Nigdy nie wyobrażałem sobie, że generał Jaruzelski stanie się moim mimowolnym mentorem. Gdyby wówczas, w dniach po ogłoszeniu stanu wojennego, ktoś mi powiedział, że pod wpływem szefa polskiej junty nabiorę większej skłonności do refleksji, a w trakcie sporów zacznę uważnie wsłuchiwać się w argumenty swych adwersarzy nim zdobędę się na osąd, nakładłbym mu chyba po mordzie.
Sytuacja była przecież klarowna i wszelkie dywagacje na jej temat wydawały mi się absurdem. My, tutejsi Polacy, bojkotowani latami przez lewicę i uważani za niebezpiecznych świrów przez środowiska umiarkowanej prawicy, znaleźliśmy się nagle w centrum uwagi. Kopenhaskie autobusy upstrzone były hasłami: „Polska – sąsiad w potrzebie”, a my chodziliśmy z demonstracji na demonstracje. Na tych pochodach i wiecach nie było miejsca na psychiczną równowagę, wśród sloganów najczęściej widniały słowa: JARUZELSKI – BANDYTA! Treść była łatwo przyswajalna i mogliśmy zachować bardzo wówczas ceniony lokalny koloryt, prezentując nasze stanowisko bez potrzeby tłumaczenia na duński. Raziła nas co prawda łatwość, z jaką lewica zaanektowała „solidarność” i orzekła, że działała ona na rzecz socjalistycznej Polski, ale taka była cena poparcia, bez którego nikt by nas nie zauważył
Również w Danii zima była wówczas śnieżna i mroźna – dla nas o wiele bardziej niż dla innych, bo w tym chłodzie drętwiały nam dusze. Niemal każdy z nas zostawił w Polsce kogoś bliskiego, a telefony były martwe i drżeliśmy o los pozostawionych.
W dzień chodziliśmy na manifestacje, a wieczorami ludzie z mojego kręgu wsłuchiwali się w audycje RWE i BBC, by się dowiedzieć kto jeszcze spośród przyjaciół został internowany.
Sylwestra miałem spędzić razem z moimi nastoletnimi dziećmi w zaprzyjaźnionym polsko-duńskim domu. Tuż przed opuszczeniem mieszkania usłyszałem w polskim serwisie BBC o samobójczej śmierci Jurka Zieleńskiego, który wyskoczył z okna, gdy przyszli po niego. W trakcie aresztowania. Był to najsmutniejszy sylwester w moim życiu…
Szok przyszedł później. Moją żonę, Joannę przytrzasnął w Warszawie stan wojenny i zdołała ona wrócić dopiero pod koniec stycznia. Jej opowieści znacznie odbiegały od tego, co tutaj cały czas słyszałem i co sama mówiła przed wyjazdem. Później na początku wiosny umarł mój ojciec i pojechałem do Gdańska. Była to moja pierwsza wizyta w Polsce od dwunastu lat. Kiedy odwiedziłem mego kolegę z roku, naonczas już negatywnie zweryfikowanego redaktora naczelnego jednego z gdańskich periodyków, rozmowa szybko zahaczyła o główny temat.
– Czy sądzisz, że w Polsce byłoby możliwe rozwiązanie portugalskie?
– Może tak, gdybyśmy nie mieli za plecami wielkiej sojuszniczej armii.
To samo powiedział w czasie stypy po pogrzebie ojca jego przyjaciel, niegdysiejszy sekretarz propagandy gdańskiego KW wszechpotężnej partii, który tak malowniczo płonął w grudniu ’70, co później natchnęło Kuronia do rzucenia hasła: nie palmy ich komitetów, zakładajmy własne…
Siedzący obok mnie sekretarz skwitował swe uwagi na temat „Solidarności” i geopolitycznych implikacji jej istnienia stwierdzeniem: mimo-wszystko-uważam się – za. Zwrot „mimo wszystko” powtórzony był jeszcze raz na końcu tej deklaracji ideowej; najwidoczniej po to, by zademonstrować mi, że on, zasłużenie zemerytowany sekretarz, nie jest żadnym skostniałym dogmatykiem, tak jak w przeszłości nie był rewizjonistą, lecz dzielnym strażnikiem linii partyjnej, mimo jej niełatwych do zrozumienia meandrów.
– Musiałby pan dokładniej zdefiniować znaczenie terminu komunista, bo różni ludzie, o przeciwstawnych nieraz poglądach wywodzą je z tego samego źródła.
– Widzę, że dialektyczne wychowanie w rodzicielskim domu nie poszło na marne, stwierdził sekretarz z dobrotliwym uśmiechem.
– A ja widzę, że przed marksizmem był talmud z bardziej rozbudowaną dialektyką – i w znacznie lepszym gatunku…
Owo desperackie postfuneralne pijaństwo w domu mego taty było typowo polskim widowiskiem tamtych dni. Komunizm mego ojca był vintage, bo datował się jeszcze z wczesnych lat międzywojnia. Ojciec sposobił się do zostania rabinem i odbywał studia w jesziwie, ale podobnie jak wielu młodych ludzi z żydowskich rodzin dał się nawrócić na obrządek marksistowsko-leninowski (z domieszką trockizmu; o czym wspominał konspiracyjnym szeptem). Uwikłanie pociągało za sobą układy towarzyskie. Na pogrzeb zeszli się tłumnie partyjni koledzy ojca. Ich latorośle – wbrew swym rodzicom, z zakodowanym w mózgu kalkulatorkiem kariery – byli orędownikami „Solidarności”. Pełna temperamentu debata przy biesiadnym stole ewoluowała przeto w stronę międzypokoleniowej zadymy, w której nawet sztućce mogły lada moment stać się śmiertelnym orężem. Sytuację uratował kuzyn mojej macochy, który najpierw wygłosił filipikę przeciwko Wałęsie i solidarnościowej konspirze, a potem nachyliwszy się w moim kierunku odezwał się tubalnym głosem(szeptem we własnym odczuciu):
– Natanie, a masz ty jakieś dolary albo dojczmarki na zbyciu? Jeżeli tak, biorę każdą sumę.
Konfrontacyjny nastrój rozładował się w kaskadach śmiechu…
Najbardziej zdumiewające dla mnie było zachowanie zaprzyjaźnionej dziennikarki z „GW”, internowanej na początku stanu wojennego. Kiedy już po „kontraktowych” w 1989 przyjechałem po raz pierwszy do Polski w normalny sposób, zatrzymałem się u niej i rozmowy w sposób nieunikniony zahaczały o stan wojenny.
– Nie potrafię uczciwie powiedzieć czy Jaruzelski nie był rzeczywiście przekonany, że ratuje Polskę wprowadzając stan wojenny.
Spodziewałbym się takich słów u każdego innego rozmówcy, tylko nie u niej.
Mój gdański kolega z roku zwrócił uwagę, że w liczbach bezwzględnych polski stan wojenny był jednym z najmniej krwawych przewrotów ostatnich dziesięcioleci.
Pod wpływem tych i wielu innych rozmów zacząłem dostrzegać jakąś zbiorową aberrację w ocenie działań generała. Ci sami ludzie, którzy na wyprzódki dowodzili, że nie można wierzyć ani jednemu słowu, wypowiadanemu przez przywódców niegdysiejszego ZSRR, nagle zaczęli dowodzić, że ci nigdy nie wprowadziliby wojsk do Polski i stan wojenny był wyłącznym rezultatem nikczemności, lub w najlepszym wypadku nadgorliwości generała.
Czas często leczy urazy i łagodzi nadmierną gwałtowność ocen, ale rzadko staje się remedium na głupotę. Dla tych którzy są nią porażeni rzeczywistość pozbawiona jest niuansów, nie ma żadnych odcieni ani komplikacji. Linie są wyraźnie wytyczone, charaktery zarysowane, postacie jednoznacznie dobre lub bezgranicznie złe. Wszystko winno być ocenione i ukarane…
Nic mnie już nie zdziwi w polskiej rzeczywistości. Nawet gdyby miały rozlec się głosy, że generał podstępnie zasymulował własną śmierć, by uniknąć dokonania żywota w więzieniu i tylko za bardzo wczuł się w rolę…
Nathan Gurfinkiel
(pisane 26 kwietnia, po ogłoszeniu wiadomości o zgonie gen. Jaruzelskiego)


Zwazywszy na zwyciestwo skrajnej prawicy i faszystow w eurowyborach w Danii, nie zastanawia sie pan nad powrotem do kraju.
Lata stanu wojennego spedzilem w Polsce. Przypominam sobie „karnawal Solidarnosci”. Podspiewywalismy „wejdą, nie wejdą” (byla taka piosenka). Byl to temat dyskusji. Argumenty byly na ogol takie: „Nie moga sobie na to pozwolic. A dlaczego? No, Zachod nie pozwoli.” Albo: Papiez podobno powiedzial, ze w razie interwencji zrzeknie sie pontyfikatu i wroci do Polski. Rosjanie sie tego boją.” Albo: „Oni nie moga miec drugiego Afganistanu, a Polska bedzie gorsza niz Afganistan. Polska lezy w Europie. Rosjanie nie chca miec wojny na dwa fronty.” I podobnie glebokie argumenty, ktore nas umacnialy w przekonaniu o wlasnej slusznosci. Nie wierzylismy, ze siedzimy na beczce prochu.
