10.06.2023
Dziś przy sobocie bez newsów, naoburzaliśmy się na zbydlęcenie szajki i bandytów krajowych i zagranicznych wystarczająco przez cały tydzień.
No, może tylko, że Trump ma 37 zarzutów kryminalnych, a Borysek podał się do dymisji z Parlamentu. Obaj ideolami szajki byli.
W zamian mała, kompetentna analiza stanu świata z perspektywy pozagrajdołkowej.
Długie i trochę hermetyczne, więc można od razu do zdjęć.
MARIO DRAGHI (były gubernator Europejskiego Banku Centralnego, b. premier Włoch, obalony przez przyjaciół Kremla z lewej i prawej strony sceny politycznej,
wystąpienie w Massachusetts Institute of Technology, Boston, 7 czerwca 2023 r)
NASZA WOLNOŚĆ JEST ZWYCIĘSTWEM UKRAINY
Panie i Panowie,
Wspaniale jest być z powrotem na MIT wśród tylu przyjaciół. A otrzymanie Nagrody Miriam Pozen to wielki zaszczyt. W 2020 roku inauguracyjną Nagrodę Miriam Pozen otrzymał Stan Fischer. Stan był prawdziwym politycznym gigantem dzięki swojemu opanowaniu, bystrości i doświadczeniu. Był dla mnie także przyjacielem, mentorem, wzorem do naśladowania. Czuję się niezwykle zaszczycony, że mogę pójść w jego ślady.
Moje dzisiejsze wystąpienie będzie opierać się na moich doświadczeniach jako szefa banku centralnego i premiera Włoch. Chciałbym skupić się na dwóch wydarzeniach, które wraz z rosnącymi napięciami z Chinami zdominowały stosunki międzynarodowe i gospodarkę światową w ciągu ostatniego półtora roku: wojnie na Ukrainie i powrocie inflacji. Wydarzenia te zaskoczyły polityków.
Sądziliśmy, że zbudowane przez nas instytucje oraz powiązania gospodarcze i handlowe wystarczą, aby zapobiec nowej agresji w Europie. Wierzyliśmy, że niezależne banki centralne nabyły zdolność ograniczania oczekiwań inflacyjnych, aż do poziomu obaw przed stuletnią stagnacją.
Z perspektywy czasu sądzę, że te dwa zasadnicze wydarzenia nie powstały znikąd i są ze sobą powiązane. Oba są raczej konsekwencją zmiany paradygmatu, która w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat po cichu przesunęła globalną geopolitykę z konkurencji na konflikt.
Ta zmiana paradygmatu mogłaby prowadzić do niższych potencjalnych stóp wzrostu i wymagałaby polityki prowadzącej do deficytów budżetowych i wyższych stóp procentowych. W latach 90. wielu uważało, że procesu globalizacji nie da się zatrzymać i rozpowszechni on na całym świecie wartości liberalne i demokratyczne. Rozwój sektora prywatnego, dobrze funkcjonujące rynki, nadzwyczajny wzrost bezpośrednich inwestycji zagranicznych i ekspansja światowego handlu były celami postrzeganymi jako sprzyjające nie tylko dobrobytowi dla wszystkich, ale także demokracji dla wszystkich.
Dominował pogląd, że globalne wartości będą się zbiegać i że ta zbieżność zmieni kształt stosunków międzynarodowych na nadchodzące dziesięciolecia. A zakładano, że instytucje międzynarodowe wystarczą do korygowania wypaczeń wynikających z globalizacji – na przykład w dziedzinie ochrony klimatu, konkurencji i praw własności – a instytucje krajowe do korekcji nierówności. Dwa zdarzenia ujawniły wady tego zgodnego poglądu na globalizację.
