23.10.2025.
Września, polskie miasteczko znane ze strajku dzieci, „Dzieci Wrześni”, które wtedy, sto lat temu, gdy Września nie była polska bo pod zaborem niemieckim, zastrajkowały w proteście przed zmuszaniem ich do mówienia po niemiecku w sytuacjach, w których nie było to konieczne. Ten strajk szkolny dzieci Wrześni został w naszej zbiorowej pamięci jako przykład patriotyzmu. I tak było przez te wszystkie lata XX i XXI wieku.
A jak będzie teraz?
Teraz Września, polskie miasteczko, znalazło się w centrum uwagi po tym, gdy odwołano planowaną uroczystość zorganizowaną przez miejską społeczną organizację, która chciała uczcić pamięć Louisa Lewandowskiego, który urodził się tam w 1821 roku i w wieku 12 lat wyjechał do Berlina, gdzie uczył się gry na fortepianie i gry na skrzypcach. Był też dyrektorem muzycznym w berlińskiej synagodze, komponował utwory łączące tradycje żydowską z klasyczną muzyką europejską. Louis Lewandowski jest znany na świecie a całkowicie zapomniany w Polsce.
Zaplanowano dwudniowe uroczystości, które miały przywrócić pamięć mieszkańcom Wrześni o tym muzyku urodzonym we Wrześni już dwieście lat temu. Zaplanowano niedzielny koncert we wrześnieńskiej farze z udziałem chóru berlińskiej synagogi, w którym miały być grane utwory Lewandowskiego. Planowany był też wykład o Lewandowskim i koncert przygotowany przez nauczycieli szkoły muzycznej we Wrześni, w którym wystąpić miały dzieci ze szkoły muzycznej we Wrześni i miejskiego ośrodka kultury. W repertuarze była piosenka hanukowa śpiewana po niemiecku, bo tak napisał ją kompozytor Louis Lewandowski.
Dyrektorem planowej imprezy miał być dr.Jakub Stefek z Akademii Sztuki w Szczecinie będący też organistą berlińskiej Synagogi.
Po ataku rozpoczętym przez autora programu „Wielka Polska Katolicka” na Youtubie, gdzie publicysta protestował przeciwko temu by polskie dzieci śpiewały w polskim kościele żydowską piosenkę po niemiecku, do gry wszedł Grzegorz Braun, europoseł wybrany przez Prawo i Sprawiedliwość i się zaczęło…
Efekt – odwołano całą misternie zaplanowaną imprezę przywracającą pamięć o znanym kompozytorze urodzonym we Wrześni, znanym na świecie, zapomnianym w Polsce. Fala hejtu jaka się wylała w Internecie wystarczyła, by organizatorzy w trosce o bezpieczeństwo dzieci, odwołali wszystko przepraszając berlińskich muzyków i wszystkich zainteresowanych tym wydarzeniem.
Grzegorz Braun może ogłosić kolejny sukces, po raz kolejny pokazał, że się nie boi polskiego państwa, którego w tej sprawie nie było. Organizatorzy we Wrześni skarżą się, że ani starosta ani wojewoda nie włączyli się do gry, nie dali głosu w sprawie tego skandalicznego zachowania europosła Brauna, dając mu koleją szansę, by jego jawnie faszystowska partia dalej rosła.
Tak nie może być, państwo nie może milczeć gdy jawnie faszystowskie hasła i działania takich ludzi stawiających się ponad prawem są tolerowane. Jeżeli nie będzie ostrej reakcji, jeżeli dalej taki człowiek jak Grzegorz Braun będzie robił to, co robi, to obudzimy się w innym świecie.
Przypomnę słowa Mariana Turskiego o tym skąd wziął się Oświęcim i jego wezwanie by nie być obojętnym.
Czy polskie państwo zostawi tą sprawę bez odpowiedzi ? Czy nadal tacy jak Braun będą kompromitować nas przed całym światem i naszą historią?
Gdzie są służby, gdzie są sądy – trzeba się zabrać do roboty zanim będzie za późno.
