— Brak partii socjaldemokratycznej. Komu brakuje? Z całym szacunkiem, pani Magdaleno, pani brakuje! Lewicowym politykom i lewicowym publicystom brakuje. Gdyby na taką partię było społeczne zapotrzebowanie, to już ona by była i by wygrywała wybory. Jej oferta, standing invitation, na stole. Dlaczego nie kupują — to już oddzielny temat (Ernest Skalski: Komu lewica, komu?). Nie przekonam pani, lecz proszę o zapoznanie się z moim zdaniem, tak jak ja zapoznaję się z pani.
– …ograniczenie globalizacji…polityka nie ma służyć abstrakcyjnemu wzrostowi gospodarczemu lecz ludziom…
Globalizacja za chwilę. Co znaczy ten abstrakcyjny wzrost gospodarczy? Wzrost w Polsce, to po transformacji, powiększająca się z roku na rok ilość wyprodukowanych dóbr i wyświadczonych usług. Wszystko mierzalne i mierzone, znajdujące swój uogólniający wyraz we wzroście PKB. Co za abstrakcja? I komu to służy jak nie ludziom? Kosmitom? Tylko Kulczykom i Solorzowi? To coraz wyższy poziom życia, awans cywilizacyjny kraju i jego mieszkańców. Co jest. Dłuższe trwanie życia. Wzrost zamożności ogółu. Satysfakcja życiowa czterech piątych Polaków w roku 2015 (Diagnoza Społeczna J. Czapińskiego). Nierosnący czy zmniejszający się wskaźnik Giniego. Zmniejszające się obszary biedy. Fakt, że coraz dotkliwszej i bardziej stygmatyzującej w miarę wzrostu zamożności ogółu. Bardzo to przykre. Ale czy zna pani kraj, niechby najbogatszy, w którym nie ma wykluczonych, biednych i najbiedniejszych?
Pani Magdaleno, czy z tym wzrostem — pani w ogóle wie, o czym pani mówi? Wiem, że pani nic nie przekona. Fakty nie przeszkadzają ludziom mocno przywiązanym do swoich przekonań. Proszę jednak zwrócić uwagę na to, że ograniczenie tego wzrostu może być polityką, służącą przynajmniej jednemu człowiekowi. Prezesowi PiS, który w wywiadzie dla Reutersa wyraźnie zaakceptował taką właśnie możliwość, jeśli będzie to służyć jego politycznemu celowi.
I ta globalizacja. Stanowi naturalną pochodną rozwoju cywilizacji. To nowe technologie, a szczególnie rozwój wszelakiej komunikacji, pozwalającej na szybkie przemieszczanie się towarów, ludzi, pomysłów, idei, know-how i przemieszczanie wręcz błyskawiczne; informacji, decyzji, pieniędzy. To proces, który przy licznych niedogodnościach, coraz większe peryferyjne obszary świata – do niedawna „trzeciego” — coraz intensywniej włącza w światowy obieg gospodarczy. I nie polega on już wyłącznie na wiekowej wymianie surowców na „perkaliki”, lecz na inwestowaniu w produkcję, w miarę upływu czasu coraz bardziej skomplikowaną, w nowoczesne centra usługowe — choćby informatyki w Indiach.
Warunek to siła robocza tańsza niż w metropoliach. Początkowo fatalne, w porównaniu z tymi metropoliami, warunki pracy. Z czasem się poprawiają. Ale nawet na samym początku jest to sytuacja o wiele lepsza od wcześniejszej nędzy i głodu. W krajach Azji już nie umiera się z głodu. Nie jest to już kontynent nędzy i głodu, choć są tam jeszcze obszary biedy. To samo da się powiedzieć o Ameryce Łacińskiej. Czarna Afryka od kilku lat też już nie jest w całości takim kontynentem. Przy czym czynnikiem wydobywającym z nędzy miliardy ludzi jest przede wszystkim globalizacja, a nie, potrzebna skądinąd, pomoc humanitarna, często rozkradana przez skorumpowane aparaty władzy.
A do tego globalizacja oznacza potanienie produkcji i obniżenie cen wszędzie, łącznie z Zachodem. Pamiętam sprzed półwieku w Danii, tanie samochody i produkty techniczne z Japonii. Potem była epoka taniej produkcji z Korei Południowej, teraz jest z Chin i chyba już się ta chińska taniość zaczyna kończyć.
Globalizacja, jak wszystko inne nie składa się z samych zalet ni z samych wad. Jedną z dolegliwości jest, zauważony przez panią, odpływ kapitału, co szczególnie dotyka USA, gdzie ogranicza się bardzo wysoko opłacaną pracę w produkcji i wokół produkcji oraz usługi informatyczne. Pozostają gorzej płatne zajęcia w mało prestiżowych usługach. To zjawisko przyczyniło się do sukcesu Trumpa, który obiecał właśnie ograniczyć globalizację. Czyli… spełnia pani postulat. Zapowiedział wycofanie się planowanych porozumień o wolnym handlu, które tak zawzięcie zwalcza wszelka lewica. Zamierza też powstrzymywać eksport kapitału, obłożyć cłami import, głównie z Chin, chroniąc amerykański rynek dla amerykańskich produktów. A kiedy to wszystko zrobi — jeśli zrobi, co wcale nie pewne — to albo Amerykanie będą wszystko kupować za znacząco większe pieniądze, albo trzeba będzie im obniżać zarobki. Złote lata pięćdziesiąte tam już nie wrócą.
Właściwie nie wiem, pani Magdaleno, po co pani ten wtręt o globalizacji. Może dlatego, że lewica jednym tchem wylicza grzechy kapitalizmu, wśród których poczesne miejsce zajmuje właśnie globalizacja. Dla Polski jej ograniczenie nie jest korzystne. Nam ciągle zależy, żeby inwestowano u nas, a jeśli nasze firmy zaczynają inwestować zagranicą, to znaczy, że poprawia się powolutku nasza pozycja w międzynarodowym podziale pracy. Znowu globalizacja.
Zakładam, że jako przeciwniczka PiS jest pani zwolenniczką integracji europejskiej, z której ta partia stara się nas wymiksować. A przecież UE, ze wszystkimi jej wadami, przypisywanymi i prawdziwymi, jest jak dotąd najdoskonalszym — choć daleko nie doskonałym — elementem globalizacji. Więc raz jeszcze pytam; po co to wybrzydzanie, pani Magdaleno?
Wracamy do kraju. PiS wygrał zasłużenie. Owszem, zasłużenie, ale to w jakimś stopniu pani zasługa, bo głosowała pani na Razem. Na PiS głównie głosował jego stały elektorat, w granicach 30 procent. To sekta niepodatna na jakiekolwiek argumenty. Napędza ją nieprzystosowanie do zmian, zarówno natury materialne,j jak i obyczajowej. Czy sądzi pani, że gdyby wprowadzono związki partnerskie homo i hetero, gdyby zdecydowanie przeciwstawiono się Kościołowi, gdyby nie było tego „abstrakcyjnego” wzrostu, gdyby te 500+ przez osiem lat rozdawała Platforma, kosztem innych wydatków, lub większych podatków, to by było więcej dostatku i mniej biedy, więcej aprobaty dla nowoczesnych obyczajów i mniej głosujących na PiS?
