28.10.2023

To zdjęcie jest z Kabulu z 2009 roku, plakaty z napisami „Islam podbije świat” widzieliśmy na dziesiątkach demonstracji w Europie, wyrafinowani biali „liberałowie” wolą okrzyk „Wolna Palestyna”, udając, że nie wiedzą, iż znaczy to samo.
Profesor Stanisław Obirek poleca książkę brytyjskiego autora, której nie czytałem i nie mam w planach tej lektury, ponieważ zostałem całkowicie zniechęcony do takiego pomysłu przez profesora Obirka, którego pięciozdaniowa recenzja prawdopodobnie poprawnie oddaje idee profesora London School od Economics. Polemizuję tu zatem ze zinternalizowaną przez Stanisława Obirka tezą, że „Popularna teza S. Huntingtona o zderzeniu cywilizacji jest z gruntu fałszywa. Doprowadziła USA do fatalnych decyzji politycznych i militarnych, które można odczytać jako samospełniające się proroctwa”, a nie z książką Freda Halliday’a.
Być może Fred Halliday znalazł jakieś podstawy do sądzenia, że tezy Huntingtona wpłynęły na jakiekolwiek działania administracji Clintona, Busha, Obamy, Trumpa lub Bidena. Opublikowana w 1993 roku praca Huntingtona wywołała burzliwą dyskusję, ale jeśli w jakikolwiek sposób wpłynęła na politykę amerykańskich decydentów, to raczej skłaniając ich do gorliwego zapewniania, że żadnego zderzenia cywilizacji nie ma, że ścigają tylko jakichś dziwnych terrorystów, którzy albo żadnej ideologii nie mają i uprawiają „bezsensowny terror”, albo są renegatami religii pokoju.
Przypomnijmy chociażby słowa prezydenta Busha bezpośrednio po zamachu 11 września 2001 roku, zapewnienia związane z interwencją w Iraku i obaleniem Saddama Husajna, potem gimnastykę Obamy, który rozpoczął swoją prezydenturę od wizyty w Kairze i ukłonów wobec Bractwa Muzułmańskiego, a potem jego słowa o Turcji jako najwspanialszej muzułmańskiej demokracji, jego groteskową ucieczkę przed słowem „islamski” w odniesieniu do Islamskiego Państwa Iraku i Syrii, jego umizgi do Islamskiej Republiki Iranu (włącznie z absurdalną wiarą w jakąś nieistniejącą fatwę), jego odrzucenie reformatorskich wysiłków prezydenta Egiptu po obaleniu rządów Bractwa Muzułmańskiego, jego zabiegi, żeby zabić Bin Ladena, bez wiązania go z islamem, jego stanowczy brak poparcia dla irańskiej opozycji i jego wszystkie heroiczne wysiłki, żeby żadnego barbarzyństwa wyznawców islamu nie łączyć broń boże z islamem.
No to może tym realizatorem idei Huntingtona był prezydent Trump? Już podczas kampanii prezydenckiej zapowiadał wycofywanie się USA z wojen na Bliskim Wschodzie, co prawda na początku epidemii Covidu zablokował turystykę z kilku krajów muzułmańskich, ale nie jestem przekonany, że była to decyzja związana z lekturą książki o zderzeniu cywilizacji. Jeśli idzie o administrację prezydenta Bidena, to nawet najnowsze wyczyny wiernych nakazom Koranu nie skłoniły go do zastanawiania się nad pytaniem, czy aby religijna indoktrynacja nie skłania do bestialstwa. (Jak niektórym wiadomo akcja terrorystów Hamasu miała kryptonim „Potop Al-Aksa”, czyli jednoznacznie religijne wezwanie do ludobójstwa.) W amerykańskiej polityce zagranicznej obowiązuje twarda zasada priorytetu walki z rzekomą islamofobią nad walką z islamskim terroryzmem. Mamy do czynienia z dogmatem, że islamski terroryzm nie jest islamski. Ciekawy jest ten wpływ Huntingtona na amerykańską politykę. Oczywiście można i warto dywagować nad kwestią ropy naftowej i strategią walki z „nieislamskim” terrorem, ponieważ faktycznie z każdym tankowaniem samochodu wzmacnialiśmy siłę islamskiego fanatyzmu.
Stanisław Obirek, niegdyś jezuita i otwarty, a wręcz zbuntowany, teolog marzący o Kościele katolickim z ludzką twarzą, dziś raczej antropolog, wziął rozumowanie brytyjskiego autora za dobrą monetę, chyba nie zastanawiając się nad krzyczącą niezgodnością z podstawowymi faktami. Mogłoby się zdawać, że bardziej niż inni jest świadom siły kształtowania kultury przez religię, pisał o tym wielokrotnie z dużą przenikliwością.
