15.05.2023
1.
Według państwowej agencji prasowej Anadolu po zliczeniu prawie 97% urn Erdogan zdobył 49,39% głosów, a Kilicdaroglu 44,92%.

„Moi drodzy, oni blokują system przez powtarzające się sprzeciwy w lokalach wyborczych, w których mamy dużo głosów. Na przykład mamy do czynienia z uporczywymi sprzeciwami w 300 lokalach wyborczych w Ankarze i 783 w Stambule. Istnieją lokale, w których sprzeciwiali się 6 razy, są lokale, którym sprzeciwiali się 11 razy. Nie pozwólmy, aby ta sprawa stała się faktem dokonanym. Sprawa jest poważna. Niech przyjdą głosy, wynik będzie jasny tak szybko, jak to możliwe. Kraj nie toleruje już niepewności. Nie bójcie się woli ludzi. Liczymy na odpowiedzialność na Najwyższej Komisji Wyborczej. Mamy świeże, podpisane protokoły. Nie pozwólcie proszę na rozpraszanie opinii publicznej. Powtarzam, nie blokujcie woli tego narodu. Wzywam naszych robotników demokracji do działania. Nigdy nie opuszczajcie lokali wyborczych i liczenia wyników.
Jesteśmy tutaj, dopóki każdy głos nie zostanie policzony”.
https://www.cumhuriyet.com.tr/turkiye/2023-secim-son-dakika-kilicdaroglundan-aciklama-milletin-iradesine-bloke-koymayin-2081482?utm_medium=Slider%20Haber&utm_source=Cumhuriyet%20Anasayfa&utm_campaign=Slider%20Haber
Trzeci kandydat na prezydenta, nacjonalista Sinan Ogan, uzyskał 5,3% głosów.
Wszystkie sondaże wskazywały na niewielką przewagę Kilicdaroglu.
Najwyższa komisja wyborcza Turcji przyznała Erdoganowi 49,49% po zliczeniu 91,93% głosów.
W wyborach parlamentarnych również zwyciężył sojusz islamistycznej AKP Erdogana i faszystowskiej MPH uzyskał przewagę, choć ostateczne wyniki nie są jeszcze znane.

Liderzy Sojuszu Narodowego złożyli oświadczenie podczas trwającego liczenia głosów w wyborach parlamentarnych i prezydenckich 14 maja 2023 r. Kandydat na prezydenta Kemal Kılıçdaroğlu odpowiedział na przemówienie balkonowe Erdoğana i powiedział: „Wyborów nie można wygrać z balkonu. Wygramy te wybory w drugiej turze”.
https://www.sozcu.com.tr/…/millet-ittifakindan-ortak…/
Kilicdaroglu oskarżył partię Erdogana AKP o ingerencję w liczenie i ogłaszanie wyników. Stwierdził, że partia Erdogana opóźnia pojawienie się pełnych wyników, publikując wyniki w kolejności, która sztucznie zawyża rezultat Erdogana.
Tysiące wyborców Erdogana zebrało się przed siedzibą partii w Ankarze, śpiewając partyjne pieśni i machając flagami. Niektórzy tańczyli na ulicy.
Zwycięstwo Erdogana, jednego z najważniejszych sojuszników prezydenta Władimira Putina, ucieszy Kreml, ale rozczaruje administrację Bidena i zmusi wielu europejskich i bliskowschodnich przywódców do podjęcia znacznie bardziej restrykcyjnych środków w stosunkach z faszystowskim reżimem w Ankarze.
2.
Tajlandzka opozycja odniosła wielkie zwycięstwo w niedzielnych wyborach. Wyborcy opowiedzieli się za dwiema partiami obiecującymi duże zmiany i koniec dekady konserwatywnego rządu kierowanego lub wspieranego przez wojsko.