Zebrał on dodatkowo kilka procent wyborców, liczących na jego sukces po sukcesie w wyborach prezydenckich. Wyszło łącznie 37,6 procent głosów i… 51,08 procent mandatów! Bezwzględna większość, w postaci pięciu posłów, wystarczająca by przeprowadzić antydemokratyczną rewolucję. Partia Razem, po efektownym przedwyborczym wystąpieniu Adriana Zandberga dostała pół miliona głosów, 3,5 procent całości. Wystarczyło, by załapać się na dotację, ale nie na wejście do Sejmu. Zjednoczona Lewica dostała 7,5 procent głosów, lecz jako koalicja potrzebowała 8 procent, by wejść do Sejmu, zatem nie weszła. Zabrakło nieco ponad 93 tysiące głosów — w tym pani głosu — by Polska, nawet przy trudnej koalicji, nie straciła szans na pozostanie państwem prawa, szanowanym członkiem społeczności europejskiej.
Pani Magdaleno, niech pani — nie publicznie, ale przed samą sobą — odpowie, czy przed wyborami wiedziała pani co to jest i na czym polega metoda d’Hondta, zgodnie z którą przyznaje się w Sejmie mandaty? Czy naprawdę nie dotarła do pani, osoby zainteresowanej polityką, świadomość, że wynik wyborów to nie jest liczba głosów oddanych, ale liczba mandatów zdobytych? Czy uważa pani, że obywatelski obowiązek jest już spełniony kiedy się głosuje na partię, która się nam podoba, czy też może wymaga on znajomości elementarnych zasad wyborczych, rozważenia co z naszego postępowania wyniknie dla Rzeczypospolitej?
Zgadzam się z panią w narzekaniu na opozycję polityczną. Lecz nie dlatego, że nie ma ona wizji , lecz dlatego, że nie jest zjednoczona i konkuruje ze sobą, kiedy wiadomo, że tylko demokratyczna koalicja, przy wsparciu KOD, ma szanse skutecznego przeciwstawienia się Prawu i Sprawiedliwości. Ostatnio, zresztą, podczas akcji sejmowej, jakby się zarysowywała perspektywa tej jedności. Chuchać i dmuchać!
Co zaś się tyczy wizji, to każdy, kto o nią apeluje, w tym pani, domaga się uwzględnienia swojej wizji. Przeważnie lewicowej.
Proszę mnie dobrze zrozumieć, pani Magdaleno. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem lewicowej koncepcji, ale uważam ją za absolutnie uprawnioną w demokratycznym dyskursie i w warunkach liberalnej — nie liberalistycznej — demokracji. Dopraszam się wszakże łaski dla konserwatywno-liberalnej prawicy, w starym europejskim znaczeniu, z czym nie ma nic wspólnego prawica, za którą uważa się PiS. Jeśli jednak pani pozwoli, to może w ramach obecnej zróżnicowanej opozycji będziemy się sprzeczać i apelować o poparcie naszych punktów widzenia, dopiero wtedy kiedy uda się nam przywrócić demokratyczne standardy za dni naszych. Nie teraz.
Teraz zgodnie oprzyjmy się o to co nas wszystkich łączy. Tym jest obrona, czy już coraz bardziej, przywracanie demokracji. Zgadzamy się, że warunkiem jest pozbycie się władzy Prawa i Sprawiedliwości. Najlepiej drogą demokratycznych wyborów, jeśli uda się je obronić.
Toczy się już, również „na łamach” SO, ożywiona dyskusja; JAK. Na początek, zgodnie z zasadą: primum non nocere, spróbujmy ustalić: JAK NIE.
Rozważmy pani postulat rzeczywistego rozdziału kościoła od państwa. Pomoże on czy utrudni przyciągnięcie elektoratu PSL? A te kilka — niechby nawet nie pięć — procent głosów na ludowców, jeśli wystąpią w koalicji, może zadecydować o wyniku wyborów. I czy zwolennicy tego rozdzielenia, nawet gdy nie będzie ono hasłem wyborczym opozycji, nie poprą odsunięcia od władzy Prawa i Sprawiedliwości?
W sprawie gwarantowanego wynagrodzenia dla każdego pracującego powołuje się pani na profesora Wiktora Osiatyńskiego. Tak się składa, że mogę się szczycić wieloletnią przyjaźnią z nim i w bardzo wielu sprawach jest on i dla mnie autorytetem. Lecz nie w tej kwestii akurat. Wiem, że się ten pomysł tu i ówdzie popiera, co nie musi znaczyć, że słusznie. To teoretyczny model, też do dyskusji — i to raczej fachowej — w prawdziwie demokratycznej Polsce. Kogo teraz przyciągnie ten pomysł? Nowoczesna, Platforma i PSL nie mogą poprzeć takiego — nich będzie, że to tylko ich punktu widzenia — horrendum. A to około 95 procent politycznej opozycji. Czy w takiej sytuacji znów zagłosuje pani na Razem?
Przedsiębiorcy, spiritus movens gospodarki, będą chcieli wiedzieć: jak się to gwarantowane wynagrodzenie ma do obowiązującej płacy minimalnej? Niższe nie może być. Takie samo nie ma sensu. Wyższe? A jeśli pracownik nie zapracuje na nie, to oni mają dołożyć, czy państwo z pieniędzy podatników? Wynagrodzenie dla pracujących, a zasiłków — uważa pani — ma nie być. Żadnych? To co robić z bezrobotnymi? Więc może jednak wyjątek? Tylko ten jeden? Są przecież samotne matki z dziećmi… Więc po co, pani Magdaleno, nawołując do poważnej rozmowy, ładować do niej jakieś mgliste, nieprzemyślane i co najważniejsze kontrproduktywne pomysły. Tylko dlatego, że kursują sobie w kręgach lewicy? (Wiem o fińskim eksperymencie, lecz to absolutnie nie zmienia sprawy)
Zapewne korzysta pani z przywileju późnego urodzenia i nie pamięta pani, że takie gwarantowane wynagrodzenie już przerabialiśmy w Polsce:
„Czy się stoi, czy się leży,
Dwa tysiące się należy
Ernest Skalski



W uproszczeniu: Autor radzi nie drażnić elektoratu, który jest co najmniej konserwatywny, a pani Ostrowska jest za mówieniem prawdy wyborcom i obroną programu socjaldemokracji przy pomocy argumentów. Autor argumentuje, że gdyby tacy jak pani Ostrowska nie głosowali na Razem, a zamiast tego na Platformę, to by PiS nie wygrał i radzi podobnie postąpić przy najbliższych wyborach – wybrać mniejsze zło, gwarantujące odsunięcie PiS od władzy.
Wszystkie niemal partie skompromitowały się. Platforma wieloma niedostatkami rządzenia, lekceważeniem potrzeb elektoratu, oszukiwaniem tego elektoratu – niedotrzymywaniem obietnic, uleganiu Kościołowi i bardzo prawicowymi poglądami, brakiem jedności – kiedy posłowie nie mogli się zdobyć na wspólne głosowanie w ważnych sprawach. PSL ma też sporo za uszami, z kumoterstwem i kunktatorstwem włącznie. SLD narobiło mnóstwo błędów nie mając jasnego programu, pchając do wyborów panią Ogórek, kręcąc przy froncie wspólnej lewicy. Partii Razem po prostu nie dano szans, pomijając ich w mediach i dopiero w końcówce przed wyborami dano im szansę się pokazać, a wtedy okazało się że nie jest to jakaś sekta, że mają program i argumenty.
