Rozbawiło mnie stwierdzenie Bronisława Wildsteina, że jest już „koniec KOD-u”. Wildstein jest propagandystą pełniącym pozory dziennikarza i wysnuł ten wniosek z tego, iż przez lipiec i sierpień nie zrobiliśmy żadnej dużej demonstracji (tak poza tym to dziś jest dopiero 5 sierpnia, do końca miesiąca daleko).
Nie robimy wielkich demonstracji latem, bo to nie ma sensu. Miasta są wyludnione, ludzie mają urlopy, a ci, co urlopów nie mają, wyjeżdżają w weekendy na działki. Dlatego w tym okresie robimy tylko pikiety, które nie muszą gromadzić dziesiątków tysięcy ludzi. No cóż, jak już napisałem, Wildstein pełni pozory dziennikarza, podobnie jak Beata Szydło pełni pozory premiera, a Andrzej Duda pełni pozory prezydenta. W tej partii zresztą wszyscy pełnią pozory: ludzi uczciwych, patriotów, wykształconych…
Taka to już partia.
Ale wracajmy do naszych spraw. Zapewniam malkontentów, że zaraz po wakacjach pokażemy siłę KOD-u, żeby nie zapomnieli.
Tym czasem jednak pozwolę sobie na parę uwag krytycznych (ale życzliwie krytycznych) pod naszym własnym adresem. I parę propozycji na przyszłość.
Musimy zbudować własne media i własny kolportaż. Częściowo już się to dzieje, ale za wolno i za słabo. PiS stosuje cenzurę strachu. Skutecznie zastraszył księgarzy i częściowo kolporterów prasy. Książki krytyczne wobec PiS, np. „Raport Gęgaczy” i parę innych, dostępne są tylko w nielicznych księgarniach, podczas gdy publikacje gloryfikujące PiS, fałszywe życiorysy Kaczyńskich, paszkwile na Wałęsę, różne „Resortowe dzieci”, wręcz wylewają się z półek. Na niektórych stacjach benzynowych i w kioskach w supermarketach „Newsweek”, „Polityka”, „Gazeta Wyborcza”, chowane są pod stosami PiS-owskich gadzinówek: „Od Rzeczy”, „W Potylicę”, „W Śmieci”, itp.
Nawet niektóre urzędy pocztowe zawalone są wydawnictwami Frondy i Rydzyka, a publikacji o „żołnierzach wyklętych” jest więcej, niż tych żołnierzy było.
Szanowni koledzy, nie przebijemy się przez ten zjednoczony front kłamstwa, paszkwilu i nachalnej propagandy z paroma gazetkami o skromnej objętości rozdawanymi wśród swoich i kilkoma portalami internetowymi.
Musimy zbudować własne media i własny kolportaż, ale oparte na realnych podstawach gospodarczych, a nie tylko na wolontariacie i zapale. To za mało. I tu niestety muszę przypomnieć o realiach.
Zarówno PiS, jak i Rydzyk, zbudowali swoje media w oparciu o duże pieniądze. Oczywiście Rydzyk wyłudzał kasę od emerytek (rzekomo na stocznię), kto inny wyprowadził 5 miliardów złotych ze SKOK-ów. To nie znaczy, że my musimy robić tak samo.
Pamiętam jak powstawała „Gazeta Wyborcza”, byłem, choć nie na etacie, w tym pierwszym zespole redakcyjnym, gdy cała redakcja zmieściła się na jednym zdjęciu. Nieprawda, że „Gazeta” powstała „za pieniądze przeznaczone na całą opozycję”. To bzdura, bo takie pieniądze „na całą opozycję” w ogóle nie istniały. Pierwsze numery zostały wydrukowane za pieniądze z kredytu bankowego, a później przyjęto bardzo mądry biznesplan: drukujemy taki nakład i taką objętość, na jaką mamy pokrycie z reklam i sprzedaży poprzednich numerów. W ten sposób nie było ryzyka zadłużania się i upadku. Gdy jest mniej pieniędzy, to gazeta wychodzi cieńsza, ale wychodzi. Przy takiej strategii trudno ją wykończyć finansowo.
Nie widzę powodu, dlaczego my, nie możemy zrobić tego samego. Ale oczywiście trzeba do tego uruchomić działalność gospodarczą. Gazetkami rozdawanymi daleko nie zajedziemy. Druk i papier kosztują. Ile zdołamy zrobić tych gazetek ze składek?
Trzeba oprzeć nasze media na realnym gruncie. Gazety i książki musimy sprzedawać, bo albo zbankrutujemy, albo szybko przestaniemy je wydawać. Dziennikarzom i redaktorom, fotografom, ilustratorom, grafikom, trzeba płacić, bo nawet najbardziej ideowi ludzie nie mogą w nieskończoność pracować za darmo. Czasami trzeba jeść.
Przez 12 lat byłem redaktorem naczelnym internetowych „Kontratekstów” i mam na ten temat pewne doświadczenia. „Kontrateksty” przestały w końcu wychodzić właśnie z powodu braku pieniędzy. Wykruszali się autorzy, graficy. Nawet ja nie mogłem już dłużej pracować za darmo, bo zaczęła się już buntować moja rodzina.
I jeszcze co do tych doświadczeń. Aby gazeta była atrakcyjna nie tylko dla przekonanych, nie tylko dla swoich, to musi być pewną całością. Musi zawierać nie tylko komentarze polityczne (w dodatku jednostronne), ale musi mieć też dział gospodarczy, zagraniczny, kultury, sportowy, program telewizyjny, ogłoszenia… słowem musi być całą gazetą, a nie jednym działem, tak jak, nie gniewajcie się, są obecnie Koduj24, Obywatel, Dekoder. Te nasze media składają się praktycznie z jednego działu.
A przecież muszą być atrakcyjne dla szerszego czytelnika, niż tylko „nasi”. Zwolenników PiS-u oczywiście nie przyciągniemy, ale jest bardzo duża grupa ludzi neutralnych, nie interesujących się polityką, dokąd nie poczują „dobrej zmiany” na własnym zadku. Do tych ludzi też musimy docierać.