.
Moj ojciec pracowal na Akademii Medycznej w Warszawie. Wielokrotnie mi opowiadal, ze na dzien przed stanem wojennym na AM przyjechal Janusz Onyszkiewicz na spotkanie z Solidarnoscią, czyli praktycznie ze wszystkimi. Onyszkiewicz powiedzial: „Komuna praktycznie nie istnieje. Ich wladzy juz nie ma. Musimy wiec te wladze zastąpic. Wlasnie bedziemy o tym rozmawiac w Gdansku.” Padlo pytanie: „A co z ruchami wojsk? A Szkola Pozarnicza?”. Onyszkiewicz na to: „Jesli oni uzyja sily, to my jestesmy gotowi. W kazdym zakladzie sa zapasy. Oglosimy strajk powszechny, zamkniemy sie w zakladach, i wladza upadnie.” Prosto z AM Onyszkiewicz pojechal do Gdanska, a dzien czy dwa pozniej byl w internacie razem z cala Komisją Krajową.
.
Zarowno po stronie szerokiego spoleczenstwa, jak tez najwyzszej wladzy „S” bylo calkowite niezrozumienie sytuacji. To, ze ja malo rozumialem, daje sie wybaczyc (25 lat, niedlugo po studiach). Ale Komisja Krajowa miala ekspertow. Bylo w niej troche ludzi starszych i doswiadczonych. Mimo to, KK byla w tym samym stanie upojenia, co reszta spoleczenstwa.
.
Doswiadczenie kleski w 1981/82 przydalo sie w latach 1989/90. Wtedy zarowno Jaruzelski, Mazowiecki, caly rząd, i w ogole tzw. wszyscy uwaznie patrzyli na niedzwiedzia i ostroznie, krok po kroku testowali, jak daleko mozna jeszcze pojsc. Zachowaly sie liczne swiadectwa, ze kluczem do sukcesu 1989/90 byly ostroznosc, rozwaga, i stopniowanie posuniec. Zimny prysznic 1981/82 przyniosl owoce ponad najsmielsze oczekiwania osiem lat pozniej.
Ja także przeżywałam stan wojenny e sposób szczegolny- bo część mojej rodziny dotknął bezposrednio.Ale dzis, madrzejsza po latach pytam : jaka alternatywe miała opozycja i jaki program przejęcie władzy ? otóż- żaden. Przytoczone wypowiedzi Onyszkiewicza swiadcza o tym w zupelności.Otwarta wojna ? przeciw komu ? armii sowieckiej,ktora nie musiała wchodzic- bo juz była? JAKIMI SIŁAMI ? co upowazniało opozycje do liczenia na wojskowa pomoc Zachodu ? pobozne życzenia .Czy Papiez kiedykolwiek pozwolił sobie na przypuszczenia że abdykuje i.t.p. ? nigdy.I – co by to dało ? byłby to próżny i bezsensowny gest ktorego głowa Kościoła Powszechnego wykonac nie miała prawa . Jakim uzbrojeniem dysponowały”zakłady pracy”? w.g.Onyszkiewicza? Srubami i nakrętkami ? Alternatywa był rozlew krwi ,niepotrzebny i bezsensowny.W sumie- trzeba przyznac racje Jaruzelskiemu- fachowemu wojskowemu,który doskonale zdawał sobie sprawe z realów wojny ,bezbronnosci ewwentualnego zrywu Polaków- i postawy Zachodu- która widzimy i dzis na nieszczesnej Ukrainie – podpuszczonej przez politykierów i zostawionej na pastwe wojny domowej.Mimo wszystko- szacunek dla Generała.
@ BM
Pan wycina moje najlepsze komentarze. Obok zamiescilem cytat z Hermana Goringa jako swoj i nie tylko sie ostal, ale zebralem plusy, jedyne zreszta.
Po Narciarzu2 i Bogumile już nie mam wiele do dodania. Przyznaję się, że pomimo poczucia bezsilności i wściekłości potem podczas parad pojazdów opancerzonych ulicami Stolicy po 3 po południu każdego dnia, jak ludzie wracali z pracy w stanie wojennym, nawet wtedy nie potępiałem w czambuł generała Jaruzelskiego, zdając sobie sprawę, że eskalacja protestów Solidarności w końcu 1981 roku prowadziła do wojny domowej w najlepszym wypadku. Po mądrych strajkach półtora roku wcześniej wstąpił wtedy w górę Solidarności jakiś amok. Wszystko zaczęło się gwałtownie zaostrzać, być może był to także wynik rozsadzania Solidarności od wewnątrz przez siły urzędu bezpieczeństwa.
Autor napisal: „Siedzący obok mnie sekretarz skwitował swe uwagi na temat „Solidarności” i geopolitycznych implikacji jej istnienia stwierdzeniem: mimo-wszystko-uważam się – za.”
.
W tym zdaniu czegos brakuje. Uważam się – za? Za a nawet przeciw? Czy Autorowi nie umknelo jakies slowo?
„być może był to także wynik rozsadzania Solidarności od wewnątrz przez siły urzędu bezpieczeństwa”
.
Waldemar Kuczynski pisał o samo-radykalizacji ruchu. Mechanizm był prosty: jesli ktos chciał porozumienia z władzami, to automatycznie stawał sie zdrajcą i był odsuwany. Nastepował swoisty dobor naturalny, ktory faworyzował radykałow, zas odsuwał osoby umiarkowane. Urząd bezpieczenstwa, choc na pewno miał swoj udział, był zupełnie niepotrzebny do radykalizacji. Ruch radykalizował sie sam.
.
Czytałem, ze podobny mechanizm zadziałał na Placu Tienanmen. Owczesny konflikt (podobno) poczatkowo dałby sie rozwiazac, ale na sutek samoradykalizacji po jakims czasie studenci postawili nierealne warunki. Nie dam za to glowy, ze tak naprawde było, ale scenariusz wydaje mi sie dosc prawdopodobny.
„Wszystko zaczęło się gwałtownie zaostrzać”
.
Owczesna dynamika miala wbudowane dodatnie sprzęzenie zwrotne, ktore automatycznie prowadzilo do eskalowania żądan. Po pierwsze, naciski „S” prowadzily do ustępstw wladzy, ktore byly traktowane jako dowod slabosci, więc pojawialo się dązenie do dalszych naciskow, zeby uzyskac dalsze ustepstwa. Po drugie, ustepstwa wladzy to bylo trofeum dzialaczy Związku. Jesli jakis dzialacz wywalczyl ustępstwa, to inny dzialacz chcial większych ustępstw, bo tak się wtedy zdobywalo rozglos i robilo spektakularne kariery w Związku. W ten sposob pojawilo sie dodatnie sprzezenie zwrotne. Sukcesy Zwiazku nie powodowaly wyhamowania żądan, ale przeciwnie, prowadzily do eskalacji w celu produkowania dalszych sukcesow. Nie bylo zadnej naturalnej granicy, ktora moglaby ten proces zatrzymac. Taką granice postawil dopiero Jaruzelski. (A gdyby nie on, to zrobiliby to Rosjanie, choc z troche innych powodow.)
.
Po trzecie, mielismy wtedy zerowe zrozumienie ekonomii i wewnętrznej logiki przedsiebiorstwa zwanego Polską. Brak wiedzy to byla oczywiscie wina doktryny, ktora wiele dziesiecioleci wczesniej odmowila obywatelom prawa do decydowania. W pewnym sensie, wszyscy bylismy wtedy „na socjalu”. Mysmy pracowali, zas wladza „dawala” pensje, mieszkania, samochody, i inne dobra. Wladza „rzucala na rynek”. Tak sie wtedy mowilo. W tych wyrazeniach zawarta byla wizja, ze my cos tam robimy, zas oni decydują i nagradzają. No, to chcielismy wiekszego wynagrodzenia bez zrozumienia, ze jednak jest związek pomiedzy produkcją i wynagrodzeniem. Akurat wlasnie wtedy wladza zaczęla to powtarzac, ale to byl glos wolający na puszczy. Po to, zeby ten glos zrozumiec, potrzebne byloby osobiste doswiadczenie w warunkach odpowiedzialnosci za wlasne decyzje. Potrzebne byloby doswiadczenie, ze strajk prowadzi do strat, ktore odbijają sie na zaplacie. Tego wlasnie doswiadczenia pracownicy panstwowi zupelnie nie mieli, bo zostali go pozbawieni duzo wczesniej. Więc wladza mogla sobie mowic, ile tylko chciala. Slowa wladzy wpadaly w bagno ignorancji obywateli, ktorą to ignorancję wladza sama pracowicie wtlaczala obywatelom w glowy przez wiele dziesiecioleci.
