09.08.2022
1.
D.O. nic nie zwiedzał, więc tour odłożony.
Zajmował się głównie jęczeniem, bo plecy, bo niewyspanie, bo…
To ostatnie „bo” zasługuje na rozwinięcie.
Jak wiadomo, państwo D.O. poszli się zaszczepić czwartą dawką.
Ale nie dostali certyfikatu, bo to wszystko załatwia się elektronicznie. Trzeba sobie ściągnąć aplikację „io”.
Z tym że, żeby ściągnąć sobie aplikację „io” trzeba mieć „spid”. Ale nie można dostać „spid”, jak się nie ma „cid”. Z tym że „cid” wydają tylko na podstawie „spid”.
– Idźcie na pocztę – tam wszystko załatwicie – zasugerował dział Q&A Administracji Publicznej.
Poszliśmy na pocztę. Wzięliśmy numerek. Siedliśmy – bo na szczęście były twarde, niewygodne foteliki. Po 20 minutach przyszła na nas kolej.
– O, nie, takie spotkanie w sprawie „spid” musicie zamówić z domu! – powiedziała pani zza okienka. – Na zwykły numerek takich spraw nie załatwiamy!
Wróciliśmy do domu, nie wiedzieć czemu, cokolwiek poirytowani.
Żona D.O. od razu chciała w komputerze złożyć podanie o audiencję na poczcie, żeby ta załatwiła nam „spid”.
Ale aplikacja, w której ww. podania się składa, od razu zażądała „cid”, a z powodu jego braku odmówiła dalszej współpracy.
Tak że tak.
Chwilowo pal sześć zaświadczenie o czwartej dawce, choć licho wie, kiedy może się przydać. Ale zasadniczo bez „spid”, „io” i „cid” w administracji nic nie da się załatwić.
Problem w tym, że państwo D.O. są „residenti all’estero”, tj. mają status Włochów za granicą. Nie przysługuje im włoskie prawo jazdy ani włoska legitymacja sanitarna, bo mają je w kraju zamieszkania. Bez legitymacji sanitarnej „cid”, „spid” i „io” są nie do zdobycia.
Ale państwo D.O. mają pewien szczwany plan, czy się powiedzie, przekonamy się w przyszłym tygodniu. Albo i nie, bo będzie Ferragosto i wszystko będzie „chiuso per ferie”, zamknięte z powodu wakacji.
2.
Sierpień, więc trwają polowania na jakieś otwarte sklepy, apteki, cukiernie. Przed malutką lodziarnią sycylijską na Piazza Irnerio, między zakurzonymi skuterami a żeliwnymi koszami na śmieci, stoi kilka aluminiowych krzesełek dla klientów. Na jednym z nich zgarbiony staruszek o pergaminowej skórze, wcina z apetytem czekoladowe lody z kubeczka. Pusty kubeczek odebrał mu z rąk i wyrzucił do kosza niewiele młodszy syn.
– Bella la vita, eh? – powiedział do ojca. – Piękne jest życie, co?
Pomógł ojcu wstać, pochylił się po kulę z wielką, gumową nóżką, podał mu ramię i pokuśtykali w dół ulicą Madonna del Riposo, Matka Boska od Odpoczynku.
3.
Żeby powstało D.O., jego autor musi przeglądać tony wirtualnej prasy. Nie jest to łatwe z kilku powodów. Po pierwsze – poważnych mediów jest naprawdę niewiele. Po drugie – poważnych i oryginalnych jeszcze mniej. Po trzecie – i poważne, i niepoważne żądają od czytelnika pieniędzy za dostęp. Żądają abonamentów, długoterminowych zobowiązań. A do D.O. często potrzebny jest tylko jeden, jedyny artykuł. To nie są małe pieniądze, a emeryckie budżety są i tak napięte. (Zasadniczo sprawy swojego bankructwa, związanego z pobytem w kraju z zupełnie innym stosunkiem zarobków do cen D.O. nie porusza, by nie psuć humoru P.T. Czytelnikom).