Głosowanie na skompromitowane partie to byłoby kunktatorstwo. Nikt nie przewidywał że lewica się omsknie. Mogło być tak że Razem by weszła do Sejmu a i SLD miało szanse. A kto głosował zgodnie z własnym sumieniem ten dobrze zrobił i nie oddawał wtedy głosu na tych co odpadną – tego nikt nie przewidział.
Nie mam zamiaru głosować na skompromitowanych polityków, tym bardziej że nie widać wśród nich żadnych prób poprawy, zmiany postawy. Oni dostosowują się do najtwardszego konserwatywnego elektoratu i wręcz konkurują tu z PiS-em. Niczego się nie nauczyli i prawdopodobnie odpadną w najbliższych wyborach, chyba że wyborcy znowu wykażą się słabą pamięcią oraz będą woleli wszystko byle nie PiS.
Nikt nie przekona wszystkich wyborców do siebie, ale czas zacząć mówić konkretnie, używając argumentów. Wtedy dana partia ma szanse wejść do Sejmu i coś zrobić. Mam dość partii, które na bieżąco głoszą to, co – jak się im wydaje – spodoba się elektoratowi. Jutro zapomną o tym co mówili dziś i znowu oszukają swoich wyborców. Nie cały elektorat to bezwolne głupki, chciałbym głosować na partię która też tak myśli i odpowiednio działa.
Przyznać trzeba, że w wyborach 2015 r. dano lewicowemu elektoratowi (jakby nie liczyć, jest go ponad 10 %, więc jest komu lewica potrzebna) okropny wybór: z jednej strony skompromitowani Miller i Palikot, z drugiej partia nazywająca się „Razem”, ale chyba na tej samej zasadzie jak partia kieszonkowego firerka nazwała się „Prawo i Sprawiedliwość” i głosząca utopijne hasła nie liczące się z realiami ekonomicznymi i społecznymi. A po wyborach idąca w samoizolację juz w sposób nieskrywany. Dopiero perspekjtywa zniewolenia kobiet spowodowała jej ocknięcie się.
W tej sytuacji trzeba było robić wszystko, żeby nie oddać władzy PiS-owi. Nie pomogło
A Pltaforma tylko dla śmiechu nazwana „obywatelską” raz za razem pokazująca gdzie ma tych obywateli, głosząca hasła, których nie miała zamiaru realizować (od JOWów poczynając na przyjaznym i tanim państwie kończąc), czy „nowoczesna” głoszaca idee i rozwiązania z połowy ubiegłego wieku, której lider zmienia poglądy na legalność działań PiSu na Maderze.
No to juz się posmialismy z nazw partii. Teraz może skupmy się na tym, dlaczego ludzie odrzucili rządy PO. Wtedy może wymyślimy, co zrobić, by odsunąć PiS od władzy.
PIRS sporo napisał z tego, co i ja chciałem więc powtarzał nie będę.
Ale jedno mnie trochę rozbawiło, a mianowicie wezwanie by „nie drażnić wyborców! ”
Zrezygnujmy z rozdziału kościoła od państwa bo taki postulat mógłby zniechęcać wyborców PSL.
A może właśnie brak tego rozdzielenia zniechęcił wyborców do głosowania na PO (i np. SLD).
Największa ilość wyborców wcale nie uczestniczyła w wyborach. Jest 50% którzy nie odnajdują swojej reprezentacji w partiach głównego nurtu. Pojawiło się Razem i nagle pół miliona tę reprezentację znalazło. Głosy byłych wyborców SLD powędrowały do PiSu (wespół z Millerowskim ogórkowy kandydatem na prezydenta ) jak pokazują badania. Jeślipojawią się szansą by zaktywizowac dotychczas biernych to trzeba to czynić. Upodabnianie do zgranych kart politycznych, które dodatkowo okazały się przegrywające nikogo nie porusza i nie poruszy.
Trochę szkoda, że odsyłacz do tekstu Magdaleny Ostrowskiej zniknął ze strony startowej, bo czytelnik nie ma punktu odniesienia dla polemiki obydwojga Autorów.
*
Jako zdeklarowany liberał intelektualnie jestem po stronie Redaktora Skalskiego jednak nie sposób zupełnie pominąć argumentów pani Ostrowskiej. Przetaczająca się przez świat zachodni rewolucja antysystemowa ma szereg przyczyn, pośród których skutki globalizacji, skutki rosnącego rozwarstwienia społecznego, skutki liberalnego modelu gospodarczego były przez lata ignorowane przez elity rządzące. W efekcie „lenistwa elit” powstała próżnia polityczna, w którą ochoczo weszły i nadal wchodzą współcześni faszyści (pożal się boże uzdrawiacze), których eufemistycznie, aby nie wywoływać upiorów przeszłości nazywamy populistami. (Podobnie eufemistycznie ich kłamstwa i oszustwa nazywane bywają postprawdą.) Oni nie mają pojęcia jak rozwiązać te problemy ale właśnie dlatego głoszą z poważnymi minami proste recepty. Te recepty w istocie są prostackie i prymitywne, prowadzące do wylewania dziecka z kąpielą, ale część elektoratu daje się na nie nabrać. Zwłaszcza elektoratu dotkniętego skutkami różnych negatywnych zjawisk społecznych i gospodarczych. Dopóki elity nie przebudzą się z letargu i nie zaczną znajdować rozwiązań wielu problemów będziemy sami jako społeczności reprodukowali różnych Orbanów, Kaczyńskich, Le Penów, Trumpów i innych fałszywych proroków dobrostanu współczesnych społeczeństw. Tak rozumiem tekst Pani Ostrowskiej a szereg stwierdzeń, które Redaktor Skalski słusznie poddał krytyce, nie zmienia słuszności przesłania ogólnego. Potrzebna jest refleksja i rozwiązania wielu problemów aby obnażyć miałkość i oszustwo populizmów. Tak właśnie rozumiem postulat powstania poważnej partii Socjaldemokratycznej, której elektorat częściowo uwiedziony został przez PiS a częściowo miota się miedzy SLD, Lewicą pani Nowackiej, partią Razem czy środowiskami Krytyki Politycznej. Dzisiaj nie widać nikogo, kto wiedział by jak i jeszcze umiał połączyć te wszystkie środowiska w nowoczesną, proeuropejską lewicę socjaldemokratyczną.
*
Przyznaję także rację Redaktorowi Skalskiemu, bo podobnie widzę priorytety polityczne istniejącej w Polsce sytuacji. Dzisiaj dyskusja programowa nad rozwiązaniami w przyszłości powinna się toczyć wyraźnie w cieniu konieczności jednoczenia się i tworzenia wspólnego frontu na rzecz odsunięcia od władzy PiSu. We froncie tym powinni się znaleźć wszyscy, którzy nie zgadzają się na niszczenie dorobku państwa i społeczeństwa polskiego po 1989 r., a więc opozycja parlamentarna, pozaparlamentarna, KOD, NGOSy, samorządy terytorialne i kto jeszcze będzie chciał. Obserwując scenę polityczną nietrudno zauważyć, że na razie głównymi hamulcowymi w tym dziele sa dwie sejmowe partie opozycyjne PO i .N Każda z nich próbuje odegrać rolę lidera w procesie jednoczenia się. Każda z partii liczy na zajęcie lepszego miejsca w przyszłości. To zasadniczy błąd strategiczny – po przegapieniu momentu krytycznego proces ten może nie mieć już w ogóle przyszłości. I takim przesłaniem skierowanym do obydwu rywalizujących partii warto rozpocząć Nowy Rok 2017.