Aby to było możliwe, musimy mieć własny kolportaż, którego nie da się zastraszyć i zasypać broszurami Frondy. Musimy mieć własne księgarnie, i oczywiście sprzedające nie tylko nasze książki i nasze gazety. W tych księgarniach musi być i „Kubuś Puchatek” i „Harry Poter” i wszelka literatura. Nie musimy sprzedawać Cenckiewicza i kłamstw życiorysowych Kaczyńskiego, ale czemu nie ma być Harlekinów? Mogą być. Ważne, abyśmy mieli gdzie sprzedawać nasze wydawnictwa. Wiele osób oczekuje, że po „Raporcie Gęgaczy” wydamy kolejne raporty, ale jak to zrobić? Za darmo i do szuflady?
Każdy punkt kolportażu, czy to prasy, czy książek, musi zarabiać, bo musi płacić pracownikom, za lokal, za prąd, itd. Jeżeli Stowarzyszenia KOD mnie może prowadzić działalności gospodarczej, to trzeba założyć spółkę lub fundację. To naprawdę nie problem.
Zróbmy „Telewizję KOD”. Niemożliwe? Możliwe. Do tego potrzebne trochę większe pieniądze, ale da się je zdobyć. Są granty, jest prywatny biznes, który wcale PiS-u nie kocha. Mógł zrobić telewizję Rydzyk, to i my możemy. Oczywiście nadajnik do satelity musi być za granicą, by go nam nie wyłączyli (Rydzyk ma na terytorium Federacji Rosyjskiej, a my, czemu nie w Szwecji?). Sygnał musi być niekodowany, by można go odbierać każdym telewizorem bez pomocy dekodera. A kasa na program? Nie musimy od razu nadawać całą dobę. Można zacząć od godziny, dwóch. I podobnie jak z gazetą, to nie może być tylko program polityczny, bo mało kto będzie oglądał. Z czasem muszą być i filmy, seriale, publicystyka. Da się zrobić, choć nie od razu. Tylko trzeba zacząć robić. Na szczęście PiS daje nam w prezencie spora liczbę najlepszych dziennikarzy i showmanów bez pracy.
I sprawa kolejna: zacznijmy zwalczać kłamstwo.
Nie reagujemy, co najwyżej reagujemy wzruszeniem ramion, na kłamstwa PiS-u na nasz temat. Tym czasem wielu ludzi, zwłaszcza na prowincji w te kłamstw wierzy, bo nie ma żadnej kontry z naszej strony. A więc ludzie wierzą, że KOD założyli komuniści, co „się nakradli”, „oderwani od koryta”, „stracili przywileje”, wierzą (naprawdę), że ktoś nam płaci za udział w demonstracjach, że „dostaliśmy kasę od Sorosa” itp. Spotykam wielu zwykłych ludzi, którzy w to wierzą. Jeżeli nie chcemy, by młodzi ludzie, uważający się za „patriotów”, na nas napadali, to musimy zacząć reagować.
Trzeba wytaczać procesy proszę państwa. Miał być pozew zbiorowy wobec Kaczyńskiego za kłamstwo o „komunistach i złodziejach”. No i co? Gdzieś się rozwiało. To nawet nie chodzi o to, by taki proces wygrać, bo sprawy cywilne ciągną się w Polsce latami. Istotny jest publiczny sygnał, że to są kłamstwa. Sygnał, który pójdzie w telewizji, w gazetach. Nie reagując na pomówienia pośrednio je potwierdzamy. Na co czekamy? Na to aż przyjdzie ONR z pałami i nikt się za nami nie wstawi? Na to, aż zaczną na nas napadać kibole? Gdy rozmawiam z młodymi narodowcami, to widzę, że oni naprawdę w te bzdury wierzą. Oni naprawdę chcą w patriotycznym zapale bić tych „komunistów”, co „się nakradli”, co mają „esbeckie emerytury” itp. A jednocześnie widzę, że gdy się zaczyna im tłumaczyć, że to nieprawda, to tracą rezon. Niech więc zacznie do nich docierać, że to, co im wmówiono nie jest prawdą. Inaczej wkrótce PiS będzie miał bojówki złożone z młodych ludzi wierzących w to, że biją komunistów. Zachwiejmy im trochę tę wiarę.
W moim artykule „Trzeba założyć KOD”, od którego ten KOD się zaczął, napisałem:
A co robić? To samo, co robił KOR. Pisać listy otwarte i zbierać pod nimi podpisy (można przez Internet), tworzyć raporty (takie jak nasz „Raport Gęgaczy”, żadna dyktatura nie lubi, gdy „spisane są czyny i rozmowy”), prowadzić dyskusje publiczne i wykłady, organizować pokojowe demonstracje. Organizować pomoc prawną i materialną dla ewentualnych poszkodowanych. Bardzo ważne jest pokazywanie społeczeństwu, jak bardzo jest okłamywane. Zresztą co ja będę Polakom tłumaczył takie rzeczy. Trzeba pokazać że „siła bezsilnych” istnieje.
Ale napisałem też:
Żadne „służby” nie poradzą sobie ze środowiskiem jak mgła, opartym na więziach towarzyskich, koleżeńskich. Ze środowiskiem ludzi, którzy podejmują działania na zasadzie spontanicznego pomysłu i skrzyknięcia paru kolegów do jego realizacji. Tu nikt nie dojdzie po nitce do kłębka, bo nie ma nitki i nie ma kłębka.
I to jest ważne. Nie czekajmy na centralne decyzje zarządu. Podejmujmy oddolne inicjatywy, właśnie na zasadzie skrzyknięcia paru kolegów. Trochę to już się dzieje, ale jeszcze za mało.
Tak wiec szanowni moi, nie czkajmy na rozkaz ani oklaski. Z siłą KOD-u ruszmy do przodu. Do roboty, bo nikt tego za nas nie zrobi.