.
To byl w skrocie mechanizm eskalacji owczesnego konfliktu. Zaden spisek nie byl potrzebny, ani zaden urzad bezpieczenstwa. Diabelski mechanizm zostal przygotowany przez logikę systemu na dlugo przed rokiem 1981. I nie mozna nawet powiedziec, ze ktokolwiek byl za to osobiscie odpowiedzialny. Zadzialaly „prawa natury”. Z jednej strony, naturalna chęc osobistego awansu dzialaczy związkowych powodowala niekonczące sie naciski na wladzę. Z drugiej strony, wladza mowila swięta prawdę, ze strajki rozwalają gospodarkę. Ale tej prawdy obywatele nie mogli uslyszec, bo przed tym przez dziesieciolecia wladza zatykala im uszy.
.
I dlatego ktos, albo cos, musialo przyjsc z zewnątrz i zakonczyc ten dialog slepego z gluchym. Cale szczęscie, ze tym czyms nie okazali się Rosjanie.
Kim był Jaruzelski? Polski Gorbaczow? Jak wielu polskich komunistów nie miał złudzeń na temat komunistów rosyjskich, jak wielu polskich komunistów był przekonany, że Rosjanie nie cofną się przed użyciem siły, jak wielu polskich komunistów dawno stracił wiarę w dogmaty komunizmu. Bronił systemu, czy bronił Polski przed chaosem? Zmieniał się pod wpływem protestów, ale jak właściwie ewoluował? Najprawdopodobniej nie dowiemy się o nim całej prawdy, jak oceniał siłę betonowego (uzbrojonego) skrzydła partii? Czy brał pod uwagę możliwość buntu podsycanego przez radzieckie służby? To co widzieliśmy, to była próba opanowania tego wszystkiego bez przelewu krwi. Za to co się stało w kopalni Wujek z pewnością nie był odpowiedzialny. A wreszcie warto sobie przypomnieć krótki okres kiedy był prezydentem w demokratycznej Polsce. Na całe tygodnie zanim padła propozycja wyboru prezydenta w wyborach powszechnych Jaruzelski powiedział w Paryżu dziennikarzowi, że widzi taką możliwość i nie będzie jej przeszkadzał.
Pan Nathan niczemu się już nie dziwi, a ja jeszcze przeżywam. Widzę, jak część moich kolegów z czasów studenckich – czyli sprzed lat kilkunastu – zradykalizowała swoje poglądy. A przecież zapamiętałem ich jako ludzi inteligentnych. Czy zmienili się pod wpływem mediów i polityków? Może to efekt psychicznego osłabienia, zmęczenia codziennością? Nie wiem, naprawdę, skąd to się bierze…
A wszystko podsumował pięknie Adam Michnik.
„oooodpieprzcie się od Generała, ja osobiście jestem mu baardzo wdzięczny. Mógł mnie zwyyyyczajnie zaabić, a tego nie uczynił”
Typowa ruska mentalnosc, prawie jak o Leninie- „ludzki pan,mogl zabic, a dal tylko po mordzie”.
Pamiętam dobrze okoliczności ogłoszenia stanu wojennego i akceptuję przywołaną w komentarzach wyżej argumentację. Jednak nikt nie podnosi kwestii odpowiedzialności generała za ofiary w grudniu ’70, o czym wiem tylko z 'drugiej reki’ bo bylem wowczas zbyt smarkaty. Poprosze o odniesienie się do tej kwestii swiadków tamtego czasu, jezeli łaska.
W 1981 roku zapowiadała się w Polsce wojna domowa. To nie ulega wątpliwości. Pod spontaniczny ruch „Solidarności” podpięli się działacze opozycji. Przejecie władzy było ich marzeniem. Dziś żaden z ówczesnych przywódców nie przyzna się do tego.Władza to narkotyk, który zaczadza umysły. Słowa Onyszkiewicza oddają tamtą prawdę. A miało to być tylko naprawianie Polski. Próby przejęcia władzy, jakiekolwiek by były, zakończyłyby się przelewem morza krwi. Generał Jaruzelski uratował Polskę przed tym kataklizmem. Każdy radykalny akt polityczny pociąga za sobą ofiary. Tego nie da się wykonać w białych rękawiczkach. Pokrzywdzeni widzą tylko swoje cierpienia, nie są zdolni do całościowej oceny. Podobno w kopalni „Wujek” górnicy przygotowywali się sami do ataku na milicję. Ale o tym cicho. Wiem to od uczestnika tych wydarzeń. W ówczesnym czasie jedyną możliwością zamianą władzy była droga parlamentarna poprzez wykreowanie przez „Solidarność” nowej partii i to lewicowej np. reaktywowania PPS. Były takie możliwości w samej PZPR (t.zw. struktury poziome). Taka partia zdobyłaby uznanie i poparcie w całej Europie. W większości krajów rządzili socjaliści lub socjaldemokraci. Wtedy reforma władzy mogła nastąpić drogą parlamentarną. Polskim elitom zabrakło wyobraźni.
Oceny tamtych wydarzeń są powierzchowne. A 1989 rok udowodnił, czego oczekiwała do czego dążyła wtedy opozycja. Inna rzecz, że i ówczesnej władzy, po wprowadzeniu stanu wojennego zabrakło wyobraźni. Minister Wilczek pojawił się 10 lat za późno.
Czy dopuszcza Pan ewentualność, że i do gen. Jaruzelskiego pasuje Pańskie zdanie: „Władza to narkotyk, który zaczadza umysły”.
Cywilizowani ludzie, maja instytucję zwaną przedawnieniem.
Pisze to w kontekście tych ziejących, nie słabnącą, nienawiścią do Jaruzelskiego. Nawet pośmiertnie chcieliby dokonać na nim zemsty.
Wśród mścicieli cały przekrój naszego narodu – głównie świętobliwi katolicy, co to miłują bliźniego jak siebie samego.
głównie świętobliwi katolicy,
i większość to młodzi bez szyi,za to w kominiarkach, jak na „patriotów” przystało, w czasie stanu wojennego nie byli nawet plemnikiem,a drą mordy, jakby przeżyli socjalizm, stan wojenny i wszelkie durnoty solidaruchów, bo już nie Solidarności, tej prawdziwej robotniczej
W poprzedniej komentarzu zamiescilem autentyczna relacje kolegi z wprowadzania stanu wojennego, ale mi ja wcielo. Stan wojenny to w sumie spor jalowy. Bedziemy sobie tak gdybac przez nastepne pokolenia, bo nigdy nie bedzie pelnej informacji. Powstanie styczniowe, powstanie warszawskie, stan wojenny. O wiele latwiej ocenic, to co bylo po. Lata zastoju i marazmu. Od 1980 do 1989 wladza blokowala tylko opozycje, sama nie bedac w stanie wyjsc z niczym konstruktywnym. Olbrzymie wrecz katastrofalne koszta „programu Balcerowicza”, pokazuje rowniez, ze zmarnowano ten czas na przygotowania do tej transformacji. Nie ma dokladnych danych liczbowych z prywatyzacji, dlaczego? Znalazlem szacunki, ze dorobek PRL, ~8400 zakladow przemyslowych sprzedano za rownowartosc 80 stadionow narodowych.
Co do powstania warszawskiego nie powinno byc zadnych watpliwosci … Rozkaz jego rozpoczecia byl zbrodnia ! Z czego zdawano sobie sprawe juz w 1944… Gen.Anders na przyklad…..
Ja widzę tamte czasy tak: Komunizm to był system u fundamentów totalitarny. System totalitarny albo jest doskonale totalitarny, albo nie ma go wcale, bo tak jak nie można być częściowo w ciąży, tak samo nie można być częściowo totalitarnym. Doskonałość totalitaryzmu nie koniecznie oznacza absolutną doskonałość totalitaryzmu. Również on może sobie pozwolić na kompromisy o ile nie traci całkowicie nadrzędnej kontroli. W Polsce takimi stałymi polami, ale kontrolowanymi obszarami kompromisu były stan chłopski i Kościół Katolicki mające zakres pewnej mocno ograniczonej autonomii.
.
Okres Solidarności był złamaniem fundamentalnej zasady totalitarnego systemu. Konfrontacja była kwestią czasu. Komunizm wcale nie miał zamiaru się likwidować. Solidarność i naród na fali wolności też nie maił zamiaru zniknąć i dobrowolnie ze swoich aspiracji zrezygnować. Konfrontacja była nieunikniona. Albo musiałby zniknąć komunizm, albo Solidarność i naród musiały być spacyfikowane i przyjąć ponownie totalitarne zwierzchnictwo i kontrolę.
.
