarzyło”.

Potem: „Stany Zjednoczone ze mną na czele były niezależne energetycznie, teraz musimy błagać. Weźmy pięciu najgorszych prezydentów w historii Ameryki: żaden z nich nie spowodował szkód, które powoduje Joe Biden”.

Potem klasyka: „Musimy powstrzymać inwazję na granicy z Meksykiem: jesteśmy atakowani przez migrantów. Joe Biden i program otwartych granic nie ma sensu: bronimy granic dalekich krajów, a nie bronimy własnych”.

Na koniec kwestia płci: „Powinniśmy zlikwidować Departament Edukacji. Nauczyciele nie mogą uczyć osób transpłciowych bez zgody rodziców innych dzieci. Mężczyźni muszą trzymać się z dala od sportów kobiet. Musimy wygrać i przywrócić wolność słowa przeciwko cenzurze”.

Klasyczny zestaw sloganów faszystowskiego sqrvsyna, jakże podobnych do sloganów czołowych przedstawicieli polskiej szajki pod wodzą Ciula Rozmamłanego, który już otwarcie w szmatławcu braci Kremlowskich obiecuje wyprowadzić Polskę z Unii prosto w ramiona Putina (patrz ostatni felieton Bogdana Misia na fb).

17.

À propos szajki i jej hersztów: D.O. ma nadzieję, że doczeka się wydania książkowego – byłby to bestseller – serial redakcji „Konkret 24” na portalu tvn24.pl, bezlitośnie wyliczającego wszystkie kłamstwa Ciula Krzywomordego.

Wydacie to w książce! D.O. kupi!

18.

Z dobrych wieści: sędzia Igor Tuleya zostanie przywrócony do orzekania, zdecydowała czołowa hunwejbinka śmiecia zi0br0 (kto śmieciem wojuje, ten od śmiecia ginie). Co spowodowało ten zwrot akcji – znów odsyłam do wspomnianej analizy Bogdana Misia na jego fbookowym profilu.

19.

Allegro ma non troppo. Nawet poco allegro.

Są dwie prośby, które niemal nigdy nie są spełniane:

– moich Rozmówców proszę, by byli zwięźli

– Moich Czytelników proszę, żeby oglądali i udostępniali.

Jacek Pałasiński

„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. wiesiek 09.08.2022