04.05.2026
W ostatnim czasie zwraca uwagę szczególna aktywność ośrodka prezydenckiego w tej kwestii. Wskazują na to powołanie rady dla nowej konstytucji przez Karola Nawrockiego oraz inicjatywa społecznego ruchu na rzecz ustrojowego referendum byłego ministra Andrzeja Dudy, Marcina Mastalerka. Wprawdzie towarzyszące temu deklaracje nie przesądzają, który system: parlamentarny czy prezydencki byłby lepszy, jednak nie ma wątpliwości, jakie preferencje ma prawica i z jakich czerpie inspiracji.
Punktem wyjścia całej operacji jest niedrożność obecnego systemu zawartego w konstytucji z 1997 roku, powodowana naginaniem konstytucji na potrzeby partyjnej polityki przez kolejnych prezydentów zjednoczonej prawicy i wynikający z tego postulat „modernizacji” obecnej konstytucji.
Nie trudno sobie wyobrazić na czym miałoby polegać to unowocześnienie w czasach naznaczonych ofensywą autorytarnych tendencji. Chodzi zatem o system prezydencki i pozbycie się ograniczeń wynikających z podziału władzy wykonawczej między rządem i prezydentem w obowiązującej konstytucji.
Nie ma prostej odpowiedzi na pytanie, jaki ustrój polityczny jest lepszy, bowiem istota sprawy uzależniona jest od spójności i kultury politycznej społeczeństwa i polityków, a także ich zdolności do kompromisu w imię interesów wspólnoty, a nie partyjnych i prywatnych korzyści.
Nie trudno znaleźć negatywne przykłady niszczenia demokracji i ustrojowej degrengolady zarówno w systemie prezydenckim, jak i parlamentarnym, żeby pominąć drastyczne przykłady z przeszłości i przytoczyć naoczną degresję amerykańskiej demokracji za prezydentury Donalda Trumpa, czy jej upadek na Węgrzech pod rządami Viktora Orbana. Nie decyduje zatem taki, czy inny system, lecz polityczna wola trzymania się zasad i wartości, a nie prymatu władzy za wszelką cenę.
A co wynika z polskich tradycji? Parlamentaryzm Pierwszej Rzeczypospolitej zakażony liberum veto był źródłem anarchii, rozkładu i upadku państwa, pospołu z polityką zaborczych, ale silnych autorytarnymi rządami, sąsiadów. Po odzyskaniu niepodległości, po krótki okresie parlamentarnych rządów, słabość państwa, wynikająca także ze skłócenia politycznych stronnictw, skłoniła Piłsudskiego do zamachu i wprowadzenia rządów silnej ręki, kontynuowanych w sposób jeszcze bardziej represyjny w stosunku do opozycji przez jego obóz polityczny, aż do wrześniowej klęski. Mamy więc w ważnym, formacyjnym dla niepodległego państwa doświadczeniu, zarówno niepowodzenie parlamentaryzmu i klęskę modelu autorytarnego.
A teraz, w warunkach odzyskanej demokracji, doświadczamy paraliżu decyzyjnego, wynikającego z braku współpracy decyzyjnych ośrodków i naruszania konstytucji przez prawicę dążącą do zdobycia pełnej władzy i zaprowadzenia autorytarnych rządów. Potrzebna jest pełna mobilizacja demokratycznych sił, aby do tego nie doszło.


Pan ambasador Noworyta demaskuje zakulisowe machinacje prawicy wokół nowej konstytucji, ukazując ich jako receptę na autorytaryzm pod płaszczykiem „modernizacji”.
Aktywność Nawrockiego z radą konstytucyjną i Mastalerczka z ruchem referendalnym to jawna pogoń za systemem prezydenckim, inspirowana Trumpem i Orbánem – czyste naginanie Konstytucji 1997 dla partyjnych interesów. Prawica, niszcząc podział władzy, marzy o dyktaturze jednego człowieka, ignorując polskie lekcje z liberum veto i Piłsudskiego.
Ci mniej wykształceni fani „prawicy” – faszystów w populistycznych szatach – dają się karmić bzdurami o „niedrożności”, ulegając cynicznym manipulacjom politykierów jak Nawrocki. Brak spójności i kompromisu u nich to przepis na degrengoladę, jak na Węgrzech czy w USA – mobilizacja demokratów to jedyne wyjście.
Artykuł stanowi jednoznaczne wezwanie do obrony demokracji przed prawicowym sabotażem – brawo za jasność!