Wróćmy jednak do samego Huntingtona. Autor książki o zderzeniu cywilizacji, to nie tylko badacz i pisarz, ale i polityk, który w administracji Jimmy’ego Cartera był koordynatorem działań bezpieczeństwa narodowego w National Security Council. Już na podstawie tego faktu mógłby ktoś pomyśleć, że poważnie wpłynął na myślenie Departamentu Stanu i kolejnych prezydentów. Nic bardziej błędnego. Jego tezy o zderzeniu cywilizacji jako nowym porządku po zakończeniu zimnej wojny były po raz pierwszy przedstawione w artykule opublikowanym w 1993 roku i rozwinięte w formę książkową trzy lata później. Przekonywał, że w kolejnych dekadach będziemy świadkami nie tyle wojen pomiędzy państwami, ile raczej wojen między różnymi kulturami i że to muzułmańska cywilizacja stanowi największe zagrożenie dla cywilizacji zachodniej. Ten wniosek oparty był na wydarzeniach po wsparciu przez USA zwycięstwa rewolucji islamskiej w Iranie w 1979 roku i po zdobyciu władzy przez Talibów w Afganistanie. Huntington pisząc swoją pracę nie brał pod uwagę ani tak szybkiego wzrostu siły gospodarczej Chin, ani tak szybkiego powrotu chińskiego nacjonalizmu, również Rosja w tym czasie wydawała się być krajem, który będzie szukał możliwości pokojowego rozwoju. Niektórzy mamrotali o końcu historii, inni o końcu wieku ideologii.
Islamskie Państwo Afganistanu powstało w 1992 roku, ale znacznie wcześniej, w wojnie ze Związkiem Radzieckim w Afganistanie walczyli ochotnicy z 43 krajów muzułmańskich, a zwycięstwo nad komunistami zostało w świecie muzułmańskim uznane za pierwsze od stuleci zwycięstwo nad niewiernymi.
O ile majaczenia Fukuyamy dość szybko przestały podniecać globalną kawiarnię intelektualistów, o tyle analiza Huntingtona irytuje awangardę postępowości do dnia dzisiejszego.
Huntington przekonywał, że wartości Zachodu nie są uniwersalne i że próba ich narzucenia innym jest skazana na niepowodzenie.
Dyskusja o aktualności bądź wadliwości analizy Huntingtona jest o tyle trudna, że samo pojęcie „cywilizacji” jest wieloznaczne i pozwala na ustawianie sobie przeciwnika w dowolnym kącie. Pomawiano Huntingtona o przeciwstawianie cywilizacji chrześcijańskiej, cywilizacji muzułmańskiej, co było mocno nieścisłe, ponieważ jego podział na Zachód, Amerykę Łacińską, islam, Chiny, prawosławie, Japonię i Afrykę jest zarówno bałaganiarski, jak i wskazujący na myślenie w kategoriach polityczno-gospodarczych. Zachód to ład konstytucyjny, gwarantowane prawo własności, rozdział sfery politycznej i religijnej. Huntington zalicza tu USA, Kanadę, Australię, protestanckie i katolickie kraje zachodniej Europy. Na drugim miejscu wymienia katolicką Amerykę Łacińską, półfeudalną, autorytarną, z ciągłymi przewrotami wojskowymi i brakiem poszanowania prawa, na trzecim świat islamu, teokratyczny, feudalny, dramatycznie zacofany, Chińczycy, Hindusi i prawosławni, są dla niego wyraźnie niewiadomą. Ciekawe, że w tej jego analizie Japonia jest gdzieś na końcu, mimo, że jego praca jest pisana w czasach pojawienia się czterech azjatyckich tygrysów i wyłaniającej się świadomości, że Zachód utracił monopol na produkcję skomplikowanych towarów technicznych i że jego niekwestionowana hegemonia w nauce i technice stanęła pod znakiem zapytania.
Dlaczego zatem Huntington uznał świat muzułmański za największe zagrożenie? Rewolucja bolszewicka obiecywała dogonienie i przegonienie, braterstwo zbudowane na trupach i sprawiedliwy podział łupów. Rewolucja islamska obiecywała i nadal obiecuje, podbój świata i życie wieczne dla tych, którzy padną po drodze. Połączenie fanatycznej wiary, frustracji i kultu śmierci, które widzieliśmy czasem w małych sektach chrześcijańskich, w wielkiej religii zasilanej ogromną ilością gotówki z ropy naftowej i bez cienia poszanowania życia nie tylko niewiernych, ale i własnych obywateli, prowadziło do obserwacji, że żadna inna grupa nie ma tych możliwości mobilizowania fanatyzmu, co właśnie muzułmanie i że ten fanatyzm jest celowo i skutecznie kierowany przeciw Zachodowi, który rządzony jest przez niewiernych, krzywdząc tym Allaha i jego wyznawców.
