14.11.2023

Gloryfikatorzy bezrefleksyjnego życia na słodko, upojnie i zabawowo, zwyciężyli zwolenników wyciągania wniosków. Okazuje się, że ludzie uodpornili się na naukę o błędnym postępowaniu. Przestała ich obchodzić i nie zmusza do refleksji. Choćby do próby zastanowienia, dlaczego jest tak, jak nie powinno być.
I w ślad za każdym fatalnym skutkiem głupich działań, podąża tradycyjnie sezonowe zdziwienie farbowanych moralistów. Zdziwienie pod tytułem, DLACZEGO BYLIŚMY WARIATAMI. A choć po wojnach, masakrach i holokaustach, wydawano międzynarodowy krzyk pod wezwaniem NIGDY WIĘCEJ, to krzyk ten trwał krótko, szybko i na odpieprz.
Hasło NIGDY WIĘCEJ (np. faszyzmu, rasizmu, kaczyzmu, genderyzmu i innych idiotyzmów w rodzaju prezydenckiego grania na dudach) przeminęło razem z pamięcią o niedawnych ofiarach, a nieliczne rozważania na temat powracających krzywd, zostały zagryzione przez codzienne wygodnictwo.
Nic to, że były spalarnie ludzkich ciał i pełną parą odchodziło wyrzynanie całych narodów. Zaraz po odtrąbieniu końca wojny, chwilę po dziejowych okrucieństwach, do głosu dorywali się zmęczeni koszmarnymi widokami, a ich głównym pragnieniem było zapomnieć. I pisali o kwiatkach. Efekt? Dzisiejsza świadomość o czasach pogardy jest mniej, niż znikoma i dzięki tej wiedzy, zalęgło się robactwo zwolenników zbrodniczego ustroju.
Na darmo więc pisarze trudzili się opisywaniem zagłady Żydów i ukraińskiego głodu. Na próżno układali te swoje dramaty i sprawozdania z niedoli. Niepotrzebnie lamentowali o wyniszczeniach całych nacji. Bez sensu wbijali w hedonistyczne czerepy swoje wołania o zbrodniach uczynionych ludziom przez ludzi. Mało kto chce przejmować się ich ostrzeżeniem; Nałkowska, Krall, Ossendowski i Grudziński zostali uhonorowani zapomnieniem, a Powstanie Warszawskie, Getto, Katyń, Wołyń, to, czy tamto ludobójstwo, zmartwychwstają w dni namaszczone wspomnieniami. Co prawda mówi się jeszcze o tych wydarzeniach, ale odkurza się je tylko przy okazji rocznic.
Możemy zaobserwować, jak zgnilizna nieczułości i przeliczanie rachunku krzywd na opłacalność ustępstw i sprytne wieszanie się przy silniejszym, zdominowały człowiecze postępowanie. Co, z powodu zbiorowej amnezji, stało się normalnością.

Bo moralność to nie jest normalność. (Ireneusz Iredyński dodałby „de fakto”)
Kto wie czy taka postawa nie jest zwycięstwem życia nad śmiercią, zwycięstwem dążenia do świętego spokoju i równowagi nad cierpieniem ? To także wszechobecne w cywilizacji wypieranie przez większość społeczności problematyki śmierci i umierania, chorób i cierpienia, na rzecz zdrowia i radości z życia.
*
Jeżeli chodzi o zbrodnie i traumy ludobójstwa, totalitaryzmów, terroryzmów, dyktatur i satrapii z najbardziej dotąd wstrząsającymi przykładami holocaustu na Żydach, zgładzenia dużej części społeczeństwa kambodżańskiego przez Czerwonych Khmerów, milionów ofiar głodu na Ukrainie, oraz dziesiątek aktów ludobójstwa w wielu zakątkach świata, to pamięć o nich nie zaginęła. Ona tkwi w świadomości zbiorowej, choć jest za słabo akcentowana i za mało rozpowszechniana, a także za rzadko przywowana szerokim kręgom społecznym.