13.04.2023
1.
D.O. jest prześladowany.
Przez Orange, zasypujące go głupimi sms-ami, a to z ofertami niosącymi nadzwyczajne korzyści (dla Orange’a), a to z ukrytymi pogróżkami, co to będzie, jeśli na koncie D.O. nie będzie 50 złotych, jakie sobie Orange pobiera Bój raczy wiedzieć za co. I choć jest jego klientem zanim jeszcze Orange stał się Orangem i zawsze płacił w terminie, to jednak nie spocznie, nim D.O. nie pogrozi. Wczoraj rano wielokrotnie przekonywał D.O., że „nie ma takiego numeru”, choć numer Przyjaciela oczywiście był. Ale musiał D.O. do niego pojechać samochodem za miasto, ponieważ porozumieć się z nim przez telefon nie mógł.
Prześladowany jest D.O. również przez Polsat, pod szyldem UPC, które również ściąga zeń pieniądze za dostęp do (raz po raz wyłączającego się) internetu i jak Orange nalega, by koniecznie dokupił sobie jeszcze dostęp do zupełnie nieinteresujących D.O. telewizji. I choć jest klientem UPC od 2005 roku i zawsze płacił w terminie, to jednak nie spocznie, nim D.O. nie pogrozi.
Ale najbardziej D.O. jest prześladowany przez głupią babę, która siedzi gdzieś w środku automatycznej kasy z wagą w lidlu, ponaglającą go raz po raz „zeskanuj kod towaru lub wybierz dostępną opcję”, takim głosem, jakim się mówi do idioty. I choć D.O. ostro wzywa ją, żeby się zamknęła, to głupia baba swoje: „zeskanuj kod towaru”…
2.
À propos, Czytelniku, ty do której partii należysz? Lidlowej, czy biedronkowej?
3.
Parę dni temu Przyjaciele narzekali, że w sąsiednich domach szczekające psy nie dają im spać.
Ha! D.O. pamięta, że szczekanie psów było soundtrackiem jego młodości. Na warszawskich przedmieściach każda posesja gościła co najmniej jednego psa, ta D.O. też. Kiedy jeden zaczynał, przyłączało się 20, 50, 200 innych. A dwieście innych to już nie budzi, to stały usypiający szum.
Ale… Ale kiedy D.O. był mały znał większość psób w okolicy. Tylko kilka szczekało zza płotu, kiedy przechodził. Dla innych był częścią krajobrazu, tak, jak one dla D.O.
To, co wprawiało je w amok ujadania były samochody. Dwa? Trzy? Pięć, dziesięć dziennie? Przejeżdżało po bruku ulicy … Świerczewskiego wówczas. Czasami D.O. biegł z koleżkami do ogrodzenia, sprawdzić, czy była to Warszawa, czy P70.
Na samochody szczekały nasze pieski, na ludzi nie.
Czasy się zmieniły. Psy wpadają w szał na widok przechodnia, zupełnie ignorują przejeżdżające samochody. Byt określa ich świadomość?
Przejeżdżał D.O. w leśno-willowej okolicy i w ogrodzie opuszczonego domu zobaczył spokojnie pasące się dwie sarenki. Więc się D.O. zatrzymał, wyciągnął smartphone’a, żeby zrobić im zdjęcie, więc się zatrwożyły natychmiast. Zobaczyło otwierające się okno samochodu, a za nim człowieka. Spłoszyły się i uciekły. Tylko jedno zdjęcie zdołał im D.O. zrobić i to nieostre, bo autofokus wyostrzył się na ogrodzenie, a nie na sarenki.

To samo zaraz potem zdarzyło się z bażantami. Dziobały coś najspokojniej przy drodze, nie zwracając uwagi na przejeżdżające samochody: one nie stanowiły zagrożenia. Ale wystarczyło, żeby samochód zwolnił, by podciągały swoją błyszczącą, kolorową kieckę i zaczynały szybko przebierać nogami, klucząc, byle do najbliższych chaszczy.
4.
Na pola, po których jeździ i chadza D.O. wyległy chmary traktorów i krzątają się powolnie, raz w jedną, raz w druga stronę.
I to znowu przypomniało D.O. dzieciństwo.
Bo jego nozdrza, na tych miłych sercu polach, wypełnił się znów dawno nie wyczuwanym, ale nigdy nie zapomnianym, ostrym, przenikliwym odorem azotoksu.
Och, nie martwcie się, że was to nie spotkało: już niedługo ten azotoks znajdziecie na swoich stołach, obok dumnego napisu na biało-czerwonej fladze: „jestem z Polski”.
5.
D.O. odczekał 24 godziny, w nadziei, że ktoś to zrobi za niego. Ale nie.
No to: Pietro Orlandi został we wtorek przesłuchany przez watykańskiego promotora sprawiedliwości, coś w rodzaju prokuratora generalnego.

