Tekst dedykowany p. Hannie Chmielewskiej
2015-06-21.
Jeśli tytuł kojarzy się z popularnym niegdyś tygodnikiem zdobywanym drogą skorumpowania sprzedawcy w kiosku „Ruchu” to wyjaśniam, że jest to wyłącznie przypadkowa zbieżność. Nie będę pisał o PRL–owskiej prasie, ale dokładnie o tym, o czym zawiadamia tytuł, czyli o kobiecie. I życiu.
Natura sprawiła człowiekowi wielką niespodziankę i choć logika rozwoju życia na ziemi czyni ją mniej „niespodzianą”, to odnieść się musimy do zdolności poznawczych człowieka pierwotnego i wówczas zrozumiemy, jak wielką zagadką była kobieta dla swojego ówczesnego partnera.
To kobieta dawała grupie nowych członków, instynkt wskazywał, że to jedyna droga do przetrwania zwanego dziś zdolnością przedłużenia gatunku.
Antropolodzy na podstawie badań dawno doszli do wniosku, że człowiek pierwotny nie uświadamiał sobie zależności między stosunkiem płciowym, a narodzinami nowego człowieka. Nie każcie mi tego tłumaczyć, bo sam w to ledwo wierzę, za to wszystko co działo się ze świadomością człowieka, a co możemy stwierdzić poprzez badania historyczne wskazuje, że antropolodzy się nie mylą.
To co możemy zbadać, a co dotyczy świadomości ludzkiej tamtych czasów, zawiera się w pierwotnych religiach. To religie tłumaczyły otaczający człowieka świat, odpowiadały na nurtujące go pytania, dawały rozwiązania problemów.
Dawały spokój ludzkiemu umysłowi tak potrzebny do codziennej egzystencji. Osłaniały go od strachu przed nieznanym. To była podstawa relacji człowiek – religia. Wszystko inne przyszło dopiero potem.
Religie rzadko obywają się bez bóstw. Nasz krąg kulturowy wywodzi się wprost z obszaru szeroko pojętej Mezopotamii, gdzie rodziły się pojęcia tworzące później kulturę grecką, rzymską i in. Na terenie Mezopotamii, szczególnie jej północnych rejonów narodziły się najstarsze znane nam systemy religijne. I najstarsze bóstwa.
Tu dochodzimy do tej „seksualnej nieświadomości” pierwotnych. Gdyby zależność między aktem płciowym, a narodzinami była dla nich zrozumiała, kobieta przestała by być tajemnicą. Gdyby nie była tajemnicą, nie ustawiono by jej tak wysoko w hierarchii ówczesnych społeczeństw. Wszystko wskazuje, że była „dobrem chronionym” jako decydująca o przetrwaniu grupy. To ona była najcenniejszym łupem w czasie międzyplemiennych wojen, który to odruch został ludziom aż do naszych czasów.
I to ona była najstarszym na świecie bóstwem. W świetle powyższego nie budzi to zdumienia. To oczywiste. Dawała życie, stwarzała nową cząstkę świata, była depozytariuszem odwiecznej tajemnicy, której jej partner nie potrafił pojąć. „Musiała” być bóstwem.
Co ciekawe – tzw. intuicje religijne jednocześnie z kultem płodności praktykowały kult zmarłych – świadomie bądź nie dając wyraz zaciekawienia dwiema stronami tajemnicy życia. Nie wyklucza się, że te dwa kulty razem stworzyły dopiero religię o charakterze eschatologicznym.
Pierwsze bóstwo zwano umownie Wielką Boginią Matką, co wyjaśnia wszystko co powiedziałem uprzednio. Ślady archeologiczne wskazują, że przez ponad 10 tys. lat kult Bogini Matki zapoczątkowany w północnym Iraku emanował na bliższe i dalsze obszary obrastając mitologią, przydając nowych imion w nowych językach nowych ludów. Powodował też liczne nieporozumienia wśród współczesnych antropologów odgadujących w nim przejawy matriarchatu, co nie znajduje żadnego ani uzasadnienia, ani materiału dowodowego natury archeologicznej.
To Wielka Bogini Matka , przyjmując lokalne imiona Inany, Ishtar, Ashtarte, Ateny czy Artemidy zadomowiła się w większości religii, przed czym nie uchroniło się nawet chrześcijaństwo niejako wbrew swym założeniom ideowym wynoszące na ołtarze Miriam, matkę Jezusa.
