Jacek Pałasiński: Drugi obieg (540)20 min czytania

()

10.01.2023

1.

Czy natrafiłeś, Czytelniku, jak D.O., na informację, że wczoraj w Londynie czynem uczczono „Dzień bez spodni w metrze”?

Jeśli tak, to jak na nią zareagowałeś?

A jeśli nie, to uprzejmie D.O. cię informuje, że wczoraj przypadał właśnie taki dzień i że w metrze pojawiły się setki – przeważnie młodych – ludzi bez spodni. Kurtki puchowe na górze, jaskrawoblade, anglosaskie nogi gołe aż do majtek. Chłopcy, dziewczynki, dalej, spieszmy się! Karuzela czeka, wzywa nas z daleka!

Cóż, w Londynie taki „dzień bez spodni” to tradycja, a tradycja w GB to rzecz święta. Kiedy 8 lat temu kręciliśmy reportaż w Londynie, przypadał właśnie „Dzień jazdy nago na rowerze”. Mieliśmy kamery, to nakręciliśmy chmary, dosłownie setki gołych ludzi płci wszelkich, zrelaksowanych, pedałujących bulwarem wzdłuż Tamizy. Chcieliśmy wstawić to do reportażu, ale – choć to było w epoce przedszajkowej – groźna cenzura wewnętrzna wyrzekła gromkie i kategorycznie „nie”! Pewnie i słusznie, bo działała już od lat bodaj najgłupsza i najmniej potrzebna instytucja polska, czyli krajowa rada radiofonii i telewizji. A ta pod każdym rządem była bastionem drobnomieszczańskiej bigoterii. Pod niektórymi rządami – wręcz organizacją mającą na celu popełnianie przestępstw.

Dzień bez spodni w metrze. Gdzie? W Londynie!

Już ze sto lat temu D.O. pisał, że fanatyka religijnego poznasz po stosunku do kwestii płciowych, ale i drobnomieszczański bigot też ma hopla na punkcie ptaszka i szpareczki. I alkoholu: jeden z filmów D.O. o Sycylii nie mógł być wyświetlany przed godz. 22, bo widać było, jak się robi i próbuje wino.

Obie wymienione powyżej londyńskie tradycje – D.O. idzie o zakład – wywołają u ciebie, Czytelniku, wzruszenie ramionami i myśl „co to za głupota”; jeśliś krewki, to ubierzesz tę myśl w elektroniczne litery i naciśniesz „enter”. I nie odbiegniesz zapewne od prawdy, bo prawda jest wszak tym, co myśli większość.

A D.O. chciałby tu pochwalić głupotę. Może nie całą, ale jeden z jej aspektów, głupotę, ratującą życie. Jest taki wiersz Różewicza o Nowosielskich, którzy namawiają go, by nie biczował siebie swoimi ciężkimi, rozdzierającymi wierszami, by napisał wiersz od niechcenia, wiersz grafomański. Na co on, że napisałby taki wiersz nawet stopą, ale przywiązany jest do niej młyński kamień. Że umarli przyjaciele – wymienia ich z nazwiska – przez co on staje się coraz lżejszy.

Tak, było wielu poetów, pisarzy, malarzy, w ogóle artystów, których życie zdewastowała śmierć. Śmierć trwająca całe niemal życie. Śmierć, leżąca u ich boku w łóżku, siedząca obok nich w teatrze, przysiadająca się do stolika hotelowych restauracji.

Wiemy to, bo znamy ich twórczość, a oni na swój genialny, artystyczny sposób dzielili się z nami wynikającym stąd cierpieniem.

Ale nie byli jedyni. Śmierć, nicość, bezkres niebytu, to stali towarzysze miliardów innych ludzi, a jedyna różnica to ta, że ci bezimienni nie potrafią o niej i wynikającym z niej trapieniach pięknie opowiedzieć.

I właściwie nie ma żadnego racjonalnego powodu, żeby ktokolwiek na planecie Ziemia, jakakolwiek istota czująca i myśląca nie była od dnia swoich urodzin dewastowana, rozszarpywana towarzystwem śmierci. Rodzimy się wszak tylko po to, by umrzeć.

No, gratulacje dla wszystkich bogów, którzy rzekomo nas stworzyli i którym co dzień w ogromnym chórze za to niesiemy dziękczynienia.