https://www.la7.it/…/apertura-caso-orlandi-lintervista…
Pietro Orlandi jest bratem Emanueli, 14-letniej dziewczyny, obywatelki Watykanu, która została porwana półtora miesiąca po zamachu na JPII, dokładnie 22 czerwca 1981 roku. Wszelki ślad po niej zaginął, było mnóstwo tropów, część z nich, może większość, a może nawet wszystkie, spreparowanych, by zmylić wszystkich kolejnych śledczych. Jedną z nich podrzucił Ali Agca, twierdząc, że zostanie uwolniona w zamian za jego uwolnienie; jeszcze niedawno mówił w którymś z wywiadów, że Emanuela żyje.
Chcecie wiedzieć więcej – poczytajcie w Wikipedii, w głównych językach są całkiem dobre dossier w tej sprawie.
Pietro Orlandi od dnia zniknięcia siostry walczy o jej odnalezienie lub wyjaśnienie, co się z nią stało.
I we wtorek, doczekał się wreszcie spotkania z promotorem sprawiedliwości Watykanu, który od papieża Franciszka dostał polecenie by „wyjaśnić sprawę do końca, nie oszczędzając ani nie pomijając NIKOGO”.
5a.
I kilka godzin po spotkaniu znalazł się w studio programu „Di Martedi’” w dobrej włoskiej telewizji „la7”, która daje dobrej jakości informację, w przeciwieństwie do telewizji Berlusconiego i większości serwisów informacyjnych telewizji publicznej RAI. Program prowadzi popularny dziennikarz Giovanni Floris.
Pietro Orlandi jest prostym człowiekiem, mówi z wyraźnym, nieco knajackim akcentem rzymskim. Jego przekonania i rekonstrukcje wypadków nie są w żadnym stopniu obiektywne, pozostawiają wiele wątpliwości co do ich wiarygodności.
W „la7” powiedział, że dostał od promotora sprawiedliwości Watykanu zapewnienie, że żaden wątek nie zostanie pominięty. Przyjął też z wdzięcznością wszystkie, dobrze pogrupowane przez swoją adwokatkę, dokumenty, wskazujące tropy, które albo nigdy nie zostały podjęte, albo nigdy nie doprowadzone do jakiegoś logicznego końca.
5b.
Nie na wszystkie pytania, dotyczące owych tropów Pietro Orlandi chciał odpowiedzieć; mówił, że mogą zaszkodzić śledztwu, wypłoszyć ludzi, którzy wiedzą. Rozsądnie.
Prowadzący puścił wszelako w kontekście porwania Emanueli Orlandi zapis wypowiedzi jednego z ludzi „blisko” „Bandy della Magliana” – gangu przestępczego, który w latach 80. kontrolował ogromną część wszelkiej działalności przestępczej w stolicy Włoch, mając – również dzięki ogromnemu majątkowi – mocne powiązania na szczytach wszystkich rodzajów władz.
Zapis ten był w kluczowych kwestiach pokryty głośnym „biiip-em”, ale można się domyślić, że wskazywał na bliżej nieokreślone akty seksualne i bliżej nieokreśloną odpowiedzialność papieża Jana Pawła II, za coś poważnego, co się w Watykanie wydarzyło (świadek używa słowa „schifezza” – „świństwo”). Mówił też, że dwaj kapelani więzienni – być może na prośbę kogoś z Watykanu – zwrócili się do szefa Bandy della Magliana [Enrico, zwanego Renato] de Pedisa, by pomógł „tę sprawę załatwić”.
Pietro Orlandi (5:35) mówi, że to nagranie bez „biiip” „jest o wiele cięższe, bo bardzo precyzyjnie odnosi się do Wojtyły” (E’ moltu piu’ pesante, perche’ fa riferimenti molto precisi su Wojtyła”). „Nie ma cienia wątpliwości, co do tego, co mówi (świadek?), jak nazywali go (Wojtyłę?) wewnątrz Watykanu, jak był znany wewnątrz Watykanu”. I dodaje: „tę osobę albo wy, albo prokuratura rzymska musi przesłuchać, bo stawia bardzo ciężkie oskarżenia”.
5c.
Wiarygodność tego nagrania jest zerowa, ale w publicznej przestrzeni Włoch pojawiło się powiązanie zniknięcia Emanueli Orlandi z papieżem. A raczej z papieżami, bo Pietro Orlandi bezpośrednio zasugerował, że również papież Ratzinger i papież Bergoglio wiedzieli, co się stało z jego siostrą Emanuelą (1:55’ w nagraniu).
Ktoś ze świata przestępczego puszcza jakieś insynuacje, które nie wiadomo skąd pochodząm jaką droga wszedł w ich posiadanie, czy mają choćby cień pokrycia w prawdzie.
