Wbrew tytułowi, nie jest to pieśń dla wszystkich. Nie powinny jej słuchać wyleniałe elity, zmurszałe pnie niegdysiejszych mędrców, okruszone czasem, nadżarte grzybem nieuchronnych zmian, z oczami przesłoniętymi mgłą wspomnień dawnej wielkości, nurzające się w samozachwycie nadętosci jakże cudnej i cała tak wielce zasłużona szpagatowa inteligencja.
Pieśń jest dla ludu prostego, który wszelkie subtelności gromadzi w górnej nasadzie dolnych kończyn, rozumuje prosto, czysto, bez siedmiu podtekstów i czternastu niuansów w tle każdego wypowiedzianego słowa.
Ludu zdrowego, który świnię nazywa świnią, a niekoniecznie zasobem mięsnym z gatunku nierogatych, kłamcę nazywa kłamcą, a nie mijającym się z prawdą, szuję zaś szują, a nie etycznie odmiennym itd.
Lud ten przy urnie wyborczej zachowa się tak, jak myśli, nie wdając się w karkołomne dywagacje na temat wpływu koloru krawata prezesa na przyrost PKB, a prędzej zada pytanie o przekładanie się rosnącej ponoć pozycji Polski na arenie (jakiejś) i ogólnego rozwoju na zasobność swojego portfela.
Nikt specjalnie nie chce o tym z nim rozmawiać zakrzykując frazesami, ale on myśli swoje.
Dopóki pozytywna reakcja na postulaty „kierownikunapywko” lub jakiejś rumuńskiej „pandy” będzie ponad jego codzienne możliwości, on nie uwierzy w to, że wraz z pensją prezesa banku rośnie dobrobyt naszej Ojczyzny.
I mogą mędrcy zchłystywać się tocząc pianę nad jego umysłową nieudolnością, on nie uwierzy. Bo on wierzy w to co widzi.
Widzi to, że Polska ma dokładać do bankrutującej Grecji, w której średnia pensja jest dwa razy większa, niż jego. No, ale wzywa się go do solidarności. On to rozumie, choć z trudem.
Wzywa się go do zaostrzenia sankcji wobec Rosji pomimo ich kosztów, a on widzi, że ci najbogatsi, którzy te koszty ponieśliby łatwiej od niego, cichcem robią z Putinem interesy i to takie, które ewidentnie biją w niego. No to pyta: innych ta solidarność nie obowiązuje?
On nie zapomniał pani reprezentującej pracodawców, która brylowała w mediach lobbując swego czasu nad obniżeniem podatków dla firm i tłumaczyła, ze zaoszczędzone pieniądze stworzą miejsca pracy i podniosą pensje. Podatki siadły, pani nie stworzyła ani jednego miejsca pracy, sytuacja na tym rynku jest trudniejsza, niż kiedykolwiek wbrew chóralnym zachwytom specjalistów żyjących w wirtualnym świecie, w którym na drzewach rosną wskaźniki, na grządkach smakowite sondaże, a kolorowe klomby roztaczają wokół niebiański zapach rosnących krzywych we wszystkich barwach tęczy.
Ciągnący swe koślawe, poprzecierane buciory lud wie, że kiedy prowadzi się z pastwiska krowy robota zakończy się dopiero, gdy ostatnia, ta najsłabsza, najwolniejsza wlezie wreszcie do obory. I widzi, jak inni cieszą się z sukcesu, gdy trafiła tam pierwsza. I nie rozumie. Oni go też.
Ale na wybory pójdą razem. On to pamięta, oni nie zawsze.
On nie daje się nabrać na „mniejszą produktywność”, którą jeszcze do niedawna mu wmawiano, bo pracując u Niemca czy Holendra widzi, że jest inaczej. Widzi, że często potrafi więcej i lepiej, niż koledzy z tej samej angielskiej fabryki, o których ze względu na polityczną poprawność powiedzieć nie może tego co myśli, bo nawet jeśli nie wspomni o kolorze skóry, a tylko o lenistwie – zostanie okrzyknięty rasistą. Ale wraca do domu już wiedząc swoje.
A w Ojczyźnie ukochanej on jeden dostrzega, że jest ona, ta jego wyśniona i ukochana, europejskim rekordzistą jeśli chodzi się o tzw. rozchodzenie produktywności i pensji.
To on dostrzega, że w Anglii czy w Niemczech kiedy pokaże swoją wartość, pracodawca zaczyna go inaczej traktować, podczas gdy dla polskiego pracodawcy zawsze jest i będzie śmieciem. Dostał wymarzoną ziemię obiecaną, ale najczęściej w wersji reymontowskiej i nie rozumie dlaczego ma za to pana pracodawcę i pana Boga (w tej kolejności) chwalić. Tłumok, zwyczajny tłumok.
Urządza co cztery lata casting na królewicza z bajki, który mu świat odmieni. Dziwi się niepomiernie, że tak tłumna jest nań reakcja i tylu chętnych do poprawienia jego doli, a przecież wystarczyłby jeden, by stało się to wyśnione.
Widzi żabę, która obiecuje, że stanie się pięknym królewiczem, wystarczy by pocałować ją w sam dziób wyborczą kartką, widzi junaka co twierdzi, że świat rozkwitnie kiedy obali się starego króla, słucha czarodzieja, który mu tłumaczy, że świat jest piękny, tylko on – ślepiec i gamoń tego nie chce dostrzec, ogania się wreszcie staremu królowi, który wprawdzie nie obiecuje mu cudów, ale przyrzeka, że mu nie obetnie ręki ani nogi. A przecież mógłby.