Czy islam jest cywilizacją? Czy komunizm był, (a może jest) cywilizacją, czy nazizm był cywilizacją, czy rację mają ludzie debatujący o chrześcijańskiej cywilizacji? Co właściwie znaczy słowo cywilizacja? To ciekawe pytanie.
Osobiście lubię bunt filozofa egipskiego Murada Wahby, który nie lubił określenia „zderzenie cywilizacji”, uważał, że właściwie jest tylko jedna ludzka cywilizacja. Tę cywilizację tworzy zarówno postęp nauki, jak i postęp społeczny oznaczający więcej równości, więcej prawa, więcej wolności, a której centra się przesuwają. (Steven Pinker dorzuciłby do tego mniej przemocy i zapewne zgodziliby się, że od tego trzeba zacząć.)
Murad Wahba nie wierzył również w dialog między religiami. Religia, każda religia, poszukuje absolutu, a dialog między absolutami nie jest możliwy. Dla egipskiego filozofa postęp społeczny umożliwiający rozwój nauki jest uzależniony od zdolności oddzielenia religii i polityki, absolutu, od tego, co zmienne. Nieporozumieniem – mówi Wahba – jest twierdzenie, że sekularyzm jest nieodłącznie związany z ateizmem, sekularyzm jest uznaniem względności. „Mieszamy naukę z religią podczas gdy religia z jej absolutami jest niezmienna, a społeczeństwo jest zmienne.”
W Europie – zdaniem egipskiego filozofa – spór o prawo do odłączenia niezmiennej „religijnej nauki” od wyników badań naukowych zaczyna się wraz z wydaniem dzieła Kopernika „O obrotach ciał niebieskich”. Tu również świeckość natrafiła na sprzeciwy, które jednak nie okazały się tak skuteczne jak w świecie islamu. Tam od czasów Al-Ghazalego (muzułmańskiego teologa z XI wieku), zatrzymała się tolerancja dla różnorodności i możliwości dyskutowania o rozdziale religii, nauki i państwa.
Zapytany, czy sekularyzm zamyka arenę polityczną dla odwołujących się do religii partii politycznych, Wahba odpowiedział, że wręcz przeciwnie, sekularyzm oznacza swobodę słowa, podkreślając, że jest to jednak swoboda słowa dla wszystkich.
Wahba mówił o sekularyzmie będącym kluczem do demokracji. Ściągnęło to na niego nie tylko krytykę, ale i wielokrotne groźby śmierci. Na pytanie czy Wahba jest przeciwnikiem religii, filozof odpowiadał ze śmiechem, że nigdy nie był przeciwnikiem religii, że jest zwolennikiem dialogu między kulturami.
To piękne, ale faktem zostaje rzeczywistość, w której mamy Islamską Republikę Iranu, która za kilka tygodni może mieć swoje pierwsze bomby atomowe, że to islam wydał Talibów, Al-Kaidę, ISIS, Boko Haram, islam dostarcza niemal codziennie zamachów terrorystycznych w Ameryce, Europie, Azji, Australii, islam dokonuje systematycznego ludobójstwa chrześcijan w Afryce i nie tylko w Afryce, islam produkuje miliony fanatyków, gotowych umrzeć byle zabić maksymalną ilość niewiernych. To nie jest jakiś islamizm. Ponieważ główne instytucje religijne islamu nie są gotowe do potępienia ani terroryzmu, ani wychowania do motywowanego religią terroryzmu. Twierdzenie, że to opinia Huntingtona napędziła ten tzw. „islamizm” jest tak absurdalne, że aż komiczne.
Czym jest cywilizacja? Według Feliksa Konecznego cywilizacja jest to „metoda ustroju życia zbiorowego”. Nie łączy on jej zatem z poziomem rozwoju, ale z zasadami określającymi całokształt współżycia społecznego i pojęciami abstrakcyjnymi, do jakich odwołuje się społeczność, uzasadniając te zasady.
To dość udana definicja i ciekaw jestem czy profesor Obirek zgodziłby się ze mną, że przez ostatnie pół tysiąca lat w Europie Zachodniej obserwowaliśmy zderzenie cywilizacji katolickiej z cywilizacją protestancką, początkowo krwawe, pełne przemocy i okrucieństw zderzenie, z czasem doprowadziło do pewnego zbliżenia, ostatecznie zacierając ideologiczne przeciwieństwa (i cywilizacyjne nierówności) dopiero po utworzeniu Unii Europejskiej. O pozostałościach tego „zderzenia cywilizacji” na naszym podwórku profesor Obirek pisał w swojej świetnej książce „Polak katolik?”
Zderzenie cywilizacji islamskiej z zachodnią jest zderzeniem religijnego absolutu z respektującym religie sekularyzmem i to zjawisko jest niezaprzeczalnym faktem. Ktokolwiek obserwuje świat islamu, nie ma co do tego wątpliwości. Wezwania do reformy tego islamskiego świata są ciągle zbyt słabe, a wsparcie tych wysiłków ze strony Zachodu praktycznie żadne, charakteryzujące się nierzadko otwartą wrogością wobec tych, którzy próbują zneutralizować islamski fanatyzm.
