Dewiacja to odchylenie od normy. Można ją nawet uznać swoistą chorobą umysłową. Nie ciężką, ale obezwładniającą. Wszyscy się już do niej przyzwyczaili, skoki gorączki w tej chorobie nikogo prawie nie rażą, mamy ją za naturalny przejaw demokracji. Jakby sama demokracja nie mogła być nienormalna, a nawet i chorować, aż po samobójstwo jak w Niemczech roku 1932. Obciążenie wraca nieuchronnie jak dziecinna choroba…
Pisałem o tym swego czasu razem z paroma przyjaciółmi, kiedy powstawał Lepper: media go tworzyły, przydawały mu ideologię i zwolenników, potem i liczących na karierę, ambitnych doradców – a przecież był to wręcz dosłownie obywatel Nikt, po prostu ktoś, kto bez owego wsparcia byłby lokalnym krzykaczem – pozostałby nikim, tak w sferze wiedzy publicznej, jak w życiu politycznym.
Lepper nie miał żadnego programu, na niczym się nie znał, nie powoływał się nawet na swoje doświadczenia dyrektora PGR-u (jeśli nim naprawdę był), był czystej wody rozrabiaczem ulicznym jak ten dzisiejszy Izdebski, który chce zostać Lepperem – czego zresztą próbował już piętnaście lat temu. A przecież wygrywał Lepper głosowania z ludźmi nieporównanie mądrzejszym od siebie. Nie powiem, że z ideałami, ale w każdym razie nie kompromitującymi ani państwa, ani społeczeństwa. Ale i dziś demagogii oglądanych, bezczelnych łobuzów nie nazywa się po imieniu.
Dewiacja ta kazi wiele mózgów. Nie obciążałbym winą tych, którzy z niej wyrastają. Ani nawet mediów, które ją rozprzestrzeniają – bo to choroba kultury i wyobraźni naszego społeczeństwa. Media mnożą dewiantów w kulturze politycznej, spychają wyobraźnię kraju w dewiację masową. Sami jej ulegają. Jak wielcy kłamcy, wierzą w to, co robią. Z dbałości o własną wiarygodność. Kreując Leppera, pilnowały się obiektywizmu, w przekonaniu, że spełniają swój społeczny obowiązek.
Ma się wydawać, że naśladujemy Amerykę. Jednakże Ameryka, organizując wielkie, masowe imprezy dla promocji swych kandydatów, eksponuje ludzi wyróżniających się swoim dorobkiem w życiu społecznym, znanych ze swej działalności, zasług lub umiejętności. Media wynoszą ich niekiedy ponad realny poziom ich talentów, albo, odwrotnie, same nie doceniają kogoś, kto objawia się szczególnymi cechami wyglądu lub sposobu bycia. Z pewnością Johnowi Fitzgeraldowi Kennedy’emu nie pomogło pochodzenie od ojca, malowanego jako niemal gangster biznesu, ale błyskotliwa inteligencja, młodzieńczość i męska uroda Kennedy’ego syna przyniosły mu parę punktów więcej. Można żywić rozmaite pretensje do kultury amerykańskiej, darzyć ją złośliwymi uwagami, sprowadzać do kultury hodowców z Dzikiego Zachodu, ale nawet ci hodowcy bydła coś reprezentują – żaden z nich, jeśli wstępuje w szranki wyborów, nie jest anonimowy, ma coś za sobą. To może kultura nie do fascynacji, ale z realnymi wartościami, z których pewne – jak „let’s do it” warto sobie przyswoić. I jeśli kto zgłasza się tam jako kandydat do władzy, to jego dorobek, umiejętności lub zasługi zna wcześniej cała Ameryka bądź przynajmniej jakiś kawałek Ameryki wybierający, powiedzmy, gubernatora.