Myślę, że wydarzenia we Wrześni pokazują Polskę taką jaka jest a nie taką o jakiej będą opowiadać uczestnicy kongresu programowego Prwa i Sprawiedliwości organizowanego pod hasłem „Myślę, Polska” , który ma się odbyć w najbliższą sobotę. Tam będzie puste gadanie a prawdziwe życie toczy się gdzie indziej – na przykład we Wrześni.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Znakomicie, że mówimy o felietonie Szczypińskiego, bo to tekst, który w normalnym kraju otwierałby serwisy informacyjne, a u nas przeszedł niemal bez echa, jakby dotyczył kolejnej edycji „Mam Talent”, a nie kompromitującego kapitulowania przed brunatną falą.
Szczypiński pisze prosto i przejmująco – o Wrześni, miejscu symbolu, które właśnie zostało splugawione przez moralnego recydywistę i antysemickiego performera politycznego, Grzegorza Brauna. A ja tylko to rozwinę, wzmocnię, jak tłuszcz w rosole – bo dzisiaj trzeba mówić dobitnie, bo milczenie już było i wiadomo, dokąd nas zaprowadziło.
Września 2025: gdzie kończy się państwo, a zaczyna Braun
Braun, który już raz w Sejmie gasił świeczki gaśnicą, tym razem zgasił pamięć. Kulturową. O człowieku, którego jedyną winą było to, że był Żydem, kompozytorem i urodził się nie w Tel Awiwie, a we Wrześni. I to wystarczyło, żeby samozwańczy trybun narodowej histerii, w towarzystwie youtubowego klakiera, zdmuchnął z planu koncert dzieci w kościele. Bo piosenka była po niemiecku. Bo Hanuka. Bo Synagoga. Bo… Braun.
Szczypiński pisze spokojnie, z równowagą, na którą ja osobiście nie mam siły. Bo Braun to gość, który splunął w twarz powstańcom warszawskim, paradował z megafonem, kiedy Warszawa jeszcze zbierała się po COVID-zie, szarpał posłów, używał gazu, szczuł, obrażał, pluł jadem w każdej możliwej konfiguracji. On już dawno przekroczył wszystkie granice – nie tylko przyzwoitości, ale i paragrafów. W normalnym państwie siedziałby w ławie oskarżonych z zarzutem nawoływania do nienawiści. U nas siedzi w europarlamencie i rozdaje narodowe certyfikaty lojalności.
Braun to nie przypadek – to systemowa zgnilizna
Nie chodzi tu o „incydent we Wrześni”. Chodzi o to, że w 2025 roku wystarczy jeden Braun, żeby zablokować koncert, który miał przywrócić pamięć o twórcy muzyki żydowskiej – twórcy, który był Polakiem, Europejczykiem i artystą. I to właśnie boli najbardziej: że państwo, które tak chętnie mówi o „polskiej tożsamości”, nie ma do niej klucza, bo za każdym razem oddaje go w ręce najgłośniejszego fanatyka w okolicy.
Szczypiński słusznie pyta: gdzie było państwo? Gdzie był wojewoda, gdzie minister kultury? A ja bym dodał: gdzie byli wszyscy ci, którzy mają w bio wpisane „patriotyzm, historia, pamięć”? Otóż, jak zwykle, byli na wakacjach od odwagi.
Braun – pies łańcuchowy skrajności
Braun to nie jest polityk. To pies łańcuchowy nienawiści, który wabi się „tradycja”, ale gryzie na komendę „Juden raus”. Facet, który powinien mieć zakaz zbliżania się do instytucji publicznych, tymczasem wjeżdża do debaty narodowej na karcie europosła i robi z niej własny kanał propagandowy.
W felietonie Szczypińskiego jest wszystko, co trzeba – opowieść o dzieciakach, które kiedyś walczyły o to, by mówić po polsku, a dziś muszą rezygnować z koncertu, bo jakiś nawiedzony chuligan nie zdzierżył języka niemieckiego w utworze żydowskiego kompozytora. To nie jest przewrażliwienie. To seans nienawiści w formacie HD, z funkcją autoplay na następne miasta.
Finał, bo nie ma co owijać
Felieton Szczypińskiego to głos rozsądku, który brzmi dziś jak wołanie w jaskini z echem: „Czy ktoś tam jeszcze jest?”. A Braun? Braun to tylko głośna mniejszość z przerośniętym ego i pustym katalogiem kulturowym. Jest hałaśliwy jak śmieciarka, ale też równie pożyteczny – z tą różnicą, że śmieciarka przynajmniej zabiera coś niepotrzebnego.