Do owych insynuacji dołącza się sam Pietro Orlandi, który w 3:05, wygłasza kolejne insynuacje pod adresem papieża i to w dość perfidny sposób: „Nigdy nie mówiłem, że Jan Paweł II był” … itd.
Następnie jest mowa o wręczonym promotorowi sprawiedliwości zapisie rozmowy telefonicznej między dwoma watykańskimi purpuratami, mówiącymi o dokumentach nt. Emanueli, wezwaniu hien cmentarnych („tombaroli”), którzy mają „rozwiązać problem”, o tym, żeby nie zawiadamiać szefa watykańskiej żandarmerii i że kard. Abril [Hiszpan Santos Abril y Castelló, był jednym z często wymienianych kandydatów do tronu piotrowego podczas konklawe 2013, kiedy przeszedł na emeryturę jako arcyksiądz bazyliki Św. Marii Większej, zastąpił go kard. Stanisław Ryłko] zna już całą sprawę.
5d.
W 6:30’ Orlandi znów wrzuca kolejną porcję insynuacji, tak wstrętną i niemądrą, że aż zatyka, że prowadzący dziennikarz w ogóle nie reaguje, ani przeciwko bezpodstawnej treści, ale także przeciwko formie.
Na koniec Pietro Orlandi mówi, ze promotor sprawiedliwości zapewnił go, że ze śledztwa nie zostanie wyłączony Jan Paweł II (oklaski publiczności w studio).
5e.
Inny dziennikarz w studio Andrea Purgatori, wyraża przekonanie, że została uruchomiona machina, która już się nie zatrzyma.
Purgatori powiada, że w skutek pogłosek o tym, że ciało Emanueli jest pochowane pod aniołem na cmentarzu niemieckim wewnątrz państwa watykańskiego, ten grób ostał otwarty i stwierdzono, że jest pusty. A jest pusty, zdaniem znanego z prowadzenia programów śledczych w telewizji Purgatoriego, ponieważ właśnie te głosy skłoniły (kogo?) do ekshumacji ciała i przeniesienia go do tajnego miejsca gdzieś w bazylice Matki Boskiej Większej [gdzie rządził kard. Abril]. Dodaje, że to tylko pogłoska, albo hipoteza śledcza.
5f.
Potem puszczany jest film – udramatyzowane świadectwo Sabriny Minardi, byłej narzeczonej szefa Bandy della Magliana, której boss Renato de Pedis na wzgórzu Janikulum kazał przewieźć Emanuelę pod watykańską stację benzynową, znajdującą się w watykańskiej eksklawie pod tym samym wzgórzem. Manuela miała być oszołomiona, nie potrafiła nawet powiedzieć, jak się nazywa. Na watykańskiej stacji benzynowej czekał na Emanuelę czarny mercedes na numerach watykańskich. Wysiadł zeń ksiądz w sutannie w wieloma guziczkami i kapeluszu z szerokim rondem. „Wzięliśmy dziewczynę, wsadziliśmy ją do samochodu”.
Sam Pietro Orlandi mówi, że owa narzeczona De Pedisa mówi czasami rzeczy kompletnie bez sensu (ponieważ była narkomanką), ale akurat w tym wypadku wierzy w jej opowieść. Mówiąc, że Emanuela ewidentnie była świadkiem czegoś bardzo poważnego i nie można było dopuścić, by to komukolwiek opowiedziała. „Ukryli ją w jakimś środowisku kościelnym” – mówi.
– „Bo była świadkiem czegoś, czego nie można opowiadać?… – dopytuje dziennikarz prowadzący Giovanni Floris.
– Według mnie tak – odpowiada Pietro Orlandi – bo Emanuela, choć była obywatelką Watykanu, nie mogła być przedmiotem bardzo poważnego szantażu. …
– Wciągnięta w pewien kontekst, w krąg… – pyta Floris, ale nie kończy zdania.
– Może być od tego oddzielone, jeśli mówimy o kwestii pedofilii – odpowiada Orlandi – Jeśli ty chcesz szantażować człowieka wtedy najpotężniejszego, najbardziej wpływowego na świecie, państwo najpotężniejsze i najbardziej wpływowe na świecie, musisz mieć w ręku narzędzie szantażu potężne wobec tej osoby. Emanuela mogła posłużyć jako przedmiot szantażu medialnego, w rzeczywistości podejrzewani o porwanie, co mówili? Że zawsze jest szantaż medialny i szantaż podziemny. Według mnie Emanuela była obiektem szantażu medialnego, bo w tamtym momencie cały świat to interesowało i tworzyło bardzo silny nacisk na osobę szantażowaną, której pokazywano obiekt prawdziwego szantażu, który hej dotyczył”.
Insynuacje.
5g.