Miriam mieści się jak najbardziej w tej logice. Matka tego, który dał „nowy świat” jest tą samą sumeryjską Tiamat, z której ciała powstała nasza ziemia.
Bo wg najstarszych przekazów świat stworzyła właśnie bogini, nie bóg.
Już choćby na tej podstawie możemy stwierdzić, że najstarsze religie powstawały w oparciu o obserwacje natury, były dosłownym przeniesieniem zjawisk przyrodniczych na grunt pojęć abstrakcyjnych.
Początkowo nie widać w nich odniesień do żadnych stosunków społecznych. To przyszło dopiero później, w dobie rywalizacji między ludnością osiadłą a koczowniczą.
Odniesienie do kultu płodności było też prawdopodobnie źródłem zjawiska napawającego zgrozą i wstrętem późniejszych chrześcijan nie rozumiejących jego genezy – prostytucji świątynnej. A niewykluczone, że i przyczyną ich zbudowanego na zasadzie przeciwieństwa zjawiska seksualnej fobii, z którą borykamy się także dziś, po kilku tysiącach lat, a która współczesnym wydaje się tak „nienaturalna”. Bo w gruncie rzeczy taką jest – anachronizmem, który przetrwał i nie mając już dziś podstaw do istnienia gorączkowo szuka nowej pożywki, by uzasadnić swoją obecność.
W miarę wzbogacania się życia społecznego i jego aspektów zaczęły się tworzyć najpierw odmiany tej samej bogini, a później nowe bóstwa, będące wszelako wciąż emanacją tej pierwszej, największej.
I tak najpierw Wielka Bogini Matka mająca wśród swoich prerogatyw płodność, narodziny, wyżywienie i uzdrawianie oddała je „wyspecjalizowanym” boginiom.
Płodność Inanie, narodziny Mamie, wyżywienie Asznan, a uzdrawianie Guli.
Potem ten proces coraz bardziej przyspieszał wytwarzając ostatecznie liczbę bogiń, której chyba nigdy nie poznamy.
Wśród odnalezionych tabliczek mamy natomiast takie, które wskazują na silny kult bogiń nawet w późniejszych okresach, gdy ludy koczownicze narzuciły swoje widzenie świata, w tym wyższość bóstw męskich.
Słynny władca Lagasz – Gudea udał się do świątyni Baby po objaśnienie snu. Tekst modlitwy jest zaskakujący. Król zwraca się do Baby per „ojcze i matko”.
Mówi: „… Ty decydujesz o wszystkim, Twoje słowo z radością przyjmie król…”
Bogini Asznan, zwana też Eziną, przedstawiana jako dziewczyna z kłosem zboża we włosach, trafiła nawet jako Panna do znaków Zodiaku. A jest o tyle istotną boginią, że archeolodzy z coraz większą pewnością twierdzą, iż wynalazek rolnictwa, które zmieniło nasz świat, był dziełem kobiet.
Kolejny etap to obecność bóstw żeńskich we wszystkich dziedzinach życia, ale i dziedzin nie dotyczących bezpośrednio bytowania, takich jak kosmogonia. Pojawiają się liczną grupą wśród bóstw astralnych, a także wśród pojęć mitologicznych. Boginią świata podziemnego, do którego trafia się po śmierci jest wszak Ereszkigal – rodzona siostra bogini płodności Inany.
Pomimo niezwykłej rozbudowy panteonu bóstw, logika z najstarszego okresu została zachowana. To właśnie Inana jako jedyna potrafiła wejść do świata podziemi i z niego powrócić (co później pojawiło się w mitach greckich, ale już w wydaniu męskim).
Jej akadyjskie wcielenie – Ishtar to już bogini płodności, sprawiedliwości, wojny, miłości fizycznej, narodzin, tkactwa, żywności, ale i bóstwo astralne – planeta Wenus.
Sporządzony swego czasu przeze mnie katalog bóstw żeńskich Mezopotamii liczy ponad 120 imion. Tylko 120, ponieważ tyle tylko dało się bez wątpliwości powiązać z przysługującymi im prerogatywami.
Najciekawsze jest to, że przeglądając go widzę, jak wiele z nich przetrwało upadek Babilonu, powstanie chrześcijaństwa i weszło do obiegu pojęć obecnych w umysłach całkiem współczesnych ludzi.