Rośnie w nim niechęć, poczucie obcości, gaśnie wiara w cokolwiek prócz tego co widzi w portmonetce.
Idąc swoją polną dróżką do wyborczej urny ze zdumieniem spostrzega, że nie jest sam. Idą wraz z nim ludzie, którym przynajmniej pozornie wiedzie się lepiej, niż jemu. Oni też są niezadowoleni. Nie wie do końca dlaczego, ale pyta.
No i to go właśnie odróżnia od tych, którzy sami sobie przypisawszy patent na nieomylność. On nie zgadza się na projekty ustaw przygotowanych przez ludzi zawadiaki Kukiza, ale przynajmniej je czytał, oni często nawet nie słyszeli o ich istnieniu, a mimo to wygłaszają sądy na ich temat w kółko powtarzając dawno wyświechtane komunały. Oni nie przyjmują do wiadomości świata takiego jaki jest, on nie umie wyobrazić sobie innego.
Te światy nigdy się już nie zejdą. I to nie ich świat przetrwa.
***Reszta tekstu adresowana jest do p. Ernesta Skalskiego, jednego z nielicznych ludzi zapamiętanych z dawnych czasów, do których mój szacunek nie uległ erozji.
Miło mi, że według pana wyglądam tak młodo; żałuję tylko, iż nie jest Pan jakąś ładną panienką. Byłoby jeszcze milej.
PRL pożegnałem w wieku 36 lat mając rodzinę i parę innych drobiazgów na koncie. Stażu w sprawach publicznych rzeczywiście mam niewiele, bo poza sierpniem ’80 i stanem wojennym starałem się mieć z nimi jak najmniej do czynienia nie czując się do tego powołanym.
Sądy jakie czasem głoszę na SO (nie moim – Pańskim, jestem tu tylko tolerowanym póki co gościem – Jerzy, przestań gadać głupstwa, jesteś w naszej sitwie z uszami – BM) są z oczywistych względów celowo przerysowywane, ale to tylko zabieg techniczny mający na celu pobudzenie do dyskusji, bo myślę, że nic tak nie szkodzi naszej Ojczyźnie jak grupki ludzi zasklepione w swoich myślowych pudełkach, do których nie dociera nic poza ich własnymi przekonaniami.
Stąd pomyłki, do których bez bicia się przyznaję, bo na szczęście nie osiągnąłem jeszcze stanu samouwielbienia. Tak jak w sprawie ustawy, co mi Pan słusznie wytknął.
Dla mnie jednak większą wartość ma dyskusja nad problemem, niż fakt, że moje zdanie przeważy.
Upraszam więc o pobłażliwość dla moich czasem ostrzejszych sądów.
Co do ustawiania pionków do bicia, to ja ich ustawiać nie muszę, one same się ustawiają. Do tekstu Dzień Kundelka sprowokował mnie nagły wysyp tekstów ewidentnie histerycznych, które wprawdzie nie zawierały literalnie twierdzenia o 26 października, jako dniu szczęśliwości w razie przegranej PiS, ale taki był ich wydźwięk, ich jedyna myśl. Niczego więcej w nich nie było. Stąd moja taka a nie inna reakcja.
Podtrzymuję, że PiS nie będzie w stanie popsuć państwa. Co najwyżej nieco krwi niektórym rodakom. Trzeba dużo więcej, niż woli prezesa, by wprowadzić zmiany, jakie mu się marzą.
Odwrotnie – twierdzę, że to ich łabędzi śpiew. Niemożność postawienia na swoim w sytuacji, gdy partia ta zdobyła się na największy w swej historii wysiłek składając ofiarę i z etyki i moralności i uczciwości, zabije ich.
Państwo budowane przez ostatnie dekady z mozołem i nie bez błędów, ale przynajmniej w dobrym kierunku ma swoją inercję, zbyt dużą, by dało się je zawrócić w dowolnym momencie i szybko. A czas gra i będzie grał na niekorzyść psujów.
Ale również na niekorzyść tych, którzy twierdzą, że jest już tak cudownie, że marzyć o czymś więcej byłoby nieprzyzwoitością.
Ta nowa, młoda fala idzie i to ona jest przyszłością Polski. Nie wszyscy chcą ją widzieć, niektórzy rzeczywiście nie widzą, niektórzy odrzucają z dość niskich pobudek żachnąwszy się na „brak szacunku”, jakby to on był w tym wszystkim najważniejszy.
Tak w historii było już wiele razy i jeszcze wiele razy będzie. Nie tylko w Polsce.
Te zmiany są globalne i nie pomoże zrzędzenie na ich prostactwo, czy intelektualne niedostatki.
Też mam znajomych głosujących na PiS. M.in. profesora wyższej uczelni ze sporym dorobkiem naukowym. Mam gorzej, niż Pan, bo on mi niczego tłumaczyć nie chce, wręcz przeciwnie – przy mnie udaje kogoś innego, niż jest. Dlaczego? Już nie próbuję odgadnąć. Już nie chcę.
Przestałem też wierzyć w moc słowa pisanego, nawet przez najmądrzejszych. Dziś czyta się mniej, za to stawia na efekt i emocje. Tego się uczy ludzi od najmłodszych lat i w szkole i poprzez zabawę. Temu służy współczesna kultura masowa, która zdominowała jakąkolwiek inną sama niezupełnie na miano kultury czasem zasługując. To właśnie „fenomen” Kukiza. Gość, który jak sądzę, sam nie do końca rozumie ludzi, którzy stoją za nim, ale on nie jest od wytyczania kierunku, którego nawet nie potrafi porządnie określić. To robią inni za jego krzykliwą zasłoną. A wy ich nie dostrzegacie skupiając się na jego łatwej do skrytykowania osobie. I o to im właśnie chodzi.