Wyniki konfrontacji znamy. Solidarność została zlikwidowana, naród został spacyfikowany a komuniści odzyskali całkowitą kontrolę. Tyle, że uzyskali całkowitą kontrolę nad „trupem”. Ożywić się już tego nie udało. 10 lat komuniści potrzebowali, żeby zrozumieć, że ten system totalitarnej kontroli jest już ustrojowym trupem i nikomu już nic nie daje. Więc się wycofali.
.
Z dalekiej czasowej perspektywy widać, że było to klasyczne wielkie zderzenie siły argumentów z argumentem siły, zderzenie siły racji z racją siły. Krótkoterminowo zwycięża zawsze racja siły. Długoterminowo niemal zawsze zwycięża siła racji.
.
Dziś oceniam ten konflikt w kategoriach obiektywnych chociaż wtedy byłem jednoznacznie po jednej stronie, a i dzisiaj, gdybym musiał stanąłbym jednoznacznie po jednej stronie. Dzisiaj oceniam wszystkie strony tego konfliktu raczej po tym, co zrobiły by minimalizować koszty tego konfliktu. I tutaj moje plusy zbierają w zasadzie wszystkie strony, które były już wtedy świadome istoty tego konfliktu. Plusy ma Solidarność z jej pryncypialnym wyrzeczeniem się użycia siły i biernym oporem, Kościół, który konsekwentnie i stanowczo będąc po jednej ze stron działał na rzecz tonowania konfliktu, no i w końcu sam Jaruzelski, który nie był prymitywnym trepem i siepaczem, lecz robił wszystko, by ograniczać straty i przelew krwi do minimum. Wszyscy odegrali swoje rolę czekając cierpliwie na własnych pozycjach na lepsze czasy, a gdy te czasy nastąpiły wszyscy się przyczynili do łagodnego wyjścia z konfliktu. Z tej perspektywy oceniam osobę Jaruzelskiego pozytywnie. Trochę też na zasadzie, że wolę prawdziwych wrogów niż fałszywych przyjaciół. Trochę też na zasadzie, że wolę „prawdziwych zdrajców” niż jak rozmnażających się dzisiaj jak króliki „prawdziwych patriotów i bojowników o niepodległość”, którzy dzisiaj z durszlakiem na głowie i czołgając się kupują „bibułę” w Empikach i kioskach, rzecz jasna znajdujących się w podziemiu i w drugim obiegu.
Nieco mnie mierzi opowiadanie jak to Jaruzelski spacyfikował naród. To miliony polskich patriotów spacyfikowało garstkę rozdokazywanych działaczy Solidarności. Majstersztyk skuteczności i zminimalizowania strat 13.12. podziwiał cały świat.
Plusy ma Solidarność z jej pryncypialnym wyrzeczeniem się użycia siły i biernym oporem
Biernym do czasu, sam pisałeś,że musiałoby dojść do konfrontacji. Czy zatem plotki o gromadzeniu „broni” przez Solidarność nie były prawdziwe?
O tym się mówiło, nie wiem na ile było to prawdą, ale coś było „w powietrzu”.
@ bisnetus
Chcialbym sie z panem moc nie zgodzic, ale nie potrafie.
Wyjątkowo zgadzam się z bisnetusem. Z p. Koraszewskim też.
Zabawne… W 1995 r., przeprowadzając pierwszy „polski” wywiad z Gorbaczowem zapytałem go czy by weszli. Odpowiedział: „nie musieliśmy. Armia czerwona i tak nad Polską – użył rosyjskiego słowa – NAWISAŁA”. Po emisji wywiadu zadzwonił do mnie Jaruzelski. Prosił o kopię. Owocem tej rozmowy były trzy godzinne wywiady z generałem Wcześniej rozbiłem z nim wywiad gdy był kontraktowym prezydentem, w Belwederze, dla Głosu Ameryki). Państwo wybaczą, ale nie nabrałem po tym „full immersion” w jego psychikę żadnego doń szacunku. Osobowość miałka, kultura osobista udawana, a na dodatek – to dość powszechny przypadek wśród byłych polityków – żył oszukując samego siebie. Za wszelką cenę chciał być we własnych oczach postacią pozytywną.
Na ile umiałem starałem się dociec: w którym momencie zmienił zdanie, w którym dotarło doń, że z Polakami trzeba rozmawiać. Chyba mi się udało: pierwsza wizyta Gorbaczowa w Polsce; zaczął rozmowę z nim jak z każdym poprzednim gensekiem, skończył załamany, ponieważ cały jego życiowy grunt usunął mu się pod nogami. Sam mi mówił, że kilka miesięcy żył w szoku. Żadnej pomocy militarnej, ideologicznej, a nawet gospodarczej, żadnego poparcia, żadnego więcej zaplecza.
Ja nie będę teko komentował, wartościował; przytaczam tylko, by dyskusja pod tekstem Natana nie była czczym, jakże polskim pieprzeniem.
No właśnie. Niektórzy nie chcą pomyśleć, czemu za Breżniewa (i wcześniej)Jaruzelski opozycję pacyfikował a za Gorbaczowa zaczął z nią rozmawiać! Widać też było, że często sam wierzył we własną propagandę.
I na koniec- według wielu komentatorów największą zaletą generała jest ta, że … nie był gorszy. Nonsens.
Zabawne… W 1995 r., przeprowadzając pierwszy „polski” wywiad z Gorbaczowem zapytałem go czy by weszli. Odpowiedział: „nie musieliśmy. Armia czerwona i tak nad Polską – użył rosyjskiego słowa – NAWISAŁA”. Po emisji wywiadu zadzwonił do mnie Jaruzelski. Prosił o kopię. Owocem tej rozmowy były trzy godzinne wywiady z generałem (Wcześniej robiłem z nim wywiad gdy był kontraktowym prezydentem, w Belwederze, dla Głosu Ameryki). Państwo wybaczą, ale nie nabrałem po tym „full immersion” w jego psychikę żadnego doń szacunku. Osobowość miałka, kultura osobista udawana, a na dodatek – to dość powszechny przypadek wśród byłych polityków – żył oszukując samego siebie. Za wszelką cenę chciał być we własnych oczach postacią pozytywną.
Na ile umiałem starałem się dociec: w którym momencie zmienił zdanie, w którym dotarło doń, że z Polakami trzeba rozmawiać. Chyba mi się udało: pierwsza wizyta Gorbaczowa w Polsce; zaczął rozmowę z nim jak z każdym poprzednim gensekiem, skończył załamany, ponieważ cały jego życiowy grunt usunął mu się pod nogami. Sam mi mówił, że kilka miesięcy żył w szoku. Żadnej pomocy militarnej, ideologicznej, a nawet gospodarczej, żadnego poparcia, żadnego więcej zaplecza.
Ja nie będę teko komentował, wartościował; przytaczam tylko, by dyskusja pod tekstem Natana nie była czczym, jakże polskim pieprzeniem.
jacku, może mi się tylko tak wydaje, ale toutes proportions gardées, też starałem się jaknajmniej oceniać samą postać – osobliwie z moją immersion, która była wszystkim innym niż full.
bardziej od motywacji interesowały mnie skutki działań (lub ich zaniechań). jaki więc mamy materiał do porównań?
od początku niemal można było zauważyć, że jaruzelski chciał przywrócić status quo ante unikając dużego rozlewu krwi. trudno było jednocześnie nie dostrzec, że dla pinocheta czy vareli kilka tysięcy trupów w te lub we w te w ogóle nie było przedmiotem rozważań. później młodzi idealiści z polskiej prawicy pielgrzymowali z ryngrafami do osadzonego w londyńskim areszcie domowym szefa chilijskiej junty. ci sami ludzie wypisywali peany na temat generalísimo franco. ludzie ci byli (i są po dziś dzień) apologetami drugiej RP z cenzurą prasy, berezą kartuską i ghettem ławkowym na uniwersytetach. nie raziło ich nigdy, że w przedwojennej polsce prezydent był „odpowiedzialny przed bogiem i historią”, ale nie mogli znieść sytuacji, że w PRL stan wojenny naruszał porządek prawny, którego nigdy przedtem nie uznawali – małe afrykańske scypionki ujadające, że kartagina musi być zburzona…
gdyby zachowanie władzy było pierwszym i jedynym priorytetem jaruzelskiego, nie zastanawiałby się nad rozmiarami upustu krwi. mogliśmy to zaobserwować po dziesięciu latach w czasie agonii reżimu ceaucescu.
miałka osobowość? „radzieccy towarzysze” nie tolerowali innych przywódców w państwach swego bloku. przypomnij sobie procesy w czechosłowacji, na węgrzech, w bułgarii. tito zrozumiał to w samą porę, bo gdyby zwlekał, podziełby los
lászló rajka rudolfa slansky’iego i trajczo kostowa…
nie wiem, bo tego nie wie nikt, co naprawdę sterowało postępowaniem generała. osobiście uważam, że jednym z nich było tchórzostwo, które niespodziawenie stało się główną cnotą.
ten model psychologiczny mogłem oglądać w blow up. mój tata, niezwykle odważny jako żołnierz, bał się już nie nawet władzy. drżał ze strachu nawet przed urzędnikami niskiego szczebla…
Czy Panski wywiad jest dostepny na internecie? Prosze o link.