Krzysztof Łoziński
Zmieniając temat, wkrótce ukaże się moja kolejna książka: „Życie pod wiatr”, oraz wznowiona będzie książka mojej mamy, prof. Danuty Łozińskiej „Czas przeszły”. To dlatego dłuższy czas nic nie pisałem w mediach. Pracowałem nad wydaniem tych książek. Plotki o moim „wycofaniu się” i „zniknięciu”, „zdystansowaniu od KOD”, są przedwczesne.



Ale czy KOD ma zamiar startować w wyborach? Podejrzewam, że nie, więc może jednak wysiłek powinien uwzględniać ruchy w kierunku połączenia PO, .N, PSL, może i SLD wraz z Barbarą Nowacką, w jedną koalicję, której KOD by patronował?
Od „kto nie skacze, ten za PiS-em” poparcie nie rośnie. A wręcz odstrasza tych, którym np. nie podoba się że PO, PSL czy Nowoczesna Ryszarda idą ręka w rękę w kwestii liberalizacji ustawy aborcyjnej. No ale co tam prawa kobiet, gdy Ojczyzna w Potrzebie.
Errata.
Jest: „idą ręka w rękę”
Powinno być: „idą ręka w rękę z PiS-em”
To naiwne by uważać Kaczyńskiego za aż takiego kretyna który dopuści do wyborów
Wybory? Dziś Kaczyński by je wygrał!
Panie Krzysztofie, doskonały pomysł. Czy da się zrobić najprostszą choćby kalkulację wydawania takiej gazety? Papier, druk, honoraria, kolportaż itd. Tak dla orientacji. Czy będzie to gazeta codzienna czy tygodnik? Itd. Opublikowanie takiej kalkulacji pozwoli zorientować się laikom przed jakim problemem stoimy.
Kształt jaki Pan proponuje jest dokładnie tym, czego trzeba, a jeśli treść byłaby zwyczajnie sensowna, a nie skupiająca się wyłącznie na ataku na PiS, gdyby z dzikim uporem , wbrew wszystkiemu, pilnowano pisania samej prawdy i tylko prawdy, to może wreszcie wielu ludzi znalazłoby gazetę dla siebie. Gazetę jakiej na rynku nie ma.
Taki projekt, byle poprowadzony konsekwentnie, może się udać.
Tak, to musi iść teraz tą drogą: media, przekaz pozytywny i ODKŁAMYWANIE! Odkłamywanie zostało w poprzedniej kadencji i w kampanii wyborczej zaniechane. (Takie zaniechanie powinno być karalne…) Kiedyś po którymś z kolei ordynarnym kłamstwie pisowskim dotyczącym polityki zagranicznej wysłałam twitta do ministra wtedy jeszcze Sikorskiego z prośbą o odkłamanie. Ktoś mi tam odpowiedział: „Przecież to i tak wszyscy wiedzą.” I tak to wygląda do dziś. Platforma kiwała głowami nad pamiętnym audytem, ale oprócz koloru mercedesa nie zająknęła się na żaden temat. Tak samo Komorowski powinien tę wredną Sadurską podać do sądu. A ponieważ uważają, że są ponad to, błoto kłamstw się przylepiło.
Ale nie tylko odkłamywanie; wyborcy PiSu naprawdę nie wiedzą, co poprzednie rządy tak naprawdę zrobiły. O tym trzeba mówić i mówić do skutku. Propaganda — czy to pozytywna, czy negatywna działa! To źle, że politycy Platformy nie potrafili i nie potrafią się sprzedać.
Hazelhard ma rację: bez zjednoczenia opozycji nie ma szans na odkręcenie „dobrej zmiany”. Pisałam już przed miesiącami, że moim zdaniem w Polsce powinien się wykrystalizować podział na dwie partie, coś na kształt podziału amerykańskiego. Bo taki podział w społeczeństwie realnie istnieje. Obawiam się jednak, że na osobistych ambicjach Schetyny, Petru i pewnie też innych, poślizgnie się próba zjednoczenia, a luźna koalicja niewiele da, bo panowie będą się (jak ich znam) podgryzać.
SLD i te inne odłamy, właśnie z Nowacką musiałyby się w pełni podporządkować wspólnemu dobru. Czy zechcą? A PSL? Jestem za daleko od kraju, by wiedzieć, co się w tej partii dzieje, ale wydaje mi się, że nic dobrego. Oni się ciągle jeszcze uważają za coś szczególnego. A może jednak wrócą na stracone w tej chwili pozycje, jeśli PiS pogra sobie jeszcze bardziej z wsią.
Moja metoda. Może naiwna, a może nie.
Przykład: http://notyw.blogspot.com/
blogspot to blog Googla – darmowy CMS, łatwy w obsłudze.
Pozwala linkować do ważnych (z naszej perspektywy portali, adresów) = pozycjonować je.
Pozwala umieszczać aktualizujące się linki do blogów – mamy bieżący przegląd informacji – łatwiej śledzić, co piszą nasi = pozycjonowanie naszych.
Pozwala pisać posty, dowolnej długości. Większość moich, to wybrane cytaty – z podaniem źródła, autora, daty i odnośnikiem = pozycjonowanie, wzmacnianie i utrwalanie wybranych treści.
Pozwala kopiować/eksportować/importować bazę danych i np. mogę ja przekazać dalej, komuś kto stworzy własny blog na blogspocie i będzie ją rozwijał zgodnie z własną wizją.
Blog może założyć każdy, w dowolnym momencie. Można wprowadzać posty tak, by codziennie coś się „publikowało”, czyli zrobić miesiąc w jeden dzień. Wtedy blog się lepiej pozycjonuje (są statystyki).
Dlaczego tak?
A jak inaczej bez pieniędzy, bez autorów tekstów i grafik?
Chodzi o to by coś robić. Cokolwiek. By multiplikować wartościowe treści.