Ale – jest głupota!

Jeżeli – jak powiedziała Wisława Szymborska – „życie czasami bywa znośne”, to dzięki głupocie. Dzięki niej potrafimy zapominać, dzięki niej dajemy się rozśmieszać, pozwalamy odciągać naszą uwagę, czuć się silnymi, wiecznymi i zadowolonymi z życia, które niczym innym nie jest, jak oczekiwaniem na śmierć i opłakiwaniem istot, która umarły przed nami.

Dzięki niej, głupocie, możemy przechodzić bez bólu duszy koło miejsc straceń, koło cmentarzy, możemy mieszkać na domach, pobudowanych na zwałach szkieletów i czaszek, jak ludzie z hausmannowskiego (Georges-Eugène Haussman) centrum Paryża.

A jeśli błogosławiona, znieczulająca głupota sama do nas nie przychodzi, możemy ją na siebie sprowadzić alkoholem lub narkotykami.

Możemy też przerwać nasze cierpienia wychodząc z założenia, że nasza egzystencja jest na tyle bez sensu, na tyle bolesna, że kilka lat wcześniej czy później w ogólnej bezsensownej księgowości kosmosu, niczego nie zmieni.

Bo zapewne tak jest w istocie: niczego nie zmieni. Jednak ogromna większość z nas nie wyciąga z tej świadomości praktycznych konsekwencji.

Dlaczego? Bo jesteśmy głupi. Z powodu naszej błogosławionej głupoty.

A zatem: Vive la stupidité !

2.

Marek Jastrząb, pisarz i publicysta, felietonista „Studia Opinii”, w jednym ze swoich ostatnich – świetnych, jak zwykle! – tekstów napisał to:

Marek Jastrząb.

Starzy, zasiedziali w nawykach do rządzenia i perorowania, do udzielania zbawiennych rad, pouczeń i reprymend, zgrupowani w partiach, które usiłują wrócić do władzy, starają się zaistnieć powtórnie. Powiadają, że są w stanie naprawić zepsute, lecz nie pamiętają, że mieli swoje pięć minut na politycznym świeczniku i że w związku z tym należałoby ustąpić miejsca tym, co przybywają z odsieczą i patrzą na świat po nowemu”

To cytat całkowicie wyrwany z kontekstu, pointa wywodu piętnującego, hmmm… szeroko rozumianych konserwatystów; zainteresowanych tekstem – D.O. gorąco poleca! – odsyła na profil Autora.

Ale cytowany tu akapit D.O. odczuł jak cięcie biczem, bo przecież sam jest „stary i zasiedziały w nawykach do rządzenia i perorowania, do udzielania zbawiennych rad, pouczeń i reprymend”, „stara się zaistnieć powtórnie”, powiada, jest w stanie naprawić zepsute, lecz nie pamięta, że miał swoje „pięć minut na świeczniku” i – zwłaszcza – że „należałoby ustąpić miejsca tym, co przybywają z odsieczą i patrzą na świat po nowemu”.

No i co D.O. ma teraz z tym zrobić?

Że należy do przeszłego świata – to nie ulega wątpliwości.

Że przemawia do garstki rówieśniczek i w mniejszym stopniu rówieśników, to też fakt.

Że wśród jego facebookowych Znajomych nie ma uczniów i studentów, właściwie to chyba nikogo z pokolenia Millenialsów też…

Więc powinien zamilknąć? Uznać, że ten obecny świat nie jest już jego światem, że jego wartości, wartości, zgodnie z którymi „udziela zbawiennych rad, pouczeń i reprymend” – nie są już wartościami dzisiejszego świata dwudziesto – trzydziestolatków, którzy, triumfując, przejmują nad nim władzę i będą go urządzać po swojemu, zgodnie z zasadami, nie mającymi nic wspólnego z zasadami wyznawanymi przez D.O. i jego pokolenie?

I w ogóle, kto mu dał prawo propagowania jakichś starych praw i prawd, starych wartości, jakże nie przystających do rzeczywistości dzisiejszego, ludzkiego zbiorowiska?

No, no, no…

Jest o czym myśleć. Będzie D.O. usiał to sobie w głowie jakoś poukładać…

3.