Na zachodzie religijne dążenia do narzucenia władzy absolutu osłabły, ale zastąpiły go świeckie ideologie, które z religijnym zapałem niosły przemoc i okrucieństwo. Kapłanów zastąpili intelektualiści poszukujący prawdy ostatecznej i urzekający młode pokolenia. Drugie przyjście Karola Marksa znakomicie wzmacnia islamski front wojny z demokracją.
Stwierdzenie Orwella, że „niektóre idee są tak głupie, że tylko intelektualiści w nie wierzą” jest głęboko niesłuszne. Globalna intelektualna kawiarnia urzeka nie tylko młodzież, wspaniałe umysły dają się czasem nabrać na ten intelektualny wielki zderzacz andronów.
W kwestii tezy Huntingtona warto posłuchać muzułmańskich heretyków rozpaczliwie wołających o wsparcie w ich wysiłkach zmierzających do wyrwania kłów bestii. Politycy amerykańscy i europejscy odpowiadają na ich wołanie ostrzeżeniami przed islamofobią.
Najnowszym przykładem jest odpowiedź rzeczniczki prasowej Białego Domu, Karine Jean-Pierre, na pytanie o zagrożenie antysemityzmem po wydarzeniach z 7 października 2023r..
„Wiem, że pojawiły się wiarygodne groźby. Ale spójrzcie, muzułmanie i ci, którzy postrzegani są jako muzułmanie, znoszą nieproporcjonalną liczbę ataków napędzanych nienawiścią. […] Prezydent Biden rozumie, że wielu naszych muzułmańskich, arabskich Amerykanów i palestyńskich Amerykanów bliskich i sąsiadów jest zaniepokojonych nienawiścią skierowaną przeciwko ich społecznościom”.
To znakomity dowód wpływu teorii Huntingtona na amerykańską klasę polityczną.
Tymczasem najnowsze badania opinii publicznej pokazują, że 51 procent młodych Amerykanów usprawiedliwia barbarzyńską napaść islamofaszystów na izraelskich cywilów. Przewodnicząca oenzetowskiej specjalnej komisji do badania żydowskich zbrodni, Navi Pillay, tak wyjaśnia nadzwyczajną przewagę mężczyzn wśród zabitych Palestyńczyków:
„Izraelskie siły bezpieczeństwa zabijają i ranią mniej kobiet i dziewcząt niż mężczyzn i chłopców. Należy to postrzegać w kontekście społecznym na okupowanym terytorium palestyńskim, gdzie kobiety i dziewczęta rzadziej uczestniczą w przestrzeni publicznej. Ta dynamika płci powoduje nieproporcjonalne obciążenie kobiet, które musiały zostać by opiekować się rannymi członkami rodziny i są głównymi żywicielkami rodziny, gdy mężczyźni zostali zabici, ranni lub zatrzymani, co podkreśla kontekst krzyżujących się form dyskryminacji i przemocy wobec palestyńskich kobiet i dziewcząt”.
Najwyraźniej „fałszywa teza Huntingtona” zaraziła również Narody Zjednoczone. Posiadacz najwspanialszej na świecie synekury, Antonio Guterres, pod wpływem teorii Huntingtona bredzi, że „atak Hamasu nie wydarzył się w próżni”.
Czy zdobędziemy się na to, żeby powiedzieć takim wykwitom intelektu dość tego? Przestańmy wreszcie powtarzać „islam zawsze dziewica”!
Zbyt lubię i zbyt wysoko cenię Stanisława Obirka, (który mimo porzucenia sutanny, podobnie jak dysydenci islamskiego świata, nadal walczy o reformę religijnego nauczania), żeby zostawić jego opinię bez odpowiedzi.
Nie jestem europocentryczny, dziś po stokroć bardziej interesują mnie głosy heretyków z islamskiego świata niż wynurzenia jakiegoś postępowego profesora LSE.

Andrzej Koraszewski
Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny.
Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”. Więcej w Wikipedii.

Parę razy zdarzyło mi się że Miś odrzucił moje teksty, bo uznał je za zbyt radykalne. Jednak takie było moje zdanie i podzielam je do dziś. Bo np. jestem przeciwnikiem kary śmierci, ale jednocześnie uważam organizacje terrorystyczne, jak również klany przestępcze imigrantów za organizacje, które są w stanie wojny z państwem, gdzie działają. Dlatego ich uczestnicy nie mają praw obywatelskich państwa, których sami nie uznają przecież. Więc obowiązuje tu prawo wojenne. Ono pozwala na użycie wszelkich środków na pozbycie się ich z naszego terytorium. (konwencja genewska, oczywiście). Groteskowe były dla mnie w tym kontekście fakty. Np. Imam, głosiciel Dżihadu, był w Niemczech wspomagany pomocą społeczną, lata całe. Państwo prawa w Europie okropnie się spóźnia za tym co teraz jest.
