23.09.2023
To już tradycja.
Polscy biskupi przed wyborami udzielają katolikom rad jak głosować, zaznaczając, ze samo głosowanie jest obowiązkiem. Tak zrobili i tym razem.
„Rada ds. Społecznych Konferencji Episkopatu Polski opublikowała „vademecum wyborcze katolika”. Można w nim przeczytać, że „udział w wyborach jest obowiązkiem”, a osoba wierząca „nie może pójść na kompromis” w takich kwestiach jak, np. prawo do życia. Według duchownych katolik powinien sprzeciwiać się budowaniu świata „tak, jakby Boga nie było”.
Mogłoby się wydawać, ze to bardzo rozsądny głos. Niestety to jest wyraz ideologicznego zacietrzewienia połączony z kompletnym ignorowaniem społecznych realiów w jakich znalazła się Polska rządzona od 2015 roku przez partię Jarosława Kaczyńskiego.
Przede wszystkim nauki społecznej kościoła nie można ograniczać do aborcji i do wyimaginowanego niebezpieczeństwa związanego z gender. Powtarza to już od 2013 roku papież Franciszek, którego nadwiślańscy biskupi od początku ignorują. Poza tym partia, która wpisała w swój program fundamentalizm religijny od początku niszczy demokracje i prawa jednostki, w tym zwłaszcza kobiet i mniejszości seksualnych. Poza tym w swojej praktyce politycznej z języka nienawiści wobec wszystkich, którzy nie podzielają jej przekonań, uczyniła swój podstawowy oręż polityczny. I na koniec, to właśnie głowa kościoła katolickiego od 2013 roku zrobiła wszystko by uwrażliwić katolików na dramatyczną sytuację emigrantów i uchodźców.
Nikt kto poczuwa się do wspólnoty katolickiej nie powinien słuchać polskich biskupów i wskazywanych przez nich polityków.
Inni tym bardziej.


Mam wrażenie, że polski KK opanowany jest przez ludzi o niewielkim potencjale intelektualnym. Obok tego co Pan był łaskaw wskazać w życiu ludzi i organizacji jest coś takiego jak dbałość o dalekosiężne interesy i nie robienie tego co nam szkodzi.
Polski KK przeżywa kryzys, np. powołań, z którego to powodu płacz rozlega się wszędzie i winnych szuka się wszędzie tylko nie w sobie. Kościoły pomału pustoszeją i nikt nie powie głośno dlaczego.
Wręcz przeciwnie – brnie się dalej w ścieżkę, która do takiego stanu doprowadziła. Ta „zachęta” do głosowania to kolejny kroczek na samobójczej drodze.
Może się tak zdarzyć, jak Panowie piszecie, ale nie musi… Kiedy ustrój, który reaktywuje Kaczyński, chylił się do upadku, prymas Wyszyński, chcąc ratować Gierka, zaapelował do robotników, by nie strajkowali. Na drugi dzień po apelu strajki rozlały się po całej Polsce. Ale wtedy była 'klasa robotnicza’, która obecnie stanowi trzon elektoratu pis…
Pełna zgoda, klasę robotniczą zniszczył neoliberalizm połączony z fundamentalizmem religijnym. Balcerowicz z Rydzykiem to grabarze tej kiedyś istotnej grupy społecznej. Dzieła zniszczenia dokonał PiS, który ją zwasalował w sposób najbardziej upokarzający, zresztą dzielnie wspomoga go w tym RKK.
Bardzo trudno wyrokować o potencjalne intelektualnym na podstawie wyborów ideologicznych. Moim zdaniem sprawa jest o wiele bardziej złożona, a główny problem polega na programowym antyintelektualizmie obecnych hierarchów. Cenią wyżej solidarność kastową niż analizę rzeczywistości. Przymykanie oczu na destrukkcyjnie działania niektórych księży i wspierających ich polityków (i odwrotnie) wymaga wielu zabiegów heurystycznych i angażowania intelektu, który mógłby być użyty w lepszej sprawie, np. pokazywania antychrześcijańskiego oblicza tego co się dzieje, vide reakcja na film „Zielona granica”.
Sądziłem, że właśnie ta solidarność kastowa podpowie im, że nie warto sprzedawać się jakiejkolwiek linii politycznej, bo w demokracji panowanie jakiejkolwiek trwa krótko. Trzymanie się jednej partii musi się źle skończyć. W interesie KK byłoby więc np. przestrzeganie dekalogu, który partia rządząca łamie dzień w dzień, a ze strony KK nie pada na ten temat żadna uwaga, nawet najłagodniejsza.
Tak trudno się domyślić, że to droga nad przepaść? Nie żebym miał płakać, ale nie rozumiem takiej ślepoty.
Problem w tym, co pan wyżej określił jako „niewielki”, ja powiem dosadniej – znikomy. A myślę, że nie tylko intelektualny, ale i przede wszystkim moralny.
Przecież ci o wysokim poziomie intelektualnym odeszli. Polak (d. Węcławski), Bartoś, … wreszcie i sam pan Obirek.
Jeszcze 20 lat temu zdawało mi się, że w tym środowisku jest walka o wpływy dwóch kościołów toruńskiego i krakowskiego (taką miałam nadzieję co do tego drugiego) – jednak okazało się, że pieniądz rządzi światem jak zwykle i „gorszy pieniądz wypiera lepszy”.
Interesujące są obserwacje solidarności kastowej oraz programowego antyintelektualizmu hierarchów. Mnie się wydaje, że klucz do zachowań hierarchów tkwi w ich przekonaniu, że są kimś wyjątkowym, lepszym, kimś ponad społeczeństwem. W takich rolach przez wieki występowali ich poprzednicy a współcześni również sami siebie tak postrzegają.