Jeśli słowo pisane ma docierać do kogokolwiek to nie wystarczy, by było. To ono musi znaleźć drogę do umysłów ludzkich, a nie czekać, aż te umysły jakimś cudem się na nie natkną.
Jakimś cudem, bo nie szukają go, to raczej pewne.
Wiem, że blisko wyborów najważniejsza jest matematyka. Ale właśnie dlatego prędzej wesprę Petru, niż PO, bo to taki języczek jest w stanie wymusić na niej racjonalne zachowania i dotrzymywanie zobowiązań, niż gdyby miała znów rządzić sama bądź w koalicji z PSL. Sama czując wsparcie dawnych elit intelektualnych będzie jeszcze bardziej znarowiona i bardziej nieudaczna, niż dotąd.
W tych młodych jest przyszłość i jeśli naprawdę nam zależy na czymś więcej, niż podkreślanie własnej wyższości (co niektórym weszło w krew), to musimy nauczyć się do nich trafiać, z życzliwością i dobrą radą, a nie obrzucać inwektywami, (co sam słyszałem na własne uszy, więc proszę mi nie mówić, że to nieprawda) lub jak mało rozgarnięta partia z obywatelskością w nazwie, która atakuje swych potencjalnych sojuszników traktując ich na równi z PiS.
Nie dziś to jutro męczący duopol zostanie skruszony, to więcej, niż pewne.
Co po nim? To jest prawdziwy problem naszego kraju, a nie to czy prezes wygłupi się trochę mniej czy trochę więcej.
Jeśli więc nasze elity (dziś to słowo brzmi wręcz śmiesznie) chcą się zająć czymś na serio to czas najwyższy zwrócić uwagę na tę nową falę. Za cztery lata będzie zdecydowanie za późno. Ona już sama popłynie gdzie będzie chciała.
Obecne wybory to tylko incydent po drodze. Stąd takie emocje. Nic więcej.
Jerzy Łukaszewski



Popatrz, Bracie Jurku, znaczy to wszystko celowe, a ja myślałem sobie już od roku, czytając pilnie twoje tutaj artykuły, felietony i wykłady, że Ci tylko stopniowo rośnie ekstrema. Bo mnie też denerwuje ustawicznie, ostatnio coraz bardziej, że nasze Studio Opinii, jak karetka pogotowia co nie jedzie, bo ma flaka, stoi przy krawężniku, ma na ful syrenę i miga (swoją inteligencją, oczywiście). A można było już rok temu założyć partię i w tych wyborach, zamiast bić się w chrapy, palikocić sobie w najlepsze.
Panie Jerzy, nic dodać nic ująć..
To tak jak z orkiestrą, dyrygent ma być taką osobowością aby wszyscy w orkiestrze chcieli z nim grać.
Zobaczymy w niedzielę nocą która kapela i pod czyja batutą będzie pierwsza w pochodzie.
Muszę przyznać, że jestem miło zaskoczony, że taki tekst pojawił się na SO.
Chciałem napisać komentarz już pod poprzednią notką Pana Jerzego, ale z powodów technicznych skapitulowałem.
Nie tak dawno miałem okazję uczestniczyć w spotkaniu ze Stefanem Bratkowskim i prezentacji jego najnowszej książki “Nieco inna historia Polski”. Mogę chyba napisać, że było to wydarzenie organizowane przez środowisko blisko związane ze Studiem Opinii. Nie będę w tym miejscu nawiązywał do treści samego wykładu, który był skądinąd bardzo ciekawy. Bardziej interesowała mnie inna kwestia, o którą w artykule „zahacza” pan Jerzy. Jestem z pokolenia znacznie młodszego niż większość udzielająca się w Studiu Opinii. Muszę w tym miejscu zaznaczyć, że portal jest moją codzienną lekturą i nie będzie kłamstwem jak napiszę, że pomagał mi w kształtowaniu moich poglądów (politycznych i nie tylko). Idąc na spotkanie byłem bardzo ciekaw, ile innych osób z mojej grupy wiekowej pojawi się na sali. Nie spodziewałem się cudów, ale liczba 4 (wliczając w to moją dziewczynę, którą sam wyciągnąłem na to zgromadzenie) jest nieco przerażająca. Ja wiem, że taka tematyka spotkania nie przemawia do wyobraźni przeciętnego młodego człowieka, ale moim zdaniem taki wynik to duża porażka organizatorów. Zwłaszcza, że ludzi w wieku, nazwijmy to, średnim, również można było liczyć na palcach. Większość widowni stanowiło pokolenie przemawiającego, przy czym odniosłem wrażenie, że prawie wszyscy w tym gronie byli ze sobą na „Ty”.
Na tutejszym portalu pisano:
„Spotkaniem tym rozpoczynamy cykl wykładów poświęconych historii i polityce historycznej, zgodnie z zasadą, iż “fałszywa pamięć jest mistrzynią fałszywej polityki”.
Naszym celem jest działanie na rzecz przywrócenia właściwego znaczenia etosu inteligencji i elit intelektualnych, które – zwłaszcza obecnie – są zobowiązane do wypełnienia swojej podstawowej misji, tj. udzielenia odpowiedzi na fundamentalne pytania: o nasze miejsce w Europie, o preferowane kierunki rozwoju, sprawność funkcjonowania instytucji państwa, a przede wszystkim o to, co należy uczynić, aby zapewnić warunki do tworzenia nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego.”