Będą musieli sobie wiele rzeczy poukładać w głowach również Brazylijczycy. 1500 uczestników rebelii faszystowskiej aresztowanych, to, co miało się skończyć ogólnonarodowym powstaniem i obaleniem lewicowego prezydenta Ignacio Luli da Silvy, skończyło się groteską i zdecydowanym wzmocnieniem pozycji Luli. Ale przez parę godzin, podczas ataku na budynki rządu, parlamentu i władzy sądowniczej, brazylijskie wojsko broniło atakujących przed policją, nie dopuszczając jej do zajętych gmachów.

Teraz ten mini bunt się skończył, lecą głowy wysokich urzędników poprzedniego rządu Bolsonaro, których Lula nie zdążył albo nie chciał wymienić (Tak jak Tusk przestępcy Kamińskiego).

Tymczasem sam Jair Bolsonaro jest hospitalizowany w szpitalu AdventHealth Celebration pod Orlando na Florydzie USA z powodu bólu brzucha. Potwierdziła to jego żona Michelle: Mąż „jest pod obserwacją w szpitalu z powodu dyskomfortu w jamie brzusznej wynikającego z ataku nożem, którego doznał w 2018 roku – napisała na Instagramie. – Modlimy się o jego zdrowie i za Brazylię”. Były prezydent udał się na Florydę na dwa dni przed końcem swojej kadencji, przypadającej 31 grudnia i do dziś tam przebywa, słusznie podejrzewając, że powrót mógłby myć dla niego mało higieniczny.

4.

W ogóle z tym układaniem w głowie D.O. ma ostatnio kłopot. Na przykład, gdy czyta taki wielki tytuł: „Harveyowi Weinsteinowi grozi kolejne 18 lat więzienia”, a pod spodem: „70-letni Weinstein odsiaduje już 23-letni wyrok po tym, jak został skazany za gwałt i napaść na tle seksualnym w Nowym Jorku w 2020 roku. Upadły producent filmowy został publicznie oskarżony o gwałt, napaść na tle seksualnym lub molestowanie seksualne przez ponad 90 kobiet w incydentach sięgających dziesięcioleci, co zdaniem opinii publicznej pobudziło ruch #MeToo w 2018 roku”, to tak sobie myśli: „Hmmm… 41 lat więzienia… Nawet mordercom tyle nie dają. Proszę D.O. źle nie zrozumieć, nie ma zamiaru bronić gwałciciela, krzywdził dziesiątki kobiet, zachowywał się podle, wykorzystywał swoją przewagę, dopuszczał się przemocy, był wstrętnym łajdakiem, to prawda, ale… 41 lat więzienia? A poza tym: „incydenty sięgające dziesięcioleci”? I to się nie przedawnia? I czy 70-latek nadal stanowi zagrożenie dla społeczeństwa?

41 lat więzienia za gwałty. Hmmm…
https://www.theguardian.com/…/harvey-weinstein-prison…

Tak sobie D.O. myśli i nie wie, czy myśli dobrze. Ale jest pewien, że zostanie za to skarcony i napiętnowany, może nawet ukamienowany, bo, ogólnie rzecz biorąc, myślenie odmienne od „aktualnie obowiązującego” jest surowo karane.

5.

Albo kiedy czyta: „Były premier Czech Andrej Babiš został uniewinniony od zarzutu oszustwa z dotacjami zaledwie cztery dni przed wyborami prezydenckimi, w których kandyduje. Werdykt, wydany w sądzie miejskim w Pradze, jest dla Babiša – potentata-miliardera i jednego z najbogatszych ludzi w Czechach – dużym prezentem i może zwiększyć jego szanse na zwycięstwo w przyszłotygodniowym sondażu, który został częściowo przyćmiony przez jego wieloletnie kłopoty prawne”, to myśli sobie: „Może niesłusznie D.O. miał Babiša za politycznego i ekonomicznego gangstera, może sąd w Pradze był niech wygra, skoro tego chcą Czesi, może niech popchnie Czechy w ramiona Putina, bo taka jest wola czeskiego suwerena”?

Gangster znów na czele państwa Czechów i Morawian?
https://www.theguardian.com/…/czech-presidential…

Nie, to kłamstwo. Tak naprawdę D.O. wcale tak nie myśli. Ma Babiša za gangstera i uważa, że sąd w Pradze popełnił ogromne nadużycie. Nawet jeśli w tej sprawie Babiš był niewinny, to werdykt nie powinien zapadać na cztery dni przed wyborami, których jest faworytem, dzięki agresywnej, kłamliwej kampanii reklamowej, to jest jeszcze sporo innych spraw, w których jest oskarżony, niektóre z nich prowadzone przez OLAF, European Anti-Fraud Office, unijną agencję do spraw badania oszustw.