Odnośnik do tekstu MO nie zniknął: jest (zaznaczony na czerwono) w tekście Ernesta zaraz na początku.
Dziękuję, sam nie wpadłem na pomysł, że to może być link.
Z tego co pamiętam, to Pan Profesor Wiktor Osiatyński mówił o gwarantowanym dochodzie, a to nie jest to samo co gwarantowane wynagrodzenie, ale może się mylę. A swoją drogą, byłbym wdzięczny za rozwinięcie i wyjaśnienie pomysłu dochodu gwarantowanego.
W życiu nie zagłosuję na Razem, ale odpowiada mi sposób argumentacji PIRSA. Bawiąc się w kunktatorów wszyscy jesteśmy oszustami. I politycy i my. Jak wówczas możemy mieć do nich o coś pretensje?
Po co odsuwać PiS od władzy? Po to by ją powierzyć oszustom?
Szanowny Panie Redaktorze
Partii socjaldemokratycznej, poważnej, nie farbowanych lisów, potrzeba polskiej demokracji, nie mnie. Nie da się rzetelnie rządzić współczesnym państwem, jeśli nie uwzględnia się w programach rządzenia potrzeb zagospodarowywanych tradycyjnie przez partie socjaldemokratyczne właśnie. Można tu przywołać choćby pilnowanie lewej nogi przez Lecha Wałęsę; on to rozumiał. O tym, że na partię z programem lewicowym jest społeczne zapotrzebowanie, świadczy wygrana PISu i utrzymujące się poparcie dla tej partii.
Wzrost gospodarczy stał się bożkiem w czasach PO. Oczywiście, rozumiem jego efekty w inwestycjach i podniesieniu poziomu cywilizacyjnego w ogólności, jednak, jak Pan zauważył po wyniku wyborów i obecnych tendencjach, to ludziom nie wystarcza. W 2015 roku połowa wyborców została w domu, dlaczego ? Bo oni nie odnosili się do poziomu swojej zamożności z 1980 roku, lecz do poziomu zamożności innych grup społecznych w Polsce oraz poziomu zamożności innych społeczeństw zachodniej Europy AD 2015, bo tam jeżdżą oni sami, ich dzieci, rodzeństwo, przyjaciele. Przywożą stamtąd refleksje, jak wygląda życie całkiem przeciętnej rodziny, gdzie mąż jest taksówkarzem, a żona fryzjerką. Ludzie chcieli, aby ten wzrost gospodarczy, który nie schodził z ust premiera Tuska, trafił także pod ich strzechy. Rząd PO, ustami premier Kopacz przyznał na koniec, że należało podzielić się z Polakami owocami wzrostu gospodarczego, i że PO to przegapiła (nie mam na myśli dawania zasiłków).
Co do globalizacji – nie jestem ekonomistą, więc nie podejmę się wyjaśnić Panu dylematów globalizacji, gdyż trzeba to robić branżowym językiem, w którym nie mam wprawy. Zrobił to rewelacyjnie Dani Rodrik w książce „Paradoks globalizacji”. W skrócie, jego twierdzenie, dobrze umotywowane i poparte przykładami, sprowadza się do konstatacji, że w praktyce rządzenia współczesnym państwem nie da się pogodzić trzech zjawisk: demokratycznego ustroju państwa, zacieśniającej się integracji gospodarki państwa z gospodarką światową oraz suwerenności tego państwa, oczywiście głównie w dziedzinie polityk gospodarczej i społecznej. Jego zdaniem, możliwe do połączenia są jedynie dowolne dwa z tych zjawisk. To on jako jeden z pierwszych postulował ograniczenie globalizacji do poziomu rozsądku.
'Liczne niedogodności globalizacji’ w krajach trzeciego świata, 'tania siła robocza’ … zazdroszczę łatwości eufemizmów. Rosną tam i gdzie indziej nowe pokolenia niewolników, biednych pracujących (working poor), a słabsze państwa są pionkami w rozgrywkach wielkiego międzynarodowego kapitału.
Nie pisałam o zlikwidowaniu globalizacji, lecz jej ograniczeniu; integracja europejska to przejaw rozsądnej globalizacji.
Rozumiem, że gwoli polemiki, zastosował Pan metodę doprowadzenia rozumowania przeciwnika do absurdu, więc wyjaśniam, że krytyka globalizacji nie oznacza, że jest się zarazem zwolennikiem Trumpa. Pomiędzy tymi poglądami jest przestrzeń.
Gwarantowany dochód (przyjmuję uwagę, którą zamieścił JANWOJCIECH, prof. Osiatyński mówił o gwarantowanym dochodzie, a nie wynagrodzeniu) – to nie jest ani mój, ani mglisty pogląd (Milton Friedman, John K. Galbraith) i jako nieekonomista nie podejmuję się wyjaśniać meandrów jego zastosowania; przytoczyłam go jako przykład spraw ważnych społecznie, które trzeba poddać poważnej i szczerej rozmowie z obywatelami, w kontekście szkodliwości społecznej zasiłków, w tym 500+.
Przyjmuję przytyki, że przykłady, które podałam, są niefachowe. Lecz nie przyjmuję argumentu, że z punktu widzenia 95% opozycji jakiś pogląd to horrendum. Jeśli obecne partie nie reprezentują jakichś poglądów, to nie znaczy, że trzeba zmienić poglądy, lecz że trzeba znaleźć /stworzyć partię, która te poglądy będzie reprezentować. Przesłaniem artykułu było zwrócenie uwagi na potrzebę rozmowy o Polsce ze wszystkimi obywatelami, zaprzestanie dzielenia ludzi na lepszych i gorszych, oraz na konieczność budowy partii socjaldemokratycznej. Jeśli taka nie powstanie, znów zagłosuję na Razem.
Powiada Pan, że głosując na Razem, na skutek nieznajomości metody d’Hondta, przyczyniłam się do wybrania PISu. Zapewne ma Pan rację. Lecz udział w demokracji, jaki mam, to prawo wrzucenia raz na 4 lata do urny karty z moim głosem. To nie jest zmarnowany głos, to jest mój głos obywatelski, wyraz moich poglądów. Nie muszę moim głosem wygrać wyborów. Przyjmuję, że ci co wygrali, byli w większości.
Co do poglądów wyrażanych przez partie, programów – nie rozumiem tego, przepraszam za określenie, kunktatorskiego postrzegania polityki, o jakim Pan pisze w odniesieniu do sprawy rozdziału kościoła od państwa. Układanie programów pod elektorat tej czy innej partii …. W takim ujęciu, polityka staje się to politykierstwem.