I tutaj wracamy do tematu, który chciałem poruszyć. Powyższy opis brzmi wzniośle i przyświeca mu słuszny cel. Pytanie brzmi, co zostało zrobione, żeby zainteresować spotkaniem osoby spoza środowiska blisko związanego ze Studiem Opinii (i nie chodzi nawet o ludzi o skrajnie odmiennych poglądach)? Na kilka dni przed spotkaniem starałem się znaleźć jakiekolwiek informacje na temat wydarzenia na stronach innych niż Studio Opinii. Niestety poszukiwania nie przyniosły rezultatu. W jaki sposób przebijać się ze swoimi myślami do innych ludzi, skoro w ogóle się takich wydarzeń nie reklamuje? Ja miałem szczęście, bo czytam Studio Opinii. W jaki sposób osoba niezwiązana ze środowiskiem miała się dowiedzieć, że takie wydarzenie jest w ogóle planowane? Z takim przekazem trzeba wychodzić do ludzi, a nie tylko czekać, aż sami przyjdą. Tak to już w dzisiejszych czasach wygląda.
Szczerze przyznam, że ze spotkania wyszedłem nieco zdołowany. Czytając myśli zawarte w tutejszych artykułach oraz komentarzach (wszystkich komentatorów z różnych stron) zawsze znajduję coś ciekawego, coś nad czym warto się zastanowić. Odnoszę jednak wrażenie, że niektórym brak nieco chęci do przekazywania swojej wiedzy i doświadczenia. Wrócę jeszcze na chwilę do samego spotkania. Pomijając już nawet kwestie organizacyjne (jak fotograf zaburzający ciągłość wypowiedzi, brak wcześniejszego testu głośności mikrofonu oraz jakiś na niego statyw, żeby prowadzący nie musiał sam się męczyć z utrzymywaniem ciężkiego przedmiotu), mój odbiór całości wydarzenia był taki, że spotkanie zorganizowano dla starych znajomych o ustalonych poglądach i nie wykonano żadnego ruchu, by wyjść z przekazem poza to grono.
PS
Prośba do administratorów strony o sprawdzenie formularza rejestracyjnego. Obawiam się, że w tej chwili rejestracja na Studiu Opinii jest niemożliwa z powodu błędnego skryptu uniemożliwiającego powtórzenie hasła. Aby się zarejestrować musiałem wyłączyć obsługę javascript w przeglądarce.
Jesteśmy świadkami wielu równoległych zjawisk, które trafnie definiuje Autor:
1. PO na własne życzenie przegrała te kampanię wyborczą, mając wszelkie atuty aby ja wygrać, powtarzając prawie wszystkie błędy kampanii prezydenckiej wujka Bronka,
– PO zastygła w samozadowoleniu kompletnie ignorując przeciętnego wyborcę, wpychając go często wbrew jego woli w objęcia PiS,
– formuła straszenia PiSem była wystarczającym paliwem wyborczym w 2007 i w 2011 roku, w obecnej kampanii PiSowi udało się zneutralizować ostrze tej broni,
– wraz z odejściem Donalda Tuska, który zręcznie grał na wszystkich środowiskach wyborczych: prawicowo-konserwatywnych, cetrowych i lewicowych PO wyraźnie przesunęła się na lewo a te środowiska prawicowe przesunęły się w kierunku PiS, który zręcznie ukrył Macierewicza i JK za plastikową (stra)Szydło,
– pani Kopacz wzięła na swoje barki całość aktywności wyborczej pomijając liczne i wyraziste postacie PO co zubożyło przekaz tej partii,
2. Porażka PO jest ceną za pozostawanie u władzy przez 8 lat i wiele fatalnych zjawisk w rządzie i partii, widocznych zwłaszcza w drugiej kadencji,
3. Porażka po dwóch kadencjach nie jest niczym niezwykłym, i była do przewidzenia a jedyne o co należy mieć pretensje do PO to brak rozwiązań systemowych przed recydywą IV RP (wspominał o tym Palikot w trakcie debaty sejmowej o aferze podsłuchowej w czerwcu 2014 r.)
4. Ewnetualne zwycięstwo PiS jeszcze nie oznacza apokalipsy – tu zgadzam się z Autorem, że inercja procesów prawnych, administracyjnych oraz naciski mediów, opinii publicznej jawnej i ukrytej, wreszcie brak kadr i nieudacznictwo PiSowców zrobią swoje – napsuja sporo krwi, stracimy parę lat ale nie zdemontują systemu liberalnej demokracji,
5. Zgadzam się także co do tego, że awanturnictwo PiSu, rozliczenia smoleńskie, mściwość i odwet za napietnowanie okresu 2005-2007 spowodują,że te rządy to ostania szansa PiS, która jako łabędzi śpiew okaże się całkiem przegrana, bo MAcierewicz i Mariusz Kamiński wraz z agentami tomkami zrobią swoje,
6. Teskty pisane nie docierają do wyborców nie tylko dlatego, ze nie sa szerzej kolportowane – na naszych oczach zmieniły sie formy przekazu ze słownych na obrazkowe – chąc dotrzeć do świadomości młodzieży należy raczej upowszechniac memy czy inne formy przekazu internetowego.
7. Pdobnie jak Autor jestem zdania, że obecne rozdanie wyborcze stanowi poczatek niezdrowego duopolu PO – PiS, szkodliwego dla polskiej polityki od 10 lat.
@PiWo:
Pan sie spodziewa profesjonalnego marketingu od ludzi okolo osiemdziesiątki? Ma Pan zal, ze go nie organizują?