Ponowię pytanie. Czemu nie zacząć jako dodatek/wkładka do Wyborczej!?
Chyba niższe koszty druku, kolportażu, etc… I od razu olbrzymi zasięg.
–victor holen
Dlatego, że „przyklejanie się” do kogokolwiek oznacza dobrowolne pokazanie przeciwnikowi gdzie ma bić. Wystarczy, że dużo zła przyniosło obściskiwanie się z politykami na wiecach KOD, politykami, którzy tam przychodzą nie po to, by KOD wesprzeć, a „ugrać swoje”. Politykami w dużej części skompromitowanymi, a którymi człowiek o jakim takim instynkcie samozachowawczym nie pokazywałby się publicznie.
Na razie to wygląda na brak wiary we własne siły, a jeśli tak to po co w ogóle coś robić?
Przyklejenie się do „Wyborczej” to dokładne pokazanie przeciwnikom jak i w co uderzać, to „łatka”, która przylgnie na zawsze i nikt potem nie uwierzy, że KOD to samodzielny ruch obywatelski (wielu już dziś nie wierzy, za dużo popełniono błędów), a to z kolei uniemożliwi KODowi realizację tego co najważniejsze. Stanie się tylko kolejną pseudopartyjką, jeszcze jednym kundelkiem na politycznym podwórku.
Przyklejanie się do kogokolwiek to branie od niego „w pakiecie” wszystkiego – także negatywnych notowań u części społeczeństwa. Po co to komu na starcie?
Rynek księgarski ma się słabo, a samodzielne księgarnie/małe sieci nie mają szans z dużymi graczami.
„Własne księgarnie” to niekoniecznie dobry pomysł dla ruchu obywatelskiego w obecnych czasach.
Największy szacunek dla Pana Łozińskiego . Oby nie zabrakło energii i patriotyzmu w wystarczająco szerokim odzewie społecznym
Chcemy, żeby PiS przegrał wybory? Żądajmy od polityków partii, które są nam bliższe (nie bliskie, ale bliższe), żeby formułowały program, który by ludzie poparli. Niestety, póki co takowych nie mamy, a boję się, że jak się pojawią, to będą obiecywać: „lepsza służba zdrowia, niższe podatki, wyższe wydatki z budżetu, popieranie innowacyjności, itp.”, co jest bełkotem, a nie programem. Prawdziwy program naprawczy Rzeczypospolitej musi zaboleć kilka milionów ludzi, którzy doją, a nie orzą.
@Krzysztof Łoziński: dzięki za optymistyczne prognozy nt aktywności KODu w nadchodzących zimniejszych miesiącach? To brzmi obiecująco. Szkoda, że jednak nie odniósł się Pan do nurtującuch na Stodio Opinii komentatorów i niektórych autorów kwestii, jaką rolę na polskiej scenie politycznej ma odgrywać KOD. Czy spoiwa budującego koalicję międzypartyjną wymierzoną w PiS w celu choćby deprecjonowania jego poczynań w bardziej skuteczny i masowy sposób? Np przez docieranie do obywateli o szerokiej opcji przekonań politycxnych. Czy nadal chce kontynuować pracę u podstaw z narodem (nieoświeconym)?
.
Albo mi to umknęło, albo KOD ignoruje te głosy z opozycji, które chcą aby KOD odegrał na polskiej scenie rolę stymulatora i spoiwa tworząc szeroką koalicję skierowaną przeciw destrukcyjnej roli PiS. Czy zatem znowu mamy nową-starą formację, która wie najlepiej co dobre dla Polski i patrzy na innych z góry?
.
Przyznam, że pomysł z drukowanymi gazetami i całą nadbudową temu towarzyszącą tak optymistycznie nakreślony powyżej przez autora trąci dziś XIX wiecznym politykowaniem! To drogi pomysł i nieskuteczny! Do kogo chce Pan dotrzeć? Do emerytowanej grupy społeczeństwa? Chyba lepiej skierować mniejsze środki na bardziej skuteczny internet. I dbać o to, aby inne portale zreprezentujące dzisiejszą całą opozycję także zamieszczały informacje i przeglądy artykułów i odezw KODu.
.
A jeśli słowo drukowane, czemu nie, to może w postaci akcji ulotkowej, po każdym kolejnym draństwie PiSu. Niech Pan sobie wyobrazi: internetowa dystrybucja tekstu ulotek do reprezentantów KODu w każdym zakątku kraju i szybki druk materiału dostarczanego w pobliże ludzkich skupisk: kościoły, centra handlowe, dworce… Namawiam na gazetę internetową, jeśli Pan poważnie myśli o dotarciu do potencjalnych wyborców.
@Krzysztof Łoziński:
Pana plan ma dwie wady. Po pierwsze, nie bardzo widać, jaki interes mieliby w nim pokładać ludzie, na których Pan liczy (drukarze, kolporterzy, itp.) Bez interesu i bez zysku Pana plan nie rozrośnie się do znaczących rozmiarów. Garstka entuzjastów, pracując bez zysku na własny rachunek, może uciągnąć Studio Opinii. SO jest to oczywiście bardzo ważne forum, ale dociera do kilku albo kilkunastu tysięcy ludzi. Po to, żeby wpłynąć na politykę, trzeba dotrzeć do milionów.
.
Po drugie, tworzenie materialnej struktury wystawia stronników na potencjalne straty. Niech Pan pamięta, ze Pana przeciwnikiem jest gang. Wystarczy, ze Macierewicz wyda ciche rozkazy, albo ze Kaczyński publicznie pokaże palcem, i biało-czerwone karki przyjdą z kijami. Wybija szyby, a może także zęby. Bruksela zaprotestuje, ale nie zapłaci ani za szklarza, ani za protezy. I tak się skończy Pana inicjatywa.
.
Ja bym radził odpowiedzieć sobie na parę prostych pytań.
1) Jaki materialny interes może napędzać zwolenników? (Polityka powinna być napędzana interesami, a nie tylko światopoglądem.)
.