Odsunięcie PIS od władzy tylko wtedy będzie rzeczywiste, jeśli przejmie się elektorat PISu, a zrobić to można jedynie dając odpowiednią ofertę społeczno-gospodarczą, rozmawiając z ludźmi poważnym i szczerym językiem, nie dzieląc ich i nie pogardzając nimi. Kombinatoryka polityczna, o której Pan pisze, jest przejawem lekceważenia dla ludzi.
„Odsunięcie PIS od władzy tylko wtedy będzie rzeczywiste, jeśli przejmie się elektorat PISu,….. ” – rozumiem, że Pani chodzi o część tego elektoratu, który nie stanowi wyznawców sekty przyrośniętych do swoich poglądów. Oni zostali najbardziej nabrani na oszukańczą retorykę przedwyborczą i wyborczą PiS i są najpoważniejszymi ofiarami swojego wyboru.
Pozostałych wyborców PiS nikt tak bardzo nie dzieli ani nie pogardza nimi jak JK. Ale oni tak chcą i wierzą w ten przekaz. Polska to naprawdę dwa wrogie plemiona, z których jedno (pislam) liczy, że zniszczy to drugie. A na drodze tego „zniszczenia” najbardziej niszczy samo siebie. Obawiam się jednak, że dla tej części wyborców ktokolwiek spoza sekty jest niewiarygodny.
Szanowny Panie Erneście. Brzmi Pan jak mizogin, choć tu nikt pewnie tego nie dostrzega. Pana argumenty tracą moc kiedy uderzenie idzie w płeć.
@PAT: czasem warto czytać kilka razy aby zrozumieć o co chodzi autorowi. I na pewno nie jest to uprzedzenie do kobiet. Mamy tu zupełnie inne problemy do rozwiązania. Proszę nie wyskakiwać z uwagami nie na temat (chyba że to zamierzony wpis w celu wykolejenia dyskusji) a skupić się na meritum: jak się pozbyć posła demolującego Polskę i jak dotrzeć do ludzi wierzących że czarne jest białe a dwa razy dwa znaczy różnie…
„jak się pozbyć posła demolującego Polskę i jak dotrzeć do ludzi wierzących że czarne jest białe a dwa razy dwa znaczy różnie…”
Przestraszyć!
Pożyczyć od Wielkiego Brata drona, puki Tramp jeszcze jest elektem.
Przyznam się, że mną zatrzęsło, gdy przeczytałem w tekście Magdaleny Ostrowskiej o tym globalizmie. Jak zauważył to autor Ernest Skalski w dzisiejszej odpowiedzi w przypadku Polski to zarzut kompletnie nietrafiony. Polska otrzymuje zamówienia z bogatych krajów w tym z USA, bo może taniej wykonać różne produkty czy usługi nie Polski. Zatem w kontekście naprawy Rzeczpospolitej dajmy sobie spokój z tematem globalizacji. Chyba, że odsuwając Kaczyńskiego naprawimy cały świat. Proponuję trzymać się jednak twardo ziemi i nie zbaczać z tematu jak odsunąć przede wszystkim posła wiodącego kraj do upadku.
.
Nie widzę nadal zmiany Pani Magdaleny w jej myśleniu w odpowiedzi na tekst Pana Ernesta. W wielu miejscach się z nim zgadzam. Wybory to także polityka i kumoterstwo, czyli strategia. Czasem w obliczu bezkarnych rozwalaczy demokracji i dobrobytu państwa potrzebna. Pójście jak i jego zaniechanie na wybory bez zastanowienia dało nieszczęsną wygraną PiSu i wcale nie przez większość Pani Magdaleno!
.
Dlatego uwagi Piersa na początku dyskusji nie trafiają do mnie. Trudno wszystkie partie opozycyjne wsadzać do jednego worka z napisem skompromitowane. Nie ma tu uczciwego bilansu co na plusie a co na minusie. Nie uważam, że PO jest skompromitowana swoim długim rządzeniem. Ale zgadzam się, że nie prowadziła jakiegokolwiek dialogu ze społeczeństwem. To i innych partii grzech pierworodny. PiS to wygrywa ogłaszając w świat i w licznych spotkaniach z wyborcami od lat totalne głupoty i manipulowanie faktami. Słaba to demokracja, jeśli populiści tak łatwo zniewalają sporą część społeczeństwa, a drobna afera podsłuchowa wyrzuca najlepszych polityków. To co tam wyszło to sprawy, które mają miejsce w każdej partii w Polsce i na świecie. I tu zabrakło głosu rozsądku w PO aby to zdezawuować.
.
Tuby propagandowej PiSu opozycja może tylko zazdrościć; mówię o tej przed wyborami ponad rok temu:
– wszystkie wypowiedzi Kaczyńskiego spijane przez całe dziennikarstwo i roztrząsane codziennie w mediach
– Radio Maryja i TV Trwam
– wspieranie inicjatyw PiSu przez władze kościelne
– propaganda pro pisowska księży w parafiach
– wsparcie ze strony tolerowanych jawnie przez PiS wybryków kiboli, skrajnej prawicy i związku zawodowego Solidarność, w tym zaaresztowanie przez ostatnich Sejmu. To wszystko nie rozliczone przez władze i policję przez lata bezkarne.
.
Jak widać opozycja nie dorasta PiSowi do pięt w propagowaniu swoich idei. Jej największą wadą nie są programy ale wizerunek i niemożność stworzenia jednolitego frontu. To oznacza, że Polskę czeka długa droga wychodzenia z politycznego, ekonomicznego i wizerunkowego upadku spowodowanego rządami PiS.
Szanowny Pokonosie….. – Twoje słowa: …”Nie uważam, że PO jest skompromitowana swoim długim rządzeniem….”….”…To wszystko nie rozliczone przez władze i policję przez lata bezkarne…..”
No więc skompromitowała się PO nie rozliczając ulicznego bojówkarstawa – czy nie???? Pamięta Pan słynne – „Idziemy po Was”? Czy Pani premier nie przychodząc na głosowanie o pociągnięciu do odpowiedzialności przez TS pana zero i bredząca jakieś głupoty na usprawiedliwienie – to kompromitacja czy powód do chluby???
Napisałbym jeszcze co sądzę o Petru i Kijowskim – ale tego żadna cenzura nie puści. O Schetynie też nie napiszę.
Napiszę jednak coś takiego – taka arytmetyka wyborcza jaką uprawia Pan Skalski to kompletne chciejstwo. Sam głosowałem na „Razem” i jest mi miło, że znalazłem się w szacownym gronie aberrantów wyborczo-arytmetycznych.
@Sir Jarek: wszystko zależy od punktu siedzenia. To były błędy, niewybaczalne, jak czas pokazał. Ale dla mnie to po prostu błędy. Taką strategię wybrała Platforma: nie narażać się. Nie zaogniać. Nie konfrontować KRK, Rydzyka, obecnej Solidarności. I pewnie także nie dobijać dawnych sojuszników z podziemia Solidarności lat 80-tych. Myślę, że to bardziej skomplikowane. To kompromituje PO dziś, z perspektywy czasu, do czego te zaniechania doprowadziły. Ale wtedy to była ich taktyka. W sumie dziś nie wiemy, dlaczego policja pozwalała wtedy na chamskie zakłócanie wystąpień Michnika, prof. Bartoszewskiego i na ekscesy na cmentarzach podczas obchodów rocznicowych. Pamiętajmy, że w policji czy służbach bezpieczeństwa Tusk zostawił sporo ludzi z nadania PiSu, czego w pewnym momencie sam padł ofiarą, jak obecny minister wtedy szef ABW zaczął grozić mu aresztowaniem. (Za co potem poleciał ze stanowiska). Dopiero jak kiedyś wyjdą ba jaw te wszystkie machlojki ludzi oddanych PiSowi a piastujących ważne funkcje pod rządami Pkatformy, będziemy mieli pełną analizę kto tym wszystkim manipulował.