.
My fizycy mowimy nastepująco. (1) Jesli nie jestes czescią rozwiazania, to jestes czescią problemu. (2) Jesli nie produkujesz sygnalu, to produkujesz szum.
.
Oba powyzsze zdania mowia to samo roznymi slowami. Oba kursują w miedzynarodowym klanie fizykow, ktory ma troche inna kulture od polskiej. Oba zdania staraja sie przekazac mysl „nie narzekaj, tylko rob cos, czlowieku”.
.
W USA mowi sie rowniez, ze kazda trudnosc to okazja. Kazdy oczywisty brak czegos, to jest wskazowka, zeby to cos wyprodukowac. Jesli czegos nie ma, to trzeba to cos dostarczyc. Jest tylko jeden warunek: potrzeba powinna byc rzeczywista, a nie wydumana. Wiele firm oraz inicjatyw wiednie, bo poza autorem pomyslu nikt inny nie odczuwal potrzeby. Dlatego tez nalezy sie najpierw przekonac, czy rzekoma potrzeba rzeczywiscie istnieje, a dopiero potem ja zaspokajac. A przy okazji trzeba tez pamietac, ze zaspokajanie potrzeby powinno przyniesc jakis wymierny zysk i korzysc, ktore potwierdza, ze potrzeba rzeczywiscie istnieje.
.
Tak wiec ja bym niesmialo Panu doradzal, aby Pan sie zastanowil, co Pan moze zrobic aby troche rozdmuchac ten kaganek, ktory nasi seniorzy tak dzielnie probuja niesc przez polskie bagno.
@narciarz2
Nie oczekuję profesjonalnego marketingu. Oczekuję czegokolwiek, co nosi jego znamiona. Nie uwierzę, że skoro może powstać coś takiego jak Studio Opinii, to nie ma możliwości, żeby umieścić informację o spotkaniu na kilku stronach internetowych i forach tematycznych. Nikt więcej by nie przyszedł? Trudno, przynajmniej byśmy wiedzieli, że ta potrzeba, o której pan pisze, nie istnieje.
Mój post nie miał być narzekaniem, a naświetleniem istniejącego problemu. Abstrahuję teraz już od kwestii samego spotkania. Chcę zwrócić uwagę na szerszy problem, który nie wynika z wieku. Chodzi o umiejętność przyznawania się do błędów i zauważania braków w obecnej formule. Pod artykułami pana Jerzego można znaleźć mnóstwo wypowiedzi twierdzących, że wszystko tutaj jest podawane tak jak należy. Wszelkie sugestie sugerujące, że nad niektórymi kwestiami warto się głębiej zastanowić, a nie od razu je odrzucać, traktowane są prawie jak obraza majestatu. W zamkniętym gronie problem znika, bo nie ma już nikogo, kto mógłby zwrócić uwagę na ewentualne niedociągnięcia.
Jeśli chodzi o „rozdmuchanie kaganka”, to robię to co mogę w obrębie swojej rodziny i znajomych. Jeśli to za mało, to widocznie na razie pozostanę częścią problemu.
@narciarz2
Nie oczekuję profesjonalnego marketingu. Oczekuję czegokolwiek, co nosi jego znamiona. Nie uwierzę, że skoro mogło powstać coś takiego jak Studio Opinii, to nie istniała możliwość, żeby umieścić informację o spotkaniu na kilku stronach internetowych i forach tematycznych. Nikt więcej by nie przyszedł? Trudno, przynajmniej byśmy wiedzieli, że ta potrzeba, o której pan pisze, nie istnieje.
Mój post nie miał być narzekaniem, a naświetleniem istniejącego problemu. Abstrahuję teraz już od kwestii samego spotkania. Chciałem zwrócić uwagę na szerszy problem, który nie wynika z wieku. Chodzi o umiejętność przyznawania się do błędów i zauważania braków w obecnej formule. Pod artykułami pana Jerzego można znaleźć mnóstwo wypowiedzi twierdzących, że wszystko tutaj jest prowadzone tak jak należy. Wszelkie sugestie sugerujące, że nad niektórymi kwestiami warto się głębiej zastanowić, a nie od razu je odrzucać, traktowane są prawie jak obraza majestatu. W zamkniętym gronie problem znika, bo nie ma już nikogo, kto mógłby zwrócić uwagę na ewentualne niedociągnięcia.
Jeśli chodzi o „rozdmuchanie kaganka”, to robię to co mogę w obrębie swojej rodziny i znajomych. Jeśli to za mało, to widocznie na razie pozostanę częścią problemu.
j.Luk podtrzymuje, że PiS nie będzie w stanie popsuć państwa.
.
Ja bym napisał, ze j.Luk prorokuje. Z prorokiem lepiej nie dyskutowac. Mimo to niesmiało napiszę, ze ja uwazam inaczej. Jesli PiS sie postara, to będzie w stanie zrujnowac bardzo wiele. Wszystko wskazuje na to, ze PiS się do rujnowania bardzo starannie przygotował i opracował bardzo szczegołowy plan, ktorego to planu bynajmniej nie ukrywał. Wydaje mi się rowniez, ze wielu ludzi się na to rujnowanie szykuje, poniewaz z rujnowaniem nieodłącznie jest zwiazane szabrowanie. Samo rujnowanie jest traktowane jako nic nieznaczacy szczegol (ktory Ojczyzna jakos przetrwa) w porownaniu ze spodziewanymi zyskami z szabru.
.