Ale to wszystko są drobiazgi; prawdziwy dramat to potworna, potężna lawina głupstw, idiotyzmów, trywialności i prymitywizmu intelektualnego, jaka zwala się na czytelnika.
Tak, jak w „wolnym” internecie, nie ma rozróżnienia między naprawdę wartościowymi głosami najwybitniejszych ekspertów a wypuszczanymi przez usta bąkami chamów i prymitywów, tak i nie ma jej w oficjalnych mediach.
W swojej niezbyt długiej karierze wykładowcy (honoraria są naprawdę obraźliwie niskie), każdemu zestawowi nowych studentów D.O. zadawał to samo pytanie: jakie są wasze główne źródła informacji?
Odpowiedzi były porażające! Na wszystkich rocznikach, które D.O. uczył, nie znalazł się ANI JEDEN student, który czerpałby swą wiedzę o świecie z dobrych i wiarygodnych źródeł. Przeważnie są to strony brukowców (Bild, Sun), albo internetowe kompilacje newsów, w rodzaju tych, jakie przygotowuje Microsoft albo Google (à propos: czy zauważyliście, że Microsoft Word zawsze podkreśli wam „google” jako błąd i automatycznie poprawi na „gogle”?) Jeśli z takich digestów nie korzystacie, to rzućcie na nie okiem z ciekawości: klasyczny ściek wszelkich nieczystości, oburzające, nieprzyzwoite potpourri pisanego fówna, wymiociny debili, ignorantów i nazioli na służbie szajek wszelkiego typu.
Jeśli kandydaci na dziennikarzy, studenci, nie potrafią wymienić nawet nazw głównych dzienników europejskich, jeśli oni karmią się tą cuchnącą papką informacyjną, to co do ciebie dotrze, P.T. Czytelniku?
4.
Swoich studentów D.O. zawsze pytał też: „Co jest najważniejsze w zawodzie dziennikarza”? Różne otrzymywał odpowiedzi, głównie „umiejętność ładnego pisania”, a NIKT nie odpowiedział trafnie: „Umiejętność odróżniania dobra od zła” czy „Empatia i gotowość do stawania ZAWSZE po stronie słabszego”.
Ale D.O. jest stary, D.O. jest anachroniczny. Mówi tak, ale wcale nie ma przekonania, że to, czego uczy studentów to jest właśnie to, czego ty, Czytelniku, potrzebujesz, to, czego w mediach szukasz.
A to nie skłania do optymistycznych refleksji: jaka przyszłość czeka świat bez umiejętności odróżniania dobra od zła, jaka, bez empatii i obrony słabszych?
5.
„Tanto tuono’ che piovve” – mówi włoskie przysłowie. „Tyle grzmiało, że w końcu spadł deszcz”. Nie, w Rzymie, mimo prognoz, nie spadła ani kropla. To nie aluzja do warunków klimatycznych. To metafora.
Dookoła nas grzmi i grzmi. W końcu spadnie deszcz. Grzmią Chiny, grzmi Rosja, grzmi Korea Północna, grzmią Kuba, Nikaragua i Wenezuela, grzmią Indie, Pakistan, Iran, grzmią dziesiątki krajów afrykańskich skłóconych zewnętrznie i wewnętrznie, grzmią wreszcie, i to bardzo głośno, wszelkie skrajnie prawicowe i fanatycznie religijne ruchy w Europie i na świecie.
Zaraz spadnie deszcz.

