Swoją drogą – ten gigantyczny jak na Polskę internetowy spęd ludzi (błyskawicznie zebrało się tego ponad 35.000) – wzbudził zdumiewająco rozbieżne reakcje; które mają jednak pewien wspólny mianownik, o czym niżej.
Z jednej więc strony – entuzjazm, połączony jednak z rezerwą i sceptycyzmem: że w ogóle, to jest fajne i słuszne, ale przecież to tylko w Internecie, a w dodatku na Facebooku, gdzie jest główna siedziba miłośników słodkich fotek kotków i piesków oraz pań i panów uważających, że informacja o ich kolejnym menu śniadaniowym jest niezbędna do życia całemu światu. I jak się na to nałoży polską skłonność do ulegania słomianym zapałom, to nic z tego nie będzie…
Już pisałem o tym: ten sąd reprezentują ludzie cokolwiek staroświeccy lub za takich chcący uchodzić (co nie znaczy absolutnie: nierozsądni lub niemili!), dla których wszystko powinno być zorganizowane „odgórnie”, z jasnymi celami i gotową strukturą organizacyjną, a najlepiej z jakoś tam – koniecznie wedle ustalonych i zapisanych gdzieś reguł – wybranymi oficjalnymi przywódcami, wydrukowanymi deklaracjami ideowymi i programami działania… Co to można wziąć papier w rękę, zastanowić się i dopiero wtedy podjąć racjonalną, wyważoną decyzję. Ludzie, których nazwę „pokoleniem analogowym„, uważający rozmowę telefoniczną za coś szczytowo nowoczesnego; a już wykonaną za pomocą „komórki”, to ho-ho. Oni są mentalnie analogowi – nawet jeśli biegle formatują teksty w Wordzie i używają Gmaila.
Tymczasem dziś tak już nie ma. Komunikacja społeczna w epoce cyfrowej działa cokolwiek inaczej – i warto sobie to dobrze uświadomić. Jest oczywiste, że takie media (bo to są media), jak Facebook, Twitter, Instagram, G+ i dziesiątki innych przenoszą masę śmiecia, są chaotyczne, a czasami nawet – idiotyczne. Ale proszę mi wskazać inny niż użycie ich właśnie sposób na zebranie w ciągu kilku dni kilkudziesięciu tysięcy ludzi; w dodatku jeśli rzecz cała rodzi się najzupełniej spontanicznie. Nie widzę takiej metody, jeśli się nie dysponuje popularnym kanałem telewizyjnym lub dużą stacją radiową; a te i tak podobnego efektu nie osiągną, bo nie dadzą rady przez długie godziny zajmować się tylko jednym tematem. A w Internecie – można. Bo tu – jak przekonała się niedawno tzw. premierka Szydłowa – nic nie ginie i może trwać…
Rozumiem też okazaną przez niektórych – także w tym portalu – niecierpliwość. Bardzo jednak proszę: nie ulegajcie jej. Wszystko – struktury organizacyjne, lokale, jakieś tam centra funkcjonalne (specjalnie nie chcę użyć słowa władze, bo nic takiego w tym ruchu nie ma!) musi mieć czas na „wykokoszenie się” z tego chaosu. Przecież raptem minął tydzień, słynny tekst Krzyśka Łozińskiego opublikowaliśmy 18 listopada! To się zresztą już dzieje: powstała własna strona internetowa (www.komitetobronydemokracji.pl) – z pewnością minimalistyczna, ale spełniająca zadanie punktu kontaktowego lepszego niż Facebook; powstały pierwsze fizyczne przedstawicielstwa KOD w terenie, odbywają się coraz liczniejsze spotkania, ludzie oddają do dyspozycji swój czas i nawet lokale…
Za stary jestem i zbyt mało mam sił, by w tym wszystkim uczestniczyć z pełnym zaangażowaniem fizycznym. Ale mam z tymi ludźmi kontakt i widzę, jak tyrają. Uwierzcie mi: szarzeją w oczach. Już choćby samo zaspokojenie niebywałego (i zgoła nie zawsze przyjaznego) zainteresowania mediów mogłoby wykończyć byka. Nawet dwumetrowy blisko harleyowy kolos, czyli animator wszystkiego, Mateusz Kijowski (zdjęcie obok), jakby trochę zmalał i lekko słania się na nogach…
Dało się zrobić bardzo dużo i jestem pewien, że uda się więcej. Teraz KOD czeka proces opracowania statutu, rejestracji i rozpoczęcie działania – najzupełniej legalnego, praworządnego, nie mającego w sobie nic a nic z jakiejś zadymy czy „rewolucyjności”, od czego się to gremium starannie odcina. Podobnie jak od podwiązania do jakiegokolwiek istniejącego ruchu społecznego czy – broń boże – partii. Niby rozumiem zainteresowanie działaczy: widzą „do wzięcia” (jak im się wydaje) 35 tysięcy „szabel, to ich tyłki swędzą i się zaczynają wiercić… Ale – nici z tego.
