Stanisław Obirek: Powrót brachium saeculare – refleksje historyczne4 min czytania

()

Tym co już zapomnieli – przypominam definicję nieocenionego ks. Michała Nowodworskiego z jego dostępnej on line Encyklopedii kościelnej z 1873 roku:

Tak się nazywa w prawie kanoniczném władza świecka, wtedy gdy przychodzi Kościołowi w pomoc, celem wykonania jego wyroków, lub gdy jej Kościół winnego, a swej jurysdykcji podległego, do ukarania odstępuje. Z woli Chrystusa obiedwie władze, duchowna i świecka, winny się wzajemnie wspierać, w celu utrzymania pokoju i szczęśliwości doczesnej spółeczeństwa, oraz dusz zbawienia; a jakkolwiek z prawa Bożego są one oddzielne i od siebie niezawisłe, przecież jedna pomocy drugiej wzywać i udzielać jej może i powinna”.

Nie powiem nic oryginalnego gdy stwierdzę, że po roku 1989 świeckie ramię robi wszystko, by zadowolić Kościół katolicki, z którego strony spotyka się z czarną niewdzięcznością. Ale nie zawsze tak było. Bywały okresy, i to wcale nie tak odległe, gdy Rząd potrafił wskazać Kościołowi (również tak potężnemu jako katolicki) jego miejsce w szeregu.

Jako komentarz do dzisiejszych relacji Kościół –państwo proponuję lekturę Dzienników ks. Bronisława Żongołłowicza z lat 1930-1936. Jest niezwykle pouczająca. Na początek kilka słów o autorze a potem wybór celnych cytatów. Jak podaje Wikipedia: urodził się w 1870 roku w Datnowie na terenach dzisiejszej Litwy. Po studiach teologicznych na Akademii Duchownej w Petersburgu został księdzem. Po zakończeniu edukacji pracował jako profesor w kowieńskim seminarium duchownym. W 1917 obronił doktorat z prawa kanonicznego. W latach 1918–1919 wykładał na KUL, później związał się z Uniwersytetem Stefana Batorego, gdzie pełnił funkcję dziekana (1919–1923) i prorektora (1920–1922). Jak wielu księży w okresie międzywojennym był czynnym politykiem. Ale, co już było czymś wyjątkowym, zwalczał wpływy endecji, które uważał za szkodliwe zarówno dla państwa jak i dla Kościoła. W 1930 został wybrany posłem na Sejm III kadencji z list BBWR w okręgu Lida. Od czerwca 1930 do kwietnia 1936 sprawował urząd wiceministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego.

Dziennik jest zapisem jego spostrzeżeń jako wiceministra. Wydawczyni, Dorota Zamojska, słusznie we wstępie podkreśla wagę tego dokumentu dla pełniejszego poznania okresu objętego zapisami. Zamojskiej zawdzięczamy też syntetyczne przedstawienie nietuzinkowej postaci księdza, którego można chyba określić nie tylko jako wybitnego i bezinteresownego polityka, ale również przenikliwego obserwatora.

Zachęcając do lektury całości pozwolę sobie tylko przywołać trzy zapisy. Jeden skreślony pod datą 1 marca 1931 roku dotyczy opinii Marszałka Józefa Piłsudskiego na temat polskiego episkopatu: „Biskupów nie ma, to są plebani, nie mam z kim z nich rozmawiać. Liczyłem na Hlonda, lecz i ten swą umysłowością, poziomem zawiódł”. Autor Dzienników ks. Bronisław Żongołłowicz nie szczędzi przykładów ilustrujących tezę Naczelnika Państwa, którą najwyraźniej podzielał. Zresztą przywołuje również swoje spotkania z Marszałkiem wyrażając się o nim z najwyższym uznaniem i jednocześnie odnotowuje zupełnie dla niego niezrozumiałe sympatie endeckie wielu biskupów i niższego kleru. Ich działania i kazania polityczne określa dosadnie jako szkodliwe i głupie.

Ciekawie przedstawia się też sprawa usunięcia z urzędu biskupa polowego Stanisława Galla i rozmowa Marszałka z jego następcą ks. Józefem Gawliną. Otóż wskutek zatargu (bp Gall nie chciał prowadzić pogrzebu zmarłego 4 sierpnia 1931 roku ministra Sławomira Czerwińskiego, który był ministrem wyznań religijnych i oświecenia publicznego, ewangelikiem  reformowanym i do tego masonem). Skomplikowana operacja dyplomatyczna zakończyła się w następujący sposób (zapis pod datą 9 lipca 1932 roku): „Ostatecznie Rzym, jak zawsze, musiał ustąpić pod naciskiem Rządu. Odejście Galla pokazało biskupom Polski, że Rząd potrafi usunąć biskupa ze stanowiska przez Watykan. Może fakt ten nieco stępi ostre poczucie zupełnej bezkarności, jakie nasi biskupi głęboko zakorzenili sobie w duszyczki”. Tak więc uległość władzy politycznej woli kleru to zjawisko nowo i raczej nieznanie w historii wcześniejszej.

By było jasne ks. Żongołłowicz nie był sfrustrowanym księdzem, który marzył o biskupim urzędzie. Wprost przeciwnie, przedstawioną ofertę zdecydowanie odrzucił. Pisze pod ta samą datą: „Nuncjusz mówił Premierowi, że przedstawił na biskupstwo polowe Mauersbergera, mnie i Meysztowicza. Nie przyjąłbym ani tego ani innego biskupstwa”.

No i na koniec urokliwa i nie pozbawione słownej dosadności rozmowa Marszałka z kandydatem na urząd biskupa polowego ks. Gawliną zanotowana w lutym 1933 roku:

„Marszałek wezwał do siebie ks. Gawlinę, powiedział mu, że jest przedstawiony na biskupa polowego. Marszałek się nie sprzeciwia. Nie zna go. Ostrzega by nie szedł w ślady Galla, bo Gall to ‘świnia i plugawa świnia’”.

O ile wiadomo ks. bp Gawlina nie poszedł w ślady swego poprzednika i był dobrym biskupem polowym.

Nie mnie udzielać rad obecnemu rządowi, niemniej jednak warto przeczytać Dzienniki ks. Bronisława Żongołłowicza z lat 1930-1936 choćby po to by poznać mniej znane oblicze tak kochanego przez wielu dzisiejszych polityków Marszałka Józefa Piłsudskiego.

Stanisław Obirek

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

2 komentarze

  1. koraszewski 19.04.2016
  2. j.Luk 20.04.2016