2) Po zidentyfikowaniu zarówno zwolenników, jak tez ich interesu, ustawić się z pozycji lobbystów tego interesu. Zwolennicy powinni wiedzieć i widzieć, dlaczego są zwolennikami.
.
3) W jaki sposób zabezpieczyć zarówno siebie, jak tez swoje zaplecze przed Nocą Kryształową? Podpowiadam Panu myśl, ze Noc Kryształowa jest w pełni zgodna z poziomem etycznym PiSowskiego kierownictwa, i dlatego należy ją brać pod uwagę. Nic złego się nie stanie, jeśli mój pesymizm okaże się przesadzony. Natomiast stanie się bardzo dużo złego, jeśli nasza strona nie doszacuje bandytów. Proszę popatrzeć na Turcję, jeśli Pan ma wątpliwości.
.
4) Co jest celem KODu? Czy celem KODu jest zwyciężyć i budować nową, lepszą Polskę? Czy celem KODu jest doprowadzić do porażki PiSu, po czym niech budową kraju zajmuje się ktoś inny (ani PiS, ani KOD)? Czy celem KODu jest doprowadzić do tego, żeby gangsterzy nie mogli demolować kraj, nawet jeśli pozostaną u władzy? A może jest jakiś inny cel (jaki?). Ten cel powinien być jasno sformułowany i być tylko jeden. Ja w tej chwili nie jestem pewien, jaki jest cel KODu. Czy ja po prostu nie wiem przez zaniedbanie, czy tez takiego jednego celu nie ma? A jeśli nie ma jednego celu, to w jaki sposób KOD może go osiągnąć?
.
5) Jesli KOD ma cel (przepraszam, ze go nie znam) to bardzo proszę go sformułować w jednym akapicie napisanym na poziomie szkoły podstawowej, czyli moim. I bardzo proszę się nie obrażać na mnie za głupie pytanie, tylko proszę na nie odpowiedzieć po raz tysiąc sto pięćdziesiąty bez śladu zdenerwowania. I bardzo proszę, żeby odpowiedz nie była dłuższa niż ten tutaj akapit. Bardzo proszę, żeby była o połowę krótsza.
.
6) Po sformułowaniu celu (patrz wyżej) proszę napisać równie krotki akapit, w jaki sposób KOD zamierza ten cel zrealizować. Proszę się nie obrażać za to pytanie. Proszę jasno odpowiedzieć.
.
7) Jeśli nowa, lepsza Polska ma być lepsza od Polski PiSu oraz od Polski PO (mam nadzieję), to czym będzie się różnić i dlaczego będzie lepsza? Poproszę o trzeci równie krotki akapit.
.
8) Jeśli Pan nie potrafi sam napisać powyższych trzech akapitów, to proszę postawić sprawę na posiedzeniu Zarządu KODu. Jeśli nikt z Zarządu tez nie potrafi, to macie Państwo duży problem. Bardzo proszę ten problem rozwiązać w terminie na wczoraj.
.
PS: Jeśli Pan poprosi, to ja mogę napisać moje własne wersje tych trzech akapitów. Ale moje wersje to będzie moja opinia. Pomimo, ze piszemy w Studiu Opinii, to jednak moje opinie nie wpłyną na wydarzenia. Wiec może szkoda mojego czasu na pisanie, i Pańskiego czasu na czytanie. Uważam, ze odpowiedzi powinny przyjść ze źródła, czyli od KODu i osobiście od Pana. Takie odpowiedzi będą miały swoją wagę i dlatego bardzo proszę je sformułować.
Artykuły i apele Pana Krzysztofa Łozińskiego czytam z uwagą i życzliwością. Nie inaczej jest i teraz. Muszę jednak zadać szereg pytań i poruszyć kilka wątpliwości, które mnie nurtują od pewnego czasu, a których echo częściowo daje się słyszeć w komentowanym artykule. Najpierw sprawy fundamentalne. Ponad dwa miesiące temu Zarząd Główny KOD-u ogłosił początek tworzenia mediów KOD i uruchomiony został portal KODUJ.PL pod kierownictwem Pani Magdaleny Jethon. Jednocześnie na portalu zaanonsowano przygotowania do uruchomienia radia KODu. Od początku do dziś dnia na stronie w/w portalu KODUJ.PL widnieje ogłoszenie o publicznej zbiórce pieniędzy, z następującą deklaracją: „Wszystkie pieniądze pochodzące ze zbiórki publicznej zostaną przeznaczone na rozbudowę naszego portalu koduj24.pl, a następnie radia internetowego.” Dla porządku warto by było aby KOD opublikował fazę w jakiej znajduje się realizacja tak zdefiniowanego celu zbiórki. Pisze o tym abyśmy idąc za apelem Pana Krzysztofa Łozińskiego nie dublowali wysiłków i/lub nie rozpraszali ich na wiele oddzielnych, konkurujących ze sobą inicjatyw. Ponieważ Autor wyraźnie wskazuje, że ma to być pod egidą KOD (jeżeli dobrze rozumiem), to linia programowa tych mediów (inicjatyw medialnych) powinna być jakoś koordynowana. Zgadzam się z głosami w dyskusji, że powinno się, zależnie od medium, pisać, mówić czy pokazywać prawdę. Istnieje jednak zawsze kwestia celów, które się chce osiągnąć a to domena strategii i polityki medialnej. To nie mają być media pięknoduchów, artystów oraz intelektualistów, ale media KOD. Chodzi o to, że przeciwnik jest podstępny i przebiegły i każdą wolną wypowiedź medialną będzie zniekształcał, manipulował nią, zakłamywał tak, że twórcy medialnych przekazów mogą być zdumieni i zaskakiwani na każdym kroku.
Autor powołuje się na przykład początków Gazety Wyborczej jako pewnego modelu tworzenia samofinansującej się gazety na miarę środków, które od początku były do dyspozycji. To naturalnie ważne i potrzebne doświadczenia, które warto wykorzystać ale trochę inaczej.