Pierwszym, być może najbardziej symbolicznym i brzemiennym w skutki, było przystąpienie Chin do Światowej Organizacji Handlu (WTO), mimo że nie były one (i nie są) gospodarką rynkową, w nadziei, że się nią stać. Chociaż decyzja ta doprowadziła do historycznego zmniejszenia globalnego ubóstwa i przyniosła korzyści zachodnim konsumentom i przedsiębiorstwom, miała ona poważny wpływ społeczny, polityczny i środowiskowy. WTO okazała się niezdolna do jej powstrzymania.
Po drugie, twierdzenie, że rozprzestrzenianie się wolnego rynku rozpowszechniłoby również wartości liberalnej demokracji, zostało obalone przykładem Rosji. Zachód postrzegał dojście do władzy Władimira Putina jako znak nieuchronnej modernizacji Rosji i witał Moskwę na forach wielostronnych, poczynając od G7 i G20. Zakładaliśmy, że stworzone przez nas więzi gospodarcze i handlowe z Rosją będą gwarancją dobrobytu, motorem demokratyzacji, preludium do trwałego pokoju. Jednak Putin nigdy nie pogodził się ze zmianami politycznymi i terytorialnymi po rozpadzie Związku Radzieckiego.
Od Gruzji po Krym rosyjski rząd wielokrotnie naruszał świętość międzynarodowych granic, realizując przemyślany plan przywrócenia swojej imperialnej przeszłości. Podpisane przez nas kontrakty z Rosją, zwłaszcza na dostawy gazu ziemnego, stałyby się narzędziem szantażu. Podczas gdy my byliśmy zajęci świętowaniem końca historii, historia przygotowywała swój powrót. Nawet instytucje w naszych krajach były zaskoczone tym wyzwaniem. Bunt przeciwko wielostronnemu liberalnemu porządkowi przybrał na sile z powodu postrzeganej niesprawiedliwości i braku gwarancji.
W 2016 roku wybór Donalda Trumpa w Stanach Zjednoczonych i referendum w sprawie brexitu w Europie pokazały powszechne niezadowolenie z dotychczasowego modelu gospodarczego i politycznego. Wyborcy domagali się większej ochrony i lepszych kontroli. Chcieli bardziej centralnej roli dla państwa, które wróciło na pierwszy plan. Pandemia Covid-19 przyspieszyła trend odchodzenia od prymatu rynków.
W Europie od razu zdaliśmy sobie sprawę, że w krytycznym momencie zbyt wiele łańcuchów dostaw było poza naszą kontrolą. Najbardziej wyraźnym i najbardziej niebezpiecznym przykładem jest łańcuch dostaw podstawowych towarów medycznych – od sprzętu ochronnego po szczepionki – w którym rządy musiały zająć bardziej asertywne stanowisko. Sektor publiczny przyjął również centralną rolę we wspieraniu gospodarki podczas lockdownów i inicjowaniu ożywienia po ponownym otwarciu. Budżety państw chroniły miejsca pracy, płace i przedsiębiorstwa, co okazało się mądrym posunięciem w celu ograniczenia szkód spowodowanych szokiem związanym z pandemią.
Ale właśnie wtedy, gdy myśleliśmy, że wygraliśmy wojnę z Covid-19, pojawił się nowy konflikt, który zagraża naszemu zbiorowemu dobrobytowi i bezpieczeństwu: brutalna inwazja Rosji na Ukrainę. Nie był to akt nieprzewidywalnego szaleństwa. Był to zaplanowany z premedytacją kolejny krok w programie prezydenta Putina i poważny cios dla UE. Egzystencjalnymi wartościami Unii Europejskiej są pokój, wolność i poszanowanie demokratycznej suwerenności. Są to wartości, które wyłoniły się po krwawej łaźni drugiej wojny światowej. I właśnie z tego powodu nie ma alternatywy dla Stanów Zjednoczonych, Europy i ich sojuszników, aby zapewnić Ukrainie zwycięstwo w tej wojnie.