https://www.bangkokpost.com/…/election-commission-says…
Move Forward, partia 42-letniej Pity Limjaroenrat, napędzana głosami młodych Tajów, jest największą niespodzianką tej wyborczej nocy. Według wciąż trwających obliczeń wyprzedza ona (115 mandatów), choć nieznacznie, kolejną partię opozycyjną, uważaną za faworytkę Pheu Thai kierowaną przez 36-letnią Paetongtarę Shinawatrę (112 mandatów). Wojsko odnotowało bardzo ciężką porażkę: 40 mandatów dla partii rządzącej Palang Pracharat i zaledwie 25 dla ustępującego premiera, byłego przywódcy puczu, generała Prayutha Chan-ocha.
Pheu Thai i Move Forward mają teraz połączyć siły. Łącznie obie partie mogłyby mieć około 280 miejsc w 500-osobowej Izbie Niższej.
Istotna będzie również partia centrowa Bhumjaithai, obecnie trzecia z 65 mandatami: partia, która w zeszłym roku naciskała na dekryminalizację marihuany, może być niezbędna dla każdej potencjalnej koalicji. Jednak nawet w wypadku koalicji trójpartyjnej (345 miejsc w Izbie Niższej), nie ma pewności, że Tajlandią rządzić będą demokraci. By zrównoważyć wpływy 250 senatorów mianowanych przez wojsko, opozycja potrzebowałaby 376 mandatów. A premier jest wybierany zwykłą większością głosów w wyniku wspólnego głosowania Izby i Senatu.
Publikacja ostatecznych wyników może zająć znacznie więcej czasu: komisja wyborcza dała sobie sześćdziesiąt dni (!) na ostateczne zatwierdzenie, biorąc pod uwagę złożony tajski system wyborczy.
Teraz rozpoczną się tygodnie, jeśli nie miesiące dyskusji. Gdyby rządzący establishment wykluczył dwie zwycięskie partie z nowego rządu, w Tajlandii mógłby rozpocząć się nowy okres niestabilności. Ale jest to scenariusz, który pozwoliłby utrzymać się u władzy partiom wspieranym przez wojsko, jest niestety możliwy, biorąc pod uwagę, że w ciągu ostatnich 90 lat było 12 zamachów stanu.
Powyższy tekst o Tajlandii D.O. dedykuje liderom polskiej opozycji demokratycznej.
3.
Aleksander Łukaszenko został przewieziony z powrotem do Mińska niemal bezpośrednio z Placu Czerwonego w Moskwie 9 maja. Od tamtej pory go nie widziano. Cierpi na poważną, ale tajemniczą chorobę. Niektórzy pytają wręcz, czy jeszcze żyje.

Dwa białoruskie kanały opozycji potwierdziły na Telegramie, że Łukaszenka był hospitalizowany, przewieziony do Republikańskiego Klinicznego Centrum Medycznego Policji w Mińsku 13 maja o godzinie 19:00 czasu lokalnego.
„W momencie jego przybycia wejście do szpitala było zablokowane, a siły bezpieczeństwa stały wzdłuż dróg” – poinformowali opozycjoniści. „Po przejeździe jego konwoju drogi zostały ponownie otwarte”.
Władimir Putin był podobno zszokowany złym stanem Łukaszenki, kiedy spotkali się osobiście na Placu Czerwonym. Łukaszenka pominął tradycyjne śniadanie przywódców i musiał zostać przewieziony elektrycznym wózkiem 300 m za róg Placu Czerwonego do płomienia Nieśmiertelnego Żołnierza tuż przy murach Kremla. Zdjęcia zamieszczone w mediach społecznościowych wydają się pokazywać wenflon wystający z rękawa jego kurtki. Według doniesień, spod pomnika poległych w wojnie został przewieziony bezpośrednio na lotnisko karetką i odwieziony do domu.
Wszystkiego najgorszego sqrxysynie!
4.
Pan Trump, znany z prawdomówności b. prezydent USA, był łaskaw powiedzieć podczas programu „Town Hall” w CNN, że „zakończyłbym wojnę w Ukrainie w 24 godziny”.
Z Rzymu to mu odpowiedział Zełenski:
„[Kiedy Trump był prezydentem USA] nie było inwazji na pełną skalę, ale była wojna. Była już rosyjska agresja. Krym był okupowany, część Donbasu była okupowana. Nie jestem pewien, czy był głęboko zaangażowany w tę sprawę, ale nie rozwiązał tej kwestii. Nie jestem pewien, czy to był dla niego priorytet. Nie oskarżam go o nic. Ale mamy fakty. I musimy im się przyjrzeć”.
Tak odpowiada dyplomata.
Porównasz to, Czytelniku, do oświadczeń wymlaskiwanych przez twojego przywuccę?
5.
To wam D.O. postanowił przetłumaczyć: mały esej prasowy Petera Pomerancewa, autora książek „Nic nie jest prawdziwe” i „Wszystko jest możliwe: Przygody we współczesnej Rosji”, w Guardianie.