A wracając do widocznych realiów: W PO uważali, że Kaczyński sam się skompromituje i to wystarczy. Jednak tamte zaniechania nie mają porównania do obecnego jawnego wspierania najgorszych mentów kibolskich i narodowych przez władze PiSu. Wtedy już wspieranych przez Kaczyńskiego i akolitów. Prędzej czy później skończy się to krwawymi konfrontacjami.
Mateusz Kijowski opublikował ważny list. Warto go przeczytać.
https://www.facebook.com/notes/mateusz-kijowski/z-nowym-rokiem-nowym-krokiem/721731861335677
Najwyższy czas. Powodzenia!
Niestety ujawniane okoliczności działalności samego M. Kijowskiego są coraz bardziej bulwersujące: http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/onet-ujawnia-jak-mateusz-kijowski-wystawial-faktury-kod-owi/wjrnf73
Nie chodzi o fakt wynagradzania jego pracy ale o ukrywanie tego faktu, dość lipne tytuły faktur, obrażanie się na zarząd, czy wreszcie dość pokrętne tłumaczenia jego i jego żony. Nie ma szans na autorytet KOD-u kiedy lider w ten sposób mataczy. To uderza przede wszystkim w sam ruch i w podejmowane inicjatywy.
Moja najkrótsza diagnoza fatalnej kondycji opozycji jest taka: polscy politycy z jasnej strony mocy nie są zawodowcami. Nie są, bo nie chcą być. To są wciąż inteligenci, którzy chcą naprawiać świat, nie brudząc sobie za bardzo rąk. Tak zwani sweterkowcy. Nie bardzo widzę tam ludzi, którzy by jasno powiedzieli: jestem zawodowym politykiem. Biorę spora forsę i się tego nie wstydzę. W zamian staram się służyć wyborcom i społeczeństwo najlepiej, jak potrafię, bo to jest mój zawód. Zostałem wynajęty przez wyborców i zostanę przez nich wyrzucony, jeśli nie będę dla nich rzetelnie pracował. Staram się rozwiązywać problemy, a nie mętnie je opisywać albo nie daj Boże tworzyć. W tej chwili największym problemem jest grupa cwaniaków, którzy demolują kraj. Moj priorytet to jest ograniczenie demolki i przywrócenie rządów prawa we współpracy z innymi rzetelnymi fachowcami. Oto jest lista kroków, które zamierzam w tej sprawie wykonać: … (tu lista).
.
Biedroń jest zawodowym politykiem, który po prostu rzetelnie pracuje dla swojego pracodawcy. Biedroń to nie amator, tylko rzetelny fachowiec. Takich nam potrzeba. Reszta to są szczegóły.
W demokracji wiele osób często nie ma na kogo głosować, odwołując się do braku identyfikacji z programem partii istniejących. Obraz świata wyidealizowanego, np. scjentystycznego czy racjonalnego, tolerancyjnego a zarazem sprawiedliwego, każdy z nas nosi w sercu i umyśle po swojemu. Stąd oddanie swojego głosu na partię najbliższą osobistym przekonaniom, choć może daleką od moich ideałów, a zatem nie „moją” wydaje się wielu wyborcom bezsensowne. Socjologowie tak częściowo tłumaczą niską frekwencję wyborców w Polsce, zazwyczaj w okolicach 50% uprawnionych lub poniżej tej wartości. Wielu z nas żywi przekonanie, że gdyby udało się zmobilizować część z tych 50% pasywnych obywateli to wynik wyborów byłby lepszy. Tymczasem ci sami socjologowie wskazują, że niekoniecznie tak by miało być. Mogłoby być znacznie gorzej niż jest. Wiem, że trudno to sobie wyobrazić, ale np. PiS + Korwin + Kukiz mogliby mieć większość konstytucyjną. Dlatego moim zdaniem nie powinniśmy dążyć do podniesienia frekwencji wyborczej ale do przekonania aktywnych politycznie wyborców do głosowania na partie prodemokratyczne i proeuropejskie. Aby to mogli z czystym sumieniem robić, partie istniejące oraz powstające muszą uczynić wiele aby się zmienić na lepsze, na prawdziwe reprezentacje interesów społecznych a nie wyłącznie interesów własnych działaczy. Inaczej nie tylko PiRS czy J.LUK ale duża część Polaków będzie miała wrażenie, że ma do czynienia z oszustami.
Inaczej nie tylko PiRS czy J.LUK ale duża część Polaków będzie miała wrażenie, że ma do czynienia z oszustami.
Wrażenie?
To dowcip?
http://wiadomosci.onet.pl
Ale Niagara… komentarze.
Ten cholerny Internet.. a tak spokojnie żyłem w PRL Kupowałem jedną gazetę z programem radiowym i na pierwszej stronie była PRAWDA nie do podważenia bo to samo pisały inne gazety i powtarzało radio i TV.
Miałem też telefon aby nie jechać zbędnie na randkę o ile panienka dysponowała telefonem.
I najważniejsze, spałem jak kamień… a dziś? Demokracja „załatwiła” mi kiepski sen.
A tak mi ją reklamowano… w RWE.
Nawet oddałem głos na Bolka bo nie mogłem doczekać się tej zmiany
Problemem partii opozycyjnych jest brak umiejętności spojrzenia na rzeczywistość oczami przeciętnego Polaka. PIS ma to opanowane do perfekcji.
Do przeciętnego odbiorcy nie przemawia chwalenie się wzrostem PKB, on pyta: co ja z tego mam?
Do młodych nie przemawiają porównania z PRL-em bo oni porównują z zachodem i pytają: ceny mamy jak na zachodzie więc dlaczego za moja ciężka pracę dostaję dwa czy trzy razy mniejsza zapłatę?
Globalizacja gospodarcza… to nie jest problem. Problem jest globalizacja finansów. Przeciętny Polak pyta dlaczego upadek banku w USA powoduje kryzys na całym świecie? i co ważniejsze pyta dalej: dlaczego jak ja plajtuje to komornik zabiera wszystko i nikt się tym nie przejmuje a jak bank plajtuje to ja mam dopłacać do niego? I nawet jeżeli dostanie odpowiedź i ją zrozumie to pyta dalej: dlaczego politycy na to zezwolili, dlaczego nas nie ustrzegli i co robią żeby to się nie powtórzyło?
To tylko niektóre z pytań i nie oczekuję odpowiedzi bo ja je znam. Proszę zauważyć, że PIS na wszystkie powyższe pytania daje proste odpowiedzi. Co z tego, że głupie? Trafiają pod strzechę i o to chodzi.
Pani Magdalena ma 100% racji – trzeba zmienić sposób myślenia a przede wszystkim język.