W Mezopotamii mieliśmy np. boginię Lilitu. Kiedy czyta się o niej jako o pustynnym demonie porywającym dzieci w pełnym słońcu, trudno aby nie przyszły na myśl czysto słowiańskie „południce” porywające żniwiarzy z pola, którzy nie schronili się przed południowym żarem (i nie odmawiali modlitwy na Anioł Pański). Była i agresywna wobec mężczyzn bogini Ardat – Lili mająca dokładnie te same upodobania co słowiańskie upiory i tak jak one posiadająca podwójny rząd zębów. A czy nie przypominają wam mezopotamskich, wąsko wyspecjalizowanych bóstw chrześcijańscy święci od bólu zębów, żołądka, czy rzeczy zagubionych? Itd., itd.
Z czasem obecność bóstw żeńskich w panteonie mezopotamskim maleje procentowo. W Sumeryjskim było ich 60%, w akadyjskim już niewiele – tylko 7,5%, ale w babilońskim już rośnie – 11,7%, a w asyryjskim, błędnie kojarzonym jako panteon świata wojowniczych mężczyzn – 13.3%.
Jest to najstarszy przykład zjawiska, z którym historia ma często do czynienia. Przychodzą nowe ludy, podbijają miejscowych, ale nigdy nie udaje im się całkowicie wyeliminować miejscowej kultury i sposobu myślenia. To najeźdźcy się zmieniają. Tak było z Bułgarami, którzy podbili słowiańską ludność, tak może być i z islamską imigracja, której tak dziś boi się Europa.
Jeden z mezopotamskich mitów mówi o tym, jak zadano bogini Inanie pytanie za kogo chce wyjść – rolnika czy pasterza? Pasterz symbolizował napływową ludność, rolnik miejscowych.
Ta scena jest ważna bez względu na odpowiedź Inany. Pokazuje, że ONA miała wybór. ON – nie. Czy był pasterzem, czy rolnikiem, musiał ubiegać się o jej względy. To ona decydując się na jednego z nich decydowała w tym samym momencie o kształcie świata, o drodze, którą pójdzie jego historia.
Ale – tylko wówczas, gdy dokonała wyboru. Odrzucając obu nie zdziałałaby nic.
Polecam tę uwagę współczesnym feministkom. Nie ze złośliwości, wręcz przeciwnie – jako przykład, że coś już w historii się działo, że nie zaczęła się ona wczoraj.
I że w gruncie rzeczy wciąż jesteśmy tacy sami.
Jerzy Łukaszewski


„A niewykluczone, że i przyczyną ich zbudowanego na zasadzie przeciwieństwa zjawiska seksualnej fobii, z którą borykamy się także dziś, po kilku tysiącach lat, a która współczesnym wydaje się tak „nienaturalna”. Bo w gruncie rzeczy taką jest – anachronizmem, który przetrwał i nie mając już dziś podstaw do istnienia gorączkowo szuka nowej pożywki, by uzasadnić swoją obecność.”
Szanowny Panie Jerzy, zaprezentowana przez Pana wiedza, na poziomie pogańskiego szamana, uzmysławia stopień odmóżdżenia „elyt” pod sztandarami „liberalnego postępu” który w gruncie rzeczy jest marksistowskim kołtuństwem. Św. Paweł „po kilku tysiącach lat” brzmi bardziej współcześnie niż Pan:
„2 Ze względu jednak na niebezpieczeństwo rozpusty niech każdy ma swoją żonę, a każda swojego męża. 3 Mąż niech oddaje powinność żonie, podobnie też żona mężowi. 4 Żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona. 5 Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie; potem znów wróćcie do siebie, aby – wskutek niewstrzemięźliwości waszej – nie kusił was szatan.”
1 Kor 7, 2 – 5
Szanowny panie Aleksy. Pomijając pańskie chamstwo, które jak rozumiem jest nie do opanowania (polecam dobrego psychiatrę), zapomniał pan o drobiazgu. Saul tego nie wymyślił. Ktoś mu to przekazał. A teraz proszę się zastanowić: kto i dlaczego?
Podpowiem: ten ktoś był starszy od niego ze 2 tysiące lat.
Szanowny Panie Jerzy, czy to ważne „kto pierwszy cel wyznaczył ?”, ważne że obowiązuje od początków chrześcijaństwa. Złapałem Pana „za rękę, na gorącym uczynku” a Pan bełkocze o chamstwie, chamstwem jest wprowadzanie w błąd czytelników. Za sfałszowanie weksla Wit Stwosz został napiętnowany rozgrzanym do czerwoności żelazem na policzkach i skroni.
Panu przydałoby się nieco lodu, ale i tak pan nie skorzysta.