Na koniec, w programie jest mowa o obecnym przewodniczącym Trybunału Watykańskiego, który w przeszłości umorzył śledztwa wobec wszystkich podejrzanych, w tym De Pedisa, pani Minardi, poszczególnych monsignorów, zamieszanych w sprawę.
Jeśli śledztwo watykańskie – tłumaczy adwokatka Pietro Orlandiego pani Laura Sgrò – będzie prowadzone poważnie, jeśli dojdzie do procesu, to będzie musiał być nim objęty również i przewodniczący Watykańskiego Trybunału.
6.
Pora na komentarz.
D.O. tak to skomentuje, a raczej zaapeluje: nie przywiązuj się, Czytelniku, do niczego, co powiedział Pietro Orlandi, ani głosów świadków odtworzonych w omawianym programie.
W tej sprawie, tak, jak w sprawie zamachu na papieża wyprodukowano tuziny fałszywych tropów, Giovanni Floris, jak rasowy dziennikarz telewizyjny, wybrał najbardziej sensacyjne, bo taki jest jego zawód. To, co powiedziano, nie ma nic wspólnego z prawdziwym śledztwem. Obiektywizm i przekonania Pietro Orlandiego są z pewnością skażone osobistymi, zrozumiałymi emocjami, ale niekoniecznie przyczynią się do rekonstrukcji prawdy.
Jeśli coś oryginalnego, dotąd nieznanego zostanie po tym programie, to wciągnięcie Jana Pawła II w nowy krąg polemik.
Osobistym zdaniem D.O., kompletnie od czapy. Ale to kompletnie.
Stąd wątpliwości, czy to, co zostało powiedziane w programie w ogóle relacjonować. Ale masz prawo wiedzieć, a zawód D.O. polega na sprawianiu, żebyś wiedział.
Poniżej, pod screenshotem jest link z zapisem rozmowy w studio „Di Martedi’”: znający włoski mogą wysłuchać, nieznający mogą sobie przetłumaczyć i spróbować wyrobić sobie własną opinię.
7.
To jeszcze tylko, na zakończenie, parę akapitów z włoskiej Wikipedii, z hasła „zniknięcie Emanueli Orlandi”; sama końcówka:
„Trop pedofilii.
Według śledztwa, Emanuela Orlandi została zwabiona i zabita podczas serii seksualnych przyjęć z udziałem duchownych, watykańskiego żandarma i personelu dyplomatycznego zagranicznej ambasady przy Stolicy Apostolskiej. Inne śledztwa dotyczą tropu prowadzącego do Bostonu, z udziałem księży pedofilów.
Według księdza Gabriele Amortha [najsłynniejszego na świecie egzorcysty, D.O. robił kiedyś z nim kiedyś wywiad], młoda Emanuela Orlandi została odurzona narkotykami, a następnie zabita podczas pedofilskiej orgii, która odbyła się w Watykanie. Jest to hipoteza, którą w wywiadzie udzielonym La Stampa 22 maja 2012 r. wysunął ten zakonnik katolicki; informacja ta jest również opublikowana w jego książce ‘The Last Exorcist’.
W wywiadzie egzorcysta oświadcza, co następuje: „Jak również oświadczył ksiądz [chorwacki, zm. 2008] Simeone Duca, archiwista watykański, organizowano przyjęcia, w które zaangażowany był również żandarm Stolicy Apostolskiej jako „rekruter dziewcząt”. Uważam, że Emanuela padła ofiarą tego kręgu. […] Nigdy nie wierzyłem w międzynarodowy trop, mam powody sądzić, że był to przypadek wykorzystywania seksualnego, a następnie morderstwa wkrótce po zniknięciu i ukryciu ciała. W kręgu uczestniczyli także pracownicy dyplomatyczni z zagranicznej ambasady przy Stolicy Apostolskiej”.
Tę samą hipotezę, również z zaangażowaniem Paula Marcinkusa, postawił współpracownik wymiaru sprawiedliwości Vincenzo Calcara, były członek Cosa nostra, który relacjonował w programie Chi l’ha visto? [odpowiednik „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”] w 2014 r. rzekome zwierzenie szefa mafii, stwierdzające, że Orlandi zmarła podczas imprezy z seksem i narkotykami i została pochowana w Watykanie wraz z innymi rzekomymi młodymi ofiarami”.
O tym było dość głośno jeszcze za czasów D.O., ale nikt nigdy nie dostarczył choćby cienia dowodu, nawet Frederic Martell w swojej książce „Sodoma”, w której jest gęsto od „uciech” seksualnych watykańskich monsignorów.
A D.O. w plotki nie wierzy.
Nie wspomniał też o niczym podobnym sędzia Ferdinando Imposimato, z którym D.O. był dość zaprzyjaźniony, a on, prowadzący śledztwo w sprawie zamachu na papieża i praktycznie mieszkający w Watykanie i ze wszystkimi rozmawiający, lubił sensacje.

Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.