Jestem skłonny do daleko idących ustępstw, ale sprawy ścisłego związku państwa z Kościołem nie odpuszczę. To nie jest sztafaż tylko fundament. Bez oddzielenia Kościoła od państwa, prawa państwowego od prawa religijnego i edukacji od indoktrynacji nie zbudujemy liberalnej demokracji i będziemy tkwili w tej pisowskiej czarnej d.. do końca świata i jeden dzień dłużej. Nawet jeśli udałoby się odsunąć od władzy obecny PiS to po niedługim czasie Kościół wkręci nam jakiś następny.
Popieram z całą mocą. Niedemokratyczna partia Kościół wybiera nam rządy, opanowuje komunikację społeczną, język, ustanawia prawa i organizuje sobie, i swojej centrali, system ekonomiczny sprzyjający jej interesom, nie interesom Polaków. Ma, niewidzialne dla PKW, kanały indoktrynacji.
Zmowa milczenia polityków, socjologów, komentatorów nie pozwala zbadać skali tego zjawiska. Zbadajmy, przedyskutujmy i oceńmy, świadomie. Ten wątek MUSI być obecny w diagnozie społecznej, w receptach na przyszłość. Wygląda na to wreszcie, że sytuacja dojrzała, bez symbiozy korporacji Kościół z pisem, nadal niewielu by się tym interesowało.
Czas goni, więc tylko krótko. 20 lat temu rozmawiałem w Niemczech z moją przyjaciółką, ekonomistką (docentka w Heidelbergu) Powiedziałem jej, że moim zdaniem, te chude krowy ze snu faraona nieuchronnie zjedzą w końcu te tłuste. Odparła wtedy: głodni są bardziej skłonni do buntu, ale oni są słabi – nie ma się co bać. Nie powtarzaliśmy tego tematu. Ostatnio nie rozmawiamy ze sobą często – jest bardzo zajęta – została działaczką AfD.
***
Wtedy jak rozmawiałem z Lylą, (ta ekonomistka), popularnym argumentem skrajnej prawicy, był taki, że liczba bezrobotnych w BRD pokrywa się z liczbą tureckich imigrantów. Głupie, ale trafiało do bardzo wielu.
***
Wybierając „mniejsze zło”, zakładamy że poprzednie wybory to był Armageddon, gdzie siły zła raz na zawsze wygrały, więc nie ma co głosować na „dobrych”, bo i tak nie mają szans.
Tak mnie ta arytmetyka wyborcza Pana redaktora Skalskiego zastanawia:
i taki cytat:
„Rozważmy pani postulat rzeczywistego rozdziału kościoła od państwa. Pomoże on czy utrudni przyciągnięcie elektoratu PSL? A te kilka — niechby nawet nie pięć — procent głosów na ludowców, jeśli wystąpią w koalicji, może zadecydować o wyniku wyborów. I czy zwolennicy tego rozdzielenia, nawet gdy nie będzie ono hasłem wyborczym opozycji, nie poprą odsunięcia od władzy Prawa i Sprawiedliwości?”
.
W takim razie rozważmy inny postulat – trzeba rozliczyć panią prezydent Warszawy i prywatyzację miasta.
Dzięki temu rzeczona koalicja zyskać może dodatakowe głosy ludzi związanych, wspierających czy choćby sympatyzujących z „Miasto jest Nasze”. Zdobędzie się dodatkowe głosy, a wyborcy przywiązani do HGW przecież i tak poprą odsunięcie PiS od władzy, czy nie?
.
Swoją drogą jeśli widać, że wyborcy Razem (np. ja czy Magdalena) uparli się i w swoim głupim uporze tej arytmetyce wyborczej wiary nie dają, to w ramach budowania koalicji może trzeba zrezygnować z neoliberalnych postulatów R. Petru i kompletnej nijakości Schetyny i postawić na Razem? Wtedy nasze głosy się zsumują.
Dyskusja nawet w niektórych miejscach ciekawa, ale nierównosci,globalizacja i temu podobne duperele nie maja najmniejszego znaczenia. Dopóki uroczyscie i z fajerwerkami nie zerwiemy konkordatu i nie wywalimy nauczania religii z przedszkoli i szkół wszystkiego stopnia, kropienia wszystkiego zaczynając od każdej nowo otwartej Toj Tojki, krucyfiksów w kazdym urzedzie, od sołtysa do Kuchcinskiego, ostentacyjneg klękania przed Jędrzejewskim z Krakowa i kazdym głupim proboszczem w gminie, a na koniec rozpedzenia na cztery wiatry całego POPISU i KUKISU nic w tym pieknym kraju nie zacznie sie zmieniac na lepsze. Będą tylko kolejne durne zmiany, jak podatek od deszczówki.
Bedziemy nadal wegetować w Europie Srodkowo Wschodniej jako najbardziej skompromitowany głupimi politykami naród i panstw0 w całej Galaktyce
@Mr E: Razem to plankton wyborczy czy nam się to podoba czy nie. Zbyt radykalny aby zdobyć więcej niż kilka procent głosów. Czyli bez żadnych szans we wspomnianej wyborczej arytmetyce. Będzie się liczył gdy poprze resztę opozycji. Mnie też nóż się otwiera jak widzę Schetynę czy Petru. To przypadkowi goście. Pierwszy zakulisowy typ, zero charyzmy, drugi z parciem na monitory ciągle (nie)uczy się na kolejnych wpadkach. Bieda z nędzą.
Jeśli ma Pan lewicowe poglądy, to nie powinna Pana zniesmaczać neoliberalna partia, która oscyluje na drugim-trzecim miejscu na polskiej scenie politycznej z podobną w sumie platformą. Ani prawicowe poglądy niektórych. Teraz poglądy polityczne i programy to sprawa drugorzędna. Chyba już wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że nie ma w tej chwili charyzmatycznego lidera dla opozycji w Polsce. Stąd jedynym pozytywnym ruchem w opozycji jest stworzenie wspólnego frontu w celu odsunięcia posła rządzącego Polską. Tu nie ma zmiłuj się, jest tylko prosta arytmetyka dodawania. Najpierw odsunięcie PiSu, potem demokratyczne wybory i różnienie się pięknie.
@ Andrzej Pokonos,
Do najbliższych wyborów (jeśli będą) prawie dwa lata. Czym jest/będzie Razem i czym jest/będzie PO i Nowoczesna przy najbliższym sprawdzianie – nie wiemy. Sondaże jakoś tam przekładają się na rzeczywistość, ale często są bardzo chybione (Komorowski miał wygrać w pierwszej turze). Jedyne, co mozna zaobserować to jakieś trendy. Właśnie pojawił sie sondaż w Superexpresie.
http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/pierwszy-sondaz-partyjny-w-2017-roku-kleska-po-ale-sa-tacy-ktorzy-sie-ciesza-wyniki_931213.html
Razem przekracza 5% (tendencja wzrostowa), PO 11% (tendencja wyraźnie w dół).
Podawałem w innym miejscu link do sondaży z podziałem na województwa.
W mazowieckim Razem 12,6% Platforma 11.3%
Wybory samorządowe mogą nagle zmienić postrzeganie partii przed wyborami do Sejmu (jeśli takie będą).
