05.09.2022
1.
Pobojowisko, w jakie przekształciło się nasze mieszkanie po przyniesieniu toreb i waliz onieśmieliło nas i skonfundowało. Najgorsza była decyzja, od czego zacząć. Minęły dwa dni i pobojowisko się przerzedziło, ale nie znikło. Trochę zejdzie. Zwłaszcza że wszystko pokrył kurz, a w trudno dostępnych kątach leżą babarychy.
Dziwne, ale zapewne jakoś wytłumaczalne: w tamtą stronę towarzyszyła nam energia, motywacja, podniecenie, triumwirat zdolny – jak się okazało – pokonać zmęczenie, odegnać depresje i melancholie.
Powrót spuścił z nas powietrze: snujemy się, nic nam się nie chce.
Trudno zebrać też myśli: jakby nagle odpłynęły.
D.O. się zebrał i zrobił na obiad krem z cukinii i risotto z tąże. Krem bez zarzutu, ale risotto? Ten sam rodzaj ryżu (arborio), ale kupiony w Polsce; bulion z tych samych składników, wszystkie dodatkowe składniki – identyczne i … Dobre, ale nie porywające, jak te, z kwiatami cukinii, które pichcił w Rzymie. (Dodatkowych składników D.O. nie zdradzi: tajemnica firmowa!)
2.
By znaleźć coś pięknego, kojącego, co przywróci radość życia i energię, D.O. w niedzielę wyjechał z domu. Ale nie znalazł radości i energii. Czy coś się w nim zmieniło? Czy to przejściowe? Wszystkie samograje, pod które zajeżdżał często, by czerpać z nich energię i utwierdzać w przekonaniu, że szarpanina – już nieobowiązkowa – ma sens, bo coś dobrego można jeszcze zrobić w tym kraju – dziś nie zadziałały. Pojechał do ukochanego lasu, posłuchał śpiewu koloraturowego (ptaki milczały), ale były tłumy rowerzystów, więc miejsce skupienia – skupienia nie przyniosło.