Rozwijając te mysl, ja prorokuję, ze PiS bedzie Ojczyznę rujnowal metodycznie, swiadomie, i jak najstaranniej. Moralnie, etycznie, organizacyjnie, oraz gospodarczo. Ta ostatnia częsc mojego proroctwa moze sie wydawac kontrowersyjna. Ja jednak uwazam, ze jest ona kluczowa. Rujnowanie gospodarcze nie będzie polegac tylko na szabrowaniu, chociaz szabrowanie będzie najbardziej zauwazalną częscią wladzy PiSu. (Pewien przedsmak mielismy przy okazji SKOKow.) Chodzi o cos więcej. Celem rujnowania gospodarki bedzie putynizacja. Spoleczenstwo bogate jest w miarę niezalezne od wladzy, czego ta wladza nie będzie tolerowac. Spoleczenstwo bogate jest takze w miarę szczęsliwe, natomiast tej wladzy potrzebny jest strach. Ekonomiczny strach wynikający ze zwijania się gospodarki jest rownie uzyteczny jak strach przed policją polityczną. Tak więc rujnowanie gospodarki będzie w interesie politycznym PiSu.
.
Jesli ktos uwaza moje proroctwo za przesadzone, to niech popatrzy na Rosję. Bogaty kraj trapiony permanentnym kryzysem gospodarczym, w ktorym autorytarna wladza ma się znakomicie. Moim zdaniem, taki jest wlasnie plan prezesa na Polskę. Putynizacja to nie jest tylko wladza sluzb i „silowikow”. Putynizacja to jest przede wszystkim sprowadzenie obywatela do roli niewolnika. Niewolnik nie moze byc bogaty, bo się zrobi niezalezny. Dlatego tez niewolnik powinien pozostawac ubogi. Utrzymanie spoleczenstwa w ubostwie to będzie istotna czesc strategii PiSu. Ja nie wątpie, ze oni maja to dobrze przemyslane i bez zadnych wahan wprowadzą taki plan w zycie.
Poprawka na temat Rosji:
Bogaty kraj –> Potencjalnie bogaty kraj. Potencjalnie, bo ma surowce i bardzo zdolnych mieszkancow, a jednak…
@narciarz2 nie mam kwalifikacji na Wernyhorę 🙂 Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że z nas dwóch to ja bardziej chodzę po ziemi („…tej ziemi…”)
Widzę niebezpieczeństwo, ale go nie przeceniam, bo mi się nie mylą zdolności czysto medialne z rzeczywistymi. Autorzy horrorów rzadko w życiu codziennym bywali wielkimi zbrodniarzami. Śmierdzący tchórz jakim jest prezes to nie Che Guevara (choć pewnie mu się marzy), a ludzi, którzy cokolwiek potrafili, nawet destrukcyjnego, dawno wyciął ze swego otoczenia.
Wiem również (ogląd bezpośredni), że duża część tych, którzy DZIŚ będą na niego głosować, to elektorat niecierpliwy, roszczeniowy, mówiąc nieelegancko – bezrozumny, któremu jak obiecałeś to musisz dać i to dziś. Jutro się obrazi, pogniewa i nie poda ręki.
A dziś nie da nikt, ani prezes, ani znacznie od niego lepsi. No to efekt jest w zasadzie przesądzony.
Porównanie z Rosją nie jest najlepsze, bo tam mamy do czynienia z innym człowiekiem. Polak nie jest tak cierpliwy i przesiąknięty fatalizmem jak Rosjanin. Polaka nie wychowano w schemacie „car jest dobry, tylko urzędnicy źli”. Przeciwnie – u nas za zaśmieconą drogę w Pchleniu Wyleniałym odpowiada bezpośrednio premier i jego się przeklina.
Tak jak napisałem państwo ma swoją inercję i to dość sporą. Trzeba czasu, by wprowadzić w nim jakieś istotne zmiany, także na niekorzyść. Nawet w gospodarce, a powiedziałbym, że szczególnie w gospodarce. Proszę to raczej porównać z USA i krzykiem jaki się podniósł na temat pomysłów Obamy, gdy został prezydentem. I jak? USA jeszcze istnieją? Słyszałem, że tak, mimo że niektórzy nadal narzekają.
Inne rzeczy, jak np. stosunki międzyludzkie prezes już popsuł i to z nasza wydatną pomocą, więc tu nic zaskakującego nas nie czeka.
Słusznie radzi pan p. PiWo, że trzeba działać. O tym właśnie piszę. Jak na razie ci, od których (teoretycznie) można by się spodziewać mądrych rad zachowują się jak widz w czasie pożaru. Mówią do płonącego budynku: „- No… jakbyś do mnie przyszedł i poprosił, to ewentualnie dałbym ci wiadro wody z mojej krynicy. Ewentualnie, ale musisz być bardziej układny, czołobitny, podchodź do mnie z szacunkiem bo ja mam zasługi…”
A dom płonie.
Sądzi pan, że od takich deklaracji pożar przestanie go trawić? A może jednak podejść bliżej z tym wiadrem? No nie, na to nie pozwala … co? Pycha, drogi panie, zwyczajna ludzka pycha, nawiasem mówiąc – jeden z grzechów głównych (i chyba nie bez kozery).
Po ostatnie – mam wrażenie, że większość naszych histeryków to niekoniecznie ludzie prawdziwie przestraszeni. Raczej licytujący się, kto przekrzyczy Kassandrę, bo widzących, że to jest dobrze widziane „w towarzystwie”. Ten typ ludzi jest obecny i tutaj, kiedyś nawet próbowałem to komentować, ale za wysokie progi 🙂 Tchórz, który widząc, że już wszyscy krzyknęli na jakiś temat i nic im się za to nie stało złego, nabiera powietrza i wrzeszczy: „- Odkryłem Amerykę!”.
