02.10.2023
Właśnie zarejestrowałem się na wybory.

Za granicą do najbliższego lokalu wyborczego często jest kilka godzin jazdy samochodem. W moim przypadku jest to 1,5 godziny w jedną stronę. Są jednak tacy, dla których głosowanie to całodniowa wyprawa.
Większość osób przebywających w Polsce może oddać głos, poświęcając całej sprawie 30 minut. Zachęcam, aby nie rezygnować ze swojego prawa do decydowania o losach Polski.
Rozumiem zniechęcenie z powodu jakości naszych polityków oraz debaty publicznej. Wiem, że często ma się uczucie, że nie ma na kogo głosować. Mamy jednak takich polityków i takie społeczeństwo, jakie mamy i musimy z nimi pracować, jak najlepiej się da.
Gdy rezygnujemy z oddania głosu, de facto nasz głos zostaje proporcjonalnie rozdystrybuowany pomiędzy wszystkich kandydatów, również tych, z którymi nie chcemy mieć nic wspólnego.
Niektórzy są zniechęceni ze względu na oszustwa wyborcze, bo przecież choćby ustawianie całych wyborów pod jedną partię, finansowanie jej kampanii z naszych podatków lub używanie referendum do promocji rządzącego ugrupowania, są takimi oszustwami.
Na mieście często słychać opinie, że PiS prędzej sfałszuje wybory niż je przegra. Nie jest to takie łatwe. Na ręce będą im patrzeć tysiące wolontariuszy. Oczywiście wybory nie są równe, lecz możliwość wpływania na samo liczenie głosów jest ograniczona. Głosując przeciwko, niwelujemy nieuczciwą przewagę, jaką sobie organizują.
Nawet jeśli nieuczciwie wygrają, to twój głos może przeważyć, że będą mieli jednego posła mniej. To będzie zmuszać ich do większej dyscypliny i lęku, że w każdej chwili ich koalicja może się rozlecieć. Lub, ze względu na opór garstki posłów, bardziej radykalne plany będą blokowane. Warto w tym celu poświęcić 30 minut.
Nawet jeśli spełni się czarny scenariusz i posuną się do fałszerstwa, to będzie to jawne i ewidentne. Spadnie maska z twarzy Kaczyńskiego i już nikt nie będzie miał wątpliwości, że Polska nie jest demokratycznym i praworządnym krajem. Może się więc zdarzyć, że Kaczyńskiemu i jego środowisku zabraknie odwagi lub będą liczyć, że później uda się im jeszcze wykraść posłów z Konfederacji. Warto im taki kłopot zorganizować, a Twój głos może się do tego przyczynić.
Jeśli mieszkasz za granicą, nie zapomnij się zarejestrować. Inaczej nie będziesz mógł oddać głosu. Najlepiej zrobić to za pomocą tej strony https://ewybory.msz.gov.pl/ . Musisz mieć ważny paszport. Wybory w Stanach Zjednoczonych odbywają się w sobotę 14 października. W Polsce i pozostałych krajach do urn pójdziemy 15 października.
Pojawiając się w lokalu, możesz być zachęcanym do pobrania karty do głosowania w referendum. Należy stanowczo odmówić, jeśli nie chce się być częścią pisowskiego reżimu. Należy pobrać tylko i wyłącznie karty do głosowania w wyborach do Sejmu i Senatu. Samo pobranie karty do referendum, zwiększa frekwencję, co będzie później wykorzystane przez PiS do wprowadzania niekonstytucyjnego lub antyunijnego prawa. Wynik tego referendum może PiS posłużyć również jako pretekst do rozpoczęcia dyskusji o wyprowadzaniu Polski z Unii Europejskiej, dlatego nie należy się dać w to referendum wmanipulować.

Dobiesław Pałeczka
Absolwent informatyki i psychologii klinicznej w Poznaniu.
Jako inżynier zajmował się pomiarami ruchu gałki ocznej w Instytucie Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej PAN oraz systemami uczącymi się i wspomaganiem decyzji na Politechnice Poznańskiej. Jako psycholog pracował w szpitalu psychiatrycznym i w poradni terapii uzależnień. Przez szereg lat prowadził prywatną praktykę psychoterapeutyczną. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychoanalitycznej.
Ostatnie lata spędził w Dolinie Krzemowej, tworząc przeglądarki internetowe. Po przejęciu władzy przez PiS zorganizował struktury KOD-u na zachodzie USA i koordynuje działaniami ruchu na tym obszarze. W styczniu 2017 postanowił zwolnić tempo i zamieszkał w Sonoma Mountain Zen Center.
Prowadzi blog.dobek.org.