Tyle ode mnie. Panie Szczypiński, czapki z głów. A reszta – niech się uczy pisać o Polsce, która nie jest z folderów turystycznych, tylko z Wrześni 2025. Gdzie historia znów musi uciekać bocznymi drzwiami, żeby nie dostać gaśnicą po głowie.
Barbarzyństwo!
Barbarzyńcy! Ślepi, głusi i niemi Polacy z kręgów decyzyjnych również!
A lokalna społeczność – niedojrzała, zastraszona, czy wręcz głupia? To też Polacy.
Wstyd!
Ironia historii , w latach trzydziestych tak rodził się faszyzm w niemczech a dziś wg. tego samego wzoru Braun & s-ka szczepi nasze społeczeństwo antysemityzmem a elity rządzące śpią !
Wiadomość o odwołaniu opisywanego koncertu dotarła do mnie z audycji radia TOK FM – Pani, która informowała o podjętej decyzji informowała, że protesty według jednego, upublicznionego wzoru nadsyłało mailami tysiące zwolenników brunatnej fali i organizatorzy Zdddecydowali sie odwołac koncert w obawie o bezpieczeństwo przede wsystkim dzieci, oraz dorosłych uczestników uroczystości.
Autor komentowanego tekstu Pan Zbigniew Szczypiński, przywołuje przestrogę Mariana Turskiego o źródłach Auschwitz. Dodajmy do tego ostrzeżenie historyka Timothy’ego Snydera: faszyści zawsze zaczynają od przemocy symbolicznej i testowania granic. Gaśnica w Sejmie, zerwana flaga, zniszczona choinka, zdewastowana wystawa – to nie są ekscentryczne wybryki. To systematyczne sprawdzanie, ile można, zanim ktoś postawi opór.
„Czy polskie państwo zostawi tą sprawę bez odpowiedzi?” – pyta Autor. Wszystko wskazuje na to, że tak. Braun ma procesy, ale chodzi wolny. Ma zakazy, ale je ignoruje. Ma potępienia, ale się nimi chlubi. A elektorat mu rośnie.
PiS najpierw nazywało Brauna „chamem Rzeczypospolitej” i „ruską onucą”, a potem „wytransferowało” mu posła, by mógł założyć koło poselskie i rozbijać Konfederację od środka. To cynizm najczystszej próby – strategiczne użycie faszysty do własnych celów partyjnych. PiS i środowiska KOnfederacji oraz Brauna celowo i palnowo osłabiają państwo polskie mając nadzieję, że łatwiej będzie im dojśc do władzy. Rządząca koalicja demokratyczna nie ma wsystarczającej woli i determinacji aby zastopować pochód brunatnego populizmu, któremu dodatkowo patronuje niedawno zaprzysiężony Batyr. Ofiarą destrukcyjnej logiki rywalizacji politycnej padają elementarne obowiązki państwa.
Wydarzenia we Wrześni pokazują Polskę roku 2025 bardziej wymownie niż jakikolwiek kongres programowy. To Polska, w której faszysta może jednym wpisem zablokować koncert w kościele. To Polska, w której dzieci z 1901 roku miały więcej odwagi niż dorośli z 2025. To Polska, w której państwo jest nieobecne, gdy potrzeba obrony – i wszechobecne, gdy chodzi o pustą retorykę.
Strajk Dzieci Wrzesińskich uczył, że są granice, których przekraczać nie wolno – nawet pod groźbą chłosty. Odwołanie koncertu Lewandowskiego uczy czegoś odwrotnego: że wystarczy zagrozić, by dorośli kapitulowali. Fala brunatna Brauna i środowisk mu podobnych to nie przyszłe zagrożenie. To teraźniejszość. A my – patrząc, jak rozwija się w centrum polskich miast – mamy wybór: być jak dzieci wrzesińskie, które mówiły „nie” pruskiej przemocy. Albo jak dorośli wrzesińscy roku 2025, którzy mówią: „przepraszamy, ale się boimy”.