A gdzie ja napisałem, że nie obowiązywało? Napisałem, że źródło tej seksofobii jest wzięte z kontrowersji stylów życia ludów mezopotamskich, a przyniesione do Izraela po powrocie z II niewoli (przez tych co wrócili, bo nie wszyscy chcieli być „wyzwoleni”). Chrześcijaństwo to tylko kolejny etap, który to „twórczo” rozwinął pomimo ustania przyczyn. Stąd w chrześcijaństwie tak wiele niezborności, z którymi teolodzy nie radzą sobie po dziś dzień. To oczywiste.
Tyle, że to samo można powiedzieć bez wyzwisk. No, ale to trzeba umieć. Nie wszystkim to dane.
acha..
Ludzie dzielą się na tych którzy dają wiarę starym bajkom i na tych co wiedzą, że to są bajki, podkreślam słowo wiedzą!
Ta druga grupa panie Jerzy, to koszmar dla pierwszej.
Bajki jak to bajki, mają za cel zabawić, postraszyć, natchnąć wiarą że jakoś tam będzie itp.
Zadaniem bajek jest edukacja młodego pokolenia, przygotowanie na bezlitosność otaczającego nas świata. Dobry bajarz to nauczyciel, moralista, człowiek obdarzony talentem kontaktu ze słuchaczami. Dobrego bajarza zawsze się chętnie słucha, bez względu na wiek.
Bajarz to funkcja społeczna ale dużo lepiej brzmi dla niego określenie kapłan, który robi to samo co bajarz ale już można się na niego powoływać bo ma prywatne kontakty z bóstwem i wiadomo że jest niekłamanym autorytetem bo przemawia w imieniu swoim popartym autorytetem bajek które zostały zapisane i nazwano je przypowieściami, historią, faktami, Księgami itd.
Panie Jerzy, swego czasu żył historyk, spec od religii.
Był to Bogdan Motyl, niestety jego artykuły są pochowane w sieci i stają się trudno dostępne. Walczył z bajarzami jak to historyk, problem w tym, że miłośników bajek jest dużo i bronią swoich bajek zawzięcie jak mało kto. W skrajnych przypadkach gotowi są przygotować maluśki stosik.. oczywiście w imię ulubionych bajek.
Jako dziecko przepadałem za Grimmami, ale chodzenie po wodzie czy rozmnażanie jedzenia to było coś. Nie jakiś tam zaczarowany stoliczek.. albo latanie na miotle, albo latanie w stęporze.
Albo rozsuwanie wody aby suchą nogą po ubitym dukcie przejść można było prze rzeką lub morze. Najbardziej cieszą mnie „naukowe” dowody że jest to możliwe.
Kochałem i dalej kocham bajki, miałem ich niezłą biblioteczkę ale pasja niestety minęła..
„To najeźdźcy się zmieniają. Tak może być i z islamską imigracja, której tak dziś boi się Europa.”
Nie zawsze tak było czego przykładem może być historia Brytanii. Wyspa zamieszkana przez Brytów została na początku ery podbita przez Rzymian. Imperium traktowało to jako kolonię przez prawie pół milenium i w tym czasie poziom piśmiennictwa oceniany był na bardzo wysoki – w każdym bądź razie takiego poziomu Brytania nie osiągnęła przez prawie kolejne tysiąc lat.
Po Rzymianach, około 500 roku naszej ery, przybyli Anglowie, Sasi i Jutowie. Po tej inwazji z Rzymu pozostał jedynie ślad archeologiczny bowiem historia ma tutaj niewiele do powiedzenia. Zniknęło prawo rzymskie, poczucie bezpieczeństwa, a cały dorobek jaki cywilizacja rzymska przywiozła ze sobą na wyspę został zamieniony w gruz. Plemiona germańskie przez wiele setek lat żyły w strukturze plemiennej. Plemiona germańskie opierały podział swojego terytorium na strukturze rodzinnej tak, że przykładowo najmniejszy region składał się z dziesięciu głów rodzin (tythings), a przykładowo sto rodzin to już były tak zwane (hundreds), a to też miało swoje odzwierciedlenie w prawodawstwie. Zmienił ich dopiero Kościół i najazdy Normanów, którzy wprowadzili pojecie hierarchii oraz indywidualne spojrzenie na problem wypierając spojrzenie plemienne czy rodzinne. Już nie plemię było odpowiedzialne za ewentualny występek jednego człowieka, a właśnie ten człowiek.