https://www.theguardian.com/…/what-happens-when-leaders…
Tytuł:
„Co się dzieje, gdy przywódcy lekceważą prawdę?
Putin i Trump zaraz się dowiedzą”.
Możni tego świata mieli bać się prawdy. Dziennikarze mieli „utrzymywać prawdę u władzy”. Dowody miały niszczyć przestępców, tak jak światło słoneczne zabija wampira. „Znaleźć dowody – głosiła logika – a potężni mogliby zostać zawstydzeni i postawieni przed wymiarem sprawiedliwości”.
Historycznie rzecz biorąc, władcy zawsze próbowali cenzurować i ukrywać fakty. Naziści starali się ukryć prawdę o swoich okrucieństwach. Sowieckie kierownictwo wyje z zażenowania, gdy dysydenci przekazują światu zewnętrznemu informacje o warunkach panujących w gułagu. Richard Nixon został obalony po tym, jak wyszły na jaw fakty, że podsłuchiwał swoich przeciwników politycznych i wynikające z tego tuszowanie prawdy.
Ale co się stanie, gdy władcy przestaną bać się prawdy, a wręcz obnoszą się z jej lekceważeniem – jak widzimy w zachowaniu rosyjskiego Władimira Putina i amerykańskiego Donalda Trumpa? Dlaczego zniknął wstyd i dlaczego panuje bezkarność? Czy jesteśmy teraz bezradni, by pociągnąć możnych do odpowiedzialności?
W zeszłym tygodniu w USA Trump znowu „ogromnie” i bezczelnie kłamał. Podczas transmitowanego przez CNN programu „Town Hall” dziennikarka Katie Collins próbowała go powstrzymać za pomocą dowodów i racjonalnych argumentów, ale on po prostu rozkoszował się odrzucaniem jakiejkolwiek prawdy lub logiki. Według Trumpa wybory prezydenckie, które przegrał w 2020 r., zostały „sfałszowane”, mimo że nie ma dowodów na takie twierdzenia; reporterka E Jean Carroll, której sąd uznał Trumpa za winnego jej zniesławienia i napaści seksualnej, była po prostu „szaloną robotą”; kiedy Collins zarekwirował tajne dokumenty, które Trump usunął z Białego Domu, odrzucił go jako „paskudną osobę”. Publiczność w New Hampshire, pełna fanów Trumpa, krzyczała i wiwatowała. Zamiast „rozliczyć się” z prawdą, Trump pokazywał, jak go to nie obchodzi. Dlaczego jego zwolennicy tak bardzo to lubią?
To przede wszystkim potężna ulga, która płynie ze zrzucenia z siebie ciężaru faktów i ograniczeń ponurej rzeczywistości.
Fakty są na ogół nieprzyjemne, ale są przydatne dla polityków, którzy próbują udowodnić, że ich wielka polityka działa.
Ale Trump nie miał stabilnej polityki: może iść na prawo, a potem zwracać się w lewo, kiedy mu to odpowiada. Odkąd gubernator Florydy Ron DeSantis, jego rywal do nominacji Partii Republikańskiej, próbował pokazać, że jest bardziej konserwatywny niż Trump – i większość Amerykanów – w kwestiach takich jak aborcja – Trump sprawiał wrażenie bardziej liberalnego.
Trump nie ma też żadnych ideałów, których zdrady mógłby się wstydzić. Odwołuje się natomiast do czystego resentymentu, gdzie odrzucanie wszelkich form władzy i odpowiedzialności – autorytetu logiki, ideałów, racjonalnej polityki „elit” – czyni go atrakcyjnym dla ludzi.
Jednak w demokracji takiej jak USA rzeczywistość może się zemścić. Odrzucenie przez Trumpa faktów dotyczących Covid19 kosztowało go wybory w 2020 roku. Każdego miesiąca toczy się przeciwko niemu coraz więcej spraw sądowych: najpoważniejsza jest zarzucana mu próba zmuszenia urzędników w Georgii do dorzucenia większej liczby głosów na jego korzyść w 2020 r. Fox News, wspierająca Trumpa sieć telewizyjna, która świadomie rozpowszechniała teorie spiskowe wspierające jego roszczenia o „sfałszowane” wybory, właśnie wypłaciła 787 mln USD firmie, którą oskarżyła o fałszowanie głosów.