Pytani o poglądy – KOD-owcy odpowiadają: naszym poglądem jest w tej chwili Konstytucja; ta, która jest, przy wszystkich jej niedoskonałościach. Sprawy sojuszów międzynarodowych, problemy socjalno-bytowe czy spory światopoglądowe uważamy w tej chwili za nieistotne; wobec tego, co się w kraju dzieje, a co coraz bardziej nabiera znamion zamachu stanu – są to naprawdę drobiazgi.
Ab ovo jednak. Prócz entuzjazmu – wywołał KOD wściekły opór i uruchomił wodospady nienawiści. Od samego początku osobiście dokumentuję to, co jest na ten temat wypisywane przez prawicowe media, zarówno te papierowe, jak – zwłaszcza – internetowe. Mam wszystko; kiedy czas przyjdzie, zrobię z tego bardzo śmiesznego e-booka, coś w rodzaju parodii cyfrowego Mein Kampf albo Krótkiego Kursu Historii WKP(b) z tego wyjdzie. Czegoż to się dowiedziałem…
Tego przede wszystkim, że nasza prawica – bo tam są źródła ścieku inwektyw – jest… niebywale „analogowa” w opisanym wyżej sensie. Dla nich – okazuje się – epoka cyfrowa nie istnieje; wszystko jest wynikiem działania jakichś demiurgów, a w ogóle spiskiem.
Nie po kolei, jak leci. Najdosadniej: że jesteśmy zbiorem „pedałów, lesb i parchów”; to oczywiście anonim. Albo „jawną ekspozyturą Mossadu” (to już powszechnie znany ze swojej choroby umysłowej rodzimy antysemita), bowiem – jak każdy Polak-katolik wie, tylko Żydy mogą tak namieszać i mają te swoje kabalistyczne czary, żeby wywołać na tę skalę męt i zamęt. Naturalnie, KOD nie powstał sam, ale został „powołany do życia przez Gwiazdę Śmierci z Czerskiej”, czyli Gazetę Wyborczą, rzecz jasna z inspiracji osobistej Adama Michnika. Zadawane są pytania – kto finansuje ten cały ruch, z sugestią (zapewne zwolennicy PiS-u doskonale wiedzą co mówią na ten temat), że taki spęd w Internecie to można sobie zorganizować tylko płacąc sowicie jakimś trollom. Znalazłem też wezwanie do natychmiastowej (zapewne profilaktycznej) delegalizacji nieistniejącej jeszcze formalnie organizacji… Pewien mocno kontrowersyjny (mógłbym go określić jego własnym językiem, ale to mnie brzydzi) walczący o istnienie medialne zakompleksiony bloger posunął się do wydalenia z sobie informacji, jakoby wymieniony wyżej Mateusz, działając pod innym nazwiskiem, „przekręcił” owego autora na jakąś forsę…
Nie ograniczono się do wyzwisk czy produkowania rozmaitej (to nie literówka) bublicystyki. Umieszczono w Internecie liczne fałszywki, rzekome witryny czy publikacje Komitetu, mające na celu sianie zamętu i rozbijanie ruchu, a także zapisanie na jego konto jakichś zupełnie paranoidalnych pomysłów czy poglądów… Nie wykluczam, że bojówkarze prawicy zechcą i fizycznie do niego przeniknąć.
No, hejt pełnowymiarowy został uruchomiony. Nie wiem, jak to określić: rzecz ma cechy zarówno akcji zbiegów z psychiatryka, jak działania zorganizowanych partyjnych Sturmabteilungen, czy jakichś szachermacherjugend. Jak kto woli, drużynnikow (chyba Putin ich reaktywował, ale nie jestem pewien) Nie wiem, czy bardziej mnie to wszystko rozśmiesza, czy brzydzi.