Fred Halliday jest Irlandczykiem, a nie Brytyjczykiem. To ważne dla zrozumienia jego poglądów. On nigdy nie usprawiedliwiał żadnej przemocy nie mawiał o terroryzmie, który jak każdy rozsądny człowiek, uważał za barbarzyństwo i droga do samozagłady. Zazdroszczę Andrzejowi Koraszewskiemu jawnych i zdecydowanych poglądów. Ja takich nie mam. Szukam, czytam, zastanawiam się, rozmawiam z ludźmi, najwiecej ze studentami, którym podsuwam różne lektury. Cześć z nich ma zdecydowane poglądy i wybiera tylko takie lektury, które te poglądy wzmacniają. Maja do tego prawo. Ja pozostaje na pozycji sceptyka. Jednak to Dzięki takim ludziom jak Fred Halliday udało się znaleźć rozwiązanie pokojowe dla nierozwiązywalnego konfliktu w Irlandii Północnej. Nie tracę nadziei, ze takie rozwiązanie znajdzie się dla Izraela i Palestynczykow. Podpowiadają je Yuval Harari, wnuk Zygmunta Baumana Michael Sfard, od dziesięcioleci broniący praw Palestynczykow, a nie Benjamin Netanjahu, który jest jednym z źródeł problemu.
Podziwiam profesora Obirka za jego krytykę polskiego Kościoła katolickiego, zaliczałem go do pięknie wierzących (chociaż jego wiara religijna chyba się zachwiała). Łączy nas wiele, ale wśród tego „wiele” jest szczególna sympatia do Braci Polskich, niegdyś masowo mordowanych przez chłopów za poduszczeniem księży, ponieważ jak wyjaśniali księża, Bracia Polscy sprzeciwiali się boskiemu porządkowi (czyli m. in. żądali przyznania chłopom ludzkich praw).
Spodziewałem się, że profesor Obirek, który zna książkę Hallidey’a, wyprowadzi mnie z błędu i przedstawi argumenty na podstawie, których możemy sądzić, że amerykańska polityka zagraniczna po roku 1993 oparta była na tezach Huntingtona. Niestety, profesor Obirek ogranicza się do stwierdzenia, że Halliday jest Irlandczykiem. Nie przeczę, że data i miejsce urodzenia w dużym stopniu determinuje nasze widzenie świata i może skłaniać do poważnych zaburzeń obrazu świata.
(Irlandia była bardzo pronazistowska podczas wojny, dziś należy do najbardziej antysyjonistycznych krajów Europy Zachodniej, a to duża sztuka, bo konkurencja jest poważna).
Zamiast wyjaśnienia jak też autor, który zachwycił profesora Obirka, doszedł do wniosku, że amerykański establishment kierował się tezami Huntingtona (co dla każdego obserwatora polityki tego establishmentu jest delikatnie mówiąc zdumiewającym wnioskiem), dowiadujemy się, że profesor Obirek chciałby wierzyć, że da się dogadać z islamskimi nazistami, bez konieczności pozbawiania ich władzy i denazyfikacji palestyńskiego społeczeństwa. Rozumiem dobre chęci, też czasem miewam pobożne życzenia, ale zazwyczaj zabraniam im wychodzenia poza werandę). O wnukach pisałem w innym miejscu, więc wnuczka Zygmunta Baumana nie będę komentował.
A ja chętnie bym tę książkę przeczytała zamiast od razu się uprzedzać, bo a nuż jednak coś ciekawego tam znajdę. A temat mnie bardzo interesuje. Co do islamu to uważam ze kazda religia to barbarzyństwo. Oczywiście chrzescijanstwo stępiło swoje pazurki. Jednak i dziś znajdziemy sekty chrzescijańskie niszczace ludzi. Oczywiście islam jest najbardziej toksyczny poprzez swoich terrorystów. Trudno się dziwić. Nie doświadczył reformacji. Jednakze dla ludzi wierzących to my jestesmy barbarzyńcami, którzy ośmuelają sie krytykować podstawy naszych cywilizacji. Bo tak nazywane jest chrześcijaństwo w Europie i to samo w sobie stanowi wg nich powód do obrony religii. Nawet jak jest zbrodnicza jak to udowadnia pan Obirek i pan Nowak w swojej ostatnuej ksiązce którą czytam. Codziennie doswiadczam zderzenia kultur, bo codziennie stykam się z ludźni, których religijności nie jestem w stanie pojąć, choć w swoim zyciu miałam epizod religijności. Są dka mnie jak z innej planety. I to jest dla mnie zderzenie pogladów na własnym podwórku. Dkatego wytchnienie daje mi lektura Studia Opinii.