Akceptacja rosyjskiego zwycięstwa lub niejasnego remisu śmiertelnie osłabiłaby inne sąsiednie państwa i wysłałoby autokratom wiadomość, że UE jest gotowa pójść na kompromis w kwestii tego, za czym się opowiada, czym jest. Byłby to również sygnał dla naszych wschodnich partnerów, że nasze zaangażowanie w ich wolność i niezależność – filar naszej polityki zagranicznej – nie jest wcale takie niezachwiane. Krótko mówiąc, zadałoby to egzystencjalny cios UE. Dla Europy wygranie tej wojny oznacza stabilny pokój, a dziś taka perspektywa wydaje się trudna.
Inwazja na Ukrainę jest częścią długoterminowej i złudnej strategii Putina: odzyskać dawne wpływy Związku Radzieckiego, a istnienie jego rządu jest teraz ściśle związane z jego sukcesem. Musiałoby dojść do wewnętrznej zmiany politycznej w Moskwie, aby Rosja porzuciła swoje cele, ale nic nie wskazuje na to, by taka zmiana miała miejsce. Geopolityczne konsekwencje przedłużającego się konfliktu na wschodniej granicy Europy są bardzo znaczące. Im szybciej to sobie uświadomimy, tym lepiej będziemy przygotowani.
Po pierwsze, UE musi być gotowa do wzmocnienia swoich zdolności obronnych. Jest to niezbędne, aby pomóc Ukrainie tak długo, jak to konieczne i zapewnić skuteczne odstraszanie Rosji.
Po drugie, musimy być gotowi do wejścia z Ukrainą na drogę, która doprowadzi ją do członkostwa w NATO. Alternatywą jest wysyłanie coraz większej ilości broni i budowanie porozumienia między Ukrainą a wszystkimi jej sojusznikami w tej wojnie z elementami wzajemnej obrony, przypominającymi traktat USA-Korea Południowa.
Ale takie porozumienie byłoby trudne do osiągnięcia i wdrożenia. Nie miałby odpowiedniego wpływu na Rosję i – jak zauważył Henry Kissinger – nie wiązałby strategii narodowej Ukrainy ze strategią globalną. Myślę też, że kontekst historyczny i polityczny różni się od koreańskiego. Jeśli okazałby się najbardziej prawdopodobnym przebiegiem wydarzeń, towynikająca z tego niepewność i niestabilność mogą być znaczące.
Po trzecie, musimy przygotować się na dłuższy okres, w którym światowa gospodarka będzie zachowywać się zupełnie inaczej niż w nieodległej przeszłości. I tu krzyżują się zmiany geopolityczne i dynamika inflacyjna. Wojna w Ukrainie przyczyniła się do wzrostu presji inflacyjnej w krótkim okresie, ale prawdopodobnie wywoła również trwałe zmiany, które zwiastują wyższą inflację w przyszłości.
W najbliższym czasie gwałtownie rosnące ceny energii, pogłębiające się wąskie gardła po stronie podaży, spowodowane zakłóceniami w łańcuchach wartości oraz zakłócenia na rynkach zboża i innych towarów żywnościowych, spowodowały, że inflacja osiągnęła poziom nienotowany od dziesięcioleci.
Te czynniki podażowe były początkowo głównym źródłem inflacji w Europie, ponieważ firmy musiały podnosić ceny w odpowiedzi na rosnące koszty energii i inne. W Stanach Zjednoczonych kolejne rundy bodźców fiskalnych sprawiły, że inflacja stała się głównie zjawiskiem po stronie popytowej. Jednak w obu przypadkach banki centralne musiały interweniować, aby przywrócić stopę inflacji do celu, o czym prawie zapomniały po dekadzie niskiej inflacji.
Z perspektywy czasu wydaje się prawdopodobne, że władze monetarne powinny były z wyprzedzeniem zdiagnozować powrót uporczywej inflacji. Ale, zwłaszcza w Europie, biorąc pod uwagę charakter szoku podażowego, nie jest jasne czy szybsze działanie zahamowałoby przyspieszenie cen, które zrodziło się z wielu przyczyn.