Do tego doszły pożółkłe liście, wysokie, żółte chwasty na polach i długie cienie od słońca (dzięki Jowiszowi, że jest!) – i melancholia gotowa!
3.
W stolicy Styrii, gdzie dwa dni wcześniej nocowaliśmy, gorliwi Styryjczycy kosili o 6 rano mokrą od deszczu trawę tuż obok samochodu D.O., w wyniku czego samochód zmienił kolor z czarnego na zielony. Potem z zielonego na żółty, wreszcie na lekko szary. Innymi słowy D.O. przemycił do kraju kilka kilogramów trawki.
Gdy poszedł umyć samochód, okazało się, że to cholerstwo nie daje się zmyć lancą ciśnieniową. Najwyraźniej drobne źdźbła przykleiły się do rozgrzanego na słońcu wosku i powiedziały: „a figę, nie zejdziemy”.
Nawrzucał się D.O. monet, ręka mu zdrętwiała, a trawka – nic. I kiedy sięgnął po kolejną „piątkę”, pomyślał z czułością o Arabie Valerio i jego nastoletnich pomocnikach z Via della Pisana, którzy myli mu samochód dokładnie i błyskawicznie, wewnątrz i zewnątrz, woskowali, odkurzali i polerowali, spryskiwali tym, co trzeba, gdzie trzeba, a na koniec pucowali pachnącym specyfikiem plastiki wewnątrz i przywieszali arbre magique o intensywnym zapachu. To wszystko za równowartość niedzielnego czyszczenia karoserii z nieodchodzącej trawy w myjni samoobsługowej.
A myjnie ręczne, które tam i sam działają w Polsce? D.O. parę razy próbował, kiedy jeszcze pracował i zarabiał; dziś go nie stać. Stówa, dwie stówy z myciem podwozia i woskowaniem. 5 razy tyle, co brał Valerio, a efekt w połowie nie tak dobry.
Kto nas tak zdemoralizował?
4.
Były też sobotnie zakupy. Sklepy w porównaniu z tymi, do których przez ostatnie dwa miesiące przywykliśmy, wyglądały bardzo biednie, a asortyment szczupły. Ale za to ceny! Nie mogliśmy się nadziwić, jak to możliwe, by w niespełna dwa miesiące poszły tak bardzo w górę. Na dodatek wszystko jest takie tuzinkowe, przemysłowe, plastikowo-bylejakie. Towarów, do których człowiek podchodziłby z szacunkiem: „o, to jest prawdziwa ekscelencja wśród wyrobów kulinarnych” – jak na lekarstwo.
D.O. na śniadania jada crackersy. Polska pod tą nazwą produkuje potworne, ociekające jakimś łojem okropności. Włosi jak zwykle – delikatne, kruchutkie. Jedne z najlepszych, Pavesi, kosztują w supermarkecie 2 – maksimum 2,5 euro. W Polsce 25 zł.
Kiedy myśmy się tak zdemoralizowali?
5.
Pierwszej nocy w Polsce, gdy okazało się, że w wyniku pandemii, restauracja hotelowa w uroczym ośrodku jeździeckim padła, wybraliśmy się do najbliższej, odległej o 6 kilometrów. Okazało się, że jest włoska. „Dlaczego nazywa się »Collina«? – zapytaliśmy młodej, uprzedzająco grzecznej kelnerki? – Nie wiem – odpowiedziała. – Muszę się dowiedzieć. Ale się nie dowiedziała. D.O. spojrzał na pizzę na sąsiednim stoliku i wolał nie ryzykować. – Poproszę żurek śląski.
Na czym polegała śląskość żurku się nie dowiedział. Grillowane cukinie, bakłażany, papryki i cebula – owszem, owszem, ale cebula niespłukana zimną wodą, więc była za ostra i dominowała inne smaki. Nieważne. Ważne ceny. Powalające! 2-3-krotnie wyższe niż w analogicznej restauracji we Włoszech, gdzie, dodatkowo, jest gwarancja, że będzie smacznie i zdrowo i że pizza będzie z semoli, a nie z mąki krupczatki.
Kiedy myśmy się tak zdemoralizowali?
6.
Ulice i chodniki Warszawy wydały nam się nagle bezsensownie szerokie i rozpaczliwie puste: cóż za marnotrawstwo miejsca! Tu mogłyby stać dziesiątki, setki straganów, sklepików, barbusów, stolików pod parasolami; zjeść, wypić, pogadać, przykupić jakiś foulard, jakąś torebkę. To tworzy jakość życia, to czyni miasto ludzkim, ulice i domy na miarę człowieka. Wąskie uliczki włoskich miast roją się od knajpek i kawiarenek, stoliki stoją na chodnikach i bezpośrednio na jezdniach i jest cudnie. Tu nie, choć ulice i chodniki szerokie! Tu verboten! Więc, żeby znów było miło i sympatycznie, będziesz musiał, Czytelniku, wyjechać za granicę… Albo narażać się, że cię ktoś zadźga nożem na Chmielnej czy na Nowym Świecie, wśród pawi po poprzednich amatorach typowo polskich wartości…
7.
Wracając, zatrzymaliśmy się na chwilę na pięknej „esce” na wielkim parkingu dla TIR-ów. Było ich tam ze dwieście, ogrom. I oczom nie mogliśmy uwierzyć, że na tak ruchliwym, tak uczęszczanym parkingu nie było pół tuzina barów, straganów z jedzeniem, ze wszystkim, co może być przydatne w podróży! Tam, gdzie byliśmy, we Włoszech – z pewnością by były! Ale tam ludzie muszą zarabiać na życie, tam nikt gotówki „za bezdurno” nie rozdaje.
8.
Ale D.O. tu się nad sobą rozczula, rozleniwia, tęskni, a nieco dalej na wschód trwa masakra Ukraińców. W wyniku zmasowanego rosyjskiego ataku na Oczaków w obwodzie mikołajowskim płoną silosy pełne zboża, tysiące ton.
Jest wideo, opublikowane przez „The Insider” (https://www.youtube.com/watch?v=6jSQw35mJrA&t=9s), pokazujące rosyjskie rakiety, startujące albo z terenu zaporoskiej elektrowni atomowej albo z jej bezpośredniego pobliża. Zdjęcia są nocne, ale kontur kominów przypomina te z zajętej przez agresorów elektrowni. Ukraińskie media podkreślają, że nie mogę niezależnie potwierdzić prawdziwości tych zdjęć, ale wyglądają im na prawdziwe. Wszyscy pokazywali już zdjęcia z hal elektrowni, zapakowanych pojazdami wojskowymi w tym, opancerzonymi.
9.
Kiedy przejeżdżaliśmy przez Czechy zwróciły naszą uwagę billboardy „Za Babicza było lepiej”. Niezliczone. To kampania przed wyborami prezydenckimi ruchu „ANO”, co po włosku oznacza „odbyt”, po łacinie „anus”.