*
Autor wskazuje na ważne ograniczenie dzisiejszego stowarzyszenia: „Jeżeli Stowarzyszenia KOD nie może prowadzić działalności gospodarczej, to trzeba założyć spółkę lub fundację. To naprawdę nie problem.”
I spółka i Fundacja może mieć sens, ale po kolei. Moim zdaniem linia programowa tych mediów musi być uzgodniona z Zarządem Głównym KOD, ale nie KOD powinien zarządzać tymi mediami a ich szefowie, czyli Rada Nadzorcza i Zarząd. Specjalnie używam liczby pojedynczej ponieważ uważam, że organizacja powinna być jedna, np. MEDIA KOD Sp. z o.o lub S.A. a w ramach takiego koncernu może działać szereg mediów najpierw jako pełnomocnicy ds. ich tworzenia, potem jako redakcje a na koniec jako np. spółki córki. Zarząd i Rada Nadzorcza tej organizacji powinna być kierowana przez profesjonalistów tj. specjalistów od finansów, zarządzania, marketingu, kadr, etc. i takim kryteriom musi być podporządkowana organizacja jeśli ma odnieść sukces. Oczywiście w ramach tych dwóch ciał powinni zasiadać dziennikarze (szefowie programowi) poszczególnych mediów aby pilnować linii programowej, a w szczególności pewnej równowagi między przekazem medialnym a niezbędną działalnością komercyjną. Skład Rady Nadzorczej i Zarządu zgodnie z kodeksem spółek handlowych będą ustalać właściciele Spółki (wspólnicy lub akcjonariusze). Należy przeprowadzić niepubliczną ofertę kapitałową i pozyskać odpowiednio wysokie kapitały potrzebne do stworzenia kilku rodzajów mediów. Żeby to zrobić potrzeba najpierw przedyskutować w gronie specjalistów plan działania i potrzebne zasoby kapitałowe do jego realizacji, czyli krótko mówiąc Business Plan. Właśnie tenże plan będzie decydował o sukcesie lub porażce subskrypcji kapitałowej – nie ma tu miejsca na szczegółowe prezentowanie warunków niezbędnych aby taka subskrypcja się powiodła. Otóż właśnie doświadczenia GW są bardzo ważne i przydatne dla początków kazdego z tych przedsięwzięć, kiedy to nie jest jeszcze sukces a raczkujące przedsięwzięcie.
Fundacja może być przydatna dla pozyskania grantów lub funduszy międzynarodowych na konkretne cele programowe – edukacyjne, kulturalne, promocji sztuki, etc., bowiem donatorzy mogą mieć ograniczenia finansowania organizacji komercyjnych.
*
Podzielam zdanie Pana Andrzeja Pokonosa, że rozpoczęcie od założenia gazety drukowanej jest nieco anachroniczne. Moim zdaniem powinno się zacząć od budowy silnego, wielotematycznego portalu internetowego wzorem istniejących od wielu lat ONETu czy Wirtualnej Polski. Częścią tego portalu może być rozgłośnia radiowa i stacja telewizyjna rozumiane współcześnie a nie tradycyjnie jak istniejące dziś kanały TVP, POLSAT, TVN, itp. Wszystko wskazuje na zmierzch tradycyjnych stacji telewizyjnych i stacji radiowych na rzecz właśnie nowoczesnych, multimedialnych portali internetowych. Znam opinię ludzi po 40-tce, 30-tce i 20-tce i wszyscy oni wskazują na portal internetowy jako przyszłość. To oni i jeszcze młodsi zdecydują o sukcesie tych mediów a nie, z całym szacunkiem, pokolenia publicystów i komentatorów SO. Nie odrzucam jednak pomysłów Pana Krzysztofa Łozińskiego o własnej gazecie drukowanej i własnych książkach jak i własnych kanałach dystrybucji. Wszystkim tym spośród odbiorców, którym odpowiadają formy drukowane należy je dostarczyć. Inną kwestią jest ceny gazety i kto ma ją pokryć – częściowo nabywcy a częściowo reklamodawcy czy wyłącznie reklamodawcy? Te pytania pozostawiam otwarte.To samo dotyczy książek. Historycznym przykładem budowania takiego niezależnego systemu dystrybucji jest Tygodnik Powszechny i Znak za czasów komuny. Współcześnie np. Pan Michał Szafrański jako autor bloga http://jakoszczedzacpieniadze.pl/ i jego książki Finansowy Ninja. Jeżeli niezależne kanały dystrybucji to właśnie rozpoczynające się od internetu z niezależnymi dostawcami – poczta, kurierzy, etc.
Zmierzam do tego, że akceptuję idee zawarte w postulatach Autora ale proponuję trochę inne podejście do tematu, tak aby współcześnie móc myśleć o sukcesie. Inaczej będzie to drugie SO – gazeta elitarna zarówno jeśli idzie o publicystów jak i grono odbiorców. A przecież chodzi o dotarcie mediów do masowego odbiorcy. Ponieważ najlepszym przykładem jest przykład osobisty powiem tylko, że każdy dzień zaczynam od lektury ONETu. WP. , czasami NaTemat w akompaniamencie radia TOK FM, słuchanego zresztą przez internet. A mam, zdrowo po 60tce.
Jeżeli Stowarzyszenia KOD nie może prowadzić działalności gospodarczej, to trzeba założyć spółkę lub fundację. To naprawdę nie problem.
