Jacek Pałasiński: Drugi obieg (566)8 min czytania

()

05.02.2023

1.

Szewach.

Morze ma bazyliszkowe oczy, kiedy tylko w nie popatrzysz, jesteś zgubiony, już nie oderwiesz odeń wzroku. Kiedy dzisiaj rano siedziałem na skałce i wpatrywałem się w morze, przyszło mi do głowy, że dwa tysiące kilometrów dalej na Wschód w to samo morze wpatruje się może Szewach Weiss.

Tak się złożyło, że w dobiegającym końca roku zrobiłem dwa filmy – dwie długie rozmowy z ludźmi ocalałymi z Zagłady: Marianem Marzyńskim i Szewachem Weissem. Marian był dzieckiem, potajemnie wyprowadzonym z warszawskiego Getta, Szewach wraz z najbliższymi przesiedział 22 miesiące w pozbawionej światła, maleńkiej piwnicy w Borysławiu. I żaden z tych filmów nie został, niestety, nadany.

Kochana Ewa Szmal, która była dobrym duchem Szewacha, stworzyła mu tu beztroskie życie, dała poczucie, że ma tu rodzinę.

Marian właśnie wyjechał z Polski: ten laureat dwóch nagród Emmy za filmy dokumentalne, kręcił dla publicznej TV z USA kolejny, o Konkursie Szopenowskim, po swojemu, jak tylko on potrafi, z niepowtarzalnym osobistym sznytem. Szewach do Polski przyjeżdża dość regularnie na wykłady, ale…

Antonina Choroszy, znakomita aktorka, przyjaciółka i admiratorka Szewacha.

W tym długim filmowym wywiadzie zdradził mi powód swojej, pogłębiającej się melancholii: 10 lat temu zmarła jego ukochana żona i nic już go w życiu nie cieszy.

I jeszcze Stanisław Syrewicz, znakomity kompozytor i przyjaciel Szewacha. Co myśmy wtedy nad tym komputerem kombinowali? Ach, ta pamięć…

Zrobił tak wiele dla stosunków polsko-żydowskich, mógłby zrobić jeszcze więcej, ale „ja już zrobiłem, co się dało; nie mam więcej siły” – powiedział mi ostatnio.

Na warszawskiej premierze filmu „Azyl” o historii Antoniny i Jana Żabińskich, ratujących Żydów w warszawskim ZOO. Właśnie przedstawiłem Szewachowi naszą kuzynkę Teresę Żabińską, córkę Antoniny i Jana, urodzoną właśnie tam, w tym ZOO, pełnym ukrywających się Żydów. Teresa zmarła niemal dokładnie dwa lata temu.

Zdarza się, że jeździmy razem po Polsce. Sam uwielbiam boczne dróżki, więc nastawiam moją zołzę blondynkę na „trasę krótką”, a potem się wstydzę, że trafiam z tak znakomitym gościem między jakieś rudery, do wsi, które zasługiwałyby na lepszych gospodarzy. Ale – żebyście widzieli minę Szewacha! Im bardziej ruralnie, tym bardziej jego twarz się rozjaśnia i młodnieje w zachwycie. „Jak tu pięknie – powtarza – u nas w Izraelu też jest pięknie, ale najpiękniej to jest tu w Polsce”.

A to są kadry z mojego dwuodcinkowego filmu o Jerozolimie, można go znaleźć na playerze. Jestem zeń nawet zadowolony. Choć mieszkał w Hajfie, Szefach spędził całe swoje dziennikarskie i polityczne życie w Jerozolimie. Ilekroć stamtąd wracałem, pytał mnie, gdzie byłem, gdzie jadłem. Znał wszystkie zaułki tego miasta i rozpromieniał się, kiedy o nim mówiliśmy.
Jutro spocznie na Wzgórzu Herzla, na cmentarzu dla zasłużonych.
Zdjęcia do filmu: JP i Tomasz Pluciński

Szewach ma tę rzadką, wyjątkową zdolność mówienia rzeczy głębokich najprostszymi słowami, trochę jak Dalajlama. Uwielbiam go słuchać. Nie ja jeden, rzecz jasna.