Mniej więcej na tym poziomie zatrzymuje się intelekt zwolenników Babicza, milionera, psychola i kombinatora. Nb. Babisz (polakożerca również) te wybory wygra i będzie prezydentem. Oś Warszawa – Budapeszt będzie już linią ciągłą.
Coś jest nie tak z Czechami, autorami „Aksamitnej Rewolucji”, rodakami Havla, Jana Patočki i Jiříego Hájka, Pavla Kohouta, Zdenka Mlynářa, Petra Uhla, Jiříego Dienstbiera.
70 tysięcy Czechów, sympatyków Babicza a przeciwników rozsądnych rządów Petra Fiali, nazioli i niereformowalnych komuchów, protestowało na Václavské náměstí … przeciwko sankcjom na Rosję, ponieważ muszą płacić wysokie rachunki za gaz i prąd. „Nejprve Česko” – wypisali na transparentach. Były też transparenty przeciwko Unii i przeciwko NATO. I – oczywiście – przeciwko Ukrainie.
To wszystko w miejscu, w którym, w proteście przeciwko inwazji sowieckiej (i polskiej też!) na Czechosłowację spalił się Jan Palach.
10.
„Globalne procesy mają obecnie niekorzystne skutki. Wygląda na to, że zaczyna się wielka globalna burza” – powiedział TASS rzecznik Putina Dmitrij Pieskow przed Wschodnim Forum Ekonomicznym. „Są obiektywne powody, ale są subiektywne przyczyny tej rozpoczynającej się burzy, która wynika z absolutnie nielogicznych, a nawet absurdalnych decyzji i działań rządów Stanów Zjednoczonych, Europy, Unii Europejskiej i poszczególnych krajów europejskich”.

Oby cię i twojego bossa, psychopatycznego, seryjnego mordercę przynajmniej jeden z piorunów trafił w sam środek zdemoralizowanego łba.
„Jednak udaje nam się zachować przy tym makrostabilność” (https://tass.com/russia/1502317).
Nielogiczne, a nawet absurdalne działania rządów Stanów Zjednoczonych, Europy i Unii Europejskiej polegają na tym, że nie ugięły się przez rosyjskim szantażem, a powinny.
Szczęśliwy naród ci Rosjanie. Czyż nie jest cudownie mieć rząd, którzy w przeciwieństwie do rządów Stanów Zjednoczonych, Europy, Unii Europejskiej i poszczególnych krajów europejskich, nigdy się nie myli i ma zawsze rację?
Polacy są równie szczęśliwym narodem: ich rząd też nigdy się nie myli i ma zawsze rację, w przeciwieństwie do krajów zachodnich, ze szczególnym uwzględnieniem Unii Europejskiej, naszego największego wroga. Naszym przyjacielem jest zaś równie szczęśliwy naród rosyjski.
Ponad 81% Rosjan ufa Putinowi, a ponad 78% aprobuje jego pracę. Michaiłowi Miszustinowi zaufało 62,5% respondentów – wynika z Ogólnorosyjskiego Centrum Badania Opinii Publicznej (https://tass.com/society/1501793).
No to CBOS będzie się musiał napocić, by coś podobnego wyprodukować a propos Ciula Rozmamłanego i Ciula Krzywomordego.
11.
Rosjanie na dobre zakręcili kurek rurociągu Nord Stream I są przekonani, że to wywoła „globalną burzę”. Może. Jeśli inne narody zareagują podobnie do Czechów, to istotnie: burza będzie – no może nie globalna, ale na pewno kontynentalna.
Ściągają mnóstwo broni na Krym – najwyraźniej obawiając się ukraińskiej ofensywy na ten półwysep, bo uważają, że Chersoń może paść. Putin w obwodzie kaliningradzkim mówi, że Ukraina to „taka antyrosyjska enklawa, trzeba ją zniszczyć”.