Ja pojadę z Rochester do Buffalo. To mniej więcej godzina. Zrobię to dla siebie, żebym nie musiał się wstydzić, ze prezdupel jest górą. (Prezdupel to nie jest polskie słowo. Takie słowo nie istnieje. Dlatego nie może być obraźliwe.) Profesor Ludwik Turko zachęcał, żeby kartę do referendum jednak pobrać, po czym podrzeć na co najmniej dwa całkowicie osobne kawałki, i wrzucić do urny. Według profesora, efekt taki sam jak odmowa pobrania, a nie zostawia śladu w papierach. Ja się takiego śladu nie boję, no ale jednak zostawienie śladu jest pozwoleniem na to, żeby wybory nie były tajne. To było by małe bo małe, ale jednak zwycięstwo prezdupla.
Także nie jestem zwolennikiem PiS. Jednakże uważam, że Polakom, którzy mają swoje „centrum życiowe” poza granicami Polski należałoby odebrać prawo głosu. Bo przecież oni (w przeciwieństwie do Polaków „krajowych”) nie będą odczuwali wyników swojego ma własnej skórze.
W dodatku w sporej liczbie tekstów – nie tylko w tym – widzę pomijane wstydliwie milczeniem uproszczenie sytuacji. Jeśli uznamy, że PiS szkodzi Polsce i nam wszystkim, to automatycznie znaczy, że (choć może w mniejszym stopniu) szkodzić Polsce będzie KAŻDA partia, która zdobędzie władzę. Takie standardy walki politycznej PiS nam narzucił.
Jeśli jakaś partia szczerze nie chce psuć pieniądza – to nic nie obiecuje i nie zostanie wybrana. Jeśli jakaś partia szczerze chce odpowiedzialności karnej dla złych rządzących, musi się liczyć z tym, że i jej polityków będzie można postawić w stan oskarżenia. I niestety partie się tego boją. Nikt nie rzuca kamieniem, bo nikt nie jest bez winy.
Dzisiaj głosowanie to zadanie trudniejsze, niż kwadratura koła. Tym bardziej, że głosując na jakąkolwiek partię (może poza PiS i PO, choć i tego nie jestem do końca pewny) nie wiemy, jak się ta partia zachowa po wyborach. Czy za cenę „paru ministrów” nie zawrze koalicji z partią, której byśmy widzieć u władzy nie chcieli. To jest właśnie mój problem. Najrozsądniejsze w naszym całym bałaganie wydaje mi się PSL, a jego obecna koalicja też jest dla mnie strawna. Ale pamiętając ile razy PSL zmieniał front i koalicję – po prostu boję się na nich głosować.
Osoby obserwujące te wszystkie komeraże z daleka i mające ten luksus, że nie one poniosą skutki złego wyboru nie powinny wybierać mi rządzących, bo to JA, a nie one będę się z tymi rządzącymi męczył przez następne 4 lata.
Skrajna prawica już otwarcie mówi o polexicie, a w takim razie nie dotyczy to tylko tych co na stałe mieszkają w kraju. Utrudnienie choćby odwiedzania najbliższych, nie mówiąc już o troszczeniu się o ich los, jest dla tych za granicą bardzo ważną kwestią.
Cześć, Panie Sąsiedzie,
Też mieszkam o póltorej godziny jazdy od Portland — w Corvallis.
(jak ktoś, kto nie zna geografii Oregonu, będzie to czytał, to z góry wytłumaczę: nazwa naszego miasteczka nie ma nic wspólnego z brytyjską Kornwalią, jak wiele osób błędnie się domyśla — tylko to są połączone dwa łacińskie słowa, Cor („serce”) i vallis (drugi przypadek od słowa „dolina”), czyli razem „serce doliny”. Corvalis istotnie leży mniej wiecej w środku doliny rzeki Willamette. Pierwsi osadnicy, którzy tu dotarli około roku 1850-go, byli najwyraźniej ludźmi wykształconymi; kilka okolicznych miejscowości też ma nazwy z łaciny i greki).
No, ale Panie Sąsiedzie, to (…..) było nie dla Pana, tylko dla innych czytających ten tekst, mieszkających z dala od Oregonu, o ile takie osoby się zdarzą.
Mnie Pana wpis zachęcił do głosowania! Byłem przekonany, że trzeba by było jechać aż do San Francisco, albo do Seattle — a to jest trochę daleko, ja już młodzieniaszkim nie jestem. Ale Portland, to co innego! Jazda do Portland niestraszna, a przy okazji jeszcze możemy odwiedzić obie nasze córki, które tam mieszkają i jeszcze tego samego dnia wrócić do domu (córki, psianoga, już nie zagłosują, bo choć sa polskimi obywatelkami, to nigdy sobie peseli nie wyrobiły). Byc może też nam sie uda pojechać razem z kilku innymi Polakami z Corvallis (niewielu nas jest, chyba nawet mniej, niż 10 osób).
Wiec ja jeszcze zapytam, czy głosowanie w Portland też będzie się odbywać w niedzielę 15-go? Głupie pytanie zapewne, ale, biorąc pod uwagę różnicę czasu z Polską, która wynosi aż 9 godzin, lepiej zawczasu sie upewnić. No, ja niby powinienem sam być w stanie to sprawdzić, ale na razie mi sie nie udało znaleźć tej informacji. Będę wdzięczny, jak Pan Sąsiad mnie oświeci.
Serdecznie pozdrawiam, Tomek Giebułtowicz
(ja mam 77 lat, więc może powinienem sie podpisywac „Tomasz” — ale przez całe życie wszyscy mnie nazywali właśnie Tomkiem; Wojtek Kuszko, obecny szef Studioopinii, który mnie zna, może to potwierdzić).
Witam Panie Sąsiedzie!
Wybory w USA odbywają się w sobotę – 14 października!
Dziękuję za entuzjazm :).
1.
„już nie zagłosują, bo choć sa polskimi obywatelkami, to nigdy sobie peseli nie wyrobiły”
Zaraz, zaraz. To obywatel może być pozbawiony prawa wyborczego z powodu peselu?
2.
„Samo pobranie karty do referendum, zwiększa frekwencję, co będzie później wykorzystane przez PiS do wprowadzania niekonstytucyjnego lub antyunijnego prawa”
„kartę do referendum jednak pobrać, po czym podrzeć na co najmniej dwa całkowicie osobne kawałki, i wrzucić do urny.”
Dałbym głowę, że w konferencji prasowej ważna osoba z Krajowego Biura Wyborczego (lub Państwowej Komisji Wyborczej) stwierdziła, że do ważności referendum liczą się oddane głosy ważne. Gdyby tak było, to najlepszym wyjściem jest pobranie karty i uczynienie jej głosem nieważnym, np. przez zaznaczenie i tak, i nie 4 razy.
Czy ktoś mógłby to objaśnić?