03.04.2026
Na Placu Zamkowym powiewała flaga. Biało-czerwona, spokojna, trochę zmęczona historią, trochę przyzwyczajona do tego, że co pokolenie ktoś próbuje ją sobie przypiąć do klapy jak order za własne wyobrażenia. Pod flagą stał człowiek, który postanowił, że nie będzie tylko prezydentem. Będzie kontynuacją historii. Najlepiej tej najładniejszej, najbardziej pomnikowej, najlepiej tej z 1791 roku.
I tak oto Karol Nawrocki – człowiek, który mówi jak megafon ustawiony na maksymalną głośność i zero treści – ogłosił, że jest duchowym spadkobiercą twórców Konstytucji 3 Maja.
Nie wiem, czy Stanisław August przewrócił się w grobie. Podejrzewam, że raczej usiadł, zapalił świecę i zapytał: „To jest żart, prawda?”. Trzeba mieć naprawdę szczególny rodzaj odwagi – albo szczególny brak wstydu – żeby stanąć na tle tej historii i powiedzieć: „teraz ja”.
Nawrocki nie mówi. Nawrocki grzmi. Każde zdanie brzmi jakby było napisane caps lockiem i wygłoszone przez głośnik z wiecu, na którym mikrofon już dawno przestał wytrzymywać. Mówi o „autokorekcie państwa”, o „fundamentach”, o „narodzie”, o „odwadze”, jakby słowa były kartoflami, które można wrzucać na wagę bez sprawdzania jakości.
I w pewnym momencie ogłasza: nowa konstytucja. Konstytucja nowej generacji. Rok 2030. Brzmi jak premiera telefonu. Tylko że to nie jest telefon. To jest państwo.
I teraz najpiękniejsze: rada, która ma tę konstytucję stworzyć.
Ach, ta rada. Ten zespół marzeń. Ten Avengers polskiej myśli konstytucyjnej – tylko zamiast ratować świat, oni raczej testowali, jak bardzo można go nagiąć, zanim zacznie pękać.
Julia Przyłębska – kobieta, która przez lata zarządzała Trybunałem Konstytucyjnym w sposób tak kreatywny, że konstytucja zaczęła przypominać plastelinę w rękach przedszkolaka. Ryszard Legutko – filozof, który demokrację traktuje jak nieudany eksperyment, który należałoby poprawić młotkiem. Marek Jurek – wieczny strażnik moralności, który najchętniej zamknąłby rzeczywistość w gablocie i podpisał „nie dotykać”. Józef Zych – polityczny długowieczny organizm, który pamięta czasy, gdy konstytucja była jeszcze na papierze milimetrowym. Barbara Piwnik – powrót do przeszłości w wersji instytucjonalnej. Ryszard Piotrowski – jedyny, który wygląda jak ktoś, kto naprawdę czytał konstytucję, co w tym towarzystwie czyni go egzotyką.
Krótko mówiąc: rada do spraw nowej konstytucji złożona z ludzi, którzy przez lata obserwowali, jak stara jest rozmontowywana – i nie mieli z tym większego problemu.
Jedno zdanie, które aż się prosiło o zapis w protokole: jeśli to są strażnicy konstytucji, to pożar jest gwarantowany.
Nawrocki mówi o „jedności”, a jego głos brzmi jak młotek uderzający w stół. Mówi o „fundamentach”, a sam zachowuje się jak ktoś, kto właśnie próbuje je wykopać, żeby sprawdzić, co jest pod spodem. Mówi o „narodzie”, jakby naród był widownią, która przyszła na jego występ.
I tu dochodzimy do sceny, która powinna zostać zapisana w podręcznikach groteski. Wyobraźmy sobie Nawrockiego wieczorem. Sam. Przed lustrem. Garnitur lekko rozpięty, głos jeszcze drży po przemówieniu. I on mówi – dalej mówi – tylko teraz do swojego odbicia.
„Polska potrzebuje odwagi” – mówi do lustra. „Polska potrzebuje mnie” – odpowiada lustro. I tak stoją naprzeciw siebie. Dwaj mężowie stanu. Jeden prawdziwy, drugi jeszcze bardziej przekonany. To nie jest polityka. To jest monolog, który zapomniał, że istnieje publiczność.
Bo problem Nawrockiego nie polega na tym, że chce zmieniać konstytucję. Problem polega na tym, że traktuje konstytucję jak scenariusz, który można przepisać pod własną rolę. A konstytucja to nie jest scenariusz. To jest ograniczenie. Dlatego tak bardzo mu przeszkadza.
Na końcu wychodzi Tusk i mówi coś banalnego, coś oczywistego, coś niemal nudnego: że może najpierw należałoby przestrzegać tej konstytucji, którą już mamy.
I w tym momencie cały ten patos, cały ten wrzask, cała ta „nowa generacja” zaczyna wyglądać jak reklama produktu, który ma zastąpić coś, czego nigdy nie używano zgodnie z instrukcją.
Prawda jest brutalna i prosta. Nie potrzeba nowej konstytucji, żeby naprawić państwo. Wystarczy przestać je psuć, a jeśli ktoś najpierw demoluje dom, a potem ogłasza konkurs na projekt nowego – to nie jest architektem.
Jest podpalaczem z ambicjami.
Krzysztof Bielejewski

Paradoks polega na tym że bez przestrzegania obecnej Konstytucji nikt nie będzie miał doświadczenia z jej niedoskonałymi zapisami i nie będzie wiadomo co zmienić a co zostawić.
Ostatnia próba egzekucji praw w Polsce skończyła się klęską kiedy Zygmunt August dal się przekupić obietnicami magnatów i porzucił Ruch Egzekucyjny.
3 Maja było Święto nadziei której nawet nie próbowano wprowadzić w życie bo Katarzyna miała inne zdanie i do tego poparcie „obozu patriotycznego”…
Pozytywne myślenie i planowanie wymaga pozytywnych emocji a tego krzykiem się nie osiągnie, ale krzykiem można promować rytuał, bezmyślne posłuszeństwo, strach przed wykluczeniem i nadzieję na ochłapy z „pańskiego stołu”.
Krzyk słychać z daleka, myślenie rozpływa się w echu ciszy…