Co mnie naprawdę martwi, to fakt zdarzającej się krytyki ze strony kręgów lewicowych. Zdaje się, że ta strona sceny politycznej, ku mojej wielkiej przykrości, popada w klasyczną sekciarską paranoję. Co, szanowni towarzysze, jest absolutnie pewnym kursem na najbliższy śmietnik; weźcie to pod uwagę.
Tymczasem tyle. Będziemy współpracować z KOD-em dalej. Proszę się spodziewać kolejnych informacji w tym miejscu – a po adresy, kontakty, deklaracje i oświadczenia KOD-u sięgnąć na ich stronę. Raz zatem jeszcze: oto adres jedynej oficjalnej (i innej nie będzie, ewentualne inne są podróbkami i fałszywkami prowoków): www.komitetobronydemokracji.pl.
Aha, jedno jeszcze: to nadal jest dobra nowina.
Bogdan Miś



Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz. Próbowałem to już mówić, ale rozumiem, że entuzjazm nie pozwala na trzeźwe spojrzenie.
Skąd Ci przychodzi do głowy kontrowersja analogowi – internetowi?
Przeżyłem już wiele akcji internetowych, pisałem o tym, w tym powstanie Ruchu Palikota, bo on właśnie tam powstawał. I widziałem wszystkie niedostatki tej akcji i jej ostateczne rezultaty. Stąd mój sceptycyzm.
Liczba lajków na FB nie znaczy nic (słownie: nic), zero.
Jeśli sądzisz, ze PiS przestraszy się liczby internetowych lajków, to jesteś w błędzie. 99% ludzi „popierających” w necie cokolwiek nie ruszy się sprzed komputera.
Do tego „zawodowi aktywiści”, których łatwo ośmieszyć, zdyskredytować, właśnie w internecie, nie gdzie indziej.
Brałeś to pod uwagę?
Internet jako narzędzie komunikacji – tak, ale nie jako narzędzie tworzenia czegokolwiek. Można się srodze zawieść.
Ponadto odbiega to mocno od idei p. Łozińskiego, nie wiem czy zauważyłeś. Mam swoją teorię dlaczego, ale na razie wolę nie psuć zabawy. Z idei p. Krzysztofa nie ma tam niczego. Kompletnie niczego, więc uważam powoływanie się na nią za nadużycie.
Przepraszam, że tak ostro, ale sam sprowokowałeś.
Ok, popularyzuj, chwal, wynoś pod niebiosa, ale daj już spokój, proszę, z tym wyklinaniem inaczej myślących (bo w sumie do tego sprowadza się ten tekst.
Naprawdę sądziłem, że rodzi się poważna inicjatywa. Do teraz byłem cały za. Do teraz.
Nie wykluczam, że się mylę (pewien bliski mi młody dżentelmen mówi mniej więcej to co ty – mianowicie, że media społecznościowe są w gruncie rzeczy utrwalaczami status quo, bo aktywność w nich jest w istocie działaniem zastępczym wobec aktywności prawdziwej), ale nie ukrywam, że byłbym smutny. Czas pokaże.
Dodam, ku własnemu pocieszeniu – od Mateusza:
Szanowni Państwo!
Kończy się kolejny dzień wytężonej pracy. Rozmowy z osobami, które mogą nam poradzić, jak działać, które chcą nas wspierać, które pomagają nam zbudować ruch, jego program, jego strategię medialną, rozmowy z mediami.
Ponieważ jest już późno, nie będę wchodził w szczegóły, a powiem o tym, co najważniejsze.
Wspaniałe spotkanie w Warszawie! Sala pękała w szwach. Wspaniała atmosfera zapału do działania w obronie wolności i demokracji. Sala, która jest przeznaczona dla 50 osób pomieściła chyba dobrze ponad 150 osób. No, część stała na korytarzu.
Jeżeli tak będą wyglądały wszystkie nasze spotkania, to w najbliższym czasie będziemy musieli myśleć o wynajęciu Stadionu Narodowego chyba na ogólnopolskie spotkanie 😛 No, może Torwaru albo sali Kongresowej na razie, jeżeli w stolicy.