Mnie wciąż ta arytmetyka nie daje spokoju:
„. Zjednoczona Lewica dostała 7,5 procent głosów, lecz jako koalicja potrzebowała 8 procent, by wejść do Sejmu, zatem nie weszła. Zabrakło nieco ponad 93 tysiące głosów — w tym pani głosu — by Polska, nawet przy trudnej koalicji, nie straciła szans na pozostanie państwem prawa, szanowanym członkiem społeczności europejskiej.”
.
Czy Pan red. Skalski głosował na ZLEW?
Jeśli nie, to i pana głosu zabrakło, by ZLEW wszedł do Sejmu. Nawet 1 % mniej dla PO i głos na potencjalnego koalicjanta i zupełnie inaczej wygladałyby wyniki.
No ale Pan przekonywał, że trzeba koniecznie głosować na PO i może ktoś z potencjalnych wyborców Leszka Millera dał się przekonać i tych głosów zabrakło?
.
„Zgadzam się z panią w narzekaniu na opozycję polityczną. Lecz nie dlatego, że nie ma ona wizji , lecz dlatego, że nie jest zjednoczona i konkuruje ze sobą, kiedy wiadomo, że tylko demokratyczna koalicja, przy wsparciu KOD, ma szanse skutecznego przeciwstawienia się Prawu i Sprawiedliwości. Ostatnio, zresztą, podczas akcji sejmowej, jakby się zarysowywała perspektywa tej jedności. ”
.
Widocznie jestem ułomny, ale mnie nic takiego nie wiadomo. Spełnienie marzeń Jarosława Kaczyńskiego o wspólnym bloku opozycyjnym i tasowanie tych samych kart, gdzie brakuje asów, w żaden sposób nas nie przybliża do wygranej. Tym bardziej, że Jarosław do gry rzucił karty znaczone. Jesli chcemy wygrać, to trzeba zmienić grę, a nie stosować się do reguł kreślonych przez oberposła.
@Mr E: przez dwa lata wiele može się zmienić. To fakt. Czyli do wyborów samorządowych wystartuje albo zjednoczona opozycja, w co zaczynam wątpić, albo przetasowana. Jeśli pan Schetyna nadal będzie panował w Platformie, to spora część platformersów znajdzie się w Nowoczesnej Peteu. W końcu oba te ugrupowania mają zbieżny program, ale wykazują inną „żywotność”. Przy ewentualnym braku zwartej koalicji wśród partii opozycji, partie satelitarne jak PSL będą szły tam, gdzie ich interes, tak jak to było w przeszłości. W takich warunkach PiS może skutecznie rozgonić całe to towarzystwo. Jeśli nie powstanie zwarte i atrakcyjne ugrupowanie do pierwszych wyborów, jedynym rozsądnym rozwiązaniem będzie zatem jakiś jednolity front ocalenia narodowego, ponad partyjnymi podziałami. Ale do tego obecni liderzy jak na razie się nie nadają.
@ MR E doszukiwanie się odpowiedzialności pojedynczych wyborców za dojście do władzy PiS jest bezproduktywne. A obarczanie red. Skalskiego, że nie głosował na ZLEW przypomina zarzuty pod adresem Margaret Thatcher, że nie była ….komunistką. Liberał głosujący na ZLEW to jak intelektualista, który przyznaje się do analfabetyzmu! (Liberał czytając program partii Razem może nabawić się analfabetyzmu własnie!)
*
Jeżeli już ktokolwiek jest odpowiedzialny za dojście do władzy PiS to największą odpowiedzialność ponoszą liderzy partii Razem. Jak sama nazwa wskazuje partia ta jest politycznym … solistą. Uporczywie odmawiając wejścia w koalicję ZLEW liderzy partii Razem wykazali się elementarnym brakiem kompetencji politycznych. Po pierwsze działali na szkodę własnej partii, bo mogąc mieć reprezentacje parlamentarną świadomie z niej zrezygnowali. Po drugie nie wzmocnili a per saldo znacznie osłabili koalicję ZLEW. To są ludzie inteligentni i doświadczeni politycznie, więc wszelkie tłumaczenia, że mieli inną koncepcję czy nie wiedzieli co czynią wystawia im albo świadectwo cynizmu albo świadectwo niekompetencji politycznej.
*
Ma Pan rację co do konieczności koalicji sił opozycyjnych. I znów – proszę spojrzeć na partię Razem! Co robią – świadomie sabotują i zohydzają taką koalicję. Dopóki nie zaczną zachowywać się pragmatycznie i odpowiedzialnie będe traktował te partie jako skrajnie anarchistyczną, destrukcyjna siłę polityczną podobną do KUKIZ 15.
@ Sławek,
Nie rozumiem. Jeśli ktoś głosował nie głosował na ZLEW, a uważa, że ten powinien się w Sejmie znaleźć to sam sobie jest winien, czyż nie?
Dlaczego winy Pan szuka u innych?
.
Druga rzecz, której nie rozumiem to to, że mam rację co do koalicji antyPiS, a Razem jej nie ma, skoro piszę mniej więcej to samo, Dziemianowicz-Bąk czy Konieczny głoszą : Taka koalicja to spełnienie marzeń Kaczyńskiego i wielki taktyczny błąd
@ Sławek,
„Razem świadomie zohydza koalicję”.
.
Razem wcale nie jest do tego potrzebne. Wystarczy sam Petru.
A Razem ma bardzo rozsądny według mnie pogląd na ostatnie wydarzenia.
https://www.facebook.com/partiarazem/videos/723410367827022/
Mnie osobiście bardzo rozczarowała ta dyskusja. Polska przez osiem lat rządów PO zrobiła w wielu dziedzinach olbrzymi krok do przodu. pamiętam jak wszyscy dookoła podziwiali nas za „zieloną wyspę” a my turlaliśmy się ze śmiechu i szydziliśmy na całego. Nie było pomocy socjalnej ? Toż to kompletna bzdura. Proszę łaskawie zajrzeć do poprzednich budżetów – tam w sumie wymieniono wszystkie środki pomocowe na łączna kwotę 45 mld. zł. teraz zostało tylko 500+ i to niezależnie od dochodów rodziny. Zabierane są środki wszystkim grupom i organizacją i rozdawane garściami niejakiemu rydzykowi itp. Platforma popełniała błędy ? Tak jak każda partia i przegrała wybory co nie jest niczym wyjątkowym w innych krajach. Czy jak Premier J.Major z partii konserwatywnej przegrał wybory to następca z partii pracy wywracał kraj do góry nogami ? Odpowiedzialnością za państwo i los obywateli nie jest powszechna demolka tylko ciągłe ( do końca świata) poprawianie tego co zaniedbane, tego co źle funkcjonuje i oglądanie się na lepszych. Wymyślanie własnej wizji z oglądu kanapy na nic się nie zda. Jakie więc ma znaczenie czy ktoś lubi Schetynę a inny ogórki lub ogrodnika córki. Uważam, że red. Skalski ma rację. Trzeba patrzeć w wyborach nie tyle przez pryzmat sympatii ( podobno np. Brevik dopóki nie dokonał zbrodni był bardzo sympatycznym osobnikiem) ile przez konsekwencje jakie mogą nastąpić w rezultacie tych wyborów dla kraju, szczególnie, że mamy system w którym liczba mandatów nie odpowiada proporcji zdobytych głosów lecz zwycięzca dostaje olbrzymi naddatek. Wszak PIS zdobyło ok. 37 % a otrzymało ponad 51%