Meczet na skale

Pewien niemądry człowiek powiedział mi kiedyś: „Żydzi potrafią mówić tylko o jednym”. Jak jestem przeciw przemocy, tak z trudem powstrzymałem się, żeby mu nie dać w papę. Tak: Żydzi zawsze, o czymkolwiek mówią, mówią o Zagładzie. A ja nie mogę udźwignąć myśli, że naród, z którego się wywodzę, miał w niej swój haniebny udział: badania naukowe dowodzą tego dziś ponad wszelką wątpliwość. Jedno z pierwszych moich wspomnień z dzieciństwa to szpital, w którym ja, może cztero-, może pięciolatek leżę i słucham „dorosłego” siedmiolatka z sąsiedniego łóżka: „Hitler był okropny, ale jedno dobrze zrobił, że zabijał Żydów”. – „Dlaczego? – zapytałem naiwnie – przecież to też ludzie”. Nie odpowiedział.

Ściana płaczu. Szewach mi kiedyś wyjaśnił, kiedy wzburzony, mówiłem, że kiedy jedni się modlą, inni gadają przez telefony komórkowe: „to nie świętokradztwo, tylko zbożny uczynek. Żydzi z dalekich stron, chorzy i starzy, którzy nie mogą dojechać już do Jerozolimy, dzwonią do specjalnych, sprawdzonych agentów, którzy przykładają telefon do Ściany i modlą się, jak gdyby byli sami tu obecni”.

Piasek chrzęścił mi pod butami, zamoczyłem je nawet, kucając nad brzegiem, zagarnąłem ręką trochę wody i chlusnąłem jej garść na wschód. Może jakaś maleńka fala rozbije się o brzeg Hajfy właśnie wtedy, gdy Szewach będzie patrzył na to samo, co ja morze.

Czasami trudno jest się dopchać do samego Zachodniego Muru Świątyni Jerozolimskiej.

9 listopada 2015

2.

Taki mam przywilej, że co jakiś czas siadam naprzeciwko Szewacha Weissa i sobie rozmawiamy. Dzisiaj też: a to o Wenecji, skąd na świat wyszła nazwa „ghetto”, a to o cesarzu Justynianie i Hagia Sofia, o to o chrupkim, ciemnym chlebie, który w niedzielę smarowało się w Borysławiu najpierw masłem („za grubo” – dodaje), na masło szedł ser („biały, bieluśki”), a na wierzch sardynki („pyszne wszystko razem, czuję jeszcze ten smak”), aż tu Szewach mówi: „Ja nie wiem, jak to się dzieje, przecież nie jestem Polakiem, jestem Żydem, który wyjeżdżał do Izraela jako dziecko praktycznie bez znajomości języka polskiego, a tak się przejmuję losem Polski, a kiedy oglądam film „Katyń”, to bym wszystkich tych Stalinów najchętniej zamordował, nie wiem, jak to jest… Może to te drzewa, te krajobrazy, ta ziemia jak we mnie zapadły… Ja tego nie wiem, ja to czuję”…

Szewach potrafił opowiadać, ale potrafił też słuchać, zawsze ciekawy świata. Miał ogromną wiedzę, można było z nim głęboko rozmawiać na najróżniejsze tematy, od sztuki starożytnej, do zawiłości współczesnej polityki. Będzie mi tych spotkań brakowało.

Taki mam przywilej.

24 listopada 2019

Dziś spocznie pod tymi flagami, flagami kraju, który jest cudem, jakie rzadko się zdarzają w historii. Szewach powiadał często, ze Polska była w ciąży z Izraelem, że to tu, na tej ziemi dojrzewały idee, które w końcu doprowadziły do powstania tego państwa. Kochał Izrael, był z niego dumny, był patriotą. „W Izraelu jest pięknie, wiesz Jacku, ale tu, ta polska ziemia, ona jest najpiękniejsza”…

Jacek Pałasiński

„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.

PP Komentatorów prosimy, by uwzględnili fakt, że wszystkie komentarze są czytane przez moderatora. Niektóre są publikowane natychmiast, inne nie; reguluje to system automatycznie zgodnie ze swoimi regułami. Wielokrotne wpisanie tego samego komentarza nic nie daje: musi on tak czy tak poczekać na zatwierdzenie. Może to oznaczać oczekiwanie na efekt nawet 24 godziny.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. wiesiek 06.02.2023