Niezdolność rządów do uzgodnienia w odpowiednim czasie pułapu ceny gazu ziemnego znacznie utrudniła pracę Europejskiego Banku Centralnego. W każdym razie, kiedy banki centralne interweniowały, wykazywały silne zaangażowanie w kontrolowanie inflacji i w dużej mierze nadrabiały stracony czas. Podwyżka stóp rozprzestrzenia się obecnie w całej gospodarce i pojawiają się oznaki spowolnienia w sektorze wytwórczym. Jednak usługi, a zwłaszcza turystyka, pozostają silne, a rynki pracy pozostają ogólnie napięte według standardów historycznych.
Inflacja okazuje się bardziej odporna niż początkowo zakładały banki centralne. Walka z inflacją jeszcze się nie zakończyła i prawdopodobnie będzie wymagać ostrożnego zacieśniania polityki pieniężnej, zarówno poprzez jeszcze wyższe stopy procentowe, jak i wydłużenie czasu do odwrócenia kursu. Jednak różne źródła szoku inflacyjnego w różnych państwach mają implikacje dla zadań stojących przed bankami centralnymi.
W Stanach Zjednoczonych inflacja była w dużej mierze napędzana gwałtownym wzrostem dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych podczas pandemii i wynikającym z tego wzrostem oszczędności, które od tego czasu były stopniowo zmniejszane. Kluczowym czynnikiem były transfery fiskalne w trakcie i po pandemii, które z nawiązką zrekompensowały wzrost dochodu do dyspozycji powyżej trendu w latach 2020 i 2021. Jednak dochód do dyspozycji w dużej mierze wrócił do trendu, a polityka fiskalna powróciła do mniej ekspansywnej. Sugeruje to, że obecny impuls do konsumpcji – i wywołana przez niego presja cenowa – osłabnie, gdy nadwyżki oszczędności zostaną wyczerpane. Co więcej, chociaż tworzenie nowych miejsc pracy w USA utrzymuje się na wysokim poziomie, istnieją wątpliwości czy płace przejmą rolę siły napędowej presji inflacyjnej po normalizacji wydatków.
Płace nominalne znacznie wzrosły, ale nie ma dowodów na to, że wzrost płac napędza wzrost cen. Wydaje się raczej, że płace zareagowały na ten sam wspólny czynnik nadwyżki popytu i dlatego powinny spadać wraz ze spadkiem popytu.
W strefie euro wyzwania są inne.
Jak dotąd inflacja nie była napędzana przez nadmierny popyt. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych całkowita realna konsumpcja w strefie euro jest nadal poniżej poziomu sprzed pandemii i znacznie poniżej trendu sprzed pandemii. Ten wyraźny kontrast odzwierciedla fakt, że strefa euro doświadczyła ogromnego szoku związanego z warunkami handlu w wyniku kryzysu energetycznego, który jednocześnie zwiększył koszty i przesunął przychody do reszty świata. Do tej pory firmy reagowały zmieniając swoje zachowania cenowe: zamiast absorbować wyższe koszty w marże, jak to robiły przez większą część poprzedniej dekady, przerzucały te koszty na konsumentów, utrzymując lub nawet zwiększając swoje zyski.
Pracownikom natomiast nie udało się uniknąć utraty realnych dochodów. Pod koniec ubiegłego roku płace realne były nadal o około 4 procent niższe niż przed pandemią. A biorąc pod uwagę inercyjny charakter większości negocjacji płacowych w Europie, proces ten będzie trwał przez pewien czas, dopóki realne straty w płacach nie zostaną zrekompensowane.
Dłuższy okres wzrostu płac naturalnie niesie ze sobą większe ryzyko, że inflacja stanie się trwała, zwłaszcza jeśli firmy będą nadal utrzymywać zachowania cenowe, które obserwowaliśmy do tej pory. Dlatego, aby wyeliminować te zagrożenia, popyt musi być wystarczająco stłumiony, aby zmniejszyć siłę ustalania cen i uniemożliwić firmom przenoszenie przyszłych podwyżek płac na konsumentów. Z drugiej strony, przy spadku popytu firmy mogły wchłonąć część podwyżek płac zapisanych w umowach o pracę na najbliższe 1-2 lata. Po uwzględnieniu innych czynników stopień przyszłego zacieśnienia monetarnego zależy od interakcji między przedsiębiorstwami a pracownikami oraz głębokości skutków wcześniejszych decyzji monetarnych.