Pani Magdo, mam dla Pani propozycję, proszę sobie wyobrazić, że ktoś proponuję Pani traktat o tym, że myszy rodzą się z brudu. Chodziła Pani do szkoły, wie Pani wystarczająco dużo o biologii, żeby powiedzieć, że nie ma Pani czasu na traktaty oparte na fałszywych przesłankach i ignorancji. Na uniwersytetach profesorowie często proponują studentom różne traktaty, o których powinni wiedzieć, że są oparte na fałszywych przesłankach. To zainteresowanie oparte jest czasem na gorącym pragnieniu dobra i braku zainteresowania tymi, którym rzekomo współczujemy. Proponowałem „Gazecie Wyborczej” mój artykuł „Kto i jak współczuje Palestyńczykom” – https://www.listyznaszegosadu.pl/notatki/kto-i-jak-wspallczuje-palestynczykom (to taki artykuł, który już przetłumaczono na angielski i szwedzki), gazeta nie była zainteresowana. (S.O. też nie). To ważne wobec kogo odczuwamy sympatię i jak sobie wyobrażamy naszą pomoc. Hamas reprezentuje dziś większość Palestyńczyków, to wykazują badania palestyńskich ośrodków badania opinii publicznej. Profesor Obirek nie tylko się zachwyca i rekomenduje książkę opartą na uderzająco fałszywej przesłance ale nie ma czasu na zainteresowanie się heretykami z muzułmańskiego świata. Ja nie mam czasu na książki oparte na fałszywych przesłankach. Poniżej zapis rozmowy muzułmanina z ojcem, Profesor Obirek jest zajęty wymyślaniem rozwiązania pokoju między nazistami i tymi, którzy próbują przetrwać i bardzo szanuje wnuczka Zygmunta Baumana. Ja nie i wiem dlaczego. Poniżej zapis przechwyconej rozmowy telefonicznej między mordercą z Hamasu i jego rodziną z dnia 7 października 2023r.
Muzułmanin w trakcie dżihadu: Cześć tato. Mówię do ciebie z [kibucu] Mefalsim. Otwórz mój WhatsApp i zobacz wszystkich zabitych ludzi. Zobacz ilu zabiłem własnymi rękami. Twój syn zabił Żydów!
Ojciec: Allahu akbar! Allahu akbar! Niechaj Allah cię chroni!
Muzułmanin w trakcie: Tato, mówię do ciebie z telefonu Żydówki! Zabiłem ją i zabiłem jej męża. Własnymi rękami zabiłem dziesięciu.
Ojciec: Allahu akbar! I cała chwała Allahowi!
Muzułmanin w trakcie dżihadu: Tato! Dziesięciu moimi własnymi rękami! Tato, otwórz WhatsApp i zobacz, ilu zabiłem! Tato! Tato, jestem w środku Mefalsim! Tato! Zabiłem dziesięciu! Dziesięciu! Dziesięciu moimi własnymi rękami, tato! Mam ich krew na rękach!
Matka: Oby Allah powrócił cię bezpiecznie do domu!
Muzułmanin w trakcie dżihadu: Tato, wróć do WhatsApp. Chcę ci pokazać transmisję na żywo.
Matka: Pragnęłabym być z tobą!
Muzułmanin w trakcie dżihadu: Mamo, twój syn jest bohaterem! Zabić, zabić, zabić ich!
Brat: Mahmoud, gdzie jesteś?
Muzułmanin w trakcie dżihadu: Jestem w środku Mefalsim. Zabiłem dziesięciu! Dziesięciu moimi własnymi rękami! Rozmawiam z tobą z telefonu Żydówki!
Brat: Zabiłeś dziesięciu?
Muzułmanin w trakcie dżihadu: Tak, zabiłem dziesięciu, na Allaha! Byłem pierwszy [w środku] z łaską i pomocą Allaha. Podnieś wysoko głowę, tato. Podnieś głowę… W tym [żydowskim] mieście, popatrz na WhatsApp na tych, których zabiłem!
Brat: Wracaj. To wystarczy. Wracaj.
Muzułmanin w trakcie dżihadu: Nie ma wracania! Jest albo zwycięstwo, albo męczeństwo! Matka urodziła mnie dla religii!
Siostra: Otworzyć twój telefon?
Muzułmanin w trakcie dżihadu: Otwórz mój telefon. Zobacz ludzi, których zabiłem i jak zabijałem ich własnymi rękoma!
Siostra: (wpada w uniesienie)
***
Była muzułmanka Anjuli Pandavar pisze: Te wszystkie słowa o “humanitarnym korytarzu”, “humanitarnej pomocy” i “zawieszeniu ognia” – proszę, pomóżcie nam zidentyfikować “niewinnych cywilów”, byśmy mogli im dać humanitarną pomoc.
Panie Andrzeju. Artykuł przeczytałam. Bardzo za niego dziękuję.