Pozwoliłem sobie ukraść od Was na spotkaniu trochę pozytywnej energii! To mnie motywuje do działania. Niestety, nie mogliśmy z Krzysztofem Łozińskim być do końca. Liczę na sprawozdanie niedługo. A może spotkanie jeszcze trwa?
Jeszcze raz serdecznie dziękuję!
Tworzymy własne Komitety! To się już dzieje! Komitety w realu! To już nie jest klikactwo na fejsuku! To się dzieje naprawdę.
Język red. Misia jak zwykle bezkompromisowy. Biorę na to poprawkę i nie obrażam się.
O KODzie wypowiedziałem się raz i… wystarczy. Nie będę mu robił pod górę, bo na to nie zasłużył. Nawet podrzucę jeden link, a nuż się przyda: http://www.inpris.pl/fileadmin/user_upload/documents/rekomendacje_wybory_sedziow_TK.pdf.
O komunikacji społecznej mógłbym się nieco powymądrzać, ale… też się powstrzymam. Ważne, żeby wiedzieć, wokół czego (cel) zbiera się ludzi. Bez tego odejdą, dystansując się na szkodę całego (mgliście zarysowanego) środowiska.
Dobra, koniec komentowania (gryzę się w palec).
Myli się pan.Nowoczesna powstawała w internecie i teraz jest w sejmie i jako jedyna broniła w nocy demokracji gdy PO wyszła z sali
@j.Luk
Spróbuję Panów pogodzić.
Jestem jak najdalej od hurra optymizmu (choć można odnieść wrażenie, że jest inaczej 🙂
Mam mnóstwo zastrzeżeń, obaw, wątpliwości – wyraża je Pan w swoim komentarzu.
Podobnie jak Pan uważam, że Krzysztof Łoziński miał co innego na myśli.
ale…
i tu przyznaję rację Panu BM.
–
Nawet najbardziej otwarty na nowe technologie człowiek, który urodził się przed rokiem 1990 jest analogowy. Dlatego myślę, że chociaż pan KŁ opisał jak to powinno wyglądać, to (tak mi się wydaje) rozumiał, że „struktura”, którą proponuje, to jedynie przykład strategii z minionej epoki. Że cokolwiek powstanie dziś, powstanie w inny sposób, w innym trybie i będzie miało inny kształt. Gdyby się trzymać propozycji (formy) KŁ, aby zebrać taką grupę trzeba by na to kilku lat, dużych środków (i dziś by się to nie udało, bo ci (młodzi), którzy muszą to zrobić są inni, inaczej myślą, inaczej reagują i wszyscy mają ADHD.
*
KŁ: „A więc, trzeba zebrać grupę ludzi”.
To robi KOD. Wszystko inne robi inaczej.
*
1 – autorytety: dziś nie istnieją. Są celebryci. Są osoby świadome tego, co i kiedy powiedzieć, żeby zebrać oklaski. Najlepszy przykład, to pewne nazwiska na liście potencjalnych autorytetów. Skóra cierpnie, bo są to osoby, które przyczyniły się do obecnej sytuacji (czego członkowie KOD nie wiedzą, bo jak pisałam gdzie indziej, teraz nikt nie sprawdza źródeł), a ponieważ (te osoby) „wypadły z gry”, mówią teraz w mediach to, co trzeba w danym momencie, żeby wrócić do gry, już na innych plecach.
–
2 – ludzie KOD działają jawnie (a więc są wystawieni na odstrzał), ale oni nie mają tej świadomości. Wyrastali w czasach Big Brothera, a nie SB. Nie doświadczyli inwigilacji, nie odrobili lekcji z PRL-u.
–
3 – nie myślą „niuansami”, metaforami. Żyją w czasach hiperrealizmu i dosłowności. W świecie zdań prostych (i szybkich), zdań chwilowych, myśli bez myśli. Treść przestała być celem, liczy się zdobycie przewagi, pokonanie wroga. Grają w „strzelanki” i strzelają słowami, nie ponosząc za to żadnych konsekwencji.