Macie jakiś pomysł, jak się przed nim ochronić?
6.
Prawdopodobnie nie zwróciła twojej, Czytelniku, uwagi wiadomość o przegłosowaniu przez Senat USA ustawy, znanej jako „ustawa o walce z inflacją”. W rzeczywistości jest to najbardziej zaawansowany pakiet posunięć w dziedzinie ochrony zdrowia co uboższych Amerykanów i ochrony środowiska. Przeszła stosunkiem głosów 50:50, przy czym decydujący głos miała wiceprezydentka Kamala Harris, która jest z urzędu przewodniczącą Senatu i której głos liczy się podwójnie.
„Jestem naprawdę przekonany, że ustawa o redukcji inflacji przetrwa jako jeden z najważniejszych wyczynów XXI wieku”, powiedział na konferencji prasowej po uchwaleniu ustawy przywódca demokratycznej większości w Senacie, Chuck Schumer. „Robienie małych rzeczy przy 50 głosach jest trudne. Przyjęcie tak ważnego aktu prawnego – zaledwie 50 głosami, z nieprzejednaną mniejszością republikańską, dziwnym klubem idącym od Berniego Sandersa do Joe Manchina – wow”.

Właśnie: Bernie Sanders. Lider skrajnej lewicy demokratycznej wstrzelił się w ton wypowiedzi najbardziej prawicowych republikanów. Wyraził mianowicie przekonanie, że ustawa niewiele pomoże pracującym Amerykanom, ponieważ nie idzie zbyt daleko: nie da naszym emerytom szans na darmowe okulary czy protezy zębowe. Ale w końcu głosował za ustawą. Jego zdjęcie na schodach Senatu po maratonie głosowań nad poprawkami jego i republikanów, obiegło cały świat, podobnie, jak jego zdjęcie w papuciowych rękawiczkach z dnia zaprzysiężenia Joe Bidena.
Decydujący okazał się głos senatora Joe Manchina najbardziej prawicowego wśród demokratów. By pozyskać jego głos, ustawa zawiera również kontrowersyjne propozycje rozszerzenia wydobycia ropy i gazu na ziemiach federalnych. To wywołało oburzenie wśród działaczy na rzecz klimatu, ale obrońcy ustawy twierdzą, że korzyści dla klimatu wynikające z przepisów znacznie przewyższają koszty.
No właśnie: zawarte w ustawie zapisy o ochronie środowiska są najbardziej znaczącym wysiłkiem legislacyjnym Ameryki w historii. Eksperci szacują, że wdrożenie ustawy zmniejszy do 2030 r. emisje gazów cieplarnianych w USA o 40% w stosunku do emisji z r. 2005. To osiągnięcie zbliży Stany Zjednoczone od celu Bidena, jakim jest zmniejszenie emisji o połowę do końca dekady, czego, jak twierdzą naukowcy, należy dokonać, aby uniknąć katastrofy klimatycznej.
Tylko, czy zmniejszenie emisji w jednym, choć dużym kraju, wystarczy, by uratować planetę?
Już w ub. r. komuniści chińscy nakazali podniesienie do maksimum zdolności wydobycia węgla, by podtrzymać produkcję energii elektrycznej, bez której gospodarka chińska by się zawaliła. Wtedy jednak tankowce stały w portach, zablokowane przez chorujące na covid załogi i władze portowe. Teraz, wojna w Ukrainie zmusza już nie tylko Chiny, ale i państwa Europy Zachodniej do paroksystycznych ruchów w celu podtrzymania produkcji energii elektrycznej i cieplnej w ciągu najbliższej zimy…
7.
FBI zrobiło kipisz w rezydencji Donalda Trumpa „Mar-a-Lago” w Palm Beach na Florydzie. Agenci zabrali pudła pełne dokumentów, które Trump zabrał z Białego Domu.
Według Trumpa to „nieodpowiedzialny nalot”.

„To jest atak radykalnie lewicowych demokratów, którzy nie chcą, bym się ubiegał o urząd prezydenta w 2024 roku. Jeszcze nigdy coś takiego nie spotkało prezydenta USA”.
No pewnie. Jeszcze nigdy tak głupi i nieuczciwy ciul nie trafił do Białego Domu.
A to dopiero ta część, która dotyczy próby zamachu na demokrację z 6 stycznia 2021 roku. Jeszcze się do niego dobiorą za powiązania z Rosją.
Na miejscu Ciula Rozmamłanego i Lokatora Namiestnika już bym zaczął różne papierki palić.
D.O. lubi, kiedy prawu i sprawiedliwości staje się zadość.
8.
Przyznaj się, Czytelniku: kiedy ostatnio przeczytałeś od deski do deski artykuł o Afryce, o którymś z krajów tego ogromnego kontynentu?
Nie pamiętasz? To przeczytaj poniższe, by wiedzieć, że nie tylko Polską, nie tylko Europą świat żyje:
Sekretarz stanu USA Antony Blinken przybył do RPA, pierwszego etapu afrykańskiej podróży, mającej na celu przeciwdziałanie rosnącym wpływom rosyjskiej dyplomacji.
Blinken przyjechał do Pretorii wkrótce po afrykańskiej podróży Siergieja Ławrowa, który w lipcu odwiedził Kongo-Brazzaville, Egipt, Etiopię i Ugandę. W tym samym czasie prezydent Francji Emmanuel Macron podróżował do Beninu, Kamerunu i Gwinei Bissau.