Andrzej Koraszewski
Faktem jest, że jednoznaczne potępianie zła należy do niemodnych zajęć. A już radykalne tępienie jego najmniejszych przejawów (nie mówiąc o większych) cnotą nie jest tym bardziej. Dlatego nie dziwi mnie reakcja Gazety Wyborczej na pana artykuł. Dziwi mnie i smuci natomiast reakcja naszego Studia Opinii. Zostało ono stworzone przez dziennikarza bezstronnego, a w swoim piśmie umieścił przymiotnik „Niezależny”. A więc wolny od cenzury. A więc będące pismem zawierającym teksty różne. Niekoniecznie tożsame z popularnymi poglądami. Pismo z artykułami kontrowersyjnymi, idące w swej wymowie „pod prąd”, ciekawi, pobudza, inspiruje i „rozumu uczy”.
Od szeregu lat czytam artykuły Pana Redaktora Andrzeja Koraszewskiego. Rzadko kiedy je komentuję, ponieważ na ogół mam poglądy zgodne z tezami ich Autora. To co mnie zastanawiało i zastanawia nadal to ściana wątpliwości o jaką zderza się Autor tworzona przez poglądy ludzi światłych i przyzwoitych. Zastanawia mnie niechęć, bądź niezdolność części zarówno polskich, a jeszcze bardziej zachodnich wybitnych intelektualistów do porzucenia pewnego stereotypu symetryzmu. Ten umowny stereotyp symetryzmu zakłada, np. że zło w relacjach palestyńsko – izraelskich rozkłada się mniej więcej po równo, a jeżeli nie po równo, to co najmniej – obustronnie. Pan Koraszewski wnioskuje z tego, prawdopodobnie nie bez racji, o ukrytym antysemityzmie lewicujących elit intelektualnych Zachodu. Za poglądami tych elit podążają stanowiska ważnych instytucji międzynarodowych np. ONZ i jego agend, czy wreszcie może z nieco innych powodów, polityki wielkich mocarstw i ich aliantów jak USA czy UE.
*
Po wielu latach obserwacji sytuacji na Bliskim Wschodzie i na świecie konkluzja takiego słabo zorientowanego obserwatora jak moja skromna osoba jest nieco inna. Mnie się wydaje, że mamy do czynienia ze świadomym zabiegiem intelektualnym w/w podmiotów do obarczania winą za istniejącą sytuację obydwu zwaśnionych stron konfliktu, nie bacząc na fakty. Fakty znikają gdzieś w cieniu tego stanowiska.
*
Tymczasem trzeba przedrzeć się przez wiele warstw hipokryzji i zakłamania, żeby zrozumieć fakty. A fakty są takie, że problemem Palestyńczyków nie jest Izrael, ale Islam i Hamas, oraz interesy ekonomiczne i polityczne popierające szowinizm islamski. Na przykład interesy Iranu czy interesy naftowe producentów arabskich. Wielu zachodnich intelektualistów albo nie wie, albo udaje, że nie wie, albo – wreszcie – nie chce wiedzieć, że ich ubolewanie nad losem Palestyńczyków „gnębionych przez zbrodniczy Izrael” jest oszukiwaniem opinii publicznej. Problemem jest szowinizm Islamski nakazujący bezwzględne prowadzenie świętej wojny z Izraelem, w tym bestialskiego mordowania izraelskich cywilów – dzieci, kobiet, starców i mężczyzn w imię Allacha. W imię tego samego proroka mordowani są sami Arabowie, którzy ten szowinizm islamski widzą i wyciągają wnioski z jego zbrodniczych działań. W imię tego samego szowinizmu mordowani są niewinni cywile w zamachach terrorystycznych na całym świecie, chrześcijanie w krajach arabskich i w Afryce, czy wreszcie obywatele Afganistanu przez swoich własnych Talibów.
*
Poważnie ośrodki opiniotwórcze, elity intelektualne i wreszcie władze państwowe na świecie nie mają albo odwagi albo interesu stwierdzić, że dopóki istnieje szowinistyczna interpretacja religii Islamu, dopóty młodzi Arabowie będą mordować Izraelczyków, wszelkich innowierców lub przypadkowych cywilów na całym świecie, oraz własnych rodaków, którzy odważą się protestować przeciw temu szowinizmowi, widząc że prowadzi na manowce. Można się zastanawiać, czy ten brak odwagi lub interesu wynika z obaw przed ryzykiem globalnego konfliktu religijnego, czy zaburzeniami społecznymi we własnych krajach z mniejszościami islamskimi, czy może z jakichś innych powodów. W każdym razie brak takiej diagnozy jest widoczny, a skutki owego braku poważne. Wszelkie wątpliwości intelektualistów, skądinąd przyzwoitych i uczciwych ludzi, wyłącznie zaciemniają dostęp do faktów i opóźniają lub oddalają dokonanie właściwej diagnozy.