Czytając teksty p. Łozińskiego oraz przypominając sobie wypowiedzi innych osób związanych z KODem, wydaje mi się, ze głowa KODu to są etosowcy (ja wiem, ze takie słowo nie istnieje). Natomiast przeciwnikami są zawodowcy. Właśnie przeczytałem wywiad Karoliny Lewickiej z prof. Dudkiem. (Odnośnik na końcu.) Uderzyła mnie wypowiedz profesora „prezes wykazał się niezwykłą polityczną przenikliwością…” (proszę zajrzeć do artykułu po resztę). Moim zdaniem profesor się źle wyraził. Powinien powiedzieć „marketingową”, żeby lepiej wyrazić swoja myśl. Jednakże trzeba oddać Kaczyńskiemu sprawiedliwość. Okazał się znakomitym handlowcem. Wcisnął wyborcom nieświeży towar jako świeży. Można odpowiedzieć, ze to nie handel, tylko oszustwo. To będzie prawda. Jednakże trzeba też zauważyć, ze PiS to są zawodowi oszuści, cynicy, manipulatorzy, i złodzieje. W swojej specjalności są świetni. Z takimi ludźmi nie można wygrać etosem. Etos trzeba mieć, ale etos nie wystarczy. Oprócz etosu potrzebna jest sprawność. I tutaj jest kłopot, czego dowodzi przykład podany przez Sławka. Powstał portal, na którym nic się nie dzieje. To gorzej, niż klęska. To dowód braku sprawności w działaniu. PiS nic nie musi robić, żeby z czymś takim wygrać. Wystarczy to coś zignorować.
.
Po to, żeby wygrać, trzeba działać sprawnie. Po to, żeby działać sprawnie, trzeba zatrudnić i słuchać się zawodowców. Trzeba sformułować jasne cele do osiągnięcia, plan, i harmonogram. Krotko mówiąc, etos się skończył a zaczął się biznes. Zaś biznes, jak to biznes, wymaga kilku rzeczy. Wymieniam w kolejności: (1) Produkt. (2) Klient. (3) Marketing. (4) Plan. (5) Harmonogram. (6) Rozliczenie. (7) Konkurencja. (8) Dostawcy. (9) Sojusznicy.
.
1. Produkt. Co jest produktem KODu? Wizja? Plan naprawy Polski? Marsze i demonstracje? Naciski na rząd? Edukacja? Uczynnienie nieczynnych? Zorganizowanie czynnych, ale niezorganizowanych? Zniechęcenie przeciwników? Przejęcie władzy? Pomoc innym w przejęciu władzy przez nich? Wychowanie nowego Polaka diametralnie innego od Homo Pisus? Na coś się trzeba zdecydować. Nie można osiągnąć wszystkiego. (Jak mówią Amerykanie: „I can achieve anything, but I cannot achieve everything.”
.
2. Klient. Kto jest odbiorcą produktu? Dlaczego ten ktoś ma chcieć kupować wizje, cele, czy cokolwiek KOD zdefiniuje jako swój produkt? Jaki jest interes i zysk klienta KODu z faktu bycia klientem? (Zwracam uwagę, ze klienci PiSu mają zysk z bycia klientami. Drobni ciułacze mają comiesięczny dopływ gotówki 500+, służby dostana podwyżki, zaś współuczestnicy we władzy dostaną miliony z rozkradania Polski. Takich kategorii jest więcej. Klientela PiSu będzie się rozrastać.)
.
3. Marketing. Jeśli określić, co jest produktem i kto jest klientem, to trzeba dotrzeć do klienta z ofertą i informacją. Niektórzy klienci przyjdą sami, ale nie można na tym poprzestać. Są środowiska, do których trzeba dotrzeć sporym wysiłkiem. To trzeba zorganizować.
.
4-6. Plan, harmonogram, i rozliczenie z wykonania planu. Oczywiste, nudne, i niezbędne. Większość biznesów rozkłada się właśnie na tym. Przykład podany przez Sławka pokazuje, ze KOD jest na najlepszej drodze.
.
7. Konkurencja. Konkurentami KODu są ci wszyscy, którzy walczą o tego samego klienta i chcą mu wcisnąć swój towar. Oczywiście PiS. Wszyscy wiemy i nie ma co tego ukrywać, ze także Kościół. A co na temat innych partii politycznych? Czy PO to jest sojusznik, czy konkurent? To nie jest wcale takie jasne. A .Nowoczesna albo Kukiz? Trzeba zidentyfikować konkurentów i określić strategie konkurowania. Oficjalna strategia zresztą nie musi zawierać całej prawdy i tylko prawdy. Nie oszukujmy siebie samych. KOD uprawia politykę, zaś absolutna szczerość nie zawsze jest dobrym pomysłem w polityce.
.
8) Dostawcy. KOD żywi się pomysłami oraz intelektem. Kto jest dostawcą tego towaru? Sam KOD we własnym gronie powinien zajmować się wcielaniem pomysłów w życie. Czyli organizowaniem. KOD już udowodnił, ze nie jest najlepszym źródłem samych pomysłów i to trzeba sobie jasno powiedzieć. Po pierwszym oszałamiającym sukcesie już widać brak świeżych idei i objawy wypalenia. Trzeba rozszerzyć krąg dostawców.
.
9) Sojusznicy. Na przykład, czy PO jest konkurentem, czy sojusznikiem? Samorządy? Służby, policja, wojsko? Urzędnicy? Każda organizacja i grupa ludzi powinna być oceniona pod tym kątem i zakwalifikowana do kategorii „klient”, „dostawca”, „konkurent”, albo „sojusznik”. Jedyna kategoria, której trzeba unikać, to „wróg”. KOD nie powinien mieć wrogów, których sam definiuje jako takich. Konkurent tak, ale nie wróg. Wróg to jest specjalność Kaczyńskiego.
.
Powyższe uwagi to nie Biblia. To tylko sposób myślenia, który powinien przynieść jakieś owoce, jeśli spróbować myśleć tymi kategoriami. Można także myśleć zupełnie inaczej.
.
http://www.newsweek.pl/polska/antoni-dudek-dlaczego-andrzej-duda-wygral-wybory-prezydenckie-,artykuly,394869,1.htmlprzeczytalem
Odnosnik powinien byc nastepujacy:
http://www.newsweek.pl/polska/antoni-dudek-dlaczego-andrzej-duda-wygral-wybory-prezydenckie-,artykuly,394869,1.html
Dla mnie KOD powinien mówić prawdę i tylko prawdę, nie wdawać się w politykę partyjną. Powinien wpływać na wyborców i polityków a nie dostosowywać się do nich na podstawie sondaży – niech oni się zmienią.
Mamy teraz taką sytuację, że czołowe partie w sejmie nie popierają np. rozluźnienia restrykcyjnych przepisów o aborcji, bo boją się konserwatywnego podejścia wyborców i ataków Kościoła. Czym więc różnią się od PiS? Dlaczego nie wykorzystają okazji do dyskusji, gdzie mogłyby przedstawić swój światopogląd (jeśli jakiś mają)? Tak zamierzają rządzić po przejęciu władzy?
KOD nie bierze udziału w wyborach, tylko chce zmienić Polskę. Jeśli nie zmieni podejścia ludzi to Polska będzie tylko inną wersją pisostwa, może bez PiS, ale co to za cel.
Jeszcze niedawno wiedzieliśmy, że Lech Kaczyński był marnym politykiem i prezydentem. Teraz, gdy PiS stawia go na piedestale a sam podejmuje działania, na które Lech się nie godził, wychwala się Kaczyńskiego i stawia go PiS-owi za wzór (!). Stopniowo wszystko przesuwa się w stronę ciemnoty i zamazywania poglądów, staje się taktyką polityczną, nie chodzi już o samą istotę sprawy ale tylko o rozłożenie akcentów.
Trzeba mieć swój kręgosłup, jasne poglądy i przekonywać do nich ludzi. Odebranie władzy PiS-owi to piękny cel, ale chyba nie najważniejszy i nie jedyny. Jeśli teraz np. PO przejęłaby rządy i zaczęła działać tak jak działała, to nie jest to zmiana o jaką mi chodzi. Niech w partiach dojdą do głosu osoby z kręgosłupem, jasną wizją, do której przekonają ludzi. Niech ma miejsce poważna debata na poważne tematy, a nie pokrzykiwania i taktyczne pojedynki.
Potrzebna jest internetowa telewizja i radio, prowadzone fachowo i przede wszystkim ciekawe. Zapraszać trzeba autorytety a poruszać ważne tematy, niech one staną się przedmiotem debaty w Polsce, a nie tylko komentarze do kolejnych posunięć PiS. Niech PiS będzie zmuszony podawać swoje argumenty a nie tylko opinie, odnosząc się do tych tematów. Ale nie chodzi o takie rozmowy jak w TVN 24, gdzie sadza się Sasina i jakiegoś posła PO żeby sobie pogadali. To powinny być debaty fachowców, a nie koniecznie polityków. Debat polityków jest już za dużo.
…sed magis amica veritas, Panie Krzysztofie.
Powstawanie Gazety Wyborczej wyglądało nieco inaczej i prościej. Fakt, że nie było żadnych pieniędzy, bo ”S” wydała co miała na strajki w poprzednim roku, czy na coś innego. Była niewielka pożyczka na bardzo drobne wydatki, nie przystająca do kosztów papieru, druku i kolportażu.
Uzgadniałem z ”Ruchem’’, ówczesnym monopolistą kolportażu, obsługę powstającej Gazety i na pytanie o cenę egzemplarza, nie bez strachu, podałem 50 złotych. Dzienniki kosztowały wówczas 25. ”Ruch” pobierał, bodajże, 15 procent, więc wyższa cena mu pasowała.
Nakład od pierwszego numeru wynosił 150 tys. egzemplarzy. Mam w reku reprint pierwszego numeru.
Przydział papieru, na który władza miała monopol, negocjowałem przez telefon z ministrem Aleksandrem Kwaśniewskim – tak, ten sam – i był już przez jakiś czas stały. Pozwalał na druk czterech stron formatu ”Trybuny Ludu”, ”Rzeczpospolitej” , ”Sztandaru Młodych”. Zdecydowałem się na format połówkowy. Traciliśmy trochę powierzchni na marginesach, ale nie było chudości, robiącej niedobre wrażenie.
Mieliśmy przydział na druk w drukarni gazetowej Domu Słowa Polskiego. Później na korzystanie z systemu teletransmisji i równolegle z kilku innych drukarń w Polsce. Przydziałowy papier drukarnie same pobierały z wyznaczonych papierni.
Kiedy dostaliśmy faktury za papier i druk, już zdążyły były wpłynąć pieniądze z ”Ruchu” za sprzedaż gazety. Cena okazała się dobrym pomysłem. Nie było potrzeby manipulowania objętością i nakładem. Problemy zaczęły się dopiero w roku następnym – transformacja! Rynkowe ceny na wszystko, w tym papier, druk i wszystko inne, łącznie z płacami. Trzeba było zacząć akwizycję ogłoszeń. W unormowanej sytuacji sprzedaż dawała – czy teraz też? – zaledwie dwadzieścia parę procent przychodu, to z grubsza koszty papieru i druku.
Warunkiem powodzenia powstającej GW było kolosalne zapotrzebowanie na nią i szybki napływ reklam w urynkowionej gospodarce.
Teraz nie ma rynku na nową gazetę, nie ma odpowiedniej ilości prywatnych reklam i nie ma środków na taką inwestycję. A potrzeba by było dużo. Szanse są tylko w Internecie, gdzie można rozkręcać biznes po kawałku.
Tyle na ten temat. W innych sprawach poruszonych w artykule zgadzam się z autorem w całej rozciągłości.
Z-ca red. nacz. ”GW” w roku 1989 i później
Bardzo cenny tekst..
Potrzeba bowiem głębszej refleksji nad strategią KOD.
ale..
o ile warstwie strategicznej (potrzeba budowy struktur i „biznesowego” podejścia),
to w taktyce chyba w złym kierunku.
Prasa to narzędzie XX wieku; teraz mamy XXI.
Potrzebna jest przemyślana strategia wykorzystania mediów społecznościowych, dzięki którym KOD zaistniał rzeczywiście,
a Barack Obama odniósł spektakularne i zaskakujące zwycięstwo..