No co robić, człowiek jest ułomny, staram się mieć wystarczająco dużo wyrozumiałości dla takich.
Natomiast co do niedostrzegania nowej fali, to niestety prawda. Człowiek, każdy człowiek, ma swoje ograniczenia i dobrze byłoby gdyby je sobie uświadamiał. U nas to nie występuje. U nas ktoś kto raz trafił trójkę w Totka uważany jest za wieszczka, który potrafi bezbłędnie wytypować wygraną nawet po 50 latach.
I dlatego od czasu do czasu nasza własna historia nas zaskakuje.
W wielu miejscach się z panem zgadzam, ale właśnie dlatego, z czystej sympatii mówię: spokojnie, to tylko incydent, przystanek. Niedługo zacznie się coś zupełnie innego i to będzie warte naszej uwagi.
Teraz to tylko kabaret.
Kiedy ocenia sie Business Plan jakiego sprzedsiewziecia biznesowego to jednym z najwazniejszych kryteriow oceny jest Track Record zalozycieli biznesu, chocby wchodzili w cos nowego. Track record J. Kaczynskiego z czasow jego rzadow w 2005-2007, nie mowiac o calym okresie 28 lat jego dzilalanosci politycznej, jest jednoznaczny. A mozna sie obawiac, ze w efekcie skumulowanej nienawiscie Kaczynskiego i jego elektoratu, zwiazanej a ze smiercia L. Kaczynskiego i dlugich rzadowe PO, bedzie jeszcze gorzej niz bylo w okresie 2005-2007. Oby pierwszym efektem rzadow J. Kaczynskiego, za co sie zanosi, nie byl gwaltowny wzorst emigracji. Paradoksalnie tych, ktorzy przyczynili sie do zwyciestwa J. Kaczynskiego glosujac w wyborach prezydenckich na „pozytecznego idiote” Kukiza.
@j.Luk: podziwiam twoją inteligencję, erudycję, ale wydaje mi się że nie rozpatrujesz w tym wypadku wszystkich możliwości naszej praesensologii, konkretnie – jak ja bym to nazwał – recepty Moora. (Stupid White Men – jeśli dobrze pamiętam tytuł) On wpadł na pomysł by zakończyć konflikt w Irlandii Płn. w prosty sposób. Nawrócić część tamtejszych protestantów na katolicyzm, przez co katolicy przestaną być prześladowaną mniejszością, dojdą do władzy i przestaną podkładać bomby. Kretyński żarcik, oczywiście. Ale kiedy pojutrze duża część Przegranych będzie świętować swą Przegraną w gościnie u Wygranych i tam pozostanie (bo u tej hewry przestałem dawno – razem z tą ich „klauzulą sumienia” wierzyć w jakikolwiek Imperatyw Moralny), przekonasz się, że Jarosław Przebiegły słusznie przewidywał swe rządy bez żadnej koalicji. Oni już są kupieni, ci rzekomi kandydaci PO. Allach sejmowy nie zabrania zmiany klubu. Więc pojutrze mamy absolutną i możemy szabrować do woli. Bez żadnych koalicji, co jak kula u nogi.
@A. Goryński to wtedy schodzimy do podziemia 🙂
Je u mnie dlo Waju wero, pulczi zo sledzama i kąsk leberki na zagrychę 🙂
j.Luk Belne!, leberką nie zakąszałem chyba od 1959 roku, kiedy przeczytałem w Przekroju że do niej, dla struktury, dodają rozmoczonego papieru toa. Co prawda bywało i brutalniej, w tej perliczce, jak mówi Nathan.
Z tamtej epoki najstraszniejszy widok to było dla mnie dwu szeregowych, co (w tej gorszej „Kameralnej” zabrakło czystej) pili pod śledzia likier miętowy. Ale i u nas, (w pracowni Jarnuszkiewicza, ASP) bywało karkołomnie. Np. wermut Warka pod bułeczkę paryską i wędzonego dorsza. Ten procent (17) i ta zagrycha były wtedy najtańsze w (uciemiężonej) Polsce. Never more!
j.Luk napisal „ludzi, którzy cokolwiek potrafili, nawet destrukcyjnego, dawno wyciął ze swego otoczenia”.
.
Pan nie docenia marcowych docentow. Ostatnio nazwali samych siebie „niepokornymi”. To nie Prezes i nawet nie jego otoczenie będzie niszczyc i szabrowac, tylko marcowi vel niepokorni. Taki Ziemkiewicz, ktory chce się mscic na Michniku i zapowiada wprowadzenie cenzury. Albo Targalski. Takich będą tysiące. To oni będą wyrzucac z pracy i zajmowac stanowiska po wyrzuconych. Kiedys sie mowiło „mienie poniemieckie” albo „pozydowskie”, a teraz bedzie polemingowe.
.