*
Redaktor Andrzej Koraszewski od lat przywołuje intelektualistów arabskich oraz islamskich, którzy wskazują na konieczność przeciwdziałania tej szowinistycznej interpretacji islamu, ale na wskazywaniu się kończy. Nie widać żadnej korespondencji stanowisk między tymi „opozycyjnymi” myślicielami arabskimi, a uchodzącymi za światłe elitami intelektualnymi Zachodu. Zamiast tego intelektualiści próbują znaleźć jakieś formy kompromisu czy pokoju między zwaśnionymi stronami. Naturalnie ani kompromis ani pokój nie mogą mieć innego skutku jak tylko doraźny, służący wzmocnieniu szowinizmu islamskiego. Nie można bowiem zawrzeć pokoju ani kompromisu z szowinistycznym faszyzmem, który za niezmienny cel stawia śmierć oponentów, uświęconą śmiercią własnych bojowników. Jedynym długotrwałym oddziaływaniem mogącym przynieść efekt jest proces eliminowania tej szowinistycznej tradycji islamu pośród wyznawców samej religii. Inaczej skazani będziemy na nieustanną „świętą wojnę” z terroryzmem islamskim, której mimowolnie jesteśmy uczestnikami, niezależnie od naszej woli.
*
Na ten konflikt cywilizacyjny na tle religijnym zarówno w skali Bliskiego Wschodu, jak i w skali całego świata nie bardzo widać receptę. Islam w jego najbardziej szowinistycznej interpretacji zatruwa umysły i emocje swoich wyznawców na całym Bliskim Wschodzie i w państwach zachodnich, a część z wyznawców popycha do zbrodni uświęconej tą wiarą. Jeżeli Arabowie nie zmienią tej tradycji to zarówno świat jak i oni sami będą ponosić bezsensowne ofiary „świętej wojny”, czyli szowinizmu wykorzystującego w sposób zbrodniczy religię. Co więcej, jeżeli elity i ośrodki opiniotwórcze Zachodu, organizacje międzynarodowe i organizmy państwowe nie zjednoczą się z Arabami na rzecz eliminacji tego szowinizmu islamskiego, szanse na rozwiązanie opisywanego problemu są bardzo niewielkie.
Dziękuję internauto za ocenę ujemną mojego komentarza. Przyjmują ją z wdzięcznością, pokorą i wielką satysfakcją. Raz jeszcze serdecznie dziekuję.
Zadziwiające są proporcje ocen dodatnich i ujemnych w komentarzach pod artykułem. Tam gdzie autorzy jak Angor cze Red. Koaraszewski wskazują istotne przyczyny terroryzmu Hamasu – szowinistyczna tradycja islamu nakazująca bez skrupułów mordować cywilów – innowierców, w postaci niemowląt, dzieci, kobiet, starców i mężczyzn, tam ilość ocen ujemnych przewyższa ilość dodatnich. Tam gdzie autorzy mają wątpliwości kto jest głównym winowajcą konfliktu, tam ocen negatywnych jest mniej niż dodatnich.
*
W przywołanym przez Red. KOaraszewskiego zapisie rozmowy telefonicznej bojownika Hamasu, chwalącego sie, że zamordował 10 niewinnych ludzi w kibucu, za co spotykaja go zachwyty jego ojca, matki i siostry ilość ocen ujemnych jest prawie równa dodatnim. Czyżby czytelnicy nie wierzyli w autentyzm zapisu ? A może to brak zgody na prawdę ?
*
Nie bardzo umiem zrozumieć te wszystkie ujemne oceny. Jeżeli odrzucimy wiedzę o prawdziwych przyczynach konfliktu miedzy Arabami a Żydami, czyli szowinizm islamski nakazujący zabijać niewiernych w imię chwały allacha, to ten konflikt nigdy sie nie skończy, albo skończy się hekatombą.
*
Cywilizacja arabska zdominowana przez szowinizm islamski, która nie zgadza sie na pokojowe współistnienie nie tylko z Izraelem ale także ze światem zachodnim, stosująca wezwanie do bezwarunkowego zgładzenia niewiernych może być nienaprawialna. ZAgrożone współnoty aby porzetrwać musza sie bronić a to może oznaczać katastrofę. Czy o taką katastrofę wnioskują oceniający ujemnie prawdę o szowiniźmie islamskim ? Czy może licza na to, że negstywne oceny prawdy spowodują, że terroryzm islamski jakimś cudem sam się zlikwiduje ? Naprawdę nie rozumiem tych negatywnych ocen – Studio Opinii to środowisko ludzi rozumnych, światłych i szukających przyczyn a nie wykrętów ? Czyżby tak dużo ludzi nie było zdolnych do przyjęcia do wiadomości faktów ? Czy naprawdę wykręty moga zastąpić uczciwe zmierzenie się z rzeczywistością ?