Generalnie, zawsze ślad przeszłości pozostaje jednakże jeżeli zmienia się postrzeganie sprawiedliwości (prawa), zmienia się religia (czy moralność, obyczaj) i pozostawia jedynie gruz za sobą to trudno mówić o asymilacji, a to właśnie zrobili Anglo Sasi z cywilizacją rzymską w starożytnej Brytanii.
Akurat cywilizacja islamska różni się zasadniczo od naszej i się tutaj z nimi nie dogadamy. Z takiego spięcia musi być wojna bowiem to jest konflikt cywilizacyjny, a nie coś co można by było rozwiązać dialogiem idąc drogą kompromisów. Europa ma czego się obawiać i niesłusznie postępują ci, którzy to zjawisko bagatelizują.
„Ta scena jest ważna bez względu na odpowiedź Inany. Pokazuje, że ONA miała wybór. ON – nie. Polecam tę uwagę współczesnym feministkom. Nie ze złośliwości, wręcz przeciwnie – jako przykład, że coś już w historii się działo, że nie zaczęła się ona wczoraj.”
A z feminizmem to mamy inny problem dzisiaj. Kobiety przede wszystkim wyzwolił kapitalizm, a nie ideologia ta czy inna. Rynek potrzebował kobiecych rąk do pracy bo zrozumiano, że takie marnotrawstwo tylko utrudni mnożenie kapitału. Niestety ideologia żyje własnym życiem i zapomina się, że kobiety weszły na rynek nie dzięki jakimś tam bohaterkom wynajdywanym przez feministki, a właśnie dlatego że była potrzebna większa siła robocza na rynku. Natomiast fakt, że ludzie przyzwyczajeni do starego potrzebowali wytłumaczenia dlaczego idzie nowe i należy się z tym pogodzić to już inna sprawa. Ideologia i gospodarka niby często kroczą razem, ale jednak na różnych poziomach. Innymi słowy ideologia feminizmu straciła swoje paliwo i zapotrzebowanie. Dzisiaj jest raczej pewnym społecznym wynaturzeniem aniżeli głosem jakiejś nowej zmiany, tak jak to miało miejsce na przełomie XIX i XX wieku.
Natomiast rzeczywiście jesteśmy w tym samym miejscu bo ogół jak nie rozumiał procesów dziejowych i historii, tak i nie rozumie tego do dnia dzisiejszego.
@Magog też mam całą półkę z bajkami i legendami, a jeśli im się przyjrzeć, to wiele z nich powstawało na podobnej bazie i z podobnych powodów.
Te najstarsze zinterpretować czasem trudno, bo za mało znamy warunki życia ludów wśród których powstały.
Powstanie kasty kapłańskiej to temat ciekawy sam w sobie. Może go kiedyś wezmę na warsztat.
@Brentano to wszystko prawda, ale proszę zwrócić uwagę na to w jakim czasie (i etapie rozwoju cesarstwa) do Brytanii przybyli Jutowie, Sasi i Anglowie. Normanowie tak jak rozpłynęli się w północnej Francji, tak wsiąkli w Brytanię.
A po rzymianach został język (ok.50% słów angielskich ma rdzeń łaciński) i toponimy. Nasza pisownia i wymowa nazwy stolicy angielskiej jest najbardziej zbliżona do oryginału. Bardziej, niż ich własna 🙂
Ma pan rację o tyle, że szczegółowo każdy przypadek można by rozpatrywać osobno i ustalać stopień zachowania pierwotnych wzorców.
U Żydów było podobnie. To był lud koczowniczy w dużej części, który nasiąkł zwyczajami i ideami ludów osiadłych i w końcu sam ze sobą miał problem. Chrześcijaństwo to tylko dalsza część tego ideowego zamieszania.
Gdyby dziś Abraham spotkał Mojżesza – nie dogadaliby się.
@Brentano jeszcze jedno. Kobiety „wyzwolił kapitalizm, ale dopiero w okresie rewolucji przemysłowej w Europie. Bywały „wolne” i wcześniej, tylko panie feministki się nie uczą. I to tematu, który je ponoć tak bardzo obchodzi. Pisałem już o tym parę razy. Gdyby się uczyły wiedziałyby, że sztuczne konstrukcje społeczne jak parytety nie są sukcesem, bo koniec końców prowadzą do wynaturzenia i śmieszności samą ideę. Trwałe zdobycze to te, które same wynikają z aktualnych stosunków społecznych i są z nimi związane.