Ogólnie rzecz biorąc, nie spodziewam się, aby problemy ze stabilnością finansową utrudniały ten proces. Obecnych trudności bankowych w żaden sposób nie można porównać z kryzysem finansowym i należy je rozwiązywać za pomocą środków ad hoc, tak jak czyniono to do tej pory. Biorąc pod uwagę ograniczone rozmiary tych kryzysów, rządy powinny w razie potrzeby finansować wszelkie niezbędne interwencje, unikając tworzenia przez banki centralne konfliktu między dążeniem do realizacji celów polityki pieniężnej i celów związanych ze stabilnością finansową. Doświadczenia lat siedemdziesiątych są nadal dla nas wszystkich bardzo wyraźne i dziś ani rządy, ani banki centralne nie chcą odkotwiczenia mechanizmów inflacyjnych.
W końcu bankom centralnym uda się sprowadzić inflację z powrotem do celu. Ale kiedy długoterminowe konsekwencje wojny staną się widoczne, gospodarka będzie wyglądać zupełnie inaczej niż to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Przedłużająca się wojna między Rosją a Ukrainą oraz utrzymujące się napięcia geopolityczne z Chinami będą nadal ciążyć na potencjalnym tempie wzrostu światowej gospodarki.
Co więcej, chęć zapewnienia odporności łańcuchów dostaw na wstrząsy geopolityczne sprawia, że państwa będą chętniej kupować towary od renomowanych i podobnie myślących dostawców, nawet jeśli nie są oni najtańsi, oraz inwestować w przenoszenie krytycznej produkcji do swoich krajów. Doprowadzi to do wzrostu zdolności produkcyjnych w gospodarkach zachodnich, ale niekoniecznie na skalę i efektywność niezbędną do utrzymania inflacji na tak niskim poziomie jak w przeszłości. Jednocześnie spodziewam się, że rządy będą miały coraz większe deficyty budżetowe.
Wyzwania, przed którymi stoimy – od kryzysu klimatycznego, przez potrzebę wzmocnienia naszych krytycznych łańcuchów dostaw, po zwiększenie zdolności obronnych, zwłaszcza w UE – będą wymagały znacznych inwestycji publicznych, których nie można sfinansować wyłącznie poprzez podwyżki podatków. Te wyższe poziomy wydatków rządowych będą wywierać dodatkową presję na inflację, oprócz innych możliwych wstrząsów po stronie podaży energii i innych towarów.
W dłuższej perspektywie stopy procentowe prawdopodobnie pozostaną wyższe niż w ostatniej dekadzie. Jednocześnie niski potencjalny wzrost, wyższe stopy procentowe i wysoki poziom zadłużenia po pandemii to niestabilny koktajl – a banki centralne tolerujące inflację nie będą rozwiązaniem.
Banki centralne z pewnością muszą bardzo uważać na swój wpływ na wzrost, aby uniknąć niepotrzebnego cierpienia. Jednak zadanie przeprojektowania polityki fiskalnej w tym nowym kontekście spadnie głównie na rządy. Będą musiały na nowo nauczyć się żyć w świecie, w którym przestrzeń fiskalna nie jest nieskończona, jak wydawało się, że miało to miejsce, gdy stopy wzrostu znacznie przewyższały koszty finansowania zewnętrznego.
A jeśli zrozumie się niektóre wnioski z ostatnich trzech dekad, znacznie więcej uwagi trzeba będzie poświęcić składowi polityki fiskalnej.