Inaczej u nas. Polska kampania wyborcza tworzy kandydatów do władzy z niczego. Pan Duda jest pewnie inteligentnym, wykształconym człowiekiem z przyzwoitym doktoratem. Ale jest kompletnie i dosłownie nikim. Kto znał choćby jego nazwisko? To nawet nie dawny Jaśnie Pan Nikt. Robi się dla niego parteitag, masówkę, wiec, a mimo to myli się go z Dudą rozrabiaczem. Nie trzeba go krzywdzić złośliwościami, nawet jeśli nie ma pojęcia o uprawnieniach prezydenta – obiecuje np. wzrost zatrudnienia, choć prezydent nie ma po temu żadnych środków, to zadanie rządu (jeśli potrafi taki plan zrealizować). Obiecuje skrócić wiek emerytalny, choć nie ma po temu żadnych uprawnień. Podobnymi bzdurami sieje co krok. Większość zresztą kandydatów ogłasza plany dla rządów i premierów, nie dla prezydenta. Znak, że nie czytają nawet Konstytucji. Nie wiedzą, o jaki urząd się w naszym kraju ubiegają. Chcą być prezydentami Stanów Zjednoczonych w Polsce.
Pan kandydat nie wie, że sam prezydent nie prowadzi polityki zagranicznej państwa (wbrew temu, co się wydawało Nieboszczykowi, który złożył ofiarę dla żądzy władzy swego brata). Prezydent może reprezentować politykę państwa w stosunkach międzynarodowych, wspomagać inne władze państwa radami, kompetentnymi uwagami, ale prowadzi politykę zagraniczną rząd. Bronisław Komorowski był i jest, jak powinien, dobrą twarzą naszego państwa. Z tą twarzą zrobił dla Polski więcej niż najsprytniejsi politycy. Dworacy Jarosława Kaczyńskiego zaś nawet nie wiedzą, że powinni schować swoje uwagi o polskiej polityce zagranicznej do wewnątrz krajowych, dyskrecjonalnych dyskusji, a nie dezawuować Polski zagranicą obrazem waśni wewnętrznych, sugerując tym samym niestabilność polskiej polityki zagranicznej. Zresztą poza Waszczykowskim to popisy pełnych tupetu ignorantów bez żadnych podstaw do zabierania głosu.
Śliczna panienka, uczyniona w podobnym trybie kandydatką do prezydentury, co to nie rozmawia nawet z dziennikarzami, to następny produkt naszego odchylenia od normy, określanego dewiacją. Jest bardzo ładna i sprawnie mówi, ale przegrałaby pod obu względami z panią, dajmy na to, Kasią Zdanowicz. Przegrałaby nie z własnej winy zresztą – też powstała z niczego. Udane występy w miłym programie „Babilon”, dziewczęcy wygląd, a nawet praca w kancelarii premiera nie szkolą kandydatki do najbardziej prestiżowego urzędu. Nie dała się poznać niczym więcej. Niczym nie kierowała, nie zna się na niczym, co potrzebne w urzędzie prezydenta. A do tego zapowiada „odnowę”, reformę prawa, jakby to od prezydenta zależało. I ona nie wie, co on może, a czego nie. Ot, w rezultacie klasyczne dzisiejsze uosobienie Panny Nikt.
Jej kandydatura jest swoistą, jeszcze jedną, przynajmniej nie pozbawioną wdzięku, ale przesadną kpiną z nas, wyborców. Choć to nasza wina. Nie jej, Panny Nikt. Nie zasłużyła na przykrości. Nawet ci dwaj manipulatorzy, Jarosław Kaczyński i Leszek Miller, którzy jako prawdziwych ludzi podstawiają nam sfingowane postaci w takiej trochę powiatowej Ameryce, też bałamucą nas dlatego, że w dopuście dewiacji to naturalne, a tworzenie sztucznych ludzi to nie grzech,. Nic im nie będzie, chroni ich logiczny wniosek: „jeśli ktoś potrafi zrobić coś z niczego, to z niczego trudno mu zrobić zarzut”.