Opowiem Panu historyjke. Poszedłem do pierwszej klasy szkoły sredniej im. Bolesława Prusa na Saskiej Kępie w Warszawie z powodu legendarnej nauczycielki matematyki pani Wojtowicz. Pierwsza klasa była wspaniała. Pod koniec roku dyrektor szkoły pan Zupkiewicz odszedł na emeryturę, a na jego miejsce na jesieni przyszedł taki niepokorny niejaki pan Wojcik. We wrzesniu po pierwszej radzie pedagogicznej ze szkoły odeszła ze skutkiem natychmiastowym pani profesor Wojtowicz, dwu nauczycieli polskiego (pani Galewicz i pan Długołęcki) i bodaj jeszcze ktos. Przez parę miesięcy nie mielismy lekcji matematyki. Były jakies załosne zastępstwa. Ja się przeniosłem do rownoległej klasy z powodu tych zastępstw, ale to nie było to. Szkoła straciła najlepszych nauczycieli i zeszła na psy. Chodziły jakies plotki, o co poszło niepokornemu, ktory podobno miał dobre notowania „na dzielnicy”, a pozniej się okazało, ze takze sprawę sądową o plagiat. Nieporny odszedł nagle w połowie mojej czwartej klasy (ogłoszono to w czasie studniowki), bo podobno cos sie zmieniło „na dzielnicy” i niepokorny stracił plecy. Odszedł „do społdzielczosci”, czego ogłaszający to rodzic z komitetu rodzicielskiego nie omieszkał podkreslic, zycząc mu powodzenia na nowej drodze zycia.
.
Morał jest taki, ze niepokorny moze rozwalic dobrą instytucje w dwa tygodnie. Mocne plecy, kilka zwolnien, i z dobrej instytucji pozostanie gruzowisko. I tak się bedzie działo po zwycięstwie pewnej partii, bo niepokorni juz przebierają nogami. Juz mają swoje listy ludzi do zwolnienia i stanowiska do zajęcia.
@narciarz znam podobna historyjkę z autopsji. Wygląda więc na to, że nie był to przypadek jednostkowy. Tyle, że to były inne czasy o czym należy pamiętać. Dziś dyrektor nie wyrzuci nauczyciela, bo … nie może. I na tym opieram m.in. swój optymizm. Ziemkiewicze mogą wiele chcieć, ale niewiele mogą.
Proszę sobie to przełożyć na dzisiejszy stan prawny, w dowolnej dziedzinie życia społecznego czy gospodarczego. Nawet słynny „podatek od banków”. Jak by pan to przeprowadził? I skutki, które NATYCHMIAST odczuliby wierni wyznawcy. Tydzień i po prezesie.
@BM: wcielo komentarz bez notki „oczekuje na…”, ratunku. To nie byl komentarz wyborczy…
@PiWo:
„Wszelkie sugestie sugerujące, że nad niektórymi kwestiami warto się głębiej zastanowić, a nie od razu je odrzucać, traktowane są prawie jak obraza majestatu.”
.
Sugestie sugerujące? Ale mniejsza o drobne zlosliwosci. Uwazam Pana komentarz za nieuzasadniony. Tutaj na SO ja nie widze obrazy majestatu. Na przyklad, pochlebiam sobie, ze pisze bardzo ostre komentarze i dogryzam jak moge, a jednak na ogol zbieram plusiki. Wiec moze nie jest tak zle, jak sie Panu wydaje. Moze to nie sprawa tresci, tylko formy? Tresc moze byc ostra i zdecydowana, byle byla podana w dobrej formie i z szacunkiem dla oponenta. Na cale szczescie na tym forum jest bardzo niewielu oponentow niezaslugujacych na szacunek.
.
A jesli idzie o obraze, to moze niech Pan przeczyta swoja odpowiedz na moj komentarz. Przeciez Pan sie omalze obrazil na mnie i to widac. A ja staralem sie byc dobrotliwy. Ja uwazam, ze Pan ma w zasadzie racje. Ale mimo tej racji, nie mozna oczekiwac, ze cala robote odwali kilku starszych ludzi pracujacych za darmo. Co my mozemy zrobic, zeby im pomoc? Po pierwsze, samemu sie wypowiadac. Po drugie, nie krytykowac, ze oni robia za malo, bo robia tyle, ile moga. A po trzecie, moze propagowac ich wypowiedzi na innych forach. Ja sie zawsze staram wspominac o SO na forach Polityki, gdzie czasem pisuje (ostatnio coraz mniej). Malo? No pewnie, ze malo. Ale nie mam lepszego pomyslu, wiec chociaz tyle.
.
Jesli Pana ma pomysl, to niech Pan dziala. A jesli Pan nie ma, to moze ktos inny ma pomysl, ktory Pan moze zrealizowac? Moze Pan sam moze wrzucis odnosniki do SO na inne fora? Kazda kropelka sie liczy. I prosze sie nie obrazac za kazdy dobrotliwy komentarz.
@narciarz2
Przepraszam za ogólny wydźwięk mojej wypowiedzi. Nie chciałem, żeby tak została odebrana. Czytając teraz ten komentarz, widzę, że rzeczywiście zareagowałem nieadekwatnie do okoliczności. 🙂
Ma Pan rację, że każda kropla się liczy, ale czytając takie wiadomości, jak ta:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,147565,19087611,ponad-70-proc-najmlodszych-wyborcow-glosuje-na-prawice-demografia.html
tracę czasem nadzieję. Wie Pan, ja znam dobrze tych ludzi. Znam niby wykształconych absolwentów wyższych uczelni, gotowych głosować na Korwina, znam tych chłopaków z boiska, którzy zgodnie zagłosowali na Kukiza i znam tych przestraszonych, zdesperowanych, którzy uwierzyli PISowi. Znam ich wszystkich, rozmawiam z nimi i próbuję jakoś na nich wpłynąć. Jednak w tym samym czasie są oni bombardowani przez media informacjami, które utwierdzają ich tylko w swoich przekonaniach. Żaden inny przekaz się nie przebija. Dlatego boli mnie, kiedy widzę, że te nieliczne inicjatywy (takie jak to spotkanie ze Stefanem Bratkowskim) nie są w żaden sposób nagłaśniane.