Ciekawe, czy Millenialsi uważają inaczej niż D.O.? Np., że „cwany gość, dał sobie radę w polityce i biznesie, śmierć frajerom”? Albo „a niech tam, niech wyciąga Czechy z Unii, niech wstąpi do Federacji Rosyjskiej, Czesi tak mają, że lubią być zdominowani przez innych”?

6.

Papież Franciszek przyjął abpa Georga Gänsweina, prefekta Domu Papieskiego i byłego osobistego sekretarza papieża Benedykta XVI. O czym mówiono i jakie były rezultaty? – Nie podano.

Papież przyjął księdza Georga wiernego hm… sekretarza byłego papieża Benedykta XVI.
https://www.repubblica.it/…/vaticano_padre_georg…/…

A dziś o 10 przyjmie Giorgię Meloni.
https://www.repubblica.it/…/papa_francesco_incontro…/…

W ostatnich dniach Gänswein nie przebierał w słowach, krytykując Franciszka. W niedawnym wywiadzie (cytowanym przez D.O. powiedział, że dostrzegł rękę diabła podczas pontyfikatu Benedykta. Potem, w wywiadzie dla Tagespost, Gänswein powiedział, że Franciszek, zabraniając mszy łacińskiej, „złamał serce Ratzingera”. I na koniec poskarżył się, że jest „przepołowionym prefektem”, opisując, jak Bergoglio, zwalniając go ze stanowiska, powiedział: „Pozostajesz prefektem, ale od jutra nie wracasz do pracy”. „Byłem tym zszokowany i oniemiały”.

W niedzielę, podczas modlitwy Anioł Pański, nie wspominając ani razu o Gänsweinie, papież odpowiedział na te kontrowersje: „Paplanina to śmiercionośna broń” – powiedział – zamiast rozmawiać i dzielić się, spójrzmy na siebie ze współczuciem, pomagajmy sobie”.

66-letniego księdza Georga czeka niepewna przyszłość.

7.

Papież przyjmie dziś też pana premier Włoch (tak życzy sobie być nazywana: „il signor presidente del Consiglio dei Ministri”), panią Giorgię Meloni.

W ostatnich latach Jorge Mario Bergoglio bardzo otwarcie piętnował populistów i suwerenistów. Imigracja, a następnie dialog z islamem, stosunki z Chinami, Ewangelia mająca na celu budowanie mostów, a nie wznoszenie murów – to wszystko były tematy tarć z międzynarodową prawicą, od Trumpa przez Bolsonaro po Salviniego.

Ze strony Meloni też była odczuwalna w stosunku do Franciszka pewna, hmmm… powściągliwość ze strony pani Meloni, co można wyczytać w jej autobiografii „Jestem Giorgia”, gdzie po wychwalaniu Jana Pawła II i Benedykta XVI, pisze: „Szłam za każdym papieżem, ale nie z taką samą pasją. Może to też wiek i świadomość, którą ze sobą niesie, ale chociaż jestem katoliczką i nigdy nie pozwoliłam sobie na krytykę papieża, to przyznaję, że nie zawsze rozumiałem papieża Franciszka. Czasami czułem się jak zagubiona owieczka i mam nadzieję, że pewnego dnia będę mogła z nim porozmawiać, ponieważ jestem pewna, że jego szeroko otwarte oczy i jego bezpośrednie słowa będą w stanie nadać sens temu, czego nie rozumiem”.

Nadarzyła się okazja i wszystko wskazuje na to, że spotkanie będzie serdeczne. Już kilka dni temu, na zakończenie pogrzebu Benedykta XVI, któremu przewodniczył Franciszek, Meloni wraz z prezydentem Sergio Mattarellą mogli krótko pozdrowić papieża, a na zdjęciach widać promienną pana premier i życzliwie uśmiechniętego Franciszka.

Sojusz tronu z ołtarzem?

8.

