25.12.2023

Jak co roku mieliśmy puste miejsce przy stole wigilijnym. Znowu nikt nie przyszedł, ale też znowu się zastanawialiśmy, co byśmy zrobili, gdyby ktoś przyszedł.
Na przykład, bezdomny. Albo Czarnek, czy Błaszczak.
Czy byśmy ich wpuścili? Czy byśmy zaserwowali im grzybową i karpia w migdałach?
Czarnka i Błaszczaka na pewno byśmy nie wpuścili, ale co z bezdomnym? Pewnie byśmy wpuścili, ale co, gdyby śmierdział (albo śmierdziała, bo coraz więcej kobiet jest bezdomnych) papierosami i alkoholem?
Dostawić krzesło, talerze i sztućce, jest łatwo. Zastanawiam się jednak, czy to nie jest pewien sposób na dowartościowywanie samych siebie- och, jacy jesteśmy wspaniali, że jesteśmy gotowi biednego człowieka przyjąć pod nasz dach.
Nie jesteśmy. Jesteśmy szczęśliwi, że żaden bezdomny nie zapukał do naszych drzwi.
Hazelhard

Zależy gdzie Pan mieszka. Czy każdy może po prostu zapukać? Co do zasady – myślę – bezdomni znają życie, dobierają sobie towarzystwo i chyba trzymają się miejsc odpowiednich dla swojego statusu. Przypadki romantyczne są rzadkie.
To nie jest tekst o zagrożeniu wizytą śmierdzącej (dobrze, jeżeli tylko alkoholem i papierosami) bezdomnej osoby. To jest bezlitosna diagnoza naszych intencji — nas, którzy mamy i stół, i jedzenie, i dość dużo miejsca na dodatkowy talerz…