ECHA WYDARZEŃ: Jeśli świat przeżywa trudne chwile, to sport – także.
Terroryzm znów uznał, ze „przy sporcie” można się „pokazać” tak dobitnie, że wyrządzone spokojowi szkody będą bardzo widoczne.
Zamach na paryskim stadionie (Niemcy – Francja 0:2 w futbolu; w drugiej połowie wiadomo było, iż krew się leje, ale mecz postanowiono dokończyć, by uniknąć paniki) – dobrze, że nie według wcześniejszego scenariusza terrorystów. Konieczność odwołania meczu w Niemczech – wobec ujawnienia zagrożenia. Wiele i groźnie mówiąca reakcja stambulskich trybun, które krzykiem religijnej deklaracji zareagowały na chwilę ciszy żałobnej…
Czyli – piłka, wielkie stadiony, trybuny wypełnione dziesiątkami tysięcy ludzi – widowiska ogniskujące międzynarodową uwagę – jako scena szczególne pożądana przez terroryzm. Widać, słychać, boli…
Jak kiedyś, w roku 1972 Igrzyska Olimpijskie w Monachium. Krew, szok, huk, ofiary. Zaskoczenie wielkie jak scena terrorystycznego ataku. Bo pierwszy raz. Bo krwawe zaprzeczenie hasłowej idei pokoju olimpijskiego.
Byłem, widziałem, pamiętam. I głęboko w pamięci siedzą dyskusje – przerwać igrzyska, bo ryzyko oraz powinność żałoby, czy „grać dalej”?. Wygrała opcja kontynuacji; wespół z gestami żałoby i hołdu dla ofiar. Żeby nie dać ani łuta poczucia wygranej terroryzmowi politycznemu. Że zaatakował i jednak zmusił do kapitulacji. Że wykorzystał największą w tych dniach scenę świata i obrócił ją w ruinę. Znaczy – jest piekielnie silny.
MKOl słusznie powiedział wtedy: NIE! Dosadnie potępił, ofiarom hołd złożył, ale się nie poddał. Dziś podobnie rysuje się sprawa przyszłorocznego EURO (futbol, z naszą drużyną w stawce); bo we Francji, bo poziom niepokoju został bardzo podniesiony. Ale, mimo że czas może podyktować zmiany (trudno dziś wszystko przewidzieć) doktryna jest jasna: EURO ma się odbyć według planu ułożonego w dniach spokoju. By żaden terrorysta nie mógł żyć w świadomości, iż skutecznie podyktował uczucie strachu wiodącego do gestu kapitulacji.
Będzie ciężko. Jak było po Monachium, gdy pasy kontroli odgrodziły widza (w tym nas, dziennikarzy) od sportowców, sport od namiętnych kibiców, a kordony bezpieczeństwa dadzą się we znaki, ale…
Reprezentacyjni piłkarze pokonali 4:2 ładnie i dobrze grającą Islandię. Dziś prawdziwie dobra piłka ma znamię powszechności – Islandia… Pan Robert chwilami koncertował, 19-latek Bartosz Kapustka strzelił gola i jest komplementowany. Ostatnie – słusznie, sport kocha młodych kandydatów na mistrzów. Byle nie zagłaskać… I pamiętać, że przesławny po dziś Włodzimierz Lubański znalazł się w reprezentacji jako 16-latek; i strzelił gola Norwegom. Szybko stalł się podporą drużyny.
Potem kadra bez Lewandowskiego, Błaszczykowskiego ograła Czechów (mocni, jak zawsze) 3:1. I wprawdzie wrocławianie, bo reprezentacja raz opuściła „Narodowy” przed meczem biadolili, że kupili bilety na przedstawienie z kompletem najlepszych aktorów, to szybko przestali narzekać. A trener upewnił się, że ma pole kadrowych manewrów. To ważne w obliczu EURO.
Rysuje się ciekawe zjawisko – gdy reprezentacja zaczęła grać jak należy – ogólnospołeczna frustracja zaczęła przegrywać z takąż życzliwością. Ludzie walą na mecze towarzyskie jakby były o punkty…
„W Warszawie na trybunach było 56 207 widzów, a transmisję spotkania obejrzało 6 mln ludzi i był to nie tylko telewizyjny hit piątku, ale rekord frekwencji na towarzyskim meczu Polaków. We Wrocławiu było 40 793 widzów…”
Naród klaszcze, PZPN się bogaci; prezes Boniek efektownie robi za celebrytę; zamiast krytyk – ciepełko…
Sprawy aferalnej rosyjsko – dopingowej ciąg dalszy. Laboratorium zawieszone, prawo do organizowania ważnych imprez lekkoatletycznych – także, start olimpijski lekkoatletów rosyjskich w Rio – w tej fazie, pod znakiem zapytania… O tym nasze media piszą codziennie. Jakoś jednak pomijają pewne ważne echo tego problemu, czyli, co wydarzyło się w Niemczech. A Reuters przyniósł wieść na nasze warunki oraz układy sensacyjną. Parlament przyjął ustawę o karnej odpowiedzialności za stosowanie w sporcie dopingu: sportowiec zdopingowany – do trzech lat za kratkami, lekarz podający zakazane środki i inne „złe ręce” – do 10 lat… Po ratyfikacji takie reguły mają chronić ducha sportu od 1 stycznia roku olimpijskiego 2016!
Ciekawe? Ciekawe! Nawet pouczające. Dlaczego o tym u nas tak cicho? Może niemieckie echo (wcześniej były niemieckie przewiny z NRD rodem) wziąć za przykład dla nowej formy prawnej aktywności także na korzyść naszego sportu… Kierowców to nasze prawo goni i represjonuje coraz dotkliwiej radarami, mandatami, zaczajkami za przydrożnymi krzakami, a sportowe odstępstwa jakoś na boku… Niech sport sam sobie z tym daje radę? A jaki nie ma twardej normy karno-prawnej to właśnie bywa jak… jest….Że bardziej krytycznym okiem patrzymy na innych niż na siebie.
Andrzej Lewandowski



Nie pamiętam gdzie i kiedy, ale był już wypadek bodaj piłkarza kontuzjowanego na boisku, który oddał sprawę faulu do sądu. Nie umiem powiedzieć nic bliższego, ale pamiętam, że mi się to spodobało i nawet dziwiłem się, że nie robią tego z automatu kluby pokrzywdzonych, choć w niektórych przypadkach widać na pierwszy rzut oka, że faul był umyślny. Jeśli zakończył się uszczerbkiem dla zdrowia należy to traktować jako działanie przestępcze. Zabiłoby to „ducha sportu”? Myślę, że wręcz przeciwnie.