A w ogóle to papież tylko raz do roku wygłasza przemówienie stricte polityczne i ten raz w tym roku był wczoraj. Jest to przemówienie do akredytowanego przy Stolicy Apostolskiej korpusu dyplomatycznego.

„W tym miejscu chciałbym również przypomnieć, że w kontekście pełnego szacunku i konstruktywnego dialogu Stolica Apostolska i Chińska Republika Ludowa zgodziły się przedłużyć o kolejne dwa lata ważność tymczasowego porozumienia w sprawie mianowania biskupów, podpisanego w Pekinie w 2018 r. Mam nadzieję, że ta współpraca może się rozwijać z korzyścią dla życia Kościoła katolickiego i dobra narodu chińskiego”. …

„Dziś trwa trzecia wojna światowa zglobalizowanego świata, w której konflikty dotykają bezpośrednio tylko niektórych obszarów planety, ale zasadniczo dotyczą wszystkich. Najbliższym i najnowszym przykładem jest właśnie wojna na Ukrainie z jej następstwami śmierci i zniszczenia; z atakami na infrastrukturę cywilną, które doprowadziły do śmierci ludzi nie tylko z powodu bomb i przemocy, ale także z głodu i zimna” ….

„Również w tym roku, w tak wielkim bólu, musimy spojrzeć na Syrię jako na ziemię udręczoną. Odrodzenie tego kraju musi przejść przez niezbędne reformy, w tym reformy konstytucyjne, aby spróbować dać nadzieję narodowi syryjskiemu, dotkniętemu stale rosnącym ubóstwem, unikając wpływu nałożonych sankcji międzynarodowych na codzienne życie ludności, która tyle już wycierpiał. Stolica Apostolska z niepokojem obserwuje również wzrost przemocy między Palestyńczykami a Izraelczykami” …

„Ze szczególną uwagą śledzę też sytuację w Mjanmie, która od dwóch lat doświadcza przemocy, bólu i śmierci. … Na koniec myślę o Półwyspie Koreańskim, co do którego, mam nadzieję, nie zawiedzie dobra wola i zaangażowanie na rzecz harmonii, aby zbudować upragniony pokój i dobrobyt dla całego narodu koreańskiego”.

„Zagrożone jest również prawo do życia tam, gdzie nadal stosowana jest kara śmierci, jak ma to obecnie miejsce w Iranie, po niedawnych demonstracjach wzywających do większego poszanowania godności kobiet. Kara śmierci nie może być stosowana dla rzekomej sprawiedliwości państwowej, ponieważ nie stanowi środka odstraszającego, ani nie zadośćuczyni ofiarom, a jedynie podsyca pragnienie zemsty. …

„Dobrze jest nie zapominać, że przemoc i dyskryminacja wobec chrześcijan nasilają się nawet w krajach, w których nie stanowią oni mniejszości. Wolność religijna jest również zagrożona, gdy wierzący widzą ograniczenie możliwości wyrażania swoich przekonań w kontekście życia społecznego, w imię źle rozumianej koncepcji inkluzji. Wolność religijna, której nie można sprowadzić do samej wolności wyznania”. …

„W ostatnim czasie na różnych forach międzynarodowych naznaczone są rosnącymi polaryzacjami i próbami narzucenia jednej myśli, co uniemożliwia dialog i marginalizuje tych, którzy myślą inaczej. Istnieje ryzyko dryfu, który coraz częściej przybiera oblicze ideologicznego totalitaryzmu, który promuje nietolerancję wobec tych, którzy nie trzymają się rzekomego stanowiska ‘postępu’”…

Cóż: D.O. ma nadzieję, że również i jego Czytelnicy potępią nietolerancję w imię rzekomego „postępu”. Może zresztą już wszelki postęp potępili?

9.

D.O. nie jest pewien, jak zakwalifikować stanowisko Szwecji, która powiedziała Erdoganowi, że może się wypchać. Jak wiadomo Szwecja wraz z Finlandią zamierzają wstąpić do NATO, ale żeby do NATO wstąpić, potrzebna jest zgoda wszystkich państw członkowskich. Tej zgody nie dały na razie Turcja i Węgry. W zamian za cofnięcie weta, Erdogan żąda obietnicy, że Szwecja odeśle prosto w jego mordercze objęcia wszystkich Turków z pochodzenia, których on wskaże, zwłaszcza demokratów, czyli przeciwników Erdogana.