Podobnie Michaiłowi Miszustinowi zaufało 62,5% respondentów
Jak myślisz, Czytelniku: jak Rosjanie z Kaliningradu odbierają te słowa? W przeciwieństwie do ogromnej większości rosyjskich mużyków, zwłaszcza zza Uralu, ci widzieli, jak wygląda życie na Zachodzie. Tym Zachodem był Frombork i okolice, bo do niedawna obowiązywała umowa o wolnym ruchu przygranicznym i jeździli po zakupy do Polski. Cudów tam nie ma, ale mimo wszystko kontrast jest duży. Czy i oni trwają w patriotycznym wzwodzie, że Rosja, Rosja über alles? Uczą ich od dziecka, że za ojczyznę umierać nie boli. Wierzą w to? Dulce et decorum est pro patria mori w wersji carskiej? Różne czarnki roszkowskie też to Polakom usiłują wpajać. A przecież dulce et decorum jest być przyzwoitym człowiekiem, nie wadzić nikomu, poza gnidami, pracować dobrze, żyć uczciwie i dostatnio.
12.
Dmitrij Pieskow w wywiadzie dla telewizji Rossija-1 mówi: „Operacja w toku, wszystkie cele zostaną osiągnięte”. Możemy rozmawiać z Wołodymyrem Zełenskim, ale tylko na naszych warunkach [tj. jak się podda i zgodzi na aneksję swojego kraju przez Rosję]. A stosunki z Zachodem? – „Każda konfrontacja kończy się odprężeniem, każda sytuacja kryzysowa kończy się przy stole negocjacyjnym. Tym razem będzie tak samo. Niedługo to się nie stanie, ale to się stanie”.
Oni dalej wierzą w zwycięstwo.
Ciekawe, w jakim stopniu fałszywe informacje docierają na Kreml? Podobno oficerowie średniego szczebla nie chcą już słuchać rozkazów generałów i innych głównodowodzących, chcą wyraźnych dyrektyw od samego Putina, albo kogoś z jego bliskiego kręgu na Kremlu. Od ministra Obrony Szojgu już nie: paszoł w odstawku podobno.
13.
Kolejny dzień z rzędu Matteo Salvini, serdeczny przyjaciel Ciula Rozmamłanego i Mafioza Naddunajskiego, z którym Ciul Krzywomordy znów pożąda współpracy, domaga się zniesienia sankcji na Rosję: „Musimy chronić nasz kraj” – argumentuje.
Tymczasem Charles Michel, przewodniczący Rady Europejskiej, będzie w tym tygodniu w Doha, w Katarze, prosić o zwiększenie dostaw gazu w dowolnej postaci do Unii Europejskiej (https://www.reuters.com/…/eus-michel-discuss-energy…/). Powodzenia! Ale to trudna misja. Katar miał ogromne kłopoty ze swoimi sąsiadami, którzy nawet zablokowali mu granice, z powodu romansu z Iranem.
A kiedy ktoś flirtuje z Iranem, to znaczy, że nie lubi Zachodu. A Iran flirtuje z Moskwą. A Moskwa jest z Katarem w OPEC+, rozszerzonym forum producentów nośników energii. I Rosja z pewnością używa wszystkich dostępnych argumentów, by odwieść Katar od zaopatrywania Zachodu w gaz.
No, ale UE nie ma wyboru: od Norwegii bierze wszystko, co się da, z Algierii wszystko, co się da, nawet z Wenezuelą się przeprosiło…
A potem różne, nawet mądre osoby, piszą tu, że „Unia nie robi nic, żeby zapobiec zamrażaniu Europejczyków”…
14.
Reuter: „Chilijczycy udają się na wybory, aby zdecydować o nowej, postępowej konstytucji”

Chilijczycy głosowali w niedzielę za zatwierdzeniem lub odrzuceniem postępowej nowej konstytucji, która zastąpiłaby jej obecny przyjazny rynkowi tekst z czasów dyktatury Augusto Pinocheta.
Nowy tekst jest wynikiem porozumienia osiągniętego w celu stłumienia gwałtownych protestów przeciwko nierówności w 2019 r. i koncentruje się na prawach społecznych, środowisku, równości płci i prawach ludności rdzennej”. …
Tekst, składający się z 388 artykułów, został napisany przez 154 obywateli wybranych w maju 2021 r.: wieloletnich polityków, działaczy, prawników i naukowców. Jest to pierwsza równoprawna konstytucja, napisana w 50% przez mężczyzn i 50% przez kobiety. I po raz pierwszy w historii Chile wzięła w nim udział również ludność tubylcza, która dzięki ustawie ad hoc uzyskała 17 miejsc zarezerwowanych dla swoich przedstawicieli. Perspektywa gender jest obecna w co najmniej 70% artykułów. Najważniejsze zmiany dotyczą praw kobiet, ludów tubylczych i środowiska. Nowa Konstytucja uznaje przyrodę za podmiot prawa, chroni ją.
No i zdecydowana większość – 62% – obywateli odrzuciła nową konstytucję, bo „nie chcieli oddać władzy w ręce komunistów i zniszczyć gospodarki”.
15.
Od POTUS-a do połowy EGOT – głosi w Guardianie tytuł na temat Baracka Obamy (https://www.theguardian.com/…/from-potus-to-half-an…).
Kryptologa nie trzeba wzywać, D.O. tłumaczy: POTUS to akronim President of the United States. A EGOT?
EGOT to ktoś, kto zdobył wszystkie cztery nagrody: Emmy, Grammy, Oscar i Tony. A Barack Obama, otrzymawszy właśnie nagrodę Emmy dla najlepszego narratora w cyklu programów TV o (cudownych!!!) Parkach Narodowych w USA (miał za rywali m.in. Kareema Abdul-Jabbara i Davida Attenborough), zbliżył się do ekskluzywnego klubu EGOTów. Bo wcześniej dwukrotnie zdobył Grammy za czytanie audiobooków dwóch swoich wspomnień: „Śmiałość nadziei” (Audacity of hope) i „Ziemia obiecana”. Michelle Obama wygrała własną Grammy za przeczytanie jej audiobooka w 2020 roku.

Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.

A tak konkretnie to gdzie Pan nocował w okolicy Grazu.?
Bo ja tam mam taki ulubiony hotelik przejazdowy.
Połowa drogi między Mazurami a Rzymem.
.