Powinno to mieć na celu zwiększenie potencjalnego wzrostu przy jednoczesnej ochronie i włączeniu tych, którzy najbardziej potrzebują pomocy. Oczywiście ten obraz może się radykalnie zmienić, jeśli fala potężnych innowacji, takich jak sztuczna inteligencja, wstrząśnie światem i przyspieszy globalny wzrost. Chociaż trudno jest przewidzieć wszystkie konsekwencje takiego wydarzenia, jedno jest pewne: rządy, państwa i instytucje muszą reagować proaktywnie, aby zapewnić włączenie i ochronę wszystkich tych, na których te wydarzenia miałyby negatywny wpływ.
W tym wszystkim UE będzie musiała stawić czoło bezprecedensowym ponadnarodowym wyzwaniom. UE pod wieloma względami znajdowała się w centrum eksperymentu globalizacji, ale postrzeganie stworzenia jednolitego rynku i euro jedynie jako przedłużenia tego procesu, byłoby niepełnym odczytaniem zjawiska. Projekt był zawsze coraz ambitniejszy. UE wyróżnia się w dwóch ważnych wymiarach.
Europejski model społeczny zapewnił silniejszą sieć bezpieczeństwa tym, którzy pozostali w tyle za resztą społeczeństwa. Ponadto UE posiadała silne kolektywne zasady i instytucje, które choć niedoskonałe, zapewniały większą ochronę przed skutkami ubocznymi wolnego rynku. Ale UE nie została zaprojektowana w celu przekształcenia siły ekonomicznej w siłę militarną i dyplomatyczną. Dlatego europejska odpowiedź na Rosję stanowi punkt zwrotny.
Teraz wojna w Ukrainie, jak nigdy dotąd, pokazała jedność UE w obronie jej wartości założycielskich, wykraczając poza narodowe priorytety poszczególnych krajów. To będzie kluczowe w nadchodzących latach. Będzie to miało fundamentalne znaczenie dla przeprojektowania Unii w celu przyjęcia Ukrainy, krajów bałkańskich i Europy Wschodniej; trzeba będzie zorganizować europejski system obronny, który uzupełni i wzmocni NATO; oraz przezwyciężyć wszystkie inne ponadnarodowe wyzwania, którym musimy stawić czoło wspólnie: przede wszystkim transformację klimatyczną i bezpieczeństwo energetyczne, dostosować nasze instytucje, a przede wszystkim proces decyzyjny do nowego kontekstu. A wszystko to bez osłabiania ochrony socjalnej, która czyni UE wyjątkową.
Nalegam na jedność, ponieważ jest to jedyna droga naprzód: poszczególne kraje europejskie, jakkolwiek silne, są zbyt małe, aby samodzielnie stawić czoło tym wyzwaniom. A im większe są te wyzwania, tym dłuższa droga ku jednolitemu podmiotowi politycznemu, gospodarczemu i społecznemu, ale, jakkolwiek długie i trudne, ich pokonanie staje się nieuniknione.
Nasza podróż, która rozpoczęła się wiele lat temu i przyspieszyła wraz z utworzeniem euro, trwa nadal.
Dzisiaj mówiłem o naszych trudnych czasach. Ale czasy nigdy nie były łatwe. Przyjechałem tu w sierpniu 1972. Kiedy byłem studentem, była wojna Yom Kippur, kilka skoków cen ropy, upadek międzynarodowego systemu monetarnego, terroryzm szerzył się na całym świecie, a inflacja wymknęła się spod kontroli, to tylko kilka wydarzeń z tamtego okresu. I oczywiście byliśmy w środku zimnej wojny. Byliśmy w stanie sprostać tym wyzwaniom i jestem pewien, że będziemy w stanie sprostać tym wyzwaniom również w przyszłości dzięki przygotowanym i natchnionym mężczyznom i kobietom.
Pragnę złożyć hołd MIT i ogólnie wszystkim instytucjom naukowym i edukacyjnym za ich ogromny wkład w przygotowanie i inspirowanie pokoleń kobiet i mężczyzn w służbie światu.
Dziękuję.
(Opublikowano w „il Foglio”, 9 czerwca 2023 r.)
A ponadto …


