Żegnamy Beatę Kolis3 min czytania

()

beata2016-08-31.

Nigdy u nas nie napisała ani jednego słowa — choć kilka razy mi to obiecała. Ale nie mam pretensji: była potwornie zajęta. Była jedną z twarzy KOD-u, szefową wszystkich nieformalnych mediów, pod tą firmą się ukazujących.

Dziś w nocy zmarła. Dla nas — nagle, bo rozmawialiśmy z Nią jeszcze niedawno i nic nie wskazywało na zbliżający się tragiczny finał. Choroba okazała się jednak piorunująca.

Beata Kolis. Miała ledwo 57 lat, dopiero co została — z pełnym zachwytem zresztą — babcią. Żartowałem, że dużo za wcześnie. Ta piękna i nadzwyczajnie inteligentna kobieta była pełna ogromnej pasji i radości życia, choć nie zawsze miała do uciechy powody. Była do 2002 roku świetną reporterką telewizyjną, sprawozdawcą sejmowym; to trudny kawałek dziennikarskiego chleba. Kolejna fala zmian personalnych, jakie wstrząsały i wstrząsają telewizją publiczną od momentu transformacji aż do dziś — dosięgła i Ją. Dla porządku dodajmy, że prezesował TVP wówczas Robert Kwiatkowski, modne zaś wtedy było jeszcze nie tyle dzisiejsze grzebanie w genealogii i pytanie o stosunek do Rydzyka, ile „poszukiwanie oszczędności”. Tak motywowano publicznie ówczesne redukcje personelu. Beata „poleciała na zieloną trawkę” wraz z inną lubianą reporterką sejmową, Iwoną Maruszak. Nie rozumiałem tego wówczas: nie wyrzuca się ot, tak sobie, diamentów; talent telewizyjny jest rzadki, a Ona go miała.

Nie rozumiem nadal. Może nie była dostatecznie „towarzyska”? Nie zdążyliśmy o tym pogadać.

Nie zginęła, nie załamała się. Była twarda i dużo umiała. Założyła własną firmę medialną i prowadziła ją z powodzeniem. Dopiero jednak KOD wyzwolił w pełni całą Jej pasję polityczną i niebywałą energię: zaangażowała się w tę robotę społecznie po uszy od samego początku. Była przy tym ostra i pryncypialna. Oburzyła się jednak, gdy kiedyś stwierdziłem, że byłaby świetnym ministrem kultury; to strasznie nudne zajęcie, powiedziała. Ale ja mówiłem to całkiem serio.

Dziś wszyscy ją wspominamy; na ogół dość patetycznie — jak to przy takich smutnych okazjach zazwyczaj bywa — i „pomnikowo”.

Pójdę nieco inną drogą. Osobiście poznaliśmy się dopiero w związku z KOD-em; dogadaliśmy się wówczas, że Ona zaczęła pracę w telewizji już po moim z niej odejściu. Ale tak przypadliśmy sobie do gustu, tak wspólne — okazało się — mieliśmy poczucie humoru i spojrzenie na świat (oraz zamiłowanie do jego wszelkich, niekoniecznie po drobnomieszczańsku moralnych uroków…), że zgodnie żartowaliśmy, że gdyby losy zetknęły nas trzydzieści lat wcześniej — a minęliśmy się „o włos” — wiele wydarzeń z naszych życiorysów mogłoby wyglądać zupełnie inaczej…

Wielka szkoda, że nasz późna przyjaźń zakończyła się tak raptownie. Szkoda wspaniałej — ślicznej, mądrej i wesołej — kobiety. Damy. Lewicowej inteligentki najwyższej klasy. Za młodej na bycie babcią. Ale przede wszystkim za młodej na śmierć.

Żegnaj, Beta. Luka po Twoim odejściu będzie trudna do zapełnienia.

Bogdan Miś

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

2 komentarze

  1. slawek 31.08.2016
  2. Obirek 02.09.2016