Putin ma mniej ograniczeń. W przeciwieństwie do poprzednich podżegających do wojny dyktatorów nawet nie próbuje ukryć swoich okrucieństw i zamiaru popełnienia ludobójstwa na Ukrainie. Putin i jego propagandziści otwarcie mówią o chęci zniszczenia ukraińskiej tożsamości i suwerenności, o porywaniu ukraińskich dzieci i przymusowej ich „reedukacji”. Armia rosyjska ostrzeliwuje szpitale położnicze, niszczy cywilną infrastrukturę i całe miasta. Putin chce otwarcie pokazać, że może masowo mordować i nikt nie może nic na to poradzić. Chce otworzyć przepaść między prawdą a sprawiedliwością, aby połączenie między nimi zostało całkowicie zerwane.
Ale rosyjska inwazja na Ukrainę może być również punktem zwrotnym: plaga bezkarności Putina zaczyna być konfrontowana z dużymi i małymi innowacyjnymi inicjatywami.
Od wybuchu wojny współpracuję z dziennikarzami i prawnikami w Projekcie Reckoning, aby pomóc „przyspieszyć” sprawiedliwość wobec okrucieństw. Prawnicy i dziennikarze nieczęsto współpracują ze sobą – ale w tym przypadku jesteśmy po tej samej stronie. Zespoły ukraińskich reporterów, przeszkolonych w zakresie międzynarodowych przepisów dotyczących praw człowieka, zbierają dowody okrucieństw na miejscu dzięki zeznaniom ofiar. Następnie tworzymy treści medialne na podstawie tych dowodów dla „sądu opinii publicznej”, a nasz zespół prawny opracowuje akty oskarżenia. Zwykle oskarżenia o zbrodnie wojenne pojawiają się długo po zakończeniu konfliktu; jednak w tej wojnie musimy je budować, gdy nadal szaleje.
Ale kiedy myślimy o sprawiedliwości, musimy wyjść poza staroświeckie przypadki zbrodni wojennych, w których generał lub polityk stają przed sądem. Chociaż jest to oczywiście ważne, czekanie na to może zająć dużo czasu. Co więcej, niektórzy z elity Putina są zbyt dumni, by oskarżać go o okrucieństwa: świadczy to o ich lojalności wobec przywódcy. Musimy poszerzyć naszą koncepcję tego, jak można osiągnąć sprawiedliwość.
Jeden z bardziej innowacyjnych pomysłów, który pojawił się ostatnio, pochodzi od Ilony Chmelewej z Rady Bezpieczeństwa Gospodarczego Ukrainy i brytyjskiej firmy prawniczej McCue Jury. Proponują trybunał sprawiedliwości ekonomicznej. To rozstrzygnie, w jaki sposób przejąć międzynarodowe aktywa państwa rosyjskiego i jego oligarchów i rozdzielić je między konkretne ofiary rosyjskiej agresji.
Dodałbym (miliardowe) grzywny przeciwko zachodnim firmom i podmiotom, które nadal wspierają machinę wojenną Putina pomimo sankcji. Taki trybunał zarówno zapewniłby namacalne odszkodowania ofiarom, jak i podkopałby skorumpowany, globalny system, który stworzył Putin i którego istnienie wykorzystuje, by udowodnić, jak głęboko zakorzeniona jest jego władza. Wewnętrzna propaganda Putina zawsze trąbi, jak wielu ma zwolenników na całym świecie: od Viktora Orbána na Węgrzech po Trumpa w USA. Argumentuje się, że prezydent Joe Biden próbował nas odizolować, ale jest za słaby i wszyscy potrzebują naszej ropy, gazu i metali.
Sondaże w Rosji pokazują, że Rosjanie wierzą każdemu, kto ma władzę: prawda nie jest wartością samą w sobie, ale atrybutem władzy. Jak podsumowuje jeden z niedawnych sondaży Open Minds Institute, Rosjanie skłaniają się ku „wierzeniu, że rząd ma rację, tylko dlatego, że jest rządem i ma władzę”. Jeśli Putin może pokazać, że jest potężny, poprzez globalną bezkarność i zwycięstwo na polu bitwy, to „wierzy się mu”. Pokonaj go na polu bitwy, podważ jego system w sądach, a jego moc definiowania realnie osłabnie.
Nie tylko prawda prowadzi do sprawiedliwości, ale sprawiedliwość prowadzi do prawdy.
A ponadto…