*
„Sądziłem, że właśnie ta solidarność kastowa podpowie im, że nie warto sprzedawać się jakiejkolwiek linii politycznej, bo w demokracji panowanie jakiejkolwiek trwa krótko.” To zdanie dość odobrze oddaje różnice w myśleniu intelektualistów a hierarchów. Hierarchowie kategorycznie i fundamentalnie nie zgadzają się na demokrację. Stąd popierają PiS a więc faszystów dążących do obalenia demokracji – już zresztą częściowo w Polsce zniszczonej. Popierają też niketóre skrzydła Konfederacji – te najbardziej brunatne i „bogobojne”. Dyktatura w mniemaniu hierarchów oznacza ich długotrwałe panowanie i dobrostan (przede wszystkim władzę i pieniądze) bez ryzyka zmian jakie zachodzą w demokracjach.
*
O ile w Polsce okresu 1989-2015 r. nastąpiła zmiana mająca umownie wymiar „rewolucji liberalnej” (choć to olbrzymie uproszczenie), to hierarchowie poparli kontrrewolucję okresu 2015-2023, widząc w tym swój interes. Ten interes polega między innymi na braku zgody na kierunki zmian cywilizacyjnych i swiatopoglądowych w świecie współczesnym, w tym przede wszystkim braku zgody na laicyzację społeczeństwa, które do tej pory dawało się utrzymywać w kruchtach. POnieważ krk w ogóle, a polska filia krk w szczególności, nie potrafią zatrzymać tych niekorzystnych dla nich zmian cywilizacyjnych, obalenie demokracji i wolności jawi im się jako sposób uratowania własnej pozycji w hierarchii społecznej.
„klucz do zachowań hierarchów tkwi w ich przekonaniu, że są kimś wyjątkowym, lepszym, kimś ponad społeczeństwem. W takich rolach przez wieki występowali ich poprzednicy ”
Bo i po części taka była prawda w dawnych czasach. Po części bo jak świadczą choćby notatki powizytacyjne bpa Rozrażewskiego (XVI wiek) zdarzali się księża wykształceni poniżej przeciętnej nawet w tamtych czasach.
Ogólnie jednak duchowny w porównaniu z chłopem czy drobnym szlachcicem (z mieszczaninem już nie) był na pewno lepiej wykształcony, co dawało mu już na starcie przewagę i zapewniało respekt.
Dziś jest dokładnie odwrotnie. Seminaria kształcą „administratorów parafii”, a znajomość choćby Biblii jest taka, że nie pozwala na dyskusję nawet ze mną 🙂 (miałem takie przygody)
Ludzie kształcą się w kierunkach, o których nie mają pojęcia duchowni, a tym samym ich rozumienie świata coraz bardziej odstaje od poziomu księży.
U części wiernych zachowuje się jeszcze pewien szacunek wyrosły na tradycji, ale jest tego coraz mniej.
Stąd ich oczekiwania, że będą traktowani jak ktoś lepszy są godne pożałowania.
Co ciekawe nie ma tego problemu np. u ewangelików. Pastor nie udaje „kogoś lepszego”, a parafianie i bez tego okazują mu szacunek. Co istotne: to działa też w drugą stronę!
Problem wychowania seminaryjnego znakomicie opisał Marco Marzano w Kascie czystych. Nawiasem mówiąc autor będzie na początku października w Polsce, ale obawiam się, ze media pochłonięte tym co powiedział lub nie powiedział Kaczyński pewnie nawet nie zauważa ze ktoś mógłby im pomoc zrozumieć, co tu się dzieje.
To miał być komentarz do Pana, ale wylądował niżej, przepraszam.
Kilkanaście lat temu w ramach pracy zawodowej miałem okazję spotkać biskupa Kościoła Ewangelisko-Augsburskiego. Biskup, pomijając interesy, okazał się wspaniałym rozmówcą, człowiekiem świetnie wykształconym a w dodatku bardzo ciekawą osobowością. Urodzony i wychowany na Śląsku Cieszyńskim miał niesamowity stosunek do pracy, do religii, do życia, do człowieka w ogóle. Byłem i pozostaję do dzisiaj pod wielkim wrażeniem tego hierarchy, który na tle biskupów krk wyróżniał się pod każdym względem. Miałem okazje równiez poznać kilku biskupów krk, ale ich poziom umysłowy a sądze także, że każdy inny, nijak się nie miał do tego hierarchy protestanckiego. Dlatego przekonanie hierarchów krk, że są kims wyjątkowym i lepszym od innych Polaków uważam za jedna z ich największych iluzji. To właśnie skutki tej iluzji obserwujemy w postawie i komunikatach episkopatu.
Pelna zgoda. Podobne doświadczenia miałem i mam z daninami. Wprawdzie głównie amerykańskimi, ale dotyczy to w końcu urzędników tego samego Boga. To byli i są intelektualiści myślący na własny rachunek i nie odwołują się w każdym zdaniu, jak polscy biskupi krk, do swego szefa, którego zreszta nie maja. Każdy jest sobie statkiem i sterem.
Zgoda, jednak dodałbym jeden element, o którym rzadko myślimy. To strach. Wszędobylski i paraliżujący strach, myśle ze on wiele choć oczywiście nie wszystko tłumaczy. Również lek przed ostracyzmem środowiskowym, o wspólnocie interesów nie wspominając.
Jeżeli Kk instruuje jak głosować w nadchodzących wyborach, to to jest czynny udział w agitacji. To wynika bezpośrednio z ustawowo wprowadzonego konkordu. Przy jego procesowaniu członkowie Stowarzyszenia na Rzecz Praw i Wolności ostrzegali „umowa ta wspiera aspiracje Kościoła do uczynienia z Polski państwa wyznaniowego”.