.
„Osobowość miałka, kultura osobista udawana…”
.
Pan oczywiscie rozumie , ze to sa Pana oceny, ktore mialyby swoja obiektywna wage, gdyby Pan przedstawil jakas skale miałkosci od zera do 10, oraz obiektywna procedure pomiaru na tej skali. A takze obiektywne kryterium udawania oraz szczerosci. Bez takich obiektywnych kryteriow Panskie stwierdzenia sa jedynie zapisem Panskich subiektywnych wrazen i niczym ponadto.
.
Role polityka oceniamy nie po wrazeniach Pana Pałasińskiego (klaniam sie nisko), tylko po realnym wplywie na historie. Czy Pan sie nie zgodzi ze stwierdzeniem, ze wplyw Pana Jaruzelskiego na historie byl znaczny? Przez kraj (oraz przez Studio) przetacza sie dyskusja, czy byl to wplyw pozytywny. Wynik tej dyskusji bedzie mial wymierne konsekwencje, poniewaz sa tacy, ktorzy w imie wyrownywania krzywd chca mu pomalowac nagrobek w gwiazdy. A sprzatanie kosztuje. Dlatego warto moze ustalic, ile tych gwiazdek ma byc i jakiego koloru. Oraz czy maja byc latwo zmywalne.
„dość powszechny przypadek wśród byłych polityków – żył oszukując samego siebie. Za wszelką cenę chciał być we własnych oczach postacią pozytywną.”
.
Czy Pan za wszelką cenę chce być we własnych oczach postacią negatywną? A jesli Pan tez chce być we własnych oczach postacią pozytywną, to moze powinien Pan napisac: „wśród byłych polityków, i mnie takze”?
.
Zaznaczam, ze na podstawie lektury Panskich tekstow Pan mi sie jawi jako postac pozytywna. W kazdym razie, jak dotąd.
Trudny życiorys, i w sumie chyba tragiczny – sądzę, że a posteriori lepiej rozumiał wtedy nie najlepiej szacowane granice kompromisów, a i pozostało w pamięci co niedocenione a ważne, patriotyzm niejedno ma imię. Odszedł jeden z prezydentôw, a ich miejsce przecież na Powązkach.
Nathan Gurfinkiel „osobiście uważa, że jednym z nich było tchórzostwo, które niespodziawenie stało się główną cnotą”.
.
Protasiuk: Bohater. Ryzykował. Nie bał sie wyladowac.
Jaruzelski: Tchórz. Nie zaryzykował starcia z Rosjanami.
.
Moze warto ukłonic sie tchorzowi. Zakladajac, ze interpretacja Pana Nathana ma cokolwiek wspolnego z rzeczywistoscia, co nie jest jak na razie udowodnione.
Przyznam się, że komentarz pana Pałasińskiego i zadziwił mnie i rozczarował. Niemniej, każdy ma prawo do własnych osądów. Czy miałka osobowość, a może sterany chorobami człowiek w czasie wywiadu? Bo w stanie wojennym okazał się niezwykle skuteczny w grudniu 1981… Tego nie robi byle kto. Osobiście nie chciałbym być wtedy w skórze generała. Bo cokolwiek by zrobił, był na pozycji straconej. Dlatego był postacią tragiczną. Szkoda zatem, że pan Jacek P. Nie rozwinął surowego osądu tłumacząc co by było, gdyby genetał nie wprowadził stanu wojennego. Myślę, że to ważne ćwiczenie intelektualne, zamiast oceniać miałkość i brak kultury swego adwersarza.
@Nathan: to co dla jednych jest tchórzostwem, dla innych może być wynikiem trzeźwego (w danym czasie) osądu sytuacji. Czy my już wszystko wiemy o tamtych czasach?
chmm… pytanie…
Dlaczego jednych lubimy a drugich nie?
Jak dają zarobić duże pieniądze to ich kochamy..
Jak zabierają pieniądze to ich nienawidzimy, czasem dozgonnie, bez sensu.. Czasem gdzieś tam zarabiamy większe pieniądze niż w dawnej i obecnej Polsce a mimo to tęsknimy za zieloną budką z piwem z czasów młodości.
Drogi Pan Jacek Pałasiński stara sie pokazać wszem że Generał to było zawsze tchórzliwe koniunkturalne dziadzisko, totalna marionetka i ćwierćinteligent co drżał o swój wizerunek przed panami jackami.
Po raz drugi na łamach SO pan dziennikarz pokazuje że w stosunku do postaci dużego formatu mających wpływ na bieg historii jest z jakichś powodów niedziennikarski, czyli z jakiegoś powodu zaangażowany personalnie.
Nie śmiem przypuszczać że przyczyną osobistych urazów był wyjazd z Polski przed stanem wojennym. Dla mnie to byli tylko uciekinierzy których potem spotykałem na obczyźnie i którzy tęsknili za Polską jak cholera. Tam w dobrobycie byli nikim. Teraz w Polsce pojaruzelskiej są niezwykle opiniotwórczy, bo wolno..
Gdyby nie „tchórzostwo” Generała, żyłbym dalej w biednym kraju trzymanym za mordę przez sąsiada zza miedzy.
Z Generałem na świecie liczyli się niemal wszyscy, nawet ci zza przysłowiowej miedzy.
General zmarł, był i jest obszczekiwany przez zajadłe śmiecie polityczne, co nie mogą Mu darować, że nie poszedł drogą Pinocheta i zostawił ich przy życiu.
To ciekawy materiał dla psychologów albo i psychiatrów- jakim cudem po zsyłce na Sybir i stracie ojca można resztę życia poświęcić karierze w aparacie państwa totalitarnego pod kuratelą ZSRR.
„Umacniać” władzę ludową, później zostać szefem szefów LWP, MO, ZOMOwców, ORMOwców, SBeków, propagandy,cenzorów i innych kanalii, trzymać się władzy do końca (prezydent RP) a potem… zbierać pochwały za honor, trudne decyzje, tragiczny los i małą liczbę ofiar. Czy jest na sali lekarz?
Czy naprawdę górnicy z Wujka albo ludzie wyrzucani z pracy, więzieni, szantażowani i prześladowani przez SB, bici, czasem nawet zabijani, mogliby odczuwać wdzięczność dla Jaruzelskiego za okazywaną w ten sposób troskę i wybawienie od interwencji ZSRR?
Przyjęlibyście taką „opiekę”?
@Jacek W.
jakim cudem po zsyłce na Sybir i stracie ojca można resztę życia poświęcić karierze w aparacie państwa totalitarnego pod kuratelą ZSRR.
„Umacniać” władzę ludową, później zostać szefem szefów LWP, MO, ZOMOwców, ORMOwców, SBeków, propagandy,cenzorów i innych kanalii, trzymać się władzy do końca (prezydent RP) a potem… zbierać pochwały za honor, trudne decyzje, tragiczny los i małą liczbę ofiar.
………………………………….
no właśnie…. jakim cudem?
Zaszczyci pan swoją obecnością uroczystości na Powązkach Wojskowych? Będzie pan buczał, czy krzyczał zdrajca?
Jest pan rówieśnikiem Generała? Pan postępowałby inaczej… tak z honorem.. ?
Czy tak jak chcieli twardsi ideologicznie z Jego otoczenia?
Ludzie, którzy postępowali inaczej, niż generał, spoczęli na cmentarzach znacznie wcześniej, niż on, wielu DZIĘKI niemu i jego podwładnym. To im należy się szacunek za podejmowane decyzje i wybory.
Skąd ta pobłażliwość dla generała? Wszak np. szmalcownicy czy donosiciele gestapo też podejmowali „trudne wybory”…
Natanie, masz rację, świetne argumenty… Choć nie uważam, żeby uprawniona była paralela między dyktatorami z Ameryki Łacińskiej (Varela, Pinochet itp), którzy załatwiali lokalnymi rękami interesy Stanów Zjednoczonych, uważających, że komunizm to większe zło niż prawicowa dyktatura, a gensekami z krajów socjalistycznych, którzy swoimi rękami załatwiali interesy Związku Sowieckiego, uważającego, że wolność i demokracja są gorsze od sowietyzmu.
Mam podstawy sądzić (ze dwie dekady badań), że Jaruzelski uwikłany był w zamach na papieża, a przynajmniej o nim wiedział od 30 X 1979. Że Jaruzelski znał plany zaczepne Kulikowa i był świadom konsekwencji tych planów dla Polski: atomowa odpowiedź Zachodu miała uderzyć nad Wisłą (szczegółowe plany strategiczne tej agresji Radek Sikorski wydobył z archiwum MON i przekazał kilka lat temu do IPN-u)… Początek lat 80 to miał być triumf SS20 i SS21; to w tamtych warunkach podjęta została decyzja o stanie wojennym. W wywiadzie Jaruzelski opowiada mi, że w październiku 81 został przez radzieckich towarzyszy wsadzony do samolotu i wywieziony w nocy w nieznanym kierunku, że po lądowaniu, w nocy, dowieziony został na bocznicę kolejową w nieznanym mieście, gdzie w luksusowej salonce czekali na niego Susłow z Kulikowem. Był przekonany, że go rozwalą, że aresztują, że zakomunikują, że już nie rządzi. A tymczasem oni go po prostu postraszyli, że to wszystko mu się stanie jeśli natychmiast nie położy kresu antysocjalistycznej dywersji. (Okazało się, że to miało miejsce w Brześciu, po sowieckiej stronie). Gdy kres położył, spotkały go niekończące się pochwały i zaszczyty. I tak aż do śmierci najpierw Susłowa (25 styczeń) i Breżniewa (11 listopad, co za piękny prezent, 1982. I definitywnie, do owej pamiętnej dla generała nocy spędzonej na rozmowie z Gorbaczowem.
Też nie piszę tego, by oceniać, by wartościować. Oceny były coś warte 3 dekady temu, kiedy płaciło się za nie wysoką cenę, dziś oceny i nostalgików (tu przeważających) i nienawistników (inne fora) są g warte. A po śmierci, to nawet więcej niż chamskie; to nieeleganckie.
Mam podstawy sądzić (ze dwie dekady badań), że Jaruzelski uwikłany był w zamach na papieża.
.
Prosze opublikowac podstawy wraz z dowodami. Inaczej to plotki i pomowienia w stylu Macierewicza.
.
W wywiadzie Jaruzelski opowiada mi
.
Gdzie jest ten wywiad?
.
oceny i nostalgików (tu przeważających) i nienawistników (inne fora) są g warte.
.
Tu nie ma nostalgikow. Tutaj sa ludzie uczciwi, ktorzy dyskutuja w dobrej wierze. Natomiast tu jak dotad nie bylo ludzi twierdzacych „mam podstawy sądzić” bez przedstawienia dowodow. Taka wypowiedz to jest nowe zjawisko na tym forum, choc dosc powszechne gdzie indziej.
Od roku 1981 mieliśmy okazję przyjrzenia sie dokonywaniu INNYCH wyborów, w różnych krajach świata.
Wygląda na to , ze SW był majstersztykiem minimalizacji strat i efektywności pacyfikacji różnych społeczeństw.
W przeciwieństwie do innych przypadków, nie straciliśmy CZŁOWIECZEŃSTWA.
I byc może to właśnie boli naszych domorosłych Katonów?
Tracąc życie, uświęciliby ideę ?
Wizja Rymkiewicza pociąga wielu, wielu ma Jaruzelskiemu za złe, że nie zostali internowani, nie dostąpili zaszczytu docenienia swojej ważności w obalaniu systemu?
=========
Na pewno czuliby sie lepiej, zrzucani z helikopterów do morza, czy pochowani po torturach w bezimiennych grobach?
=========
Pan Pałasiński zarzuca generałowi tchórzostwo.
Jak rozumiem, ma ze trzy krzyże walecznych, czy Virtuti Militari?
Ostrzelany w bojach chowający własnymi rękami kolegów mających mniej żołnierskiego szczęścia?
Psychopaci nie znają strachu podejmując decyzje.
Nawet polityczne.
Nie muszą bać się implikacji.
oni WIEDZĄ, że są doskonali……
W ciągu następnych 15 lat ustanowiono wszystkie formy militarnej dyktatury, które poznała i pokochała Ameryka Łacińska: zamknięto kongres, opozycja polityczna została ograniczona praktycznie do zera, zawieszono ściganie zbrodni na tle politycznym, krytyka prezydenta została prawnie zabroniona, związki zawodowe przejęli rządowi agenci, nasilające się protesty spotykały się z policyjnym i wojskowym ostrzałem, domy rolników palono, gnębiono księży… uprowadzenia, szwadrony śmierci, masowa ilość bezlitosnych tortur… rząd ochrzcił swój program „moralną rehabilitacją” Brazylii.
http://anarchizm.net.pl/antymilitaryzm/krotka-historia-interwencji-amerykanskich
===============
Na pewno taki wzorzec by lepiej pasował naszym patriotom…..
sorry, jacku – dalem plamę. nie varela, lecz (jorge rafael) videla – dopiero teraz zauważyłem, dzięki więc za powtórny komentrarz. to się nazywa konstruktywna krytyka (lol)
Ciekaw jestem czy rzeczywiście wiedza ujawniona przez bodajże Pichoję, że radzieccy nie mieli żadnego zamiaru aby wkraczać do Polski i że gen. Jaruzelski nalegał aby to zrobili jest dalej wiedzą tajemną?
Czy słowa bodajże Krzysztofa Łozińskiego w uczciwy sposób konstatujące, w czyim interesie było wprowadzenie stanu wojennego zamiast ustępstw wobec prób Polaków zmiany ustroju kraju – w interesie polskim czy radzieckim? Czy osoba w polskim mundurze po prostu nie zachowała się zdradziecko (mam wrażenie, że tu tekst pewnej nierozumnej nastolatki pasuje jak ulał) działając w interesie radzieckim?
top secret:
Że Jaruzelski znał plany zaczepne Kulikowa i był świadom konsekwencji tych planów dla Polski: atomowa odpowiedź Zachodu miała uderzyć nad Wisłą (szczegółowe plany strategiczne tej agresji Radek Sikorski wydobył z archiwum MON i przekazał kilka lat temu do IPN-u)…
………………………………………….
W 1970 roku usłyszałem to na szkoleniu obronnym będąc studentem. Jeden z wykładowców płk.Sowa, wyjaśnił nam że w razie wybuchu konfliktu wojennego w Polsce kamień na kamieniu nie ostanie.. a wszystko będzie świeciło. Każde duże miasto było na celownikach amerykańskich rakiet a dookoła granic non stop latały amerykańskie fortece z atomowymi prezentami dla dzielnych Polaków też..
Bohaterski płk.Kukliński dał amerykanom dokładniejsze namiary do trafienia, za co dostał parcelkę w Alei Zasłużonych na Powązkach..
Napisałem tak zwyczajnie kierowany nostalgią..
radzieccy nie mieli żadnego zamiaru aby wkraczać
.
Stwierdzenie „nie mieli zamiaru” oparte jest na tzw. faktach, ktorych podważyc nie sposob. Fakty polegaja na tym, ze pewien Rosjanin powiedział, a nawet napisał, ze nie mieli zamiaru. Jest to stwierdzenie absolutnie prawdziwe, bo jak wiadomo żaden Rosjanin nigdy nie skłamał. Na tej niepodważalnej podstawie mozna wydac liczne wyroki skazujace polskich generałow. Niektorzy z nich jeszcze żyją, wiec sprawiedliwości może stac sie zadośc. Trzeba sie tylko troche pospieszyc.
.
Powyższe stwierdzenie „żaden Rosjanin nigdy nie skłamał” trzeba uzupełnić „za wyjątkiem kontrolerow lotu”. Rosyjscy kontrolerzy lotu kłamia zawsze i wszedzie, a takze złosliwie sprowadzają na manowce.
.
Prawdomowność Rosjan (za wyjątkiem kontrolerow lotu) to jest oczywista oczywistość, na ktorej Polacy budują swoje niekonczące sie dyskusje na wazne tematy narodowe.
Jesli idzie o prawdomowność, to ciągle czekam z zapartym tchem na dowody tezy, że s.p. Jaruzelski uwikłany był w zamach na papieża. Bardzo proszę Pana Pałasińskiego, zeby mnie nie narazał na stan długotrwałego bezdechu. Bezdech mogłby spowodowac, ze tuz przed zemdleniem mogłbym zmienic moją ocenę jego osoby z pozytywnej na negatywną. A tego chcialbym uniknac, bo Pan Pałasiński na pewno by sie bardzo zmartwił.
.
Innymi slowy, jesli się kogos oskarza o bądz-co-bądz udział w zbrodni, to przyzwoitosc nakazuje pokazac jakies dowody. Mam nadzieję, ze Pan Pałasiński rozumie takie elementarne oczekiwania pod adresem swojej etyki dziennikarskiej.
@Narciarz2: Redaktor Pałasiński poleciał po bandzie, może i wyleciał z niej, każdemu to się może zdarzyć, każdy ma swoją słabą stronę. Zatem lepiej zostawić go w spokoju. A świat często jest bardziej normalny niż jego komentatorzy (i Macierewicze). Jednak zawsze znajdą się chętni aby wygrzebywać z wszystkiego trzecie czy czwarte dno. Niech sobie kopią. Jedno stwierdzenie już zostało obalone. Generał Jaruzelski, którego postać wzbudza tak skrajne reakcje i polaryzuje nawet naszą dyskusję, jak widać nie był miałką osobowością.
Wszystko pięknie, czekam, kiedy padnie „santo subito!”
Pomiedzy santo subito oraz najgorszym zbrodniarzem wszechczasow jest całkiem spora przestrzen do zagospodarowania.
.
Oprocz tego, santo subito oraz najgorszy zbrodniarz dziela calkiem sporo analogii. Obaj doswiadczyli prawdziwych okrucienstw w czasie II wojny, co pozniej wplywalo na ich decyzje i postepowanie. Obaj przylozyli rece do upadku komunizmu. Byla miedzy nimi jakas nic porozumienia (cytujac Adama Szostkiewicza). W swojej Ojczyznie obaj pod koniec zycia zostali przerobieni na przedmioty uzytku politycznego. Najgorszy zbrodniarz zostal przerobiony na smoka wawelskiego, ktorego pokonanie uzasadnialo wysokie apanaze. Natomiast santo subito zostal przerobiony na kremowke, ktora uzasadniala szczegolnie uprzywilejowana role niektorych osob i instytucji. Obydwa utensylia okazaly sie niezwykle politycznie uzyteczne, i dziwnym trafem dla tych samych kregow i srodowisk. I na koniec, obydwaj probowali jakos tam sie nie zgadzac na przypisane sobie role. Obydwaj bez powodzenia.
Ile lat masz Jacku W.?
Generał Jaruzelski, którego postać wzbudza tak skrajne reakcje i polaryzuje nawet naszą dyskusję, jak widać nie był miałką osobowością.
.
Tak przypuszczam. Miałkosc jest na ogol zlokalizowana w oczach obserwatora. Bystry obserwator raduje sie z zobaczenia Wszechswiata w kropli wody (jest takie powiedzenie). Miałki obserwator widzi swoje własne odbicie w drugim człowieku. Czyz nie za to własnie kochamy Jarosława, ze on potrafi zohydzic wszystko i wszystkich dookoła niezaleznie od okolicznosci?
Pan J. Pałasiński przywołał własne doświadczenie rozmowy z generałem. To bardzo cenny głos. Jaki jest sens negować jego wrażenia (dla mnie całkowicie spodziewane), mając za podstawę jedynie własne wyobrażenia czy też raczej myślenie życzeniowe? Czy któryś z adwersarzy rozmawiał także z WJ i odniósł wrażenia odmienne- pozytywne? Jeśli nie, to taka dyskusja nie ma sensu i w sposób mało elegancki zamienia się w krytyczną analizę osobowości p. Jacka.
Ale zgodzimy się wszyscy, że dzisiejsze zachowanie „prawdziwych” patriotów i „prawdziwych” Polaków na cmentarzu nie uchodzi w żaden sposób. Nie mam słów, aby opisać obrzydzenie.
@wejszyc , ja też nie mam. A pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu napisałem tekst modlitwy polskiej sądząc, że nic gorszego nie zobaczę.
*
MODLITWA POLSKA
*
Zagubieni jesteśmy, jak w półśnie chodzimy
Więc wybacz szlaki ślepe, na które zbłądzimy.
Racz odpuścić nam, Panie, że twój dar istnienia
my widzimy jak jarzmo, jak ciężar brzemienia.
Że radości w nas mało, że mało kochamy.
Więc ty odpuść nam jako i my odpuszczamy.
*
Daj nam dzisiaj, o Panie, abyśmy z ochotą
leżącego skopali i wgnietli go w błoto.
Okaż, Panie, swą łaskę, daj nam tego męstwa
co cmentarnym robakom w godzinę zwycięstwa.
Gdy zwyciężon co strach siał, nóż mu w krtań wkładamy
Daj więc, Panie, nam jako i my odpuszczamy.
*
Spełń marzenia, o Panie, niechaj nam się ziści,
by urodzaj nawiedził pola nienawiści.
Byśmy mogli każdemu, co mu się powiodło
przeciąć popręg, strzemiona, kolczaste dać siodło.
Niech go droga wprost wiedzie aż po piekieł bramy.
Tyś obiecał, daj jako i my odpuszczamy.
*
I nie dopuść, o Panie, by w godzinie próby
własna złość nas zawiodła. Nie oszczędzaj zguby
tym, co są od nas lepsi. Jak z rajskiego sadu
niechaj owoc ich życia pełen będzie jadu.
Niech złe spotka nieznanych i tych co ich znamy.
Tego chcemy. Daj jako i my odpuszczamy.
*
Wierni twoi my słudzy, wyprośmy choć tyle,
by umiała zamącić zawiść czyjeś chwile.
Jakże świat ten budować? Jego dzieje dalsze
stanąć muszą na gruncie tego co najtrwalsze.
Co nam dałeś trwalszego niźli serca głazy?
Nic tak wieczne jak anse, niechęci, urazy.
Ile zła w nas posiałeś, tyle i oddamy.
Modląc: odpuść nam jako i my odpuszczamy.
*
Niestety, nie znalazłem duchownego, który chciałby ja odmówić w kościele. Pojęcia nie mam dlaczego?
Jest i inna modlitwa, ta Natana Tenenbauma:
Każdy Twój wyrok przyjmę twardy
Przed mocą Twoją się ukorzę.
Ale chroń mnie Panie od pogardy
Od nienawiści strzeż mnie Boże.
Wszak Tyś jest niezmierzone dobro
Którego nie wyrażą słowa.
Więc mnie od nienawiści obroń
I od pogardy mnie zachowaj.
Co postanowisz, niech się ziści.
Niechaj się wola Twoja stanie,
Ale zbaw mnie od nienawiści
Ocal mnie od pogardy, Panie.
Jest jeszcze dawniejszy utwór z taką myślą. Popełnił go niejaki Ignacy Krasicki, biskup zresztą:
Dewotce służebnica w czymsiś przewiniła
Właśnie natenczas, kiedy pacierze kończyła.
Obróciwszy się przeto z gniewem do dziewczyny,
Mówiąc właśnie te słowa: „… i odpuść nam winy,
Jako my odpuszczamy” – biła bez litości.
Uchowaj, Panie Boże, takiej pobożności.
@Redaktor Pałasiński:
Nie chce robic Panu przykrosci, ale przypominam, ze Pan publicznie oskarzyl czlowieka zmarlego, ktory nie moze sie bronic. Oskarzyl go Pan o udzial w zamachu na Papieza. W tej sytucji publicznie zadalem Panu pytanie na tym samym forum, na ktorym Pan byl laskaw rzucic swoje oskarzenie. Poprosilem o wiecej danych, albo o jakies dowody. Jak na razie czekam na odpowiedz.
.
Czy Pan rozumie, z kim Pan sie ustawia w jednym szeregu, rzucajac oskarzenia na zmarlego, a potem ignorujac pytanie o dowody? Czy Pan rozumie, ze takie postepowanie powinno spowodowac przemyslenie przez Pana pewnych dosc elementarnych zasad zawodowych i etycznych, ktorymi Pan powinien sie kierowac?
Pan Redaktor Jacek Pałasiński tak zwyczajnie, pogubił się… nie pierwszy raz..
Bóg Internet ma wszelkie cechy bytu nadprzyrodzonego, obojętność na wszystko co dostaje do przechowania..
Wierni sami siebie oceniają, nagradzają i piętnują bo grzebią w internetowej pamięci bez opamiętania, chcąc osiągnąć najwyższy poziom informacji jaki ich białkowe mózgi są w stanie strawić.
Warto przeczytac, choc pewnie nikogo to nie przekona.
wyborcza.pl/magazyn/1,137948,16063372,Jaruzelski__Niech_mowia_o_mnie_sukinsyn__Ale_tchorzem.html
Napisalem lepiej przemyslana analizę. Zamiescilem u red. Szostkiewicza, ale chcialbym takze tutaj dla kompletu. Jak analizowac, to analizowac….
—————————————-
Stan wojenny to nie była niczyja osobista wina. To byl wynik eskalacji roszczen i radykalizacji Solidarnosci, ktore były skutkiem gry interesow, pojawienia się dodatniego sprzężenia zwrotnego, oraz braku naturalnego hamulca, ktory mogłby zahamowac eskalację. Po stronie „S” były grupy interesow: grupy zawodowe (stoczniowcy, hutnicy, itp.) ktore chciały podwyżek płac. Podwyżki dla jednej grupy powodowały żądanie analogicznych podwyżek dla innych grup. To prowadziło do inflacji i spadku płac realnych, więc po jakims czasie żądania pojawiały sie na nowo i cykl się powtarzał. Osobna grupa interesu, ktora wtedy własnie powstała, to byli działacze związkowi. Oni z kolei konkurowali między sobą, kto będzie skuteczniej wymuszał ustępstwa na władzy. Konkurencja między działaczami tez prowadziła do eskalacji żądan, bo działacze chcieli się wykazac skutecznoscią, zeby moc awansowac w hierarchii zwiazku. Oba te zjawiska (konkurencja grup zawodowych i konkurencja działaczy) spowodowały powstanie dodatniego sprzeżenia: im więcej żądan zwiazkowych, oraz im więcej ustępstw władzy, tym więcej potrzeba było nowych żądan i nowych ustępstw. W tym mechanizmie nie było zadnego naturalnego hamulca, ktory istnieje w analogicznej sytuacji w gospodarce rynkowej. (Tym hamulcem jest unikanie przez związki doprowadzenia do bankructwa pracodawcy, jesli takowy pojdzie na zbyt duze ustępstwa.)
.
Wazne w tej analizie jest zwrocenie uwagi, ze winien byl mechanizm, a nie poszczegolni ludzie. To nieprawda, ze Solidarnosc składała sie z patologicznych warchołow. Przynajmniej początkowo to byli zupelnie zwyczajni ludzie. Jednak działali coraz bardziej radykalnie, bo taki był mechanizm nakreslony powyzej. Pozniej pojawiły się nastroje wrogie władzy, ktorych przyczyną byl brak poprawy sytuacji ekonomicznej, a nawet jej pogorszenie. W takiej sytuacji naturalne jest obwinianie przeciwnika, a nie samego siebie. („Na pewno trzymają w magazynach i tylko nie chca ich otworzyc.”)
.
Z kolei po stronie władzy byla nieprzekraczalna linia, a byli nią Rosjanie. Mowił o tym Jaruzelski w wywiadzie linkowanym powyzej. Dla nikogo, kto pamieta tamte czasy, nie jest to zaskoczeniem. (A kto jest za młody i nie pamieta, ten nie jest w stanie nic zrozumiec, bo owczesna logika nie miesci się w dzisiejszej głowie.) Gdyby nie Rosjanie, to w takiej sytuacji w demokratycznym kraju rozwiazano by parlament i byłyby wybory. Ale w tamtych czasach nie było to mozliwe. Władza nie mogla zrezygnowac z władzy. Mogla jedynie ustępowac, ale tylko do momentu, gdy ryzyko interwencji Rosjan nie stało sie zbyt duze. A kiedy to sie stało, to władza ogłosiła stan wyjątkowy (z powodow konstytucyjnych nazwany stanem wojennym), co kazda władza zrobiłaby w takiej sytuacji. W koncu przeciez stan wyjątkowy nalezy do repertuaru władzy na całym swiecie, nie wyłączajac obecnej Polski. Proszę sobie sprawdzic w obecnej Konstytucji, jesli kogos to zaskakuje.
.
Konkluzja jest taka, ze mechanizm doprowadził do nieuniknionych następstw. To nieprawda, ze w Solidarnosci byly same warchoły, a we władzach sami zdrajcy. I tu, i tam w większosci byli normalni, racjonalnie działający ludzie. Takze General był racjonalny. Mogł złozyc dymisję, mogł popełnic samobojstwo, ale nie mogł zakonczyc eskalacji inaczej, niz poprzez stan wyjątkowy. Jego następca zrobiłby to samo. A jesli nie on, to Rosjanie, tylko o wiele bardziej krwawo.
.
Ludzie, ktorzy dzis upatruja przyczyn w złosliwosci albo w złym charakterze jednej czy drugiej strony, urągają rozumowi. To nie emocje zadecydowaly po stronie Solidarnosci albo władzy. Zadecydowal mechanizm nakreslony powyzej. Ci z nas, ktorzy zyli wtedy w Polsce, pamiętaja owczesną spiralę. A ci, ktorzy byli poza granicami albo są zbyt młodzi, powinni trochę poczytac, po czym wysilic wyobraznię, zeby zrozumiec owczesna logikę wydarzen.
Stan wojenny jako efekt radykalizacji Solidarności? Obrona generała przy pomocy jego własnej propagandy…może to i logiczne.
W ocenie generała nie trzeba sięgać do roku 1981. Weźmy 2005
Triumfalna podróż gen. Jaruzelskiego po Rosji
„Rzeczpospolita”: Generał Wojciech Jaruzelski w czasie wizyty w Rosji był dosłownie rozchwytywany, a prezydent Aleksander Kwaśniewski mógł tylko pomarzyć o takim przyjęciu.
Według dziennika, Jaruzelski w Kraju Ałtajskim, gdzie była deportowana jego rodzina i gdzie pochowany jest jego ojciec, był witany z wyjątkową pompą. Miał tam powiedzieć, że rad jest być w Rosji „w te święte dni” i wspominał też „ciepło syberyjskiej ziemi”. Udzielił również wywiadów licznym rosyjskim gazetom, w których mówił między innymi, że „Solidarność” z roku 1980 zagrażała wojną domową.
http://forum.gazeta.pl/forum/w,13,23862867,23862867,jaruzelski_wspomina_cieplo_syberyjskiej_ziemi_.html
alino, mnie się nawet bardziej podoba inny tekst mego sztokholmskiego imiennika i przyjaciela (nie śpiewany przez kaczmarskiego) i mniej podniosly, również pochodzący z lat 90.:
Poezja i piwo,
czyli Nowe Monachium
Nie dbam o względy możnych. Cóż mi po nich, skoro
Karel Kryl jest mym druhem i Wadim Jegorow
Jegorow, to Rosjanin, trubadur moskiewski
Kryl — uchodźca w Monachium, wspaniały bard czeski
W trzech piszemy językach, ale wspólna troska
Którą dzieli Czech miły i przyjaciel-Moskal;
Nie miał złudzeń — przytomny i wrażliwy Wadim
Że Moskwa jest stolicą szczęśliwej Arkadii
Zadekretował przyjaźń i braterstwo — Lenin
A tu waśnie, konflikty, nienawiść się pleni
— Ileż to zła, niewola wyzwala w narodach!
Martwi się w Moskwie Wadim, bieleje mu broda
Moskwa szara, zmęczona — czy lato, czy zima;
Trzeba mi chyba jakoś rozerwać Wadima
— Dawaj, Wadik, skoczymy do Karela-Czecha,
Kiedyś mu tank sowiecki marzenia rozjechał
A choć Kryl o tym milczy — ja pomnę dni owe
Kiedy szedł polski żołnierz na Hradec Králové
Czechom — rozpacz, mnie — hańba, żołnierzykom — gloria!
Wiódł żołnierzy generał, wiódł Siwicki Florian!
A potem, mimo różne historii łamańce —
Siwicki był ministrem, ja — nadal — wygnańcem
Tu porzucam dygresję i powracam żywo
By razem z przyjaciółmi wypić jakieś piwo
W Monachium, u Karela siądziemy w biersztubie
Mają tam dobre piwo, a ja piwo lubię
Chłopcy wezmą gitary, razem damy czadu
I zjawi się w biersztubie Biermann Wolt, trubadur
W lot się porozumiemy, bez żadnych problemów
Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz… ani my jemu
I nie będę o przeszłość pytać wokół starców
Jak nie pytam rodaków — co robili w „Marcu”
Aczkolwiek — z racji wieku i z innych powodów
Pamiętam jeszcze wojnę, pomnę i exodus
…Ale nie o tym myślę, gdy gwarzę leniwie
W monachijskiej biersztubie, przy wybornym piwie;
— Ludzie, liczymy krzywdy, odgrzewamy spory
Gdy historia nas mija, zostawiając gorycz
Polacy, Niemcy, Żydzi, Czesi i Rosjanie —
Kochajmy się, panowie!
…i kochajmy Panie
Natanie, nadmienię tylko, że Natek to mój nieco starszy kolega z podwórka:)
quote;
w demokratycznym kraju rozwiazano by parlament i byłyby wybory. Ale w tamtych czasach nie było to mozliwe. Władza nie mogla zrezygnowac z władzy. Mogla jedynie ustępowac, ale tylko do momentu, gdy ryzyko interwencji Rosjan nie stało sie zbyt duze. A kiedy to sie stało, to władza ogłosiła stan wyjątkowy (z powodow konstytucyjnych nazwany stanem wojennym), co kazda władza zrobiłaby w takiej sytuacji. W koncu przeciez stan wyjątkowy nalezy do repertuaru władzy na całym swiecie, nie wyłączajac obecnej Polski. Proszę sobie sprawdzic w obecnej Konstytucji, jesli kogos to zaskakuje.
…………………….
i cóż więcej można dodać? bisnetusie..
Świetna analiza, tylko obecne pokolenie jej nie jest w stanie pojąć i nie pojmie nigdy.
Magog pisze:
2014/06/03 o 11:19
Dodać można bardzo krótką notatkę.
Wszystko co jest dobre dla USA jest dobre dla świata.
========
Rozpatrując pod tym kątem wszystkie wydarzenia ostatnich 40 lat, wszystko się zgadza.
Można usprawiedliwić każdy przewrót, rewolucję, zamach.
Jako że przeciwników jest jedynie dwóch- Chiny i Rosja, wszystkie metody skierowane przeciwko nim i ich strefą wpływów są akceptowalne.