Jacek Pałasiński: Drugi obieg (394)5 min czytania

()

14.08.2022

1.

To jest jeden z tych dni, w których D.O. prawie nic nie napisze. Dostaje fioła od pracy zarobkowej, już jest ślepy od wgapiania się w komputer od świtu do nocy, wyszukiwania danych, sprawdzania, pisania i tak dookoła Wojtek. A robota jeszcze w lesie.

2.

zmierzchu szybki spacerek w okolicach Campo de’ Fiori, kolacja w makaroniarni na stołkach barowych i w papierowych miskach. Ładniej wyglądało niż smakowało.

3.

Ulice Rzymu są nagle cudowne: pusto, mnóstwo miejsc parkingowych, w miejscach, gdzie nie ma zazwyczaj żadnych szans. Jutro Ferragosto, święty dzień, w którym żaden szanujący się Włoch nie może nie przebywać na wakacjach. Lepiej sobie nie wyobrażać, co musi dziać się w miejscowościach wypoczynkowych. Bo i po co? Lepiej rozkoszować się Rzymem, jakiego zazwyczaj nie ma. A Rzym dostarcza rozkoszy. Brudny, pomazany, ale zrobić pięć kroków i musisz stanąć, oszołomiony wyrafinowanym pięknem, stylem, charakterem, jakiego nie ma żadne inne miasto świata, wliczając w to włoskie. Inne miasta są czystsze, inne są brudniejsze, ładniej położone, lepiej zorganizowane, ale… Co ja wam będę mówił: Rzym to Rzym. To bazyliszek, od którego nie można oderwać oczu, który cię porywa i uprowadza, a ty, choć go nienawidzisz, zapadasz na syndrom sztokholmski i … kochasz go.

Tu, 17 lutego 1600 r., spalono żywcem za herezję Giordano Bruno, XVI wiecznego filozofa, pisarza i zakonnika dominikańskiego

4.

D.O. już się z nim przeprosił, poznaliśmy się od nowa. Już się w nim czuje u siebie, już przypomina nazwy ulic, już automatycznie jedzie, tam, gdzie ma jechać, bez rozglądania się, sprawdzania na mapie, bez wątpliwości. Obcawe jeszcze kilka tygodni temu ulice znów są znajome, znów prezentują swoje stare dziury i wyboje. My już są z Rzymem stare kumple.

5.

Salman Rushdie nie jest już pod respiratorem. Oddycha samodzielnie i jest w stanie mówić. D.O. ma nadzieję, że już nie wisi nad nim Kostucha. Z komunikatu szpitala wynika, że ma trzy rany kłute po prawej stronie z przodu szyi, cztery rany kłute na brzuchu, ranę kłutą prawego oka, ranę klatki piersiowej oraz ranę szarpaną na prawym udzie. Agent Rushdiego Andrew Wylie powiedział New York Timesowi, że atak uszkodził wątrobę, oko oraz bliżej nieokreślone sploty nerwów.

6.

Tymczasem we Włoszech żałoba. Zmarł Piero Angela. Nigdy o nim nie słyszeliście? A to przecież tutejszy niemal bohater narodowy, człowiek, który przez 70 lat prowadził w telewizji programy popularnonaukowe. Oglądalność ogromna. Wielka kultura, takt, żadnej hucpy, dar opowiadania prostymi słowami o skomplikowanych sprawach naukowych, tak, że nawet najmniej wykształceni mogli wszystko zrozumieć.

Piero Angela: jeszcze kilka tygodni temu nagrywał ostatnie odcinki swoich programów, jak zwykle uśmiechnięty i opanowany.

Miał 93 lata i – uważajcie telewizyjni menedżerowie, wychowani na wieczorowych kursach amerykańskich popłuczyn na temat oglądalności – pracował cały czas; ostatnie programy nagrywał parę tygodni temu. I wciąż miały wielką oglądalność!

W tym roku nagrał jeszcze płytę: „całe życie marzyłem, by zagrać jazz na fortepianie” – mówił – i zrealizował swoje marzenie. Uwielbiał jazz i choć pracował w katolickim pierwszym kanale publicznej telewizji, tłumaczył, że homoseksualizm nie jest przeciwko naturze, tylko jest samą naturą, taką samą, jak każda inna.

„Jesteś młody, dopóki się uczysz” – zwykł mówić w ostatnich latach. Niedawno pożegnał się z publicznością: „zrobiłem, co do mnie należało, wy też róbcie, co możecie dla tego naszego trudnego kraju”.

Nie umarł cały: już od 20 lat jego pasję dywulgacyjną ciągnie jego syn Alberto. Kiedy się pojawił w TV mówiono: „oho, tatuś załatwił synkowi fuchę”. Ale Alberto, choć robi programy popularnonaukowe, jest inny, nowocześniejszy, równie dobry, albo lepszy niż ojciec. „Miej, Tato, dobrą podróż” – powiedział na pożegnanie.

7.

Toute proportions gardée, D.O. też miał zawsze dobra oglądalność, chociaż z tabelek wynikało, że jej mieć nie powinien. D.O. nie podejrzewa: D.O. WIE, że w społeczeństwie istnieje spore zapotrzebowanie na coś niegłupiego, nietrywialnego, nieprymitywnego, niechamskiego. Ale menedżerowie mają to w nosie: mają swoje tabelki i wiedzą, że Zenek zawsze będzie górą, a złotówki debila są równie dobre, jak złotówki przedwojennego profesora.

8.

Tymczasem Gina Lollobrigida ma 95 lat i od lat cierpi na ciężką demencję. Właśnie ją wpisali na listy wyborcze koalicji „Italia Ludowo – suwerenna” w faszyzującej Latinie (o której D.O. pisał wczoraj). Ta koalicja to zlepek jakichś nieszczęśliwych poyebów: „komuniści-suwereniści”, „Odbić Włochy” itd.

Jacek Pałasiński

„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.