Krym – Ukrainie
Wyborg – Finlandii
Koenigsberg – Niemcom
Suchumi – Gruzji
Tyraspol – Mołdawii
Kuryle – Japonii
Rosjanom – Wolność”.
D.O. zawsze będzie apelował o przyjaźń i życzliwość dla rosyjskich demokratów, bo bycie demokratą w Rosji, bycie człowiekiem sprawiedliwym i przyzwoitym – wymaga niewyobrażalnego (chwilowo) dla nas bohaterstwa.

Dziennik pisze, że Zełenski powiedział papieżowi „chwilowo no, grazie” na jakiekolwiek inicjatywy mediacyjne, ale chętnie przystał na wszelkie inicjatywy Franciszka mające na celu powrót porwanych przez Rosjan dzieci ukraińskich do ojczyzny i do swoich rodzin.
https://www.repubblica.it/…/papa_zelensky…/…

https://bialystok.wyborcza.pl/…/7,35241,29757799,PiS…

https://rzeszow.wyborcza.pl/…/7,34962,29757855,prawie…

https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,29754028,wojownicy-maryi-przyjechali-do-krakowa-modlili-sie-za-zyjaca.html?do_w=117&do_v=753do_st=RS&do_sid=1085&do_a=1085#S.miasta-K.C-B.3-L.1.zw

Nie pójdą w ślady rodziców, przynajmniej chwilowo: Sasha obrobiła dyplom z socjologii, Salma z archeologii. Obie mają sławne, choć bardzo różne od siebie matki, ojcowie są (lub byli) potężnymi władcami, ale te 22-letnie dziewczyny nie zadzierają nosa i nic sobie nie robą z nadmiernego zainteresowania wścibskich mediów.
https://people.com/…/jordans-princess-salma-graduates…/
https://theblackwallsttimes.com/…/sasha-obama…/

Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.

Mam nieśmiałą sugestie dla Autora. Kiedy Pan wkleja link, to wszystko po „html” można wyciąć i wyrzucić. Linki są konstruowane tak, ze jest dodawany jakiś jadowity ciąg znaków służący do identyfikacji autora albo dla innych paskudztw. Powyżej Pan zostawił następujący ciąg paskudnych znaków. Moze Pan Redaktor nas oświeci, co to są za znaki i do jakich paskudztw są używane. Ja zawsze wyrzucam każdy taki ciąg, a już zwłaszcza te zaczynające się od „fb..”, które dokleja Facebook. Przy okazji zapraszam na moja stronę, gdzie czasami cytuje materiały DO. Zawsze bez paskudnych dodatków! Podlinkowana do mojego pseudonimu.
?do_w=117&do_v=753do_st=RS&do_sid=1085&do_a=1085#S.miasta-K.C-B.3-L.1.zw