D.O. wstrzymywał oddech, bo po ostatnich wyborach i wejściu faszyzującego ugrupowania antyimigranckiego do rządu, wszystko mogło się wydarzyć.

Na szczęście się nie wydarzyło. D.O. ma wrażenie, że to w imię „rzekomego postępu”, czyż nie?

10.

D.O. czytał, pisał, ale nigdy nie jadł. Ma jednak zaufanie do Przyjaciół, którzy nie pisali, nie czytali, ale jedli. A oni mówią, że było OK, bardzo oryginalnie i niekoniecznie w obowiązującym w haute cousine mainstreamie. Zna się te języki, co nie?
https://www.nytimes.com/…/noma-closing-rene-redzepi.html

Zamykają Nomę, wielokrotnie uznaną za najlepszą na świecie restaurację w Kopenhadze. „Nie do utrzymania, z punktu widzenia kosztów i rytmu pracy” – w ten sposób René Redzepi duński chef kuchni pochodzenia macedońskiego, ogłosił rychłe zamknięcie swojej restauracji Noma (skrót od Nordic Mad, jedzenie w języku duńskim) w Kopenhadze. „Nowa formuła restauracji zmaterializuje się pod koniec 2024 roku – deklaruje w rozmowie z Il Gusto – z całkowitą reorganizacją miejsc pracy i personelu”.

Noma, kilkukrotnie na szczycie rankingu World’s 50 Best Restaurants, słynie z sezonowych menu, które waloryzują produkty skandynawskie, od mięsa renifera po porosty, od czarnych krewetek z lodowatych wód Morza Północnego po jagody i grzyby.

Smakosze z każdego zakątka globu co roku planują wyjazdy, by zasiąść przy jego stoliku (po sześciomiesięcznym czyśćcu na liście oczekujących) w dzielnicy Cristiania. Teraz entuzjaści będą musieli wpisywać się od nowa, by zdobyć miejsce w roku 2024 r..

Noma nie zamknie się jednak całkowicie: stanie się pełnowymiarowym „Noma Projects” – laboratorium spożywczym, opracowującym nowe dania i produkty dla swojej działalności e-commerce. Rola Redzepiego stanie się czymś bliższym dyrektora kreatywnego niż chefa kuchni.

11.

Pewien 24-letni pan z Mediolanu, nie karany, nie mógł spać, bo światła na pobliskim przejściu dla pieszych wydawały klikanie. Ten sygnał akustyczny stosowany jest w cywilizowanych krajach, by ułatwić życie daltonistom, słabo widzącym i niewidomym. I to klikanie doprowadzało go do szału. Dosłownie. Aż do dnia, a raczej nocy, kiedy wziął młotek i rozbił nim siedem klikających urządzeń – źródła swojego stresu.

Klikanie ulicznych świateł może doprowadzić – jak widać – do aktów irracjonalnej agresji.
https://milano.repubblica.it/…/spacca_semafori_per…/…

D.O. ze swojego mieszkania, przy otwartym oknie, też jasno i wyraźnie słyszy takie klikanie, ma w domu parę młotków, ale nigdy mu do głowy nie przyszło, by wykorzystać je przeciwko udogodnieniu cywilizacyjnemu w kraju, który z cywilizacją swoich mieszkańców ma ewidentne kłopoty.

12.

Gorzej poszło dwóm tatusiom z Francofonte, koło ukochanych przez D.O. Syrakuz. Ich synowie pokłócili się na boisku, jeden rzucił w drugiego kamieniem, trafił go w głowę, ale w szpitalu obeszło się bez szycia.

Synowie pokłócili się na boisku, między tatusiami kończy się strzałami z pistoletu.
https://palermo.repubblica.it/…/francofonte…/…

Nie obeszło się jednak bez konsekwencji, bo tatuś rannego, pan z długą listą precedensów karnych, następnego dnia wziął pistolet, poszedł na spotkanie tatusia chłopca kamieniem rzucającego, też w przeszłości obficie karanego i strzelił do niego dwukrotnie, trafiając w ramię i brzuch. Ranny pan samodzielnie udał się do pobliskiego szpitala, gdzie został poddany operacji. Jest szansa, że przeżyje.

Jacek Pałasiński

„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

2 komentarze

  1. AnGor 10.01.2023
  2. Leszek 11.01.2023