Jak oświadczył przed podróżą Departament Stanu, „Antony Blinken będzie dążyć do pokazania krajom afrykańskim, że odgrywają zasadniczą rolę geostrategiczną i są kluczowymi sojusznikami w najbardziej palących kwestiach naszych czasów, od promowania otwartego i stabilnego systemu międzynarodowego po walkę ze skutkami zmian klimatycznych, braku bezpieczeństwa żywnościowego i globalne pandemie”.
Może warto zatem zrewidować swoje spojrzenie na Afrykę jako kontynent nieliczący się w globalnych rozdaniach?
Od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę 24 lutego RPA, członek G20 i jeden z liderów frontu krajów rozwijających się, zajęła neutralne stanowisko wobec konfliktu, odmawiając potępienia Moskwy, mimo apeli Zachodu. RPA i Rosja wchodzą w skład grupy BRICS, do której należą również Brazylia, Indie i Chiny.
I co, jak ważna jest Republika Południowej Afryki?
Z RPA Antony Blinken uda się do Demokratycznej Republiki Konga, a następnie do Rwandy, gdzie powracają napięcia z kongijskim sąsiadem, który oskarża ją o wspieranie rebeliantów z „Ruchu 23 Marca” (M23), czemu Kigali zaprzecza.
To druga podróż Antony’ego Blinkena do Afryki Subsaharyjskiej od czasu objęcia urzędu. W zeszłym roku odwiedził Kenię, Nigerię i Senegal.
A wiesz, Czytelniku, że Nigeria to 25 gospodarka świata?
Przed rosyjską inwazją na Ukrainę dyplomacja amerykańska w Afryce koncentrowała się przede wszystkim na rywalizacji z Chinami, które dokonały znaczących inwestycji w infrastrukturę na kontynencie afrykańskim, nie żądając w zamian niczego w dziedzinie demokracji czy praw człowieka, a za to podporządkowując sobie te kraje ekonomicznie i politycznie metodami tyleż skutecznymi, co prymitywnymi.
9.
W wojnie Islamski Dzihad – Izrael zawieszenie broni. I pierwsze bilanse.

Ofiary i straty:
2 żołnierzy izraelskich rannych, 39 cywilów lekko rannych.
45 Palestyńczyków zabitych, w tym 16 dzieci, 350 rannych cywilów. Prawie połowa zabitych Palestyńczyków to ofiary palestyńskich rakiet, które do Izraela nie doleciały i spadły na obiekty cywilne w Gazie.
Żelazna Kopuła przechwyciła 97% rakiet, wystrzelonych w kierunku Izraela.
10.
Komuniści chińscy mieli skończyć manewry wokół Tajwanu wczoraj, ale nie skończyli. Joe Biden wyraził przekonanie, że Pekin nie posunie się dalej. A D.O. ma złe przeczucia.

11.
Liz Truss, prawdopodobna przyszła premier Wielkiej Brytanii, oświadczyła podczas debaty ze swym rywalem Rishim Sunakem, że „Unia Europejska rozumie tylko język siły i ja jako premier będę tego języka siły wobec UE używała”.
12.
Znajdź kilka różnic:

Greccy dziennikarze śledczy ujawnili, że dwóch z nich rząd podsłuchiwał za pomocą oprogramowania „Predator” podobnego do osławionego już Pegasusa. Zrobiło się gęsto wokół rządu Kyriakosa Mitsotakisa. Dopiero jednak kiedy 26 lipca przywódca opozycyjnego Panhelleńskiego Ruchu Socjalistycznego (Pasok) Nikos Androulakis ujawnił, że jego telefon był też był zainfekowany oprogramowaniem szpiegującym, do dymisji podał się najpierw szef gabinetu premiera (i jego bratanek) Grigoris Dimitriadis, a następnie szef służb wywiadowczych EYP Panagiotis Kontoleon. https://www.lemonde.fr/…/en-grece-un-scandale-d…
13.
We Włoszech władze lokalne za zgodą władz centralnych, ustawiły w różnych ślicznych miejscach znaki „zona romantica” i „Obbligatorio baciarsi”. Czyli Całowanie obowiązkowe.

Czy na całowaniu ma się kończyć? Władze nie udzieliły szczegółowych instrukcji: z języczkiem, czy bez, czy to jest tylko gra wstępna, po której ma nastąpić gra właściwa, ograniczając się tylko, i to nie wszędzie, do zamieszczenia wersów ze szczególnie romantycznych wierszy.
Choć zasadniczo, jeśli miejsce jest istotnie romantyczne, to napisy byłyby niepotrzebne. Trochę to tautologiczne. Jeśli już, to przydałyby się ryciny z oznaczeniem stref erogennych u płci obojga.
Niedopatrzenie, może nadrobią.
W każdym razie, od 1974 r. D.O. powtarza: „Make love not war”.
14.
Poniżej, na zdjęciach, wiadomość z Najważniejszego Kraju Na Świecie, a także garść wiadomości transcendentalnych.





Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.