Z przyjemnością przeczytałem ten tekst. To dziedzina na której kompletnie się nie znam. Od kiedy parę lat temu przeczytałem książkę „Potęga mitu: rozmowy Billa Moyersa z Josephem Campbellem” tematyka wydała mi się interesująca w kontekście moich innych zainteresowań. Czytywałem i czytuję trochę prac popularyzujących wiedzę z zakresu kosmologii, astrofizyki, fizyki cząstek elementarnych, itp. Zdumiewające a zarazem zaskakujące odkrycie jakiego dokonałem podczas lektury wywiadu-rzeki z Campbellem to zbieżność wielu mitów z odkryciami naukowymi w dziedzinach wyżej wymienionych. Od tej pory z różnym skutkiem staram się poznać ewentualne zbieżności obydwu, tak odległych od siebie światów.
@slawek ja zacząłem od biblijnych opisów (bo są dwa) stworzenia świata i trafnie ujętej tam kolejności pojawiania się form życia na ziemi.
Potem przyszły kosmogonie i teogonie mezopotamskie. Niełatwo wyjaśnić zbieżności, o których pan mówi tym bardziej, że niemal w żadnym przypadku nie mamy do czynienia z wersją pierwotną, a jedynie z kolejnymi redakcjami.
@ j.Luk właśnie „Niełatwo wyjaśnić zbieżności…”. Zaskakujące odkrycie zbieżności to bardziej moje przeczucia, intuicje czy domysły. Ale dreszczyk emocji (poznawczych) daje o sobie znać.
@slawek mnie zaskakiwało i to nieraz, że od samego początku stawiane było pytanie nie tylko o to, jak powstał wszechświat, ale i dlaczego. Mniejsza o szczegóły, ale fakt postawienia tego pytania sporo mówi o człowieku i jego potrzebach intelektualnych. I to 4 – 5 tys. lat temu.
@ j.Luk – ciekawe jest to, że fizycy buntują się przed takim postawieniem sprawy. Wolą szukać odpowiedzi na pytanie „jak” sądząc, że po rozpoznaniu w „jak” zawarta będzie odpowiedź „dlaczego”. Jednocześnie wielu z nich, także zdeklarowanych ateistów, przyznaje że badanie początku (wielkiego wybuchu) ociera się o rozpoznawanie jak to oni zwykle nazywają „boga stworzenia”. Z tego co pamiętam jedynie Stephen Hawking upiera się, że do wyjaśnienia prapoczątku nie jest nam potrzebna kategoria boga.
To, że kilka tysięcy lat temu ludzie szukali (Chińczycy pewnie jeszcze dawniej) wyjaśnienia kwestii fundamentalnych – dlaczego i jak – doprowadziło nas dzisiaj do stanu obecnego. Jednakże kiedy w letnie wieczory patrzę w gwiazdy mam przeczucie, że olbrzymi dorobek człowieka w badaniu kosmosu jest kroplą w morzu wiedzy. Zdaje się, że nasza świadomość kosmosu jest niewiele większa od świadomości żaby siedzącej w stawie i deliberującej nad istotą otoczenia tego stawu. Mimo takiej świadomości rozważania te są pasjonujące. I to jest chyba wyjaśnienie dlaczego człowiek od zarania dziejów próbował rozpoznać rzeczy tak abstrakcyjne.
@slawek a to już jest kwestia tego, że nauka ma swoje ograniczenia i każda próba wyjścia poza nie owocuje utratą powagi. Nauka nigdy nie da odpowiedzi na wszystkie pytania nurtujące człowieka i należałoby się z tym pogodzić. Niestety, nie wszyscy potrafią.
W czasach pierwotnych był też matriarchat! Kobieta była głową rodziny, a mężczyzna był zbywalny na wojny i inne tego typu zabawy. Nie było więc problemu z ustanowieniem bostwa żeńskiego. Do czasów współczesnych matriarchat przetrwał na niektórych wyspach Polinezji.
.
Biblię napisali mężczyźni, więc nie może być obiektywnym źrodłem historycznym. A patriarchat pojawił się wraz z dorobkiem materialnym człowieka i jest skutkiem męskiej zawiści, aby zgromadzone dobra nie dostały się w ręce potomka „z nieprawego łoża”.
.
Co do kojarzenia aktu płciowego z urodzeniem dziecka, to jak pierwotni radzili sobie z rozwojem, hodowlą i doskonaleniem ras zwierzęcych? 😀