Chcą oczywiście władzy dla siebie, ale to my się nabieramy. Czasem do tych fingowanych postaci dokłada się urodę pani Ogórek, też oczywiście pod warunkiem jej sterowności; dzięki teleprompterom odgrywa się przed nami wiarygodność i poglądy. Na ogół cudze. No i mamy co chcemy. Lepiej wszelako niż z nowym Tymińskim czy Lepperem.
Tak samo nas biorą za durniów, i słusznie, wszyscy pozostali kandydaci, którzy sami zgłosili się i stanęli do istnego wyścigu. Sympatycznie wyglądający Jarubas szybko się odsłonił, zwalniając Putina od kosztów piątej kolumny w Polsce. Kto temu młodzianowi narzucił opowiadanie bredni? Czy nie miał kto za niego myśleć…Prawda, kiedy się jest nikim, którego nikt nie zna, można przy ogólnej dewiacji wymądrzać się i na temat polityki zagranicznej, ale nie trzeba tak od razu Putinem. I lepiej to zapomnieć w imię PSL-u.
Innych kandydatów, nie licząc Palikota, tym bardziej nikt nie pamięta.
Tak ośmieszamy nasze państwo i ośmieszamy samych siebie, udając jakąś powiatową Amerykę. Wydajemy ogromne pieniądze, wierząc za kandydatami, że można się nagłośnić i pobawić na politycznej scenie, bez obowiązku zrobienia czegokolwiek. A my w swej szwankującej normalności mało jesteśmy odporni i łapiemy różne „infekcje”. Bezwiednie na ogół. Ale nie bez pewnej ceny.
Byłbym rad, gdyby obecny prezydent RP dał publiczny wykład, co wedle konstytucji prezydent może, a czego nie, żeby uświadomić kandydatom, ile prezydent ma władzy i jaką, bo oni nawet chyba nie wiedzą, że prezydent nie jest premierem. Taki wykład przydałby się i publiczności – by umiała rozróżnić, kto buja i udaje, a kogo traktować poważnie.
Pozwolę sobie na koniec zwrócić uwagę, co znaczy format postaci na stanowisku prezydenta. Powtarzam – FORMAT. Ważne to jest nie tylko ze względu na jakość współpracy z rządem, żeby pan prezydent nie wtykał kija w szprychy (co się już zdarzyło). Chodzi o coś ważniejszego. Są bowiem momenty i sytuacje, w których dojrzała mądrość, orientacja i poczucie odpowiedzialności persony z kompetentnymi doradcami, przewidywalnej i z autorytetem – mogą zadecydować o kluczowych sprawach. Nie rozkazami ani poleceniami z nadrzędnej pozycji. Mądre z niej słowo może uratować od błędu, uzmysłowić wagę pewnych spraw lub przyczynić się do lepszego ich biegu – kiedy na drodze wyrastają kamienie, albo grozi obsunięcie się w przepaść. Słowem – to musi być KTOŚ.
Mało nas pocieszy, że będą z nami młodzi i ładni przewodnicy, obsypani konfetti… Niech raczej robią to, co na nich czeka – biorą sobie role wynikające z przygody ich pokolenia: rozwój, inicjatywy, walka ze złymi rutynami, otwieranie nowych przestrzeni aktywności, innowacje – słowem urządzanie Polski. Już dla siebie.
Stefan Bratkowski



Trudno w pierwszej chwili nie przyznać racji tezom artykułu.
Po namyśle porównanie historii Leppera do historii kandydata PIS i kandydatki SLD wydaje mi się nieuprawnione. Startując w wyborach, znajdowali/znajdują się w odmiennej sytuacji politycznej i o inne walczyli/walczą cele. Nie o tym jednak chcę pisać. Pozornie paradoksalnie, w wyborach zazwyczaj bierze się udział nie po to, aby je od razu wygrać, ale po to, aby rozpocząć proces wygrywania rozłożony na więcej kroków, niż ten jeden najbliższy. W końcu ilu może być kandydatów realnie myślących o zwycięstwie? Zazwyczaj niewielu. Ale skoro demokracja daje prawo startu i autopromocji, nie stawiając zbyt wygórowanych kryteriów, większość uczestników to figury planów długofalowych – niektórzy być może zostaną w przyszłości poważnymi graczami w polityce. Tego życzę kandydatce SLD; ma ku temu pewne predyspozycje i pierwsze rozsądne kroki w tym kierunku uczyniła (nie ustrzegając się również błędów, które zauważam).
@Panmodry: obawiam się, że jak ci „startujący” w życie polityczne kandydaci nie zrozumiał Pan przesłania autora. Jeśli Duda czy Ogórek chcą robić karierę polityczną, to nie jako typowi „działacze”, startujący od razu na prezydenta. To tylko obnaża ich niekompetencję i nie przygotowanie do polityki w ogóle. Oni powinni zacząć od własnego poziomu kompetencji, czyli startować na radnego, (radną) czy inne publiczne stanowisko niższego czy lokalnego szczebla, gdzie mogliby wykazać się na prawdę tym co już umieją. Startując z nikąd od razu na prezydenta liczą według Pańskich założeń na to że się „opatrzą” i dzięki temu zaczną awansować. A to powiększy tylko szerego niekompetentnych głupców, których pełno w polskiej polityce, niezależnie od partii czy przekonań. I z tym wreszcie należy zacząć walczyć a nie wspierać w nieskoñczoność marsz głupoty.
@Andrzej.
Ogarnia mnie śmiech przez łzy gdy widzę takie NIKT ubiegające się o nyjwyższy urząd w państwie.
Przyjęli amerykańską oprawę ale nie wiedzą,że w centrum tej oprawy w USA stoi zawsze osoba kompetentna,osoba z osiągnięciami w ekonomii,z zarządzaniu,w bankowości czy w polityce.
A w Polsce?
Za przeproszeniem byle obszczymurek wyjdzie i woła jak mnie wybierzecie to… i naobiecuje gruszek na wierzbie. A co gorsze lud to kupuje.
Tak, to gorzki śmiech. Ipomieszanie sobiepaństwa z arogancją. Kaczyński mnie nie zaskoczy niczym. Nawet pyzatym doktorem. Ale Miller? Kiedyś był sprawniejszy.
Szanowny Panie Autorze, Pańskie odwoływanie się do obiektywizmu jest nieuprawnione, zaprezentowane bicie w „cudze piersi” jest tak nieudolne że należało zacząć od „swoich piersi”- dla treningu. Gdy Andrzej Leper mówił o „ talibach w Klewkach” Pan drwił z niego. O Klewkach czytelnik powinien się dowiedzieć od Pana, gdyby do tego doszło Leper byłby niepotrzebny a Pana zapewne nie byłoby wśród żywych, „nie można mieć jajko i zjeść jajko”. Współczesne środowisko „dziennikarskie” jako surogat dziennikarstwa panujący w branży tak niemiłosiernie deformuje rzeczywistość że mamy takich kandydatów jakich mamy i takiego Prezydenta jakiego mamy.
Człowiek znany wąskiej grupce kombatantów „Solidarności” bez doświadczenia, jedynie ze znajomościami zostaje (w wyniku łapanki) powołany na stanowisko Ministra Obrony Narodowej, po czym ogłasza swoje credo na tym stanowisku : „ Polski pilot poleci nawet na wrotach od stodoły” po wprowadzeniu tej modyfikacji budżet zaoszczędził na premie i nagrody a samoloty zaczęły spadać jak ulęgałki. Dzięki efektowi „ulęgałki” został Prezydentem RP.
No cóż? Jest głowa państwa i jest Duda państwa. Skoro był premier z tabletu… Tales z Miletu, premier z tabletu, sedes z bakielitu… I tak w koło Wojtek (sorry, Jarek).
Panie Krzysztofie, z pańskiego tekstu krzyczy jeszcze jedno: jest głowa od parady.
daj kurze grzędę… Że człowiek uczy się na błędachto zrozumiałe. Ale czy cały naród musi wkładać co rusz palce do kontaktu? A za ścianą Putin wsadza 40% budżetu w zbrojenia i ubecję. I co na to pucułowaty czy piękna Magdalena?
Andrzeju, nie odróżniasz Urzędu Prezydenta RP od godności króla, ale nawet Najjaśniejszy Najmądrzejszy Król Maciuś I, miał … doradców.
Oj tak! Doradców będzie miał jak dzwon: LK, Macierewicz, Tempa, Pawłowicz, fotyga, żeby wymienić najlepszych. Gratuluję aaleksy. To mocna gromadka. Pawłowicz już może zająć się resortem obrony. Ma czym bronić jak stanie w drzwiach domu, tym w któtym mieszkasz P….
Andrzeju, wyzwiska w stosunku do osób których nawet nie znasz są objawem braku argumentów oraz depresji na poziomie Rowu Mariańskiego. Wymyśl coś rozsądnego to pogadamy … .
Aleksy: gdzie tu wyzwiska? Tylko wymieniłem kilka osób w odpowiedzi na Twoje spostrzeżenie o doradztwie. PiSie doradztwo tyle warte, co Twoje złośliwości pod artykółami w SO. Masz uwiąd koncepcji w swojej robocie, którą tu wykonujesz, zamiast tworzyć, próbujesz nieporadnie demolować. I tak samo robią ci wymienieni mądrale z PiSu, nad czym tu debatować?
Chciałbymn w tym miejscu zauważyć, że porównanie wyborów prezydenta RP i prezydenta USA są nieuprawnione. Amerykanie wybierają szefa rządu. Polacy, jak to pogardliwie określił Donald Tusk, żyrandol na Krakowskim Przedmieściu.
Narzekając na Dudy i Ogórki warto pamiętać o tym, kto deprecjonował urząd prezydenta RP.
Czy Tusk deprecjonował urząd? Na pewno nie.Po prostu w niedobranych słowach ukazał zakres prezydenckiej władzy. Oczywiście,że nie powinien był tak mówić ale kto z nas nigdy w życiu nie palnął jakiegoś głupstwa…
I tylko szkoda,że ta nieszczęsna ale zgodna z prawdą wypowiedź Tuska nie dotarła do Dudy i Ogórki.
Oni nadal są przekonani o prezydenckiej wszechwładzy i że jak nim zostaną (buahahaha)to uczynią Polskę krajem mlekiem i miodem płynącym.
Lepszy Duda niż Komorowski. Duda jest wykształcony, inteligentny i ma świetną prezencję (jego żona również). Prezydent ma godnie reprezentować kraj i uważam, że Duda jest dużo lepszym kandydatem niż Komorowski, który nie jest od niego lepszy praktycznie w niczym.
Kolejny mądry, który głosuje na ładne nogi żony kandydata. Pod tym względem BYŁY MARSZAŁEK SEJMU ustępuje pyzatemu. Nie da się ukryć. Drobne pytanie tylko: czym zajmował się dotąd ten „lepszy” pyzaty, że go wystawiają na prezydenta RP?
Może warto przypomnieć, że 10 maja w Polsce nie odbędzie sie casting na gościa mającego znakomitą prezencję (choć moim zdaniem warto założyć okulary zanim się wydaje taką opinię) wraz z atrakcyjną żoną i córką do jakiego operetkowego reality-show. Goscia, który jest nadetym bufonem obiecujacym Polakom gruszki na wierzbie; nawet bez pokrycia w ilości wierzb. W dniu 10 maja 2015 r. będziemy wybierać prezydenta RP czyli pierwszego obywatela Polski. Tu potrzeba wielekroc więcej cech i umiejetnosci niż prezentuje pan Duda. Bronisław Komorowski ma juz za sobą 5 lat urzedowania. Idealny nie jest, ale jego osoba na tym urzędzie gwarantuje Polakom spokój, stabilność, bezpieczeństwo a przede wszystkim odpowiedzialność, czego o panu Dudzie nie wiemy. I dlatego wybór jest oczywisty, choc niełatwy.
Zakres władzy Prezydenta RP jest odwrotnie proporcjonalny do jego społecznego mandatu. Bardzo silna pozycja w wyniku wyborów bezpośrednich i bardzo ograniczone kompetencje. Czy w związku z tym możemy sobie pozwolić na Dudów, Ogórków, Jarubasów czy Korwinów-Mikke na tym urzędzie? Zupełnie nie, bowiem kilka kompetencji Prezydenta ma charakter kluczowy – powoływanie premiera i ministrów, rozwiązywanie sejmu oraz przewodzenie obronności kraju. Zgadzam się z Panem Redaktorem, że wystawianie w kampanii wyborczej ludzi o mizernych doświadczeniach politycznych, oraz bez zaplecza politycznego jest nieporozumieniem. To są rzeczywiście ludzie, którzy są nikim w kategoriach pozycji politycznej. Mimo tego poparcie, które dla nich organizuje sztab w ich partiach i w elektoratach tych partii bywa imponujące. Najlepszym przykładem jest Andrzej Duda. Dochodzi już do 27% poparcia a niektórzy przewidują, że może wygrać w drugiej turze wyborów. W dużym stopniu winien jest temu sam Bronisław KOmorowski, który otoczył się przyjaciółmi, niekoniecznie kompetentnymi a wśród nich nikt nie jest prorokiem i Prezydent RP popełnia gafę za gafa i błąd za błędem. Jeśli się cała ta ekipa nie ocknie to będzie bieda.
Z drugiej strony nie bardzo mogę sobie wyobrazić prezydenturę Andrzeja Dudy. Nie tylko dlatego, że w tysiącletniej Polsce nazwisko pierwszego obywatela RP pt. Duda byłoby groteskowym obciachem. Przede mwszystkim dlatego, że realizacja skądinąd idiotycznych i nieprzemyślanych obietnic wyborczych skończyłaby się wieloletnią awanturą. Myślę, że jakkolwiek prezydentura Lecha KAczyńskiego była fatalna, to Duda pokazałby coś znacznie gorszego i gorszącego – permanentny konflikt z rządem paraliżujący wykonywanie władzy i prowadzący wprost do konieczności impeachmentu. Bzdury, które wygaduje i czcze obietnice sytuują go gdzieś w okolicy Stana Tymińskiego czy nawet Leppera. Jego pozornie porządne wykształcenie, wodolejstwo, ogłada i swada oratorska czyni a z niego niebezpiecznego demagoga. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie i Duda skończy tam gdzie jego miejsce polityczne – w pracy od podstaw. Jeśli mimo wszytko o tym piszę, to dlatego że obserwuję zaskakująca inercję otoczenia B. Komorowskiego a także pasywność jego samego prowadzacą wprost do porażki wyborczej. Sam wiem, jak trudno się zmobilizować po 60-tce do kopania się z koniem, ale nie ma innego wyjścia. Panie Prezydencie, tego konia co się nazywa Duda trzeba naprawdę pokonać! Nie przez takie płoty….
„Pyzaty” wybiera ładniejsze żyrandole, do czego, jak twierdził Donald Tusk, sprowadza się urząd Prezydenta RP (co oczywiście nie jest żadnym deprecjonowaniem tego urzędu).
Pan Duda zaczął kampanię od tego, że palnął bzdurę o wysyłaniu polskikego wojska na Ukrainę, później bezczelnie kłamał, że wcale nie mówił tego co mówił i bredził o „języku dyplomatycznym”, o którym wie tyle co krowa o Everescie, a na koniec z właściwym PiS-owi chamstwem groził pani prtemier procesem za to, ze powiedizała prawdę. Dla mnie wystarczy. A pomysł kontynuacji „dzieła” najgorszego, komletnie niekompetentnego przydenta Lecah Kaczyńskiego jest wystarczającymn powodem by na tego pana nie głosować.