TAKA JEST RZECZYWISTOŚĆ
*
KŁ: „A co robić? To samo, co robił KOR. Pisać listy otwarte i zbierać pod nimi podpisy (można przez Internet), tworzyć raporty (takie jak nasz „Raport Gęgaczy”, żadna dyktatura nie lubi, gdy „spisane są czyny i rozmowy”), prowadzić dyskusje publiczne i wykłady, organizować pokojowe demonstracje. Organizować pomoc prawną i materialną dla ewentualnych poszkodowanych. Bardzo ważne jest pokazywanie społeczeństwu, jak bardzo jest okłamywane. Zresztą co ja będę Polakom tłumaczył takie rzeczy. Trzeba pokazać że „siła bezsilnych” istnieje.”
*
I myślę, że to właśnie zamierza robić KOD. (O ile wcześniej nie zostanie pokonany, spacyfikowany, nie „utleni się”).
–
Ludzie mogą stracić zapał, bo w Internecie cały czas musi się coś dziać, a kto to ma robić? KOD nie pozwala na obrażanie, linkowanie, na memy, więc istnieje duże zagrożenie, że KODerzy się znudzą, bo FB nie jest miejscem poważnych debat. No i jak długo, garstka osób, może odpierać ataki wyszystkich opisanych „przeszkadzaczy”, bez realnego wsparcia z zewnątrz?
*
I tu otwiera się pole do działania dla autorów Studia Opinii (i innych).
Macie ogromną wiedzę, doświadczenie i świadomość tego, jak się rzeczy mają. Znacie „tajemnice”. Piszecie dobre artykuły. Prowadzicie świetne pismo.
–
Wcale nie uważam, że wszyscy powinni przyłączyć się do KOD, ale uważam, że należy wesprzeć ten ruch ukierunnkowując pewne działania i właśnie WY (jako mgła) możecie to zrobić.
„A co robić?”
–
1. Lekcja historii na SO – w telegraficznym skrócie (1 temat=1 akapit) – aby wiedzieli kto jest kim. Kto jakie ma zasługi i co spartaczył (jak psuł demokrację). To nie ma być nagonka tylko czysta informacja. Co gdzie kiedy, który rząd, w jaki sposób. Aby nie przykleił się żaden złotousty weteran.
2. Wskazywanie narzędzi – sprawdzone strategie działania, taktyki, kontakty.
3. Uświadamianie pułapek – czego nie robić, dlaczego nie robić. Przykłady porażek.
4. Finansowanie – nakierować na KOD potencjalnych sponsorów. Podpowiedzieć jak zdobywać środki.
*
W tekście nie ma wyklinania „inaczej myślących”, ani takiej intencji. BM (określeniem „analogowy”) niefortunnie połączył ludzi skażonych dogmatem z ludźmi myślącymi. Ale proszę o wyrozumiałość.
*
Rodzi się poważna inicjatywa, ale jaki przyjmie kształt, jak się rozwinie, zależy nie tylko od genów (członków grupy), ale i od środowiska. Na razie media się interesują, ale jak pisze BM prawica jest agresywna, przypuściła szturm, lewicy nie po drodze (odcina, co jest dziwne, smutne, niezrozumiałe), a centrum (rozum) śpi >> „demony”.
*
Zachęcam do entuzjazmu. Entuzjazm daje siłę nie do pokonania. Oczywiście czasem para idzie w gwizdek, ale kto nie ryzykuje… Pozdrawiam serdecznie.
***
PS. To moje prywatne spostrzeżenia. Ja nie mam nic wspólnego z organizatorami projektu. Jestem zwykłym członkiem grupy.
@Konteksty Bóg zapłać za dobre chęci. Prawie mnie pan przekonał 🙂
Ale…
Czy zauroczeni pseudopowodzeniem na FB (35 ty. ojejejjejjej…) policzyliście ilu internetowych zwolenników ma PiS? Bo ja ich widzę wszędzie, pod każdym artykułem w necie, są na każdym portalu i to znacznie bardziej widoczni. Znacznie. Pan nie zauważył?
Po drugie skoro powstała strona i wykupiono domenę, cóż stoi na przeszkodzie by na niej organizować grupy regionalne zamiast na FB? Chciałem dołączyć, ale FB mi się zbuntował (on coś do mnie ma, serio) a adresy koordynatorów prowadzą do grup na FB, innej możliwości nie ma. To już Palikot był lepszy i lepiej zorganizowany (mówię z doświadczenia).
Widzi pan, ja nie wierzę w tłumy, a parę już ich w życiu widziałem